Czym zastąpić BECAUSE?

ABY OBEJRZEĆ LEKCJĘ VIDEO, KLIKNIJ ZDJĘCIE PONIŻEJ 😉

 

OGŁOSZENIE: PREMIERA KURSU „GOOD IMPRESSION” – LUTY 2020 🙂

A W NIM M.IN.:

– jak nabrać pewności siebie wypowiadając się w języku angielskim,
– wyrażać swoją opinię i podawać argumentację,
– prowadzić tzw. small talk
– sprawić, żeby nie zapadała taka niezręczna cisza i aby w naszych rozmowach po angielsku nigdy nam nie zabrakło nam tematów.

WSTĘPNE ZAPISY NA KURS (NIE ZOBOWIĄZUJĄ DO ZAKUPU) 😉

 

 

 

KURS INTERNETOWY – CZASY DLA WZROKOWCÓW

 

SKLEP: https://sklep.effectiveme.pl

FB: Anna Szpyt Effective Me

WSPÓŁPRACA (LEKCJE/WARSZTATY/SZKOLENIA Z EFEKTYWNEJ NAUKI ANGIELSKIEGO) –>

KONTAKT: aszpyt@effectiveme.pl

To nie moja wina

„Jestem za głupia i niedostatecznie utalentowana.”

„Cały czas popełniam te same błędy.”

„Wypadają mi z głowy najprostsze słówka.”

„Zapominam słownictwa, które kiedyś znałam.”

„Mam słabą pamięć.”

„Nie jestem dość inteligentna.”

„Potrafię budować tylko bardzo proste zdania i wolno się uczę.”

„Cokolwiek tworzę jest słabej jakości.”

„Nie jest dostatecznie dobre.”

Nie wychodzi mi i to MOJA WINA.

 

 

WINA

Według słownika PWN:

1. «czyn naruszający normy postępowania»
2. «odpowiedzialność za zły czyn»
3. «przyczyna, powód czegoś złego»

 LOS NA LOTERII

Prawdziwym powodem, dla którego zostałam modelką, było to, że wygrałam genetyczną loterię. (…)
Otrzymałam spuściznę. Może się zastanawiacie: czym jest spuścizna? Cóż, przez kilka ostatnich stuleci definiowaliśmy piękno nie tylko, jako zdrowie i młodość i symetrię, które podziwiamy, ponieważ tak zostaliśmy zaprogramowani biologicznie, ale również wysoką, smukłą figurę oraz kobiecość i białą skórę. I to jest spuścizna, która została dla mnie zbudowana, i to jest spuścizna, z której czerpię korzyści.
– Cameron Russell
Nie jest naszą winą jeśli rodzimy się z wadą serca. Albo cukrzycą. Albo jesteśmy za niscy, żeby pracować w liniach lotniczych jako steward(essa) czy pilot.

Nie jest naszą winą wzrost powyżej 2 metrów, ani też genetyczna tendencja do choroby nowotworowej.

 

Nie jest nią też, czasem wadliwy, system operacyjny (mózg), którym zostaliśmy obdarzeni. Umysł ludzki jest niesamowitym narzędziem pracy, ale na pewno nie doskonałym. Zapomina. Tworzy mocne połączenia neuronowe nie tam, gdzie byśmy sobie życzyli i nie tworzy ich tam, gdzie byłyby mile widziane. Czasem nie kojarzy faktów lub je ignoruje. Pomija istotne dane i wymaga od nas ciągłych powtórzeń istotnych informacji. Pracuje wolniej, niż byśmy chcieli i nie regeneruje dość szybko. Jest zawodny.

I w takie narzędzie zostaliśmy wyposażeni.Nie mamy żalu do siebie o słabe płuca czy krótkie nogi. To jest „sprzęt”, który został nam przydzielony przy genetycznej loterii. Nie mamy więc wpływu na pakiet potencjału, jaki dostaliśmy, mamy jednak wpływ na to czy go wykorzystamy. A jeśli chcemy zasłużyć sobie na prawo do narzekania na swój los, to przyjmijmy też na swoje barki odpowiedzialność wykorzystywania 100% swoich możliwości.

Gdy więc nadchodzi dzień (lub tydzień, a nawet kilka), gdy myślę, że cokolwiek wychodzi spod moich rąk jest po prostu „słabe” (a zdarza się to bardzo często, ponieważ jestem wyjątkowo krytyczna wobec efektów swojej pracy), staram się praktykować dwie filozofie, które ratują moje zdrowie psychiczne 😀

1)
 'Pierwszy szkic jest zawsze g***niany.’

– Ernest Hemingway

I żeby kiedyś było dobrze, najpierw musi być WIELOKROTNIE do du***y.

 

 

2) W taki system operacyjny zostałam wyposażona. Nie ode mnie zależy jego potencjał, ode mnie tylko zależy czy się zatrzymam czy też będę próbować dalej. Moją winą będzie tylko to, jeśli oleję temat i przestanę się starać. Z całą resztą da się żyć.

Powód, dla którego regularnie dostaję „hejt”

„Dziwnie będzie brzmiało jak ktoś przeczyta twoją polską notkę (…)”

” Gdzie transkrypcja fonetyczna jest zbliżona do paru liter skleconych po polsku?”

„Z zapisem fonetycznym lub bez dobrze jest jak uczona jest poprawna wymowa, a nie jej spolszczona wersja.”

 

Czyli dlaczego Panna Efektywna szerzy anglistyczne herezje i „ignoruje” transkrypcję fonetyczną.

 

Często słyszę (od anglistów i nie tylko), że źle uczę języka angielskiego, ponieważ moje fiszki zawierają spolszczoną wersję wymowy, a nie transkrypcję fonetyczną.

Wszak mamy w języku angielskim takie dźwięki, jak np.  ə, uː,  eɪ  czy  æ, więc jak ja śmiem ich nie uwzględniać?

Mówią Ci one coś? Nie? Nie szkodzi. Dziewięćdziesięciu pięciu procentom kursantów, którzy przychodzą pierwszy raz na moje lekcje też nie. I wiesz co? Uważam, że nie powinno to być przeszkodą w nauce angielskiego. Ja się nauczyłam transkrypcji na pierwszym roku studiów i w życiu spotkałam MOŻE 3 licealistów, którzy zostali w tej materii wyedukowani w szkole średniej.

Gdy założyłam bloga i kanał YouTube musiałam podjąć decyzję – czy projektując materiały do nauki słownictwa zapisywać na nich fonetyczną transkrypcję?

Tak zrodziło się kolejne pytanie – czy moi czytelnicy (w większości) posiadają dostateczną wiedzę do tego, aby wiedzieć czym jest np. „schwa”?  Nie, nie mają, więc zapis fonetyczny sam w sobie będzie całkowicie bezużyteczny.

Czy powinnam więc tworzyć fiszki, które będą zawierały: rysunek, historyjkę, kolory, słówko, przykład i do tego jeszcze spolszczony zapis wymowy oraz transkrypcję fonetyczną? Wówczas z czegoś, co miało być przejrzystą fiszką zostałby nieczytelny bazgroł.

 

Początek i koniec zarazem.

 

Czy wizja rozpoczęcie nauki nowego języka obcego od przyswojenia takich „hieroglifów” wydaje Ci się kusząca? Zwłaszcza, że na początku nic Ci nie mówią, bo nie słyszysz jeszcze za bardzo różnicy między  „ə” i „æ”?

(MOIM ZDANIEM) naszym priorytetem, jako nauczycieli, powinno być uczenie Was KOMUNIKACJI. No, chyba, że przychodzi do mnie maturzysta i mówi, że chce zdać rozszerzoną na 85%, to inna śpiewka. Jednak pracuję głównie z dorosłymi, a oni chcą umieć MÓWIĆ. Czasem dlatego, że prowadzą rozmowy telefoniczne po angielsku z klientami w korpo, a czasami dlatego, że nie chcą się zsikać ze strachu na lotnisku w drodze na wakacje za granicę. 😉

Na początku nauki mają więc cel i motyw. Mają energię i entuzjazm.

I ja mam w tym momencie wyciągnąć listę swoich „hieroglifów” i powiedzieć im, że zaczniemy naukę od tej nudy, która wcale nie jest priorytetem w komunikacji?

Seriosulsy?

 

Ostatnio odpowiedziałam na FB na taki właśnie zarzut, że uczę „niepoprawnie”. A odpisałam na niego mniej więcej tak:

 

” (…) że „spolszczona wersja” czyli polski zapis fonetyczny nie jest do końca poprawny.

Oczywiście, że nie jest do końca poprawny. W języku polskim nie mamy dźwięków występujących np. w „think” czy „the”, nie zagrasz idealnie melodii na fortepianie, w którym brakuje kilku klawiszy. Tak samo nie jestem w stanie zapisać w ZROZUMIAŁY sposób dźwięków których w j. polskim nie ma.

Ale na ten „zarzut” już odpowiedziałam – uproszczenie jest całkowicie zamierzone, bo „done is better than perfect” (zrobione jest lepsze od idealnego). Wolę, żeby moi kursanci mówili spolszczonym zrozumiałym angielskim i dogadali się, aniżeli angielskim idealnym, który… nie istnieje, bo będą się bali otworzyć usta przez wysoko postawioną poprzeczkę.

Bo, niestety, nasz system edukacyjny doprowadził do tego, że na lekcjach to się robi ćwiczenia z gramatyki i 3 x Z, a opuszczając mury szkoły wszyscy dostają talepawki z lęku przed mówieniem. Zanim więc zaczniemy wymagać pięknej wymowy RP upewnijmy się, że kursanci W OGÓLE coś powiedzą po angielsku.

Świadomie nie uczę tak, aby uzyskać idealne efekty. Uczę tak, aby efekty były dostatecznie dobre. Pedantyzm grozi nienauczeniem wcale.”

 

 

Polerowanie i dopieszczanie wymowy powinno mieć miejsce niemal przez cały okres nauki języka. Jeśli jednak torturowałabym swoich uczniów i czepiała wymowy, zwłaszcza na początku, kładła nacisk na każdy akcent i poprawność każdego dźwięku, coś mi mówi, że klientów miałabym niewielu. Bo kto by się nie zniechęcił czymś takim już na wstępie?

 

I nie zrozum mnie źle – mój system jest daleki od ideału. Wciąż się zmienia, a ja nadal eksperymentuję z zapisem wymowy i swoimi fiszkami dla wzrokowców. Jednak przez te 10 lat nauczania mogę stwierdzić jedno – nigdy nie uda nam się przyswoić WSZYSTKIEGO. Dlatego też powinniśmy się uczyć tego, co jest najważniejsze i WTEDY dopiero mierzyć w stronę ideału. Oczywiście, że powinniśmy dążyć do pięknej wymowy i płynnych wypowiedzi. Tylko czy jest sens w oczekiwaniu sprintu od kogoś, kto stawia dopiero swoje pierwsze kroki?

 

 

 

PRZYDATNE ŹRÓDŁA:

  1. http://macmillandictionary.com/

Ma taki fajny guzik z narysowanym głośnikiem. :>

2) https://www.collinsdictionary.com/dictionary/english

Jak wyżej.

This || that || these || those

TUTAJ masz link do lekcji wideo 🙂

A TUTAJ ćwiczenie z kluczem w formacie PDF. 🙂

Jest to pierwsza z 30 lekcji z serii }30dni z angielskim” – bezpłatny promujący język angielski projekt, który zrodził się w mojej głowie podczas jednego z porannych biegów. 🙂

Chcesz się przyłączyć? TU masz link. Dzięki temu każdego ranka przez cały marzec 2019 będziesz ode mnie dosatwać darmową lekcję angielskiego z ćwiczeniem. 😉

BORROW czy LEND?

VIDEO

 

 

Zrozumienie różnicy między BORROW, a LEND nie jest szczególnie trudne.

BORROW używamy, gdy to my pożyczamy coś od kogoś, a LEND, gdy pożyczamy naszą własność KOMUŚ.

Koncepcja nie jest trudna, ale jak zapamiętać co do czego?

Jak zawsze, gdy mam tego typu problem, stosuję mnemotechniki wszelkiej maści. 😉

W tm przypadku zaczynam od słówka BORROW. Buduję zdanie, w którym wspominam o tym, że chcę pożyczyć kilka książek z biblioteki (wszak do tego ona służy, żebyśmy mogli skorzystać z jej zbioru). 😉 Mówię więc, że

I want to borrow a few books.

A teraz zapiszmy to nieco inaczej. 😉

 

I want to
BORROW a few
BOOKS.   😉

BORROW używamy więc, gdy to MY pożyczamy OD KOGOŚ. 🙂

 

LEND będziemy więc stosować, gdy np. oferujemy komuś pomoc.

Załóżmy więc, że ma miejsce taka oto dyskusja:

– I don’t have enough money to pay my rent. (Nie mam dostatecznie dużo pieniędzy, by opłacić czynsz.)

– I can LEND you some. (Mogę ci trochę pożyczyć.)

 

My możemy
BORROW
BOOKS z biblioteki 😉

 

A innym, jeżeli mamy akurat na zbyciu ;p , możemy LEND nieco MONEY. ;D

Present Simple || Angielski dla wzrokowców

Dziś będzie bardzo merytorycznie i mam mocne postanowienie częściej publikować materiały do nauki angielskiego, które (mam nadzieję ;D ) poszerzą Twoje językowe horyzonty w bezbolesny sposób. 😉

 

VIDEO –> 🙂 

 

 

MAPY MYŚLI

Żeby ogarnąć dlaczego uczę czasów w angielskim w taki, a nie inny sposób, musimy wrócić do źródła. 😉 Jeśli znasz moje metody nauczania, od razu możesz zjechać na dół i przejść do czasu Present Simple. 😉

Mapy myśli wymyślił Tony Buzan i w swojej metodzie nauki uwzględnił 2 bardzo istotne fakty: pamiętamy przede wszystkim obrazy (pamięć wzrokowa) oraz ich lokalizację (pamięć przestrzenna).

Mapy myśli rysujemy na kartkach ustawionych poziomo, najlepiej kolorowych, w centrum zapisujemy temat (wielkimi literami, żeby mózg miał mniejsze problemy z odczytaniem) i rozpoczynamy zapis w prawym górnym rogu, a następnie poruszamy wokół tytułu zgodnie z ruchem wskazówek zegara.

Widziałam, że dużo osób traktuje mapy myśli jak takiego „pajączka” do burzy mózgów.

Gdy pełnią one taką właśnie funkcję – narzędzia do szukania luźnych skojarzeń i rozwiązywania problemów – może i się sprawdzają. Jednak aby taka mapa myśli miała nam służyć do nauki, musimy ją nieco zmodyfikować (i naszpikować obrazkami). Więcej powinno być więc malowania i mazaków/kredek, aniżeli czcionki. 😉

 

DLACZEGO TAK TRUDNO OGARNĄĆ CZASY?

Ponieważ jesteśmy przekonani, że w języku polskim mamy tylko 3: przeszły, teraźniejszy i przyszły. 😉 Zapominamy jednak, że mamy tzw. końcówki fleksyjne (np. poSZŁA, poSZEDŁ, poSZLIŚMY, itd.) i tryb dokonany i niedokonany (np. OBEJRZAŁAM i OGLĄDAŁAM).

Granice między czasami są w innym miejscu. Nie możemy się już ograniczyć tylko do tego KIEDY dana czynność ma/miała miejsce, ale należy wziąć pod uwagę także jej rodzaj (np. długość, skutki, podany czas, itp.).

Ale nie panikujemy, to naprawdę nie jest takie trudne. 😉
Jedziemy. 😉

 

PRESENT SIMPLE – KIEDY GO UŻYWAMY

 

 

 

KSIĄŻKA Z OPISEM 7 PODSTAWOWYCH CZASÓW –>  🙂  

KURS VIDEO (WYJAŚNIENIE ZASTOSOWAŃ PRZY POMOCY MAP MYŚLI)

 

 

 

 

JAK BUDUJEMY ZDANIA

Niektórym (anglistom 😛 ) mój sposób tłumaczenia może nie przypaść do gustu, ale,

jak śpiewa Demi Lovato:

Oooooh! Oooooh! Oooooh! I really don’t care! 😀

 

Sugeruję wydrukować sobie powyższe ściągawki. Jeżeli pracujesz z artykułem, a nie video, które nagrałam, równocześnie czytaj i zerkaj na grafiki. A teraz do rzeczy. 🙂

 

Zdania w czasie Present Simple możemy zwykle przyporządkować do jednej z trzech kategorii:

 

1) Zdania, w których występuje czasownik BYĆ i słychać to nawet w tłumaczeniu. 😉 

Np. Ja jestem Twoją nauczycielką.
I am your teacher.

On nie jest zmęczony.
He is not tired.

Gdzie ona jest?
Where is she?

Tutaj zdanie twierdzące budujemy używając odmienionego przez osoby czasownika być, tj.
I am
you are
he is
she is
we are
you are
they are

Przeczenia tworzymy przez dodanie „not”, czyli
– am not
– are nor (aren’t)
– is not (isn’t)

A pytania przez tzw. inwersję, tzn. zmieniamy kolejność słów w zdaniu i gdy zadajemy pytanie zaczynające się od CZY, czasownik „BYĆ” wędruje na początek.

Np. Czy ty jesteś głodna?  Are you hungry?
Czy oni są w domu? Are they at home?

 

Jeśli nie oczekujemy prostej odpowiedzi TAK/NIE, a chcemy zapytać GDZIE, DLACZEGO, KIEDY, itp., wówczas to właśnie pytanie będzie stało na początku.

Gdzie ona jest? Where is she?
Dlaczego tu jesteś? Why are you here?
Kiedy jest lekcja? When is the lesson?

 

2) Zdania z wszystkimi pozostałymi czasownikami. 😉

 

Biegać, spać, skakać, wstawać, itp., itd. 😉 Mówimy o czasie teraźniejszym PROSTYM, a dlatego prostym, że często nie wymaga od nas żadnych końcówek w zdaniach twierdzących. 😉

Wyjątek stanowią zdania, w których podmiot (czyli wykonawca czynności 😉 ), to ONA, ON lub ONO.
Wtedy dodajemy do czasownika -s
lub -es, jeśli czasownik kończy się na głoskę szeleszczącą, np. -s, -sh, -ch, -ss lub na -o, -x.

Ja lubię czekoladę.
I like chocolate.

On codziennie wstaje o 7.
He gets up at 7 every day.

W przeczeniach używamy operatora DON’T i DOESN’T.

DOESN’T gdy przeczenie dotyczy  HE/ SHE / IT. DON’T do całej reszty. 😉

Ja tu nie mieszkam.
I don’t live here.

Ona nie ma psa.
She doesn’t have a dog.

 

W pytaniach „CZY” operator wędruje na sam początek. No, chyba, że chcemy zapytać GDZIE, JAK , DLACZEGO, itp., to wtedy pytanie szczegółowe będzie na początku. 😉

Czy ty lubisz czekoladę?
Do you like chocolate?

Czy on lubi psy?
Does he like dogs?

Gdzie oni mieszkają?
Where do they live?

Jakiego rodzaju samochód on ma?
What kid of car does he have?

 

3) Pytanie o wykonawcę czynności, czyli WHO lub czasami WHAT.

Struktura tych pytań jest inna on większości. W większości bowiem używamy operatora DO lub DOES. Trzeba jednak nadmienić, że opera dostosowujemy przecież właśnie do OSOBY, a skoro pytamy o wykonawcę czynności, to i operatora nie ma do czego dostosować. 😉 Stąd różnica w pytaniach. 😉

Efekt? Pytanie traktujemy trochę jak zdanie twierdzące i tak, jakbyśmy używali 3 osoby w l.poj. Innymi słowy –> dodajemy końcówkę -s   lub  -es.

Ewentualnie DOESN’T, jeśli pytanie tego wymaga. Np. Kto nie lubi kawy?

Kto tutaj mieszka?
Who lives here?

Kto daje ci kwiaty każdego dnia?
Who gives you flowers every day.

Co buduje kopce i nie za dobrze widzi?
What builds mounds and can’t see very well?

Kto nie lubi kawy?
Who doesn’t like coffee?

 

 

KSIĄŻKA – Przełam barierę językową.

Kochani 🙂
Dziś premiera mojej drugiej książki! <EXCITED!>

Klikając na okładkę lub tytuł poniżej, zostaniecie przekierowani na stronę wydawnictwa. 😉

 

Break the Barrier
Przełam barierę językową

 

Niżej znajdziecie dedykację oraz jej fragment. 🙂

ENJOY!

 

 

 

Książkę dedykuję tej zahukanej i zakompleksionej Ani sprzed dziesięciu lat. Kto by pomyślał, że upór i przekora wyjdą Ci
na dobre 🙂 ?

 

Przesyłam też masę pozytywnej energii wszystkim innym nieśmiałym „Aniom” (uczniom i kursantom): starszym i młodszym,
z małych wiosek i dużych miast, tych na początku swojej drogi do płynności czy na jej końcu — żebyście to Wy, a nie Wasze
lęki, dyktowali warunki Waszego rozwoju.

Chciałabym również podziękować moim nauczycielom angielskiego, w szczególności Pani Basi Bednarczyk, śp. Jerzemu
Mozolowi oraz Pani Anecie Materniak. Mieliście większy wkład w moją edukację, niż sądzicie.

 

 

 

CICHO SZA! MOŻE SIĘ UPIECZE!

 

Jaka jest największa wada naszego systemu edukacyjnego? Jest nieefektywny, wiadomo. Ale jakie są konkretne przyczyny braku rezultatów, które by nas satysfakcjonowały? Przede wszystkim fakt, że zamiast uczyć się świadomie i z nastawieniem wykorzystania zdobytej wiedzy, stosujemy zasadę 3 x Z, tzn. zakuć, zdać i zapomnieć. Nie trzeba nikomu mówić, że nie ma w tym za grosz logiki. W końcu marnowanie naszych beztroskich lat życia na powtarzanie faktów, które przydadzą się jedynie do wpisania cyferki do kolumny w dzienniku, nie napawa optymizmem.

 

Całokształt jest tym bardziej bolesny, że nasza ścieżka edukacyjna została zaprojektowana na wzór szkieletu ryby: materiał realizowany w różnych szkołach jest (lub powinien być) bardzo zbliżony, z tą jednak różnicą, że w kolejnych klasach jest przerabiany nieco dokładniej. Innymi słowy: uczymy się w kółko tego samego, nierzadko rok w rok, czytamy dziesiątki, jeśli nie setki podręczników, nie pamiętamy z tego nic, po czym kierujemy swoje kroki w stronę wyższej edukacji lub pracy.

 

I po co, pytam? Ale nie o tym chciałam. Do brzegu więc, do brzegu.

 

Moja puenta jest następująca: jeżeli przez lata ucieramy schemat, w którym zakuwamy i zapominamy, i to W PEŁNI ŚWIADOMIE I INTENCJONALNIE, to w jaki sposób mamy się nauczyć języka, który wymaga zdobywania wiedzy tak, aby zagościła ona w mózgu na stałe? Jak mamy poszerzać swoje horyzonty, skoro tak bardzo nawykliśmy do toku rozumowania, w którym „może się upiecze” jest czymś naturalnym? I dlaczego, do cholery, nikt nam nie powiedział na starcie, że MAMY PRAWO NIE WIEDZIEĆ I PYTAĆ? Życie byłoby o wiele prostsze, gdyby dać sobie pozwolenie na braki. Bo w końcu jak inaczej możemy załatać dziury w wiedzy, jeśli nie wiemy, jak to zrobić ani gdzie się one znajdują?

 

W praktyce oznacza to, że w większości przypadków sami nie damy sobie z tym rady, ponieważ nie możemy użyć narzędzi, których nie posiadamy. Nie możemy ich też pożyczyć, bo przecież nie chcemy, żeby o tych dziurach ktokolwiek się dowiedział. Z czym nas to zostawia?

Jak się wreszcie nauczyć angielskiego?

VIDEO

 

 

 

Gdybym miała stworzyć listę najczęściej zadawanych lektorom pytań, to wspomniane w tytule znalazłoby się na jej szczycie.

Najczęściej towarzyszą mu też powody, dla których jeszcze języka ktoś nie opanował (prawdopodobnie „brak talentu do języków”, „brak czasu” i „starość” będą miały z tym „coś wspólnego”, w każdym razie według rozmówcy).

I, jak zawsze, podkreślam – ja też mam plany, z wdrożeniem których się ociągam i znajduję milion powodów, ażeby ich nie wcielić w życie. Każdego dnia jednak walczę z tą tendencją i do tego samego zachęcam Was.

 

Ostatnio usłyszałam bardzo mądre stwierdzenie:

ALBO MASZ CZAS, ALBO SWOJE WYMÓWKI.

 

Bo przecież gdybym obiecała Wam milion dolarów w zamian za opanowanie języka w 6 miesięcy, coś mi mówi, że wszyscy odkryliby w sobie dotąd niepoznane pokłady energii i talentu językowego. 😀

Stworzyłam więc dla Was listę moich ulubionych metod, technik i zasad nauki języka angielskiego. Niech Wam służą. 😉

 

 

BILECIKI DO KONTROLI

 

Co najbardziej motywuje człowieka do kupna biletu MPK? Wizja kanara kontrolującego bilety (a co za tym idzie, mandatu). 😛

Co najbardziej motywuje kursanta do nauki? Poczucie wstydu przed lektorem (i/lub grupą) spowodowane brakiem zadania lub wiedzy.

Statystyki nie kłamią – źródło negatywnej motywacji (lęk) działa o wiele silniej, aniżeli pozytywnej (chęć osiągnięcia celu).

Nie licz na wewnętrzną motywację, bo się przeliczysz. Licz na systemy, tj. prywatne lekcje czy kurs językowy (najlepiej w malutkiej grupie). Jeżeli nie będzie komu machać nad Tobą przysłowiowym kijem, nie będzie Ci się chciało nawet ruszyć z miejsca.

 

 

 

MÓZG NICZYM CZARNA DZIURA – SŁÓWKA

 

Nie bez powodu mówimy, że umysł małego dziecka chłonie informacje, jak gąbka. Jest on jeszcze niczym nie skażony i nie zanieczyszczony bzdurnymi faktami.

Młodzież i dorośli to zupełnie inna historia. My potrzebujemy skojarzeń i haczyków, wszak

Uczenie się to łączenie nowych informacji ze starymi.

Niezbędny jest więc jakiś łącznik między jednym, a drugim.

Dlatego też gdy chcę opanować nowe słówko, to na 90% wybiorę MNEMOTECHNIKI.

Spojrzę na słówko czy wyrażenie, zastanowię się co przypomina mi jego początek,

np. EQUANIMITY /ˌekwəˈnɪməti/, czyli stan spokoju umysłu w stresującej sytuacji  😉

Słowo zaczyna się od E… myślę więc o mojej mamie, która ma na imię Ela 😉

QUA… – kojarzy mi się z AQUA, czyli z wodą.

Druga część słowa przywodzi mi na myśl słowo „ANONIMOWY”.

I tak tworzę całą historię. Np. Moja mama, Ela, zachowuje spokojny stan umysłu, gdy pije sobie w kącie wodę, nikt jej nie zna i zachowuje swoją anonimowość.

EQUANIMITY.

Absurdalne? I dobrze. To znaczy, że zostanie w mojej głowie na długo. 😉

 

 

 

A CO Z GRAMATYKĄ?

Gramatyka powinna być środkiem do komunikacji, czyli przekazywania informacji. Przyswajanie jej bez przełożenia na praktykę jest tylko zaśmiecaniem sobie umysłu.

Najpierw samodzielnie przyswajając zasady gramatyki, a potem przekazując je dalej moim kursantom, wyrobiłam sobie nawyk załatwiania sprawy w dwóch krokach.

W pierwszej kolejności, o ile to możliwe, używam elementów graficznych, kolorów, rysunków – wszystkiego, co pobudzi wyobraźnię i skutecznie odzwierciedli zagadnienie, które próbuję przyswoić lub pokazać.

Drugi krok to budowanie (i zmuszanie do tego uczniów) wypowiedzi w taki sposób, aby konkretny element gramatyczny został wykorzystany. I jedziemy aż do znudzenia (to jest pełnej automatyzacji 😀 ).

Jeśli więc uczę konkretnego czasu, po zaprezentowaniu zasad, mówimy, mówimy, mówimy… Tak stawiam kursantowi (lub sobie, jeśli sama się uczę) pytania, aby był zmuszony do udzielenia odpowiedzi przy pomocy omawianej struktury.

Musimy „przemielić” jak najwięcej przykładów i przełożyć je na mówienie (uwzględniając przede wszystkim praktyczne i użyteczne przykłady, o ile to nie jest oczywiste). Wszak po to się właśnie uczymy języka – żeby go używać i się komunikować 🙂

 

 

 

W PRZYPADKU CZŁOWIEKA INTELIGENTNEGO RUTYNA JEST OZNAKĄ AMBICJI

 

Cytat autorstwa W.H Auden’a.

Gdyby informacje były rozwiązaniem problemów, wszyscy chodzilibyśmy z 6-pakiem, znali po kilka języków i zakładali własne firmy, które przynosiłyby 6-7-cyfrowy dochód 😛

Problem nie tkwi więc zwykle w tym, że czegoś nie wiemy. Mało tego – w zdecydowanej większości przypadków zdajemy sobie sprawę z tego, co POWINNIŚMY zrobić. Po prostu tego nie robimy, bo to właśnie akcja, nie myśl, jest najtrudniejsza.

Jak zwiększyć swoje szanse na sukces? Zaczynając od wyrobienia sobie małego, bezbolesnego nawyku. Może będzie to aplikacja w telefonie, a może samoprzylepne karteczki na lustrze w łazience. Potrzebujemy czegoś, co sprawi, że proces przyswajania będzie tak automatyczny, jak to tylko możliwe. Zwykle niestety tak bardzo fiksujemy się na „właściwej” metodzie, że nawet nie zaczynamy. Zapominamy o tym, że jeśli mamy znaleźć tą idealną DLA NAS, to odbędzie się to wyłącznie przez próby i błędy. Kluczowe jest więc wyrobienie właściwego nawyku. Potem będziemy mogli go zmodyfikować wedle uznania.

Znów, nie należy polegać na wewnętrznej motywacji.

Najwięksi geniusze świata opierali dzieła swojego życia na rutynach i nawykach. Myślę, że możemy się zgodzić – skoro oni muszą, to my, szaraczki, tym bardziej 😉

 

 

 

POCZUJ TEN DRESZCZYK EMOCJI I MÓW

 

I nie możemy nawet powiedzieć, że nie mamy z kim, bo portali do wymiany językowej jest w tym momencie od cholery.

Wystarczy wpisać w GOOGLE „penpal” czy „language exchange”, zarejestrować się na którejś se stron i zagadać do przypadkowej osoby.

Piękno całości polega m.in. na tym, że jeżeli zaliczymy jakąś wtopę (a to przecież lęk przed błędem i zbłaźnieniem się są głównymi przyczynami bariery), nie będziemy musieli więcej zamienić z tą osobą kolejnego słowa, jeśli takie będzie nasze życzenie.

Pogaduchy z obcokrajowcem z drugiego końca globu mogą nas tak przerażać, że znowu schowamy się w swojej norce i nie wrócimy do angielskiego przez kolejne miesiące. A może warto podejść do tego, jak do ćwiczenia lub przygody i spróbować, choćby jeden raz?

Nie dowiesz się, jeśli nie sprawdzisz. 🙂

 

 

ŻADNYCH WYJĄTKÓW

 

Powiem krótko – żadnych przystanków. Żadnej taryfy ulgowej. Nie oznacza to, że musimy każdego dnia zarzynać przez 2 h kując z fiszek. Jeśli jednak nauka języka nie jest naszą drugą naturą, nie należy pozwalać sobie na dni, gdy nie zwiększymy swojego zasobu słówek choćby o jeden element.

Niektóre z Pań mogą kojarzyć to z regularnymi ćwiczeniami lub dietą 😉 Jak trzymamy się w karbach, dajemy radę. Ale jeśli odpuścimy sobie, choćby na jeden dzień…

 

 

 

 

 

Gdy coś jest wygodne: COMFORTABLE & CONVENIENT

Gdy jeszcze pracowałam w szkole językowej (ach, te czasy prowadzenia zajęć w firmach o godzinie 7 rano, sooooo not missing this 😀 ) w czasie którejś dyskusji wyszło, że jeden z moich kursantów mieszkał 10 minut PIESZO od swojego miejsca pracy. Wszyscy oczywiście skomentowaliśmy, że to bardzo WYGODNE mieć taki niewielki dystans do pokonania każdego dnia. Jeśli jednak określilibyśmy sytuację jako COMFORTABLE, popełnilibyśmy BŁĄD. Dlaczego? 😉

 

VIDEO

 

 

 

Możemy wyróżnić przynajmniej dwa rodzaje słowa WYGODNY w języku angielskim.

 

Pierwszy to COMFORTABLE.

Czyli komfortowy, przyjemny, sugerujący rozluźnienie i relaks.

Komfortowy może być więc fotel (a comfortable armchair), pokój (a comfortable room) czy np. pozycja (a comfortable position), w której siedzimy.

Możemy komuś powiedzieć, że dobrze/komfortowo się z nimi czujemy. –> I feel very comfortable with you.

A jak przyjąć znajomą, która wpadła na kawę? Mówimy jej, żeby się rozgościła –> Make yourself comfortable.

 

 

Po drugiej stronie mamy CONVENIENT, czyli słowo, które trafniej przetłumaczylibyśmy jako DOGODNY, tzn. sugerujący coś prostego, łatwego, bezproblemowego i tak po prostu – na rękę. 😉

Jeśli więc pokonanie dystansu między domem, a pracą, zajmuje np. 3 min, możemy powiedzieć, że to bardzo „wygodne”.

This is convenient.

Sama lokalizacja może być określona mianem dogodnej

a convenient location

Co jeszcze może być wygodne w tym tego słowa znaczeniu? Np. parking, który znajduje się blisko sklepu czy domu (a convenient parking) czy podróżowanie samochodem, a nie autobusem (travelling by car is convenient).

Ktoś może mieć też wygodną wymówkę od problematycznego zadania (a convenient excuse).

A jeśli chcemy być grzeczni wobec rozmówcy, z którym ustalamy termin spotkania, powiemy, że możemy się spotkać o czasie i w miejscu najbardziej dla niego dogodnych.

Tj.

We can meet at time and place most convenient to you.

JOB czy WORK ?

Jednym z najczęściej popełnianych błędów w języku angielskim jest ten w użyciu słów „JOB” i „WORK”. Nikogo to jednak nie powinno dziwić biorąc pod uwagę częstotliwość poruszania tematu. Jakby tego było mało, gdzieś w tle pojawia się jeszcze „PROFESSION” i „OCCUPATION”. Kiedy więc używać którego?

VIDEO

 

JOB

JOB, to zasadniczo stanowisko czy też etat, który zapewnia nam pracodawca. Gdy więc jesteśmy bezrobotni, mówimy, że nie mamy pracy.

I don’t have a job.

Wtedy przeglądamy w sieci JOB OFFERS, czyli oferty pracy.

Gdy znajdziemy interesujące nas ogłoszenie zwykle aplikujemy.

 We apply for a job.

I wreszcie dostajemy pracę.

We get a job.

Niektórzy z nas mogą się też pochwalić pracą, która jest dobrze płatna, a więc jeśli koleżanka dobrze zarabia, możemy powiedzieć, że

she has a well-paid job.

 

 

 

WORK

Słowo WORK oznacza jednak coś innego. Nie jest to już stanowisko, a najczęściej ilość zadań lub miejsce.

Dlatego też, gdy mam dużo pracy do wykonania, mogę powiedzieć, że

I have a lot of work to do.

Jednak, gdy ktoś do mnie dzwoni, a ja akurat nie mogę rozmawiać, bo prowadzę zajęcia czy szkolenie, mogę powiedzieć, że jestem w pracy, tj.

I am at work.

 

 

PROFESSION

Słowo PROFESSION jest dosyć sugestywne i oznacza oczywiście profesję, a to sugeruje zwykle jakiś niezbędny trening, wiedzę, kwalifikacje czy umiejętności. Z tego też względu do tej grupy możemy zaliczyć, np. lekarzy. Teoretycznie więc mogłabym powiedzieć, że moją profesją jest „English teacher”, ponieważ, mimo innych szkół i studiów, to filologia stała się moim głównym wykształceniem. Nie oznacza to jednak, że pracuję jako nauczyciel, bo choć w życiu codziennym uczę angielskiego, to oficjalnie jestem kategoryzowana jako przedsiębiorca.

Co więc jeśli ktoś nie pracuje w swoim zawodzie i utrzymuje się z czegoś zupełnie innego, niż to, w czym się szkolił? Co jeśli taki lekarz wcale nie leczy, a pracuje np. jako kelner?

 

OCCUPATION

Wtedy właśnie mówimy o OCCUPATION, czyli zajęciu, innymi słowy pracy, dzięki której się utrzymujemy i zarabiamy na życie.

E.g. I earn my living as a waiter.   LUB

E.g. I make my living as a waiter.