Jak uczyć się rozumienia ze słuchu?

Ażeby obejrzeć lekcję, kliknij powyższe zdjęcie 😉 Niżej znajdziesz również transkrypcję, jeśli wolisz słowo pisane 😉

ENJOY <3

A.

 

 

 

Ostatnio mówiliśmy o tym, czego słuchać po angielsku. Dziś odpowiem na pytanie, które również często słyszę, tj. Jak doskonalić swoją umiejętność słuchania ze zrozumieniem W pierwszej kolejności wypada poznać źródło problemu,tj. dlaczego nie rozumiemy, czy to cudzych wypowiedzi czy np. dialogów w filmach.

 

Przyczyn może być wiele, acz na podstawie swojego doświadczenia wyróżniłam pięć.

Zbyt ubogi zasób słownictwa. Może i słyszymy dźwięki, ale na nic nam to, jeśli nie znamy danego słówka.

Tłumaczymy w głowie, zamiast myśleć po angielsku. Jest to częste, zwłaszcza na niższych poziomach. I to z kolei może być związane z podpunktem trzecim, czyli ze spowolnieniem procesu komunikacji. Po prostu nie nadążamy za rozmówcą czy tekstem.

Może to być związane ze wspomnianym tłumaczeniem w głowie albo na przykład z tym, że wykorzystywane słówka znamy, ale za słabo i mózg potrzebuje więcej czasu na zrozumienie przekazu.

Być może nauczyliśmy się niepoprawnej wymowy, przez co mózg nie sparuje ze sobą dwóch informacji. W reszcie – panikujemy. Naszym celem jest więc stworzyć jak najwięcej poprawnych ścieżek neuronowych.  Jak najlepiej opanować słownictwo i jego wymowę, aby, gdy przyjdzie do słuchania, mózg szybko kojarzył informacje.

I jeszcze jedna ważna sprawa, zanim przejdziemy do samych technik nauki. Jeżeli przyczyną problemów jest panika, zalecam: ćwiczenie mówienia i słuchania z partnerem, który nas nie stresuje, np. z zaufanym lektorem albo z kimś, kogo osobiście nie znamy, aby poziom zażenowania był niższy. Myślenie o tym, co ktoś mówi, a nie co my powinniśmy odpowiedzieć. To jest akurat bardzo częste. Opanowanie użytecznych wyrażeń.  Wiedząc, jak poprosić o powtórzenie czy parafrazę,  będziemy czuć się bezpieczniej.

Osobiście, lubię  pracować nad swoją umiejętnością słuchania ze zrozumieniem sięgając po jeden z tych trzech sposobów. W pierwszym wybieram anglojęzyczny film lub serial, który bardzo lubię. Oglądam go z angielskimi napisami. Podczas oglądania robię notatki, zapisuję słówka, sprawdzam tłumaczenie, zapisuję przykłady, a nierzadko nawet całe dialogi i sceny.  Dzięki temu później kojarzę słówka ze scenami.  I, tak dla późniejszego porównania, zapisuję w procentach ile zrozumiałam z danego filmu.  Po jakimś czasie wracam do swoich notatek i  uczę się zapisanych słówek. Czasem robię  dodatkowy research, zapisuję więcej przykładów.  I wreszcie, oglądam ten sam film, ale po raz drugi, ale już bez napisów. I, na końcu, oceniam o ile więcej zrozumiałam. Jeżeli przyłożyłam się do nauki, wszelkie wątpliwości zostają rozwiane i ogląda się film o wiele przyjemniej i  z pełnym zrozumieniem.

Drugi sposób to zakupienie audiobooka i książki lub ebook, tak, abym mogła w tym samym czasie słuchać i czytać. Jeśli decyduję się na zakup ebooka, drukuję go pozostawiając szerokie marginesy, które później wypełniam własnymi notatkami.  Ten proces już znacie, gdy napotykam nowe słówka, zakreślam je, sprawdzam, szukam nowych przykładów, zapisuję całe zdania,  aby podkreślić użycie w kontekście. Tak, piszę po książkach. Po swoich książkach, podkreślam.  Wychodzę z założenia, że książki są moim  narzędziem do nauki  narzędziem do nauki  mają takie takie podejście – trudno. I don’t care :D. Następnie, uczę się ze zrobionych notatek i po jakimś czasie słucham samego audiobooka drugi raz. Znów, jeśli przyłożyłam się do nauki słownictwa,  audiobook nie powinien mieć już przede mną tajemnic.

Ostatni sposób polega na tym, aby wybrać konkretny temat. Ja najczęściej sięgam po jakąś popularną książkę  zgłębiam go (w tym przypadku czytam po angielsku książkę), robię notatki, uczę się słownictwa,  ta część jest już Wam znana,  a potem oglądam wywiady wideo lub słucham wywiadów w podcastach z autorem lub autorką tej książki na temat tejże książki 🙂 Jest to więc ten sam temat, te same koncepcje czy zagadnienia,  acz omawiane z różnymi ludźmi.  Zauważycie jednak, że autorzy często korzystają  z tego samego słownictwa czy z tych samych wyrażeń, a osoby przeprowadzające wywiad zadają podobne pytania. W tych wywiadach spotkacie się jednak z różną intonacją, nauczycie się parafrazy, i usłyszycie podobne sformułowania w różnych wydaniach.

 

 

 

Pierwszy tryb warunkowy

 

Pierwszy tryb warunkowy w języku angielskim. Żeby obejrzeć lekcję, kliknij powyższe zdjęcie 😉.

KURS TRYBY WARUNKOWE KROK PO KROKU: www.sklep.effectiveme.pl

Darmowa ściągawka do tej lekcji:
https://www.subscribepage.com/pierwszytrybwarunkowy

FB: Anna Szpyt Effective Me

KURS „ANGIELSKI – czasy dla wzrokowców” http://sklep.effectiveme.pl/

MAIL: aszpyt@effectiveme.pl

Jak się uczyć 3-5 razy więcej słówek

Nie wiesz czego nie wiesz

 

17 lat temu.

– Na dzisiejszych zajęciach będziemy ćwiczyć słowotwórstwo! Rozdam Wam materiały, a Waszym zadaniem będzie wstawić, na podstawie kontekstu, odpowiednią część mowy, np. czasownik, rzeczownik, przymiotnik czy przysłówek. Są tu też antonimy, czyli przeciwieństwa, utworzone przez prefiksy. Na końcu lekcji sprawdzimy jak Wam poszło.

10 minut później. Konsternacja.
– Proszę Pani! Ale skąd my mamy wiedzieć jak tworzyć np. rzeczownik od czasownika, nawet jeżeli wiemy, że w danej luce ma być rzeczownik? Jakie są do tego zasady?

– Nie ma.
– Aha…

 

Czym jest słowotwórstwo

 

Skok, skakać, skoczny, skocznie… Kreatywność, kreatywny, kreatywnie… Komfort, komfortowy, niekomfortowy, komfortowo, niekomfortowo…

To jest właśnie słowotwórstwo i w języku polskim widać bardzo podobne tendencje, co w angielskim. Mogę zagłębiać się w lingwistykę i zacząć tłumaczyć czym jest „root”, „stem”, czym są prefiksy i sufiksy, ale pointa jest taka:

bazując na głównym słowie/członie, jesteśmy w stanie przyswoić słowa pochodne przez modyfikowanie tego głównego.

 

 

 

Nie zbudujesz chatki nie mając drewna

 

Kto by pomyślał, że mając takie pierwsze nieprzyjemne doświadczenie ze słowotwórstwem, dziś będę do niego zachęcać swoich kursantów i czytelników.

Owszem, nie ma zasad. ALE są tendencje. 🙂 W jednym z moich kursów internetowych (tym dla maturzystów) na samym wstępie uprzedziłam widzów, że zadań z słowotwórstwa nie da się rozwiązać przy pomocy logiki. Gdy siadamy do zadania jest już za późno. Na wymyślenie poprawnej formy czasownika, rzeczownika czy przymiotnika bazując na innych częściach mowy, nie znając jej wcześniej, mamy bardzo małe szanse.

Mimo to, uważam słowotwórstwo za jeden z najlepszych sposobów przyswajania nowego słownictwa. Często mawiam, z jest to nieproporcjonalnie niewielka inwestycja energii do liczby słów, jakie jesteśmy w stanie opanować w krótkim czasie.

 

Jak więc nauczyć się wspomnianych słów pochodnych?

Ja najczęściej korzystam z 2 sposobów.

Pierwszy to manualne uzupełnienie tabeli i posiłkowanie się językiem polskim.
1. Więc tworzę tabelę z miejscami na rzeczownik, czasownik, przymiotnik, przysłówek i antonimy lub inne części mowy z prefiksami. To taki standard na początek. Ambitni mogą zostawić więcej miejsc, bo np. prefiksów do danego słowa może być więcej (np. MISuse i OVERuse).
2. Wypisuję polską wersję danego słowa, np. komfort, komfortowy, niekomfortowy, itp.
3. Sprawdzam tłumaczenie i wpisuję do tabeli.

Wygląda to tak.

 

Alternatywa oszczędzająca czas to strona/słownik BAB.LA

Ponieważ jako jeden z nielicznych nie podpowiada nam jednego tłumaczenia, ale od razu cały szereg słów i to już podczas wpisywania pierwszych liter.

 

Można też wymienione sposoby oczywiście połączyć. 🙂

 

I od razu odpowiem na zarzut, który od czasu do czasu zdarza mi się słyszeć – „ale przygotowanie takiej tabeli zajmuje tyyyyyle czasu!”

I moja odpowiedź: „wolisz uczyć się po jednym słówku i za każdym razem otwierać stronę ze słownikiem i indywidualnie każde tłumaczyć czy za jednym zamachem wpisać 5 i mieć z głowy?” 🙂

 

 

A jak ktoś ma chęć i ochotę przyłączyć się do marcowego wyzwania „30 dni z angielskim” (na chwilę obecną weźmie w nim udział 686 osób! :O <3, grafika bardzo szybko zrobiłą się nieaktualna 😀 ),

TUTAJ jest link do zapisów. 🙂

 

 

CIUM, BUM! 🙂 I udanego tygodnia! 🙂
Ania

WYZWANIE – 30 DNI Z ANGIELSKIM

WYZWANIE! 30 DNI Z ANGIELSKIM ‼️

‼️ OFICJALNIE OGŁASZAM MARZEC MIESIĄCEM POSZERZANIA ANGLISTYCZNYCH HORYZONTÓW ‼️

➡️ 30 dni

➡️ 30 tematów

➡️ 30 filmików

➡️ 30 ćwiczeń

I dużo śmiesznych materiałów dla tych, którzy uczą się najszybciej przez obrazy.

Wszystko oczywiście za FREE!

TUTAJ możecie się zapisać na listę chętnych. Dzięki temu przez cały marzec będziecie dostawać ode mnie każdego dnia linki z filmikami i ćwiczeniami, które pomogą Wam się sprawdzić po obejrzeniu mini lekcji

 

WHO IS UP FOR A CHALLENGE ??? 

Nauka czasów w angielskim dla wzrokowców – KURS

KOCHANI!

 

Nauka czasów w języku angielskim dla wzrokowców doczekała się nowej odsłony! 🙂

Nowy rok, nowy kurs! 😀

A w nim:

– 12 czasów przedstawionych w postaci map myśli (dużo kolorów i jeszcze więcej obrazków ;)),

– system umożliwiający szybki i sprawny wybór czasów w wypowiedziach (żebyście już zawsze wiedzieli kiedy którego użyć ;)),

– szkolenie video oraz ściągawki w formacie pdf kompleksowo opisujące struktury (a w nich masa przykładów),

– ćwiczenia (+ klucz), dzięki którym nabierzecie wprawy. 😉

Jeśli chcecie dostać 10% zniżki na kurs, możecie się zapisać na listę TUTAJ. 😉

Present Simple || Angielski dla wzrokowców

Dziś będzie bardzo merytorycznie i mam mocne postanowienie częściej publikować materiały do nauki angielskiego, które (mam nadzieję ;D ) poszerzą Twoje językowe horyzonty w bezbolesny sposób. 😉

 

VIDEO –> 🙂 

 

 

MAPY MYŚLI

Żeby ogarnąć dlaczego uczę czasów w angielskim w taki, a nie inny sposób, musimy wrócić do źródła. 😉 Jeśli znasz moje metody nauczania, od razu możesz zjechać na dół i przejść do czasu Present Simple. 😉

Mapy myśli wymyślił Tony Buzan i w swojej metodzie nauki uwzględnił 2 bardzo istotne fakty: pamiętamy przede wszystkim obrazy (pamięć wzrokowa) oraz ich lokalizację (pamięć przestrzenna).

Mapy myśli rysujemy na kartkach ustawionych poziomo, najlepiej kolorowych, w centrum zapisujemy temat (wielkimi literami, żeby mózg miał mniejsze problemy z odczytaniem) i rozpoczynamy zapis w prawym górnym rogu, a następnie poruszamy wokół tytułu zgodnie z ruchem wskazówek zegara.

Widziałam, że dużo osób traktuje mapy myśli jak takiego „pajączka” do burzy mózgów.

Gdy pełnią one taką właśnie funkcję – narzędzia do szukania luźnych skojarzeń i rozwiązywania problemów – może i się sprawdzają. Jednak aby taka mapa myśli miała nam służyć do nauki, musimy ją nieco zmodyfikować (i naszpikować obrazkami). Więcej powinno być więc malowania i mazaków/kredek, aniżeli czcionki. 😉

 

DLACZEGO TAK TRUDNO OGARNĄĆ CZASY?

Ponieważ jesteśmy przekonani, że w języku polskim mamy tylko 3: przeszły, teraźniejszy i przyszły. 😉 Zapominamy jednak, że mamy tzw. końcówki fleksyjne (np. poSZŁA, poSZEDŁ, poSZLIŚMY, itd.) i tryb dokonany i niedokonany (np. OBEJRZAŁAM i OGLĄDAŁAM).

Granice między czasami są w innym miejscu. Nie możemy się już ograniczyć tylko do tego KIEDY dana czynność ma/miała miejsce, ale należy wziąć pod uwagę także jej rodzaj (np. długość, skutki, podany czas, itp.).

Ale nie panikujemy, to naprawdę nie jest takie trudne. 😉
Jedziemy. 😉

 

PRESENT SIMPLE – KIEDY GO UŻYWAMY

 

 

 

KSIĄŻKA Z OPISEM 7 PODSTAWOWYCH CZASÓW –>  🙂  

KURS VIDEO (WYJAŚNIENIE ZASTOSOWAŃ PRZY POMOCY MAP MYŚLI)

 

 

 

 

JAK BUDUJEMY ZDANIA

Niektórym (anglistom 😛 ) mój sposób tłumaczenia może nie przypaść do gustu, ale,

jak śpiewa Demi Lovato:

Oooooh! Oooooh! Oooooh! I really don’t care! 😀

 

Sugeruję wydrukować sobie powyższe ściągawki. Jeżeli pracujesz z artykułem, a nie video, które nagrałam, równocześnie czytaj i zerkaj na grafiki. A teraz do rzeczy. 🙂

 

Zdania w czasie Present Simple możemy zwykle przyporządkować do jednej z trzech kategorii:

 

1) Zdania, w których występuje czasownik BYĆ i słychać to nawet w tłumaczeniu. 😉 

Np. Ja jestem Twoją nauczycielką.
I am your teacher.

On nie jest zmęczony.
He is not tired.

Gdzie ona jest?
Where is she?

Tutaj zdanie twierdzące budujemy używając odmienionego przez osoby czasownika być, tj.
I am
you are
he is
she is
we are
you are
they are

Przeczenia tworzymy przez dodanie „not”, czyli
– am not
– are nor (aren’t)
– is not (isn’t)

A pytania przez tzw. inwersję, tzn. zmieniamy kolejność słów w zdaniu i gdy zadajemy pytanie zaczynające się od CZY, czasownik „BYĆ” wędruje na początek.

Np. Czy ty jesteś głodna?  Are you hungry?
Czy oni są w domu? Are they at home?

 

Jeśli nie oczekujemy prostej odpowiedzi TAK/NIE, a chcemy zapytać GDZIE, DLACZEGO, KIEDY, itp., wówczas to właśnie pytanie będzie stało na początku.

Gdzie ona jest? Where is she?
Dlaczego tu jesteś? Why are you here?
Kiedy jest lekcja? When is the lesson?

 

2) Zdania z wszystkimi pozostałymi czasownikami. 😉

 

Biegać, spać, skakać, wstawać, itp., itd. 😉 Mówimy o czasie teraźniejszym PROSTYM, a dlatego prostym, że często nie wymaga od nas żadnych końcówek w zdaniach twierdzących. 😉

Wyjątek stanowią zdania, w których podmiot (czyli wykonawca czynności 😉 ), to ONA, ON lub ONO.
Wtedy dodajemy do czasownika -s
lub -es, jeśli czasownik kończy się na głoskę szeleszczącą, np. -s, -sh, -ch, -ss lub na -o, -x.

Ja lubię czekoladę.
I like chocolate.

On codziennie wstaje o 7.
He gets up at 7 every day.

W przeczeniach używamy operatora DON’T i DOESN’T.

DOESN’T gdy przeczenie dotyczy  HE/ SHE / IT. DON’T do całej reszty. 😉

Ja tu nie mieszkam.
I don’t live here.

Ona nie ma psa.
She doesn’t have a dog.

 

W pytaniach „CZY” operator wędruje na sam początek. No, chyba, że chcemy zapytać GDZIE, JAK , DLACZEGO, itp., to wtedy pytanie szczegółowe będzie na początku. 😉

Czy ty lubisz czekoladę?
Do you like chocolate?

Czy on lubi psy?
Does he like dogs?

Gdzie oni mieszkają?
Where do they live?

Jakiego rodzaju samochód on ma?
What kid of car does he have?

 

3) Pytanie o wykonawcę czynności, czyli WHO lub czasami WHAT.

Struktura tych pytań jest inna on większości. W większości bowiem używamy operatora DO lub DOES. Trzeba jednak nadmienić, że opera dostosowujemy przecież właśnie do OSOBY, a skoro pytamy o wykonawcę czynności, to i operatora nie ma do czego dostosować. 😉 Stąd różnica w pytaniach. 😉

Efekt? Pytanie traktujemy trochę jak zdanie twierdzące i tak, jakbyśmy używali 3 osoby w l.poj. Innymi słowy –> dodajemy końcówkę -s   lub  -es.

Ewentualnie DOESN’T, jeśli pytanie tego wymaga. Np. Kto nie lubi kawy?

Kto tutaj mieszka?
Who lives here?

Kto daje ci kwiaty każdego dnia?
Who gives you flowers every day.

Co buduje kopce i nie za dobrze widzi?
What builds mounds and can’t see very well?

Kto nie lubi kawy?
Who doesn’t like coffee?

 

 

KSIĄŻKA – Przełam barierę językową.

Kochani 🙂
Dziś premiera mojej drugiej książki! <EXCITED!>

Klikając na okładkę lub tytuł poniżej, zostaniecie przekierowani na stronę wydawnictwa. 😉

 

Break the Barrier
Przełam barierę językową

 

Niżej znajdziecie dedykację oraz jej fragment. 🙂

ENJOY!

 

 

 

Książkę dedykuję tej zahukanej i zakompleksionej Ani sprzed dziesięciu lat. Kto by pomyślał, że upór i przekora wyjdą Ci
na dobre 🙂 ?

 

Przesyłam też masę pozytywnej energii wszystkim innym nieśmiałym „Aniom” (uczniom i kursantom): starszym i młodszym,
z małych wiosek i dużych miast, tych na początku swojej drogi do płynności czy na jej końcu — żebyście to Wy, a nie Wasze
lęki, dyktowali warunki Waszego rozwoju.

Chciałabym również podziękować moim nauczycielom angielskiego, w szczególności Pani Basi Bednarczyk, śp. Jerzemu
Mozolowi oraz Pani Anecie Materniak. Mieliście większy wkład w moją edukację, niż sądzicie.

 

 

 

CICHO SZA! MOŻE SIĘ UPIECZE!

 

Jaka jest największa wada naszego systemu edukacyjnego? Jest nieefektywny, wiadomo. Ale jakie są konkretne przyczyny braku rezultatów, które by nas satysfakcjonowały? Przede wszystkim fakt, że zamiast uczyć się świadomie i z nastawieniem wykorzystania zdobytej wiedzy, stosujemy zasadę 3 x Z, tzn. zakuć, zdać i zapomnieć. Nie trzeba nikomu mówić, że nie ma w tym za grosz logiki. W końcu marnowanie naszych beztroskich lat życia na powtarzanie faktów, które przydadzą się jedynie do wpisania cyferki do kolumny w dzienniku, nie napawa optymizmem.

 

Całokształt jest tym bardziej bolesny, że nasza ścieżka edukacyjna została zaprojektowana na wzór szkieletu ryby: materiał realizowany w różnych szkołach jest (lub powinien być) bardzo zbliżony, z tą jednak różnicą, że w kolejnych klasach jest przerabiany nieco dokładniej. Innymi słowy: uczymy się w kółko tego samego, nierzadko rok w rok, czytamy dziesiątki, jeśli nie setki podręczników, nie pamiętamy z tego nic, po czym kierujemy swoje kroki w stronę wyższej edukacji lub pracy.

 

I po co, pytam? Ale nie o tym chciałam. Do brzegu więc, do brzegu.

 

Moja puenta jest następująca: jeżeli przez lata ucieramy schemat, w którym zakuwamy i zapominamy, i to W PEŁNI ŚWIADOMIE I INTENCJONALNIE, to w jaki sposób mamy się nauczyć języka, który wymaga zdobywania wiedzy tak, aby zagościła ona w mózgu na stałe? Jak mamy poszerzać swoje horyzonty, skoro tak bardzo nawykliśmy do toku rozumowania, w którym „może się upiecze” jest czymś naturalnym? I dlaczego, do cholery, nikt nam nie powiedział na starcie, że MAMY PRAWO NIE WIEDZIEĆ I PYTAĆ? Życie byłoby o wiele prostsze, gdyby dać sobie pozwolenie na braki. Bo w końcu jak inaczej możemy załatać dziury w wiedzy, jeśli nie wiemy, jak to zrobić ani gdzie się one znajdują?

 

W praktyce oznacza to, że w większości przypadków sami nie damy sobie z tym rady, ponieważ nie możemy użyć narzędzi, których nie posiadamy. Nie możemy ich też pożyczyć, bo przecież nie chcemy, żeby o tych dziurach ktokolwiek się dowiedział. Z czym nas to zostawia?

Jak poszerzyć swój zasób słownictwa

Lower your expectations in the short-term so that you can have extremely large goals in the long-term.

Obniż swoje krótkoterminowe oczekiwania, żeby móc ustanawiać ogromne długoterminowe cele.

Tim Ferriss

Na początku napisałam długi i wyszukany wstęp do tego posta, ale w ostatecznym rozrachunku stwierdziłam, że przejdę od razu do rzeczy. 😉  You’re welcome! 😀 😉

 

Jak uniknąć ciągłego zaczynania od nowa?

Nie przerywać. 😀

Jak nie przerywać? Ustawiać sobie (krótkoterminowo) poprzeczkę bardzo, bardzo… BARDZO nisko.

Wybrać ścieżkę najmniejszego oporu, ponieważ to przełamanie tej wewnętrznej niechęci do rozpoczęcia działania jest najtrudniejsze.

Innymi słowy – ucz się JEDNEGO słowa dziennie.

Jedno słowo niczego nie zmieni, powiesz. Przecież poszerzanie zasobu słownictwa, czy to w angielskim czy jakimkolwiek innym języku obcym, to kolosalne zadanie, które nigdy się tak naprawdę nie skończy.

Prawda. Nikt Ci jednak nie każe poprzestać na tym jednym słówku, gdy tylko je „odhaczysz”. Po prostu daj sobie pozwolenie na niższe standardy. Zrobisz więcej? Super. Nie? Luz – plan na dany dzień i tak został zrealizowany.

Dbaj o stawianie pojedynczych cegieł, a mur zadba już sam o siebie.

 

A żeby się łatwiej budowało, niżej lista stron i aplikacji, które są oparte na koncepcji „the word of the day”, czyli słówka na dany dzień. 😉

 

 

STRONY WWW:

Merriam-Webster

Wordthink

Learner’s Dictionary

 

APLIKACJE:

  1. Word of the Day
  2. Vocabulary Builder

 

 

 

 

 

Dlaczego dzieci uczą się języków obcych szybciej

JEDNO WIELKIE KŁAMSTWO

Tak po prawdzie, po przekalkulowaniu liczby godzin spędzonych na przyswajaniu języka, to właściwie moglibyście stwierdzić, że… wcale nie uczą się szybciej.

ZONK.

No, może trochę. Nim wymienię, co działa na ich korzyść, wyjaśnię może co miałam na myśli kwestionując tą powszechną opinię.

Szacuje się, że aby osiągnąć poziom C2 w angielskim, czyli płynność w posługiwaniu się językiem angielskim, trzeba mu poświęcić około 1200 h. Jak to wygląda w przypadku typowego 6-latka?

6 lat życia x 365 dni w roku x 14 h gdy nie śpi (co można by zwiększyć, bo gdy śpimy mózg przecież nadal pracuje, ale OK), daje nam 30 660 h.

Nasze marne 1200 h przeciwko ich 30 000 z hakiem.

Nadaje świeżej perspektywy, prawda?

Nie kwestionuję jednak kilku faktów, które działają na korzyść dzieciaków i które pomagają przyswoić im dowolny język obcy szybciej, a moglibyśmy do nich zaliczyć między innymi to, że…

 

 

 

NIE KWESTIONUJĄ SWOJEJ INTELIGENCJI I ZDOLNOŚCI DO

NAUKI

Nigdy nie spotykamy dzieci, które twierdzą, że nie mają talentu do języków. Nie zastanawiają się czy są w stanie przyswoić wyjątkowo trudne słówko – po prostu od razu przechodzą do procesu nauki. Z zasady, nikt im nigdy nie mówi, że są humanistami czy umysłami ścisłymi, po prostu dostają „czyste konto” i nawet nie moment nie przystają, żeby się zastanowić czy efekt końcowy będzie ich zadowalał. Ot, skupiają się na zadaniu.

 

 

 

NIE CIERPIĄ Z POWODU BARIERY JĘZYKOWEJ

Choć ta część będzie zależała też od naszej definicji bariery językowej. Jeżeli przyjmiemy, że jest nią nieśmiałość, to możemy zostać zmuszeni do zmiany perspektywy.

Moja skromna osoba stukająca teraz w klawisze klawiatury, gdy pierwszy raz weszła do przedszkola, stanęła jak wryta i odmówiła ruszenia się z miejsca, „bo nikogo przecież tam nie znała”.

Nieśmiałość też jest formą bariery językowej, jednak szanse na to, że spotkamy otwarte i ciekawe świata dziecko, są o wiele większe, aniżeli spotkanie osoby dorosłej z takim właśnie podejściem. Dlatego tak ważne jest, żeby zachęcać dziecko do podejmowania kolejnych prób działania, pomimo ewentualnych nieudanych prób. Im bardziej przeżywamy „porażki” i „upokorzenia”, tym trudniej nam się później otworzyć i spróbować po raz kolejny.

 

 

 

UCZĄ SIĘ JĘZYKA, NIE O JĘZYKU

I, żeby było jasne, ja również uczę swoich kursantów zasad gramatyki i tego, jak mówić poprawnie. Uważam jednak, że

1) przedstawienie tych zasad powinno być zrozumiałe dla umysłu, w preferowany przez niego sposób tak, aby nie bolało,

2) gramatyka bez przełożenia na komunikację jest tylko zaśmiecaniem sobie umysłu – język ma służyć do przekazywania informacji, a gramatyka jest tylko jednym ze środków do celu (np. wyrażenie przeszłości, przyszłości, itp.). Sama w sobie nie będzie służyła do niczego, a nawet stanie się kulą u nogi, jeżeli martwienie się o poprawność zacznie nas powstrzymywać przed otwieraniem ust i rozmową z drugim człowiekiem.

Jak więc się uczyć języka? Praktycznie. Pamiętając, że to nieco bardziej złożone narzędzie do komunikacji. Taki klucz, który otwiera nam różne skrytki. „Tajemny kod”, dzięki którymi możemy rozmawiać z ludźmi, z którymi w przeciwnym razie konwersacje byłyby niemożliwa. 😉

 

 

NIE DOŚWIADCZAJĄ PRZEŁADOWANIA INFORMACYJNEGO

Życie w dobie informacyjnej, a nie industrialnej, choć dające ogrom możliwości, ma swoją cenę. Podobno w 2015 roku ilość danych, które dostawały się do ludzkiego umysłu, była pięciokrotnie większa, niż ta, z roku 1986. Nasz mózg nie nadąża za postępem. Projektujemy komputery, które rzekomo mają przetwarzać za nas dane, wiemy jednak, że to za mało.

Tzw. „brain fog” (brain – mózg, fog – mgła) stała się czymś tak powszechnym, że prawie niezauważalnym. Jest to rodzaj kognitywnej dysfunkcji, a wiąże się z problemami z pamięcią i koncentracją oraz brakiem klarowności umysłu. Nasze umysły są już tak przeładowane, że nie są w stanie więcej wchłonąć. Małe dzieci na szczęście (i na razie) nie mają tego problemu.

 

 

Jak się wreszcie nauczyć angielskiego?

VIDEO

 

 

 

Gdybym miała stworzyć listę najczęściej zadawanych lektorom pytań, to wspomniane w tytule znalazłoby się na jej szczycie.

Najczęściej towarzyszą mu też powody, dla których jeszcze języka ktoś nie opanował (prawdopodobnie „brak talentu do języków”, „brak czasu” i „starość” będą miały z tym „coś wspólnego”, w każdym razie według rozmówcy).

I, jak zawsze, podkreślam – ja też mam plany, z wdrożeniem których się ociągam i znajduję milion powodów, ażeby ich nie wcielić w życie. Każdego dnia jednak walczę z tą tendencją i do tego samego zachęcam Was.

 

Ostatnio usłyszałam bardzo mądre stwierdzenie:

ALBO MASZ CZAS, ALBO SWOJE WYMÓWKI.

 

Bo przecież gdybym obiecała Wam milion dolarów w zamian za opanowanie języka w 6 miesięcy, coś mi mówi, że wszyscy odkryliby w sobie dotąd niepoznane pokłady energii i talentu językowego. 😀

Stworzyłam więc dla Was listę moich ulubionych metod, technik i zasad nauki języka angielskiego. Niech Wam służą. 😉

 

 

BILECIKI DO KONTROLI

 

Co najbardziej motywuje człowieka do kupna biletu MPK? Wizja kanara kontrolującego bilety (a co za tym idzie, mandatu). 😛

Co najbardziej motywuje kursanta do nauki? Poczucie wstydu przed lektorem (i/lub grupą) spowodowane brakiem zadania lub wiedzy.

Statystyki nie kłamią – źródło negatywnej motywacji (lęk) działa o wiele silniej, aniżeli pozytywnej (chęć osiągnięcia celu).

Nie licz na wewnętrzną motywację, bo się przeliczysz. Licz na systemy, tj. prywatne lekcje czy kurs językowy (najlepiej w malutkiej grupie). Jeżeli nie będzie komu machać nad Tobą przysłowiowym kijem, nie będzie Ci się chciało nawet ruszyć z miejsca.

 

 

 

MÓZG NICZYM CZARNA DZIURA – SŁÓWKA

 

Nie bez powodu mówimy, że umysł małego dziecka chłonie informacje, jak gąbka. Jest on jeszcze niczym nie skażony i nie zanieczyszczony bzdurnymi faktami.

Młodzież i dorośli to zupełnie inna historia. My potrzebujemy skojarzeń i haczyków, wszak

Uczenie się to łączenie nowych informacji ze starymi.

Niezbędny jest więc jakiś łącznik między jednym, a drugim.

Dlatego też gdy chcę opanować nowe słówko, to na 90% wybiorę MNEMOTECHNIKI.

Spojrzę na słówko czy wyrażenie, zastanowię się co przypomina mi jego początek,

np. EQUANIMITY /ˌekwəˈnɪməti/, czyli stan spokoju umysłu w stresującej sytuacji  😉

Słowo zaczyna się od E… myślę więc o mojej mamie, która ma na imię Ela 😉

QUA… – kojarzy mi się z AQUA, czyli z wodą.

Druga część słowa przywodzi mi na myśl słowo „ANONIMOWY”.

I tak tworzę całą historię. Np. Moja mama, Ela, zachowuje spokojny stan umysłu, gdy pije sobie w kącie wodę, nikt jej nie zna i zachowuje swoją anonimowość.

EQUANIMITY.

Absurdalne? I dobrze. To znaczy, że zostanie w mojej głowie na długo. 😉

 

 

 

A CO Z GRAMATYKĄ?

Gramatyka powinna być środkiem do komunikacji, czyli przekazywania informacji. Przyswajanie jej bez przełożenia na praktykę jest tylko zaśmiecaniem sobie umysłu.

Najpierw samodzielnie przyswajając zasady gramatyki, a potem przekazując je dalej moim kursantom, wyrobiłam sobie nawyk załatwiania sprawy w dwóch krokach.

W pierwszej kolejności, o ile to możliwe, używam elementów graficznych, kolorów, rysunków – wszystkiego, co pobudzi wyobraźnię i skutecznie odzwierciedli zagadnienie, które próbuję przyswoić lub pokazać.

Drugi krok to budowanie (i zmuszanie do tego uczniów) wypowiedzi w taki sposób, aby konkretny element gramatyczny został wykorzystany. I jedziemy aż do znudzenia (to jest pełnej automatyzacji 😀 ).

Jeśli więc uczę konkretnego czasu, po zaprezentowaniu zasad, mówimy, mówimy, mówimy… Tak stawiam kursantowi (lub sobie, jeśli sama się uczę) pytania, aby był zmuszony do udzielenia odpowiedzi przy pomocy omawianej struktury.

Musimy „przemielić” jak najwięcej przykładów i przełożyć je na mówienie (uwzględniając przede wszystkim praktyczne i użyteczne przykłady, o ile to nie jest oczywiste). Wszak po to się właśnie uczymy języka – żeby go używać i się komunikować 🙂

 

 

 

W PRZYPADKU CZŁOWIEKA INTELIGENTNEGO RUTYNA JEST OZNAKĄ AMBICJI

 

Cytat autorstwa W.H Auden’a.

Gdyby informacje były rozwiązaniem problemów, wszyscy chodzilibyśmy z 6-pakiem, znali po kilka języków i zakładali własne firmy, które przynosiłyby 6-7-cyfrowy dochód 😛

Problem nie tkwi więc zwykle w tym, że czegoś nie wiemy. Mało tego – w zdecydowanej większości przypadków zdajemy sobie sprawę z tego, co POWINNIŚMY zrobić. Po prostu tego nie robimy, bo to właśnie akcja, nie myśl, jest najtrudniejsza.

Jak zwiększyć swoje szanse na sukces? Zaczynając od wyrobienia sobie małego, bezbolesnego nawyku. Może będzie to aplikacja w telefonie, a może samoprzylepne karteczki na lustrze w łazience. Potrzebujemy czegoś, co sprawi, że proces przyswajania będzie tak automatyczny, jak to tylko możliwe. Zwykle niestety tak bardzo fiksujemy się na „właściwej” metodzie, że nawet nie zaczynamy. Zapominamy o tym, że jeśli mamy znaleźć tą idealną DLA NAS, to odbędzie się to wyłącznie przez próby i błędy. Kluczowe jest więc wyrobienie właściwego nawyku. Potem będziemy mogli go zmodyfikować wedle uznania.

Znów, nie należy polegać na wewnętrznej motywacji.

Najwięksi geniusze świata opierali dzieła swojego życia na rutynach i nawykach. Myślę, że możemy się zgodzić – skoro oni muszą, to my, szaraczki, tym bardziej 😉

 

 

 

POCZUJ TEN DRESZCZYK EMOCJI I MÓW

 

I nie możemy nawet powiedzieć, że nie mamy z kim, bo portali do wymiany językowej jest w tym momencie od cholery.

Wystarczy wpisać w GOOGLE „penpal” czy „language exchange”, zarejestrować się na którejś se stron i zagadać do przypadkowej osoby.

Piękno całości polega m.in. na tym, że jeżeli zaliczymy jakąś wtopę (a to przecież lęk przed błędem i zbłaźnieniem się są głównymi przyczynami bariery), nie będziemy musieli więcej zamienić z tą osobą kolejnego słowa, jeśli takie będzie nasze życzenie.

Pogaduchy z obcokrajowcem z drugiego końca globu mogą nas tak przerażać, że znowu schowamy się w swojej norce i nie wrócimy do angielskiego przez kolejne miesiące. A może warto podejść do tego, jak do ćwiczenia lub przygody i spróbować, choćby jeden raz?

Nie dowiesz się, jeśli nie sprawdzisz. 🙂

 

 

ŻADNYCH WYJĄTKÓW

 

Powiem krótko – żadnych przystanków. Żadnej taryfy ulgowej. Nie oznacza to, że musimy każdego dnia zarzynać przez 2 h kując z fiszek. Jeśli jednak nauka języka nie jest naszą drugą naturą, nie należy pozwalać sobie na dni, gdy nie zwiększymy swojego zasobu słówek choćby o jeden element.

Niektóre z Pań mogą kojarzyć to z regularnymi ćwiczeniami lub dietą 😉 Jak trzymamy się w karbach, dajemy radę. Ale jeśli odpuścimy sobie, choćby na jeden dzień…