Present Simple || Angielski dla wzrokowców

Dziś będzie bardzo merytorycznie i mam mocne postanowienie częściej publikować materiały do nauki angielskiego, które (mam nadzieję ;D ) poszerzą Twoje językowe horyzonty w bezbolesny sposób. 😉

 

VIDEO –> 🙂 

 

 

MAPY MYŚLI

Żeby ogarnąć dlaczego uczę czasów w angielskim w taki, a nie inny sposób, musimy wrócić do źródła. 😉 Jeśli znasz moje metody nauczania, od razu możesz zjechać na dół i przejść do czasu Present Simple. 😉

Mapy myśli wymyślił Tony Buzan i w swojej metodzie nauki uwzględnił 2 bardzo istotne fakty: pamiętamy przede wszystkim obrazy (pamięć wzrokowa) oraz ich lokalizację (pamięć przestrzenna).

Mapy myśli rysujemy na kartkach ustawionych poziomo, najlepiej kolorowych, w centrum zapisujemy temat (wielkimi literami, żeby mózg miał mniejsze problemy z odczytaniem) i rozpoczynamy zapis w prawym górnym rogu, a następnie poruszamy wokół tytułu zgodnie z ruchem wskazówek zegara.

Widziałam, że dużo osób traktuje mapy myśli jak takiego „pajączka” do burzy mózgów.

Gdy pełnią one taką właśnie funkcję – narzędzia do szukania luźnych skojarzeń i rozwiązywania problemów – może i się sprawdzają. Jednak aby taka mapa myśli miała nam służyć do nauki, musimy ją nieco zmodyfikować (i naszpikować obrazkami). Więcej powinno być więc malowania i mazaków/kredek, aniżeli czcionki. 😉

 

DLACZEGO TAK TRUDNO OGARNĄĆ CZASY?

Ponieważ jesteśmy przekonani, że w języku polskim mamy tylko 3: przeszły, teraźniejszy i przyszły. 😉 Zapominamy jednak, że mamy tzw. końcówki fleksyjne (np. poSZŁA, poSZEDŁ, poSZLIŚMY, itd.) i tryb dokonany i niedokonany (np. OBEJRZAŁAM i OGLĄDAŁAM).

Granice między czasami są w innym miejscu. Nie możemy się już ograniczyć tylko do tego KIEDY dana czynność ma/miała miejsce, ale należy wziąć pod uwagę także jej rodzaj (np. długość, skutki, podany czas, itp.).

Ale nie panikujemy, to naprawdę nie jest takie trudne. 😉
Jedziemy. 😉

 

PRESENT SIMPLE – KIEDY GO UŻYWAMY

 

 

 

KSIĄŻKA Z OPISEM 7 PODSTAWOWYCH CZASÓW –>  🙂  

KURS VIDEO (WYJAŚNIENIE ZASTOSOWAŃ PRZY POMOCY MAP MYŚLI)

 

 

 

 

JAK BUDUJEMY ZDANIA

Niektórym (anglistom 😛 ) mój sposób tłumaczenia może nie przypaść do gustu, ale,

jak śpiewa Demi Lovato:

Oooooh! Oooooh! Oooooh! I really don’t care! 😀

 

Sugeruję wydrukować sobie powyższe ściągawki. Jeżeli pracujesz z artykułem, a nie video, które nagrałam, równocześnie czytaj i zerkaj na grafiki. A teraz do rzeczy. 🙂

 

Zdania w czasie Present Simple możemy zwykle przyporządkować do jednej z trzech kategorii:

 

1) Zdania, w których występuje czasownik BYĆ i słychać to nawet w tłumaczeniu. 😉 

Np. Ja jestem Twoją nauczycielką.
I am your teacher.

On nie jest zmęczony.
He is not tired.

Gdzie ona jest?
Where is she?

Tutaj zdanie twierdzące budujemy używając odmienionego przez osoby czasownika być, tj.
I am
you are
he is
she is
we are
you are
they are

Przeczenia tworzymy przez dodanie „not”, czyli
– am not
– are nor (aren’t)
– is not (isn’t)

A pytania przez tzw. inwersję, tzn. zmieniamy kolejność słów w zdaniu i gdy zadajemy pytanie zaczynające się od CZY, czasownik „BYĆ” wędruje na początek.

Np. Czy ty jesteś głodna?  Are you hungry?
Czy oni są w domu? Are they at home?

 

Jeśli nie oczekujemy prostej odpowiedzi TAK/NIE, a chcemy zapytać GDZIE, DLACZEGO, KIEDY, itp., wówczas to właśnie pytanie będzie stało na początku.

Gdzie ona jest? Where is she?
Dlaczego tu jesteś? Why are you here?
Kiedy jest lekcja? When is the lesson?

 

2) Zdania z wszystkimi pozostałymi czasownikami. 😉

 

Biegać, spać, skakać, wstawać, itp., itd. 😉 Mówimy o czasie teraźniejszym PROSTYM, a dlatego prostym, że często nie wymaga od nas żadnych końcówek w zdaniach twierdzących. 😉

Wyjątek stanowią zdania, w których podmiot (czyli wykonawca czynności 😉 ), to ONA, ON lub ONO.
Wtedy dodajemy do czasownika -s
lub -es, jeśli czasownik kończy się na głoskę szeleszczącą, np. -s, -sh, -ch, -ss lub na -o, -x.

Ja lubię czekoladę.
I like chocolate.

On codziennie wstaje o 7.
He gets up at 7 every day.

W przeczeniach używamy operatora DON’T i DOESN’T.

DOESN’T gdy przeczenie dotyczy  HE/ SHE / IT. DON’T do całej reszty. 😉

Ja tu nie mieszkam.
I don’t live here.

Ona nie ma psa.
She doesn’t have a dog.

 

W pytaniach „CZY” operator wędruje na sam początek. No, chyba, że chcemy zapytać GDZIE, JAK , DLACZEGO, itp., to wtedy pytanie szczegółowe będzie na początku. 😉

Czy ty lubisz czekoladę?
Do you like chocolate?

Czy on lubi psy?
Does he like dogs?

Gdzie oni mieszkają?
Where do they live?

Jakiego rodzaju samochód on ma?
What kid of car does he have?

 

3) Pytanie o wykonawcę czynności, czyli WHO lub czasami WHAT.

Struktura tych pytań jest inna on większości. W większości bowiem używamy operatora DO lub DOES. Trzeba jednak nadmienić, że opera dostosowujemy przecież właśnie do OSOBY, a skoro pytamy o wykonawcę czynności, to i operatora nie ma do czego dostosować. 😉 Stąd różnica w pytaniach. 😉

Efekt? Pytanie traktujemy trochę jak zdanie twierdzące i tak, jakbyśmy używali 3 osoby w l.poj. Innymi słowy –> dodajemy końcówkę -s   lub  -es.

Ewentualnie DOESN’T, jeśli pytanie tego wymaga. Np. Kto nie lubi kawy?

Kto tutaj mieszka?
Who lives here?

Kto daje ci kwiaty każdego dnia?
Who gives you flowers every day.

Co buduje kopce i nie za dobrze widzi?
What builds mounds and can’t see very well?

Kto nie lubi kawy?
Who doesn’t like coffee?

 

 

Jak się uczyć słówek tak, by je pamiętać na stałe :)

DAWNO, DAWNO TEMU…

 

W odległej krainie zwanej „Dziki Świat XXI Wieku” istniały dwa rodzaje umysłów. Pierwszy przypominał czystą niezapisaną kartkę papieru. Promieniał świeżością, był otwarty na nowe wiadomości i doświadczenia oraz nie był niczym skażony. Był to umysł dziecka.

 

 

Drugi zaś, pomimo życiowego doświadczenia i (teoretycznie) wiedzy, miał ogromne trudności w wyborze rzeczy ważnych. Rano łatwo ulegał pokusie sprawdzania mediów społecznościowych czy poczty email i kochał bycie „zajętym” (co rzadko kiedy było związane ze sprawami prawdziwie istotnymi). Był tak zagracony zbędnymi informacjami, że dołożenie czegokolwiek do tego stosu graniczyło z cudem. Do tego stopnia był bombardowany ogromem informacji, że nauczył się je w naturalny sposób ignorować. Jego wszystkie mechanizmy obronne nie były jednak dostatecznie efektywny i bardzo często doświadczał „przeładowania” (tzw. work overload, nazywanego również przepracowaniem). Tylko, że to przepracowanie nie zawsze było faktycznym przepracowaniem. Bardzo często polegało bowiem na konsumpcji zbędnych informacji, przez co w drugiej połowie dnia nie pozostawało mu już za dużo energii na zgromadzenie tych użytecznych.

 

 

Od czasu do czasu drugi rodzaj umysłu podejmował próbę dorzucenia do stosu wartościowych elementów. Nie był on zbyt świadom panujących w nim zasad, więc nie przywiązywał do nich żadnych sznurków, by móc je później ze stosu wyciągnąć. I tak wszystkie te informacje gubiły się gdzieś  pod stertą tak zwanego „wszystkiego”. Był to umysł osoby dorosłej.

 

 

 

NAUCZ SIĘ ŁOWIĆ RYBY

 

Najprawdopodobniej jesteś gdzieś między 18 a 35 rokiem życia, a to oznacza, że Twoje życie jest pełne różnego rodzaju nadmiaru i przypomina ten drugi rodzaj umysłu. Niestety, to już nie te czasy, że się motyle 4LITERAMI łapało, trzeba więc mózgowi pomóc. ;P Wiedz, że tonie on w pokładach wiadomości i żeby dorzucić do stosu jakąkolwiek informację, musisz doczepić do niej haczyk, który później pozwoli na jej wyciągnięcie.

Skąd to wiem? Bo jak tępak chodziłam przez kilka lat po pokoju i próbowałam powtarzać na głos słówka w różnych językach obcych, a potem dziwiłam się, że nie przynosiło to żadnych rezultatów.

Powtórzę się: zapamiętujemy to, co kolorowe, nietypowe, zabawne, charakterystyczne, pełne ruchu, a nierzadko i wulgarne. 😛 Nie wiedzieć czemu, gdy w historyjce pojawi się np. słowo „dupa”, nikt nie ma trudności w jej zapamiętaniu. 😛

Moja pointa: jeżeli nie stworzysz skojarzenia, masz bardzo małe szanse na przyswojenie, a później długoterminowe pamiętanie słownictwa. Przypomina to wciąganie obiektów odkurzaczem – niby wiesz, że tam jest, ale powodzenia ze znalezieniem.

 

 

MNEMOTECHNIKI

 

Czyli moja najukochańsza metoda przyswajania wiedzy. Są to systemy i techniki wspomagające zapamiętywanie. Im bardziej absurdalne, tym lepsze.

 

Załóżmy więc, że chcemy nauczyć się słówka CONDITION /kondyszyn/, czyli WARUNEK.

Jeżeli go nie znasz, to tym lepiej.

Dla mnie wymowa /kondyszyn/ brzmi jak „koń dyszy”. Tworzę więc z tego niestworzoną historyjkę, której mój umysł dotąd nie znał.

KOŃ DYSZY POD WARUNKIEM, ŻE SIĘ ZMĘCZY.  😀

Jak zawsze, uprasza się o nie kwestionowanie zdrowia psychicznego autorki. 😛

                        I na koniec wspomagam cały proces żywym obrazem.

Osobiście, zdecydowanie wolę odręczne rysunki, ponieważ łączą w sobie element motoryki, bardziej pobudzają wyobraźnię i są przede wszystkim WŁASNE ==> EFEKTYWNIEJSZE, ale nie załączę tu swoich bazgrołów, bo to by już było za dużo radości na jeden artykuł. 😛

 

Skojarzenie działa dzięki kilku elementom:

– tworzy „haczyk”, dzięki któremu później wyciągniemy słówko z czeluści umysłu,

– jest historyjką, którą możemy sobie wyobrazić, a nie pojedynczym słowem (–> wprowadza ruch),

– nasz umysł dotąd takiej dziwnej historyjki nie znał, więc jest ona dla niego unikatowa.

*** Dlatego też im „dziksze” skojarzenia, tym lepsze – większe szanse na przyłączenie ich do pamięci długoterminowej. W przeciwnym razie, mogą one trafić do tego nieszczęsnego odkurzacza, z którego ich potem nie wyciągniemy.

 

Inny przykład. Wielu początkującym kursantom sprawia problem zautomatyzowanie rozróżnienia „he” i „she” (czyli „on” i „ona”).

HE /hi/ – ON

Sprawdzam z czym mi się kojarzy „he” lub wymowa /hi/. Wymowa automatycznie przywodzi na myśl śmiech. Wiem, zdaję sobie sprawę, że są to wyżyny kreatywności, ale cicho, sza! 😉 😛

  • Moja mnemotechnika będzie więc wyglądać następująco:HI, HI, HI!!!
    I ostatnia kwestia: regularnie spotykam się z oporem, ponieważ „tworzenie takich skojarzeń zajmuje dużo czasu”. Po pierwsze, jak wszystko, wymaga nieco praktyki, ale potem proces jest o wiele krótszy i bardziej automatyczny. Po drugie, w przypadku większości dorosłych łopatologiczne powtarzanie słówek (w głowie czy na głos) jest po prostu NIEEFEKTYWNE. Wolisz poświęcić 30-60 sekund na stworzenie śmiesznej historyjki, która umożliwi FAKTYCZNE ZAPAMIĘTANIE nowego słowa, czy może lepiej jest powtarzać kilka-kilkanaście razy na głos mając MOŻE 50% szans na zapamiętanie (i stracić przy okazji 2-3 razy więcej czasu przez większą ilość powtórek) ?

 

3 dziwne rzeczy, które codziennie wpływają na Twoją pamięć

INTERNET

 

Ze szczególnym uwzględnieniem wyszukiwarki. 

 

 

Umiejętność niewykorzystywana zanika. Gdy przestajemy się ruszać, następuje zanik mięśni. Gdy przestajemy powtarzać informacje, zapominamy. Wydaje się proste i oczywiste, jednak na co dzień nie zdajemy sobie sprawy ze spustoszenia, jakie sieje technologia w naszych głowach.

 

Naturalną reakcją mózgu jest dostosowywanie się do okoliczności i wymagań. Tak więc w dobie XXI wieku, gdy wszystko jest dostępne przez naciśnięcie kilku klawiszy w telefonie, potrzeba zapamiętywania czegokolwiek przestaje istnieć. I tak właśnie Google awansował na stanowisko naszego drugiego mózgu. Dosłownie.

 

Statystyki pokazują, że z czasem zaczynamy zapominać nie tylko kolejność wykonywania działań matematycznych, ale zaczynamy zapominać WSZYSTKO, a fizyczna zdolność naszego twórczego organu do zapamiętywania gwałtownie maleje.

 

 

TEMPERATURA BARWOWA ŚWIATŁA

Nikogo nie zdziwi, że naturalne światło w znacznym stopniu przyczynia się do poprawy nastroju, ogólnego samopoczucia, a co za tym idzie – do zwiększenia zdolności zapamiętywania.

 

Wiedzieliście jednak, że temperatura barwowa światła ma znaczenie przy zapamiętywaniu?

 

Ciepła kolorystyka (światło żarówkowe lub zbliżone) sprzyja relaksacji, a chłodna (światło białe, dzienne) koncentracji i zapamiętywaniu.

 

I choć nie każdego stać na tzw. „lampę antydepresyjną” imitującą naturalne promienie światła (sprawdziłam, 500 zł, OLABOGA!), to warto mieć takie badania na uwadze, gdy kupujemy sobie nowe żarówki i możemy wybrać inny kolor światła 😉

 

 

ODWODNIENIE

Badania przeprowadzone na dwóch grupach wykazały, że czas reakcji u osób, które zostały nawodnione przed badanie,czas reakcji był o 14% krótszy, niż u tych, którzy wody nie dostali. 

 

Z danych z Uniwersytetu Loughborough wynika też, że ilość popełnianych błędów przez odwodnionych kierowców (np. wyjeżdżanie poza pas ruchu, opóźnione hamowanie) jest zbliżona do tych, które można zaobserwować u osób po spożyciu alkoholu (na granicy dozwolonej zawartości alkoholu w organizmie). Zaniedbanie ilości spożywanych płynów znacząco wpływa na naszą zdolność do koncentracji i czas reakcji.

Dlaczego potrzebujemy powtórek, żeby pamiętać

W ŚRODKU PUSZCZY

 

Wszyscy uczyliśmy się w szkole o lasach deszczowych – wiecznie zielonej formacji roślinnej w strefie równikowej i umiarkowanej. Gdy wyobrażamy sobie ten obszar, widzimy oczami wyobraźni gęsto zalesione obszary, często mało zamieszkane przez ludzi i o wysoce zróżnicowanej florze i faunie. Co nam NIE przychodzi do głowy, to typowy średniej gęstości las, do którego chodzimy w niedzielę na grzyby i co jakiś czas mamy szansę trafić na ścieżkę.
Otóż mózg ludzki jest niczym dziki las deszczowy nienawiedzony przez człowieka. Wszędzie znajdują się pnącza a o jakimkolwiek szlaku nie ma mowy, bo przecież nie ma komu go zrobić. Gdyby jednak jakiś podróżnik zdecydował się przejść torując sobie drogę i ścinając napotkane rośliny, byłoby ewidentne dla osoby postronnej którędy ten człowiek wcześniej szedł. Jego ślad byłby przejrzysty, choć pewnie nie na tyle, aby bez wysiłku przejść nim jeszcze raz. Gdyby jednak kilkanaście osób pokonało tą samą trasę, ostatni członek z grupy miałby nieporównywalnie prostsze zadanie, niż ten, który ten szlak przecierał.

 

MÓZG JAK AUTOSTRADA

 

Z innej beczki, czy pamiętacie z lekcji biologii co to neurony? Większość moich czytelniczek (lub czytelników, choć jest ich mniej;)) jest już na etapie życia, w którym ma za sobą wątpliwą przyjemność rysowania dendrytów i aksonów. W ramach króciutkiego przypomnienia, neurony to komórki, które przewodzą informacje w postaci sygnału elektrycznego i z takich właśnie neuronów (w dużym uproszczeniu) składa się nasz mózg. Za każdym razem, gdy się czegoś uczymy, mamy z czymś styczność, doświadczamy – komórki te przewodzą między sobą wyżej wspomniany sygnał elektryczny (informację). Im więcej razy podobny impuls przebiegnie między komórkami, tym bardziej naturalna wydaje nam się informacja. Dlatego łatwiej jest rzucić palenie po miesiącu uzależnienia, aniżeli po 5 latach regularnego sięgania po papierosy. I dlatego też musimy powtarzać, by pamiętać na stałe. Połączenia neuronowe muszą być przejrzyste, żeby informacje mogły przepływać swobodnie. A to, niestety, możemy osiągnąć przede wszystkim regularnymi powtórkami.

 

STRZEŻ SIĘ PUŁAPEK

 

A konkretnie jednej. Otóż mózg nie rozróżnia tzw. „recognition” od „recall”, tj. rozpoznawania materiału od jego przypominania sobie. Patrząc więc na stronę z materiałem, jesteśmy święcie przekonani, że jest nam on już znany. 
Jak to powiedział Richard Feynman,
The first principle is that you must not fool yourself — and you are the easiest person to fool.
Według zasady numer jeden, nie możesz sam siebie oszukiwać – a siebie oszukać jest najłatwiej.
Dlatego też zawsze należy sprawdzać czy jesteśmy w stanie odtworzyć przyswajane informacje bez żadnej pomocy. Jeżeli jest to nauka języka, powinniśmy sprawdzać swoją wiedzę na wszystkie możliwe sposoby (np. tłumaczenie PL->ANG, ANG -> PL, z kontekstem, bez kontekstu, itp.). Gdy naszym zadaniem jest zapamiętanie funkcji wszystkich podstawowych parametrów naszego aparatu, powinniśmy być w stanie wyjaśnić osobie trzeciej do czego one służą. Jeżeli nie potrafimy odtworzyć informacji samodzielnie, to tak naprawdę jej nie pamiętamy.

Nauka angielskiego dla nieśmiałych #2

KONTEKST MA ZNACZENIE

 

Miałam w życiu ogromne szczęście do dobrych nauczycieli języka angielskiego. W gimnazjum Pani Aneta, choć cicha i niepozorna, była bardzo wymagająca i konkretna. Pani Basia (nota bene, moja wychowawczyni w liceum), ewidentnie lubiła swoją pracę. Typ człowieka z jejem, który potrafi podejść z humorem do swoich zajęć, ale również kładzie nacisk na praktyczny aspekt nauki. Pan Jurek, z którym niestety nigdy nie będzie mi już dane wymienić paru docinek, był chodzącym uosobieniem sarkazmu i czarnego humoru, ale bardzo go za to z bratem lubiliśmy – był moim korepetytorem przez 12 lat. Pamiętam jednak niektórych nauczycieli z innych przedmiotów (również na studiach), którzy bardzo skutecznie mnie do nich zniechęcili i sprawiali, że głos zamierał mi w gardle. Dziś, po paru latach budowania swojej samooceny i pewności siebie, na ich upokarzające komentarze odpowiedziałabym zupełnie inaczej. Mam jednak szczątkowe ilości przyzwoitość 😛 , żeby zachować ich nazwiska dla siebie.

 

Moja pointa – wiem jak bardzo jedna osoba potrafi wpłynąć na naszą zdolność do nauki i wysławiania się. Poznałam na własnym przykładzie jak bardzo człowiek może się jąkać podczas rozmowy z wykładowcą, gdy tamten na każdym kroku podkreśla swoją „wyższość”. Wyczulam więc wszystkich razem i każdego z osobna – jeśli tylko macie na to wpływ, bardzo uważajcie na to, kto Was uczy! Wiem, często nie mamy w tej kwestii nic do powiedzenia. W takich sytuacjach jednak niezmiernie ważna jest świadomość, że człowiek poniżający uczniów, nie powinien w ogóle pracować w szkole czy na uniwerku, a jego komentarze i opinie w żaden sposób nie określają Waszego intelektu czy wartości!

 

Spotkałam w życiu wielu bystrych kursantów, którzy cierpieli  powodu bariery językowej nie dlatego, że nie radzili sobie z językiem per se. Po prostu nie trafili dotychczas na lektora/nauczyciela, który pomógłby im ją przełamać. MEGA istotne jest, aby kursant/uczeń czuł się swobodnie na zajęciach i nie bał popełniania błędów. Jeśli ktoś ma utarte błędne nawyki czy schematy, jedynym sposobem na ich korektę, jest ich zidentyfikowanie. Do takich poprawek nie dojdzie, jeśli nie będziecie mówić, a nie będziecie mówić, jeśli będziecie się bać. Respekt jest wskazany, owszem. W przeciwnym razie nie zdyscyplinujecie się do pracy i zaczniecie odpuszczać zadania domowe wiedząc, że nie czekają Waz z tego tytułu z poważniejsze konsekwencje. Jest jednak ogromna różnica, między zastraszaniem kogoś, popisywaniem się i upokarzaniem, a pomocą i oczekiwaniami wynikającymi z tego, że Wasz nauczyciel w Was wierzy.

 

PARĘ SŁÓW O AFIRMACJACH (PODOBNO DZIAŁAJĄ :P)

 

Pamiętam jeden z wykładów Tony’ego Robbins’a, w którym opowiadał o afirmacjach. Z tematem spotkałam się wielokrotnie, za każdym razem jednak podchodziłam do sprawy z OGROMNYM dystansem. Nie widzę po prostu jak chodzenie w kółko po awanturze z bliską osobą i powtarzanie „I’m happy, I’m happy, I’m happy, I’m happy!”, ma mi pomóc poradzić sobie w gniewem. Wolę po prostu powiedzieć głośno, że mam ochotę komuś przyłożyć, proszę więc, żeby zostawić mnie na jakiś czas w spokoju i w celu pozbycia się nadmiaru adrenaliny – idę pobiegać 😛

 

Nie mogę jednak zaprzeczyć, że widzę pewne różnice w swoim samopoczuciu, gdy kontroluję się (lub nie) w tym, w jaki sposób prowadzę swój wewnętrzny monolog. Odkąd pamiętam zwykłam być dla siebie najsurowszym krytykiem. Gdy popełniałam najdrobniejszy błąd, wyzywałam się w duchu od idiotek. Kiedy czułam się zmęczona lub chora, zmuszałam się do pracy rzucając w myślach kilka epitetów dotyczących swojej „słabości”. Chcemy czy nie, tworzymy w swoich głowach swoiste środowisko, w którym tylko my „mieszkamy” i działa ono na bardzo podobnych zasadach, jak to zewnętrzne. Przebywając z jazgoczącymi zgredami, koniec końców, sami staniemy się zgorzkniali. Z drugiej jednak strony, humor wyraźnie nam się poprawi, gdy spotkamy na swojej drodze kogoś pozytywnego. Czy wierzę w afirmacje? Nie. Sądzę jednak, że każdy powinien uważać jak surowo traktuje samego siebie (lub, gdy sobie pofolgujemy, czy potrafimy się trzymać w ryzach). Stawianie sobie wysoko poprzeczki jest jak najbardziej wskazane i to pochwalam 😉 Jednak bycie swoim własnym tłamszącym tyranem nikomu jeszcze nie pomogło. 

 

Co robić, gdy nie mam talentu do języków? #3

ŚMIECH NA SALI, A TAK W OGÓLE, TO Z CZYM DO LUDZI?

 

Niech nam to zejdzie z drogi. Prawdopodobnie częściej podświadomie, aniżeli świadomie, narzucamy sobie standard, według którego, jeżeli chcemy dobrze mówić po angielsku, powinniśmy brzmieć jak rodowici Brytyjczycy czy Amerykanie. Kto tak twierdzi?! Sama uczyłam ludzi, którzy byli daleko od czegoś, co powszechnie jest uważane za „płynność językową”, ale potrafili bardzo dobrze się komunikować i mimo pewnych braków w słownictwie czy znajomości gramatyki, szczerze komplementowałam ich angielski. Niepotrzebnie podnosimy sobie poprzeczkę do poziomu, który do niczego tak naprawdę nie jest nam potrzebny. Boimy się, że ktoś wyłapie nasze błędy, uzna nasz akcent za zabawny, itp., itd. A oto moment oświecenia – jeśli będziecie mówić jak „nejtiw spikerzy”, są spore szanse, że i tak ktoś się będzie z Was nabijał 😛 Sama ostatnio zaliczyłam takie doświadczenie :>

 

KTO BY POMYŚLAŁ: TAYLOR SWIFT MIAŁA RACJĘ

 

Idąc na studiach pracowałam nad tym, aby mieć akcent brytyjski, a właściwie to RP, czyli Received Pronunciation (Zwany też BBC English :D), akcent standardowego języka angielskiego używanego w Anglii. I formalnie tego akcentu powinnam uczyć, choć często trzeba dryfować w stronę amerykańskiego, ponieważ brytyjski jest zbyt trudno do zrozumienia i to nie tylko na początku nauki. Z czasem zauważyłam, że sama zaczęłam mówić używając tego ostatniego i nie za bardzo mi się to podobało. Postanowiłam więc się pilnować i świadomie prowadzić zajęcia na wyższych poziomach używając brytyjskiego. I nigdy nie sądziłam, że dorosły mężczyzna w granicach 40-stki będzie miał tyyyyyyle frajdy przedrzeźniając mnie powtarzając w kółko słowo „jogeeeet” (–> jogurt). Bez względu na to czy powiecie coś używając polskiego, amerykańskiego, brytyjskiego czy cholera jedna wie, jakiego innego akcentu – jak ktoś zechce znaleźć powód, do głupich komentarzy, to i tak go znajdzie 😛

 

Cause the players gonna play, play, play, play, play
And the haters gonna hate, hate, hate, hate, hate
Taylor Swift, Shake It Off
TERMINATOR I SEKSOWNY KOT W BUTACH 

 

Kojarzycie ten charakterystyczny twardy akcent Arnolda Schwarzeneggera? Niby minęły dekady odkąd facet się wybił (co nastąpiło prawdopodobnie gdzieś między Conanem Barbarzyńcą, 1982, a Terminatorem, 1984) i wydawałoby się, że po tak długim czasie powinien być w stanie nauczyć się mówić jak Amerykanie, yes? Tak się składa, że potrafi 🙂 Słuchając ostatnio jego rozmowy z Tim’em Ferriss’em dowiedziałam się, że kiedyś chodził nawet na zajęcia poświęcone eliminacji akcentu. Okazuje się jednak, że, wbrew pozorom, nie jest to faktyczny cel tych lekcji. Nie chodzi o pozbycie się akcentu samego w sobie, a wszelkich elementów mu towarzyszących, które utrudniają komunikację. Podobnie sprawa miała się z Arianną Huffington, założycielką Huffington Post. I czy ktoś z Was wyobraża sobie Antonio Banderasa, niezapomnianego Kota w Butach ze Shreka, bez jego „RRRRRRRR”? 😉

 

Nie musicie mówić jak nativi, bo zdecydowanej większości nas nie jest to do niczego potrzebne. Ja rzekomo mówię, a i tak dostaję z tego tytułu po du**ie ;p Tak długo, jak środowisko Was rozumie, gdy używacie angielskiego, JEST NAPRAWDĘ OK!!! 🙂 Jestem zdania, że powinniśmy słuchać wypowiedzi w różnych akcentach, ponieważ nigdy nie wiemy z kim będzie nam dane rozmawiać. Jednak jeśli chodzi o Wasze wypowiedzi rodem z UK z USA czy skądkolwiek indziej – poluzujcie gumkę w majtkach, nie musi być taka idealna 😉

 

Wymówka, żeby się nie uczyć angielskiego, bo i tak nigdy nie będę mówić jak native speaker.

Co robić, gdy nie mamy talentu do języków #2

RÓŻNE ZESTAWY KART – CASE STUDY

 

1) Jakiś czas temu opublikowałam wpis na moim angielskim blogu, w którym opisałam jak to zawsze zazdrościłam mojemu bratu jego niesamowitej pamięci. Potrafił recytować całe akapity, jak gdyby czytał na głos książkę. W owym artykule wspominam również, że miał on bardzo specyficzny styl uczenia się – chodził energicznie po całym mieszkaniu i powtarzał wszystko na głos. ALE! Słuchając wykładów miał problemy z koncentracją, a patrząc później na jego notatki, zdecydowanie nie można było powiedzieć, że były to najbardziej czytelne zapisy świata 😉 Jest to tym ciekawsze, że jednym z zaleceń efektywnej nauki jest czytelne pismo zapisane drukowanymi literami, ponieważ przy odczytywaniu mózg zużywa mniej energii na czytanie, a więcej na zapamiętywanie. Interesting…

 

 

2) Jeden z moich kolegów z klasy w gimnazjum był sławny na całą szkołę – grzeczny, ułożony, zawsze przygotowany i ze świetnymi wynikami w nauce. Pamiętam jak kiedyś mieliśmy zdać wiersz na lekcji języka polskiego (mogliśmy wybrać jeden z dwóch, według preferencji). Mi przyswojenie krótszego zajęło kilka dni. Oczywiście nie było to kucie non-stop, ale progresywnie powtarzałam najpierw 3-4 linijki, potem dochodziłam do kilkunastu, wreszcie do kilkudziesięciu, spędzając w swoim pokoju około godzinę dziennie powtarzając wiersz łopatologicznie. Gdy przyszedł dzień recytacji, podczas długiej przerwy część z nas została w klasie, żeby powtórzyć wspomnianą poezję, a ja siedziałam akurat w ławce ze wspomnianym wcześniej kolegą. Na moich oczach w ciągu 15 minut, po cichutku, czytając jedynie w myślach, zapamiętał cały wiersz. I to nie dlatego, że się nie przygotował, przeciwnie. Jeden z tych wierszy (oczywiście ten dłuższy) miał wykuty na blachę. W szkole stwierdził jednak, że „ten drugi może jednak będzie lepszy”. Oczywiście recytując nie zająknął się ani razu. Cholera jasna, ci geniusze..

 

 

3) Rozmowa między mną i moją współlokatorką.
Ja: Pamiętasz jak się poznałyśmy na studiach? Bo ja chyba nie.
Gabi: Nie do końca. Pamiętam, że na początku miałam o tobie zupełnie inne zdanie i dopiero potem się do ciebie przekonałam. Ale pamiętam za to jak zawsze miałaś wszystko rozpisane w postaci map myśli na kolorowo. Przed każdym egzaminem z nich powtarzałaś.

 

Na czwartym roku dzięki użyciu technik efektywnej nauki dla wzrokowców udało mi się do tego stopnia poprawić wyniki w nauce (zaczynając od dwój i trój), że na piątym roku moja średnia wynosiła około 4.7 – 4.9. Nie chodziłam po mieszkaniu. Nie czytałam też po cichu. Wyciągałam za to kilka kolorowych bloków, zestaw mazaków i markerów oraz samoprzylepne karteczki i rozrysowywałam w postaci map myśli absurdalne historyjki, które potem opowiadałam sama sobie na głos.Cóż, w porównaniu z wyżej wspomnianymi dżentelmenami nie wydaję się plasować najlepiej na skali zdrowia psychicznego :> 😀   ale za to nauka była efektywna 😉

 

 

CDN…  😉

 

„Powiedz mi, to zapomnę. Naucz mnie, to może zapamiętam. Zaangażuj mnie, to się nauczę.”
– Benjamin Franklin

 

LINK DO WSPOMNIANEGO ARTYKUŁU NA ANGIELSKIM BLOGU:

 

 

Jak się uczyć regularnie

Proste zadanie może wcale nie być takie proste

 
Każda szanująca się osoba mająca bzika na punkcie produktywności i zarządzania czasem wie, że jedną z technik wprowadzania nowego nawyku do życia codziennego jest zminimalizowanie kłopotów, z jakimi możemy się spotkać przed rozpoczęciem pożądanej czynności. Jeśli więc chcemy zacząć rano biegać, wieczorem powinniśmy przygotować sobie strój i buty. Jeżeli uznaliśmy, że jesteśmy w stanie wygospodarować rano dodatkowe 15 minut na naukę języka obcego, gdy przyjdzie do powtarzania słówek i gramatyki, książka powinna leżeć gotowa do użycia. Oczywiście mogę mówić tylko w swoim imieniu, jednak będąc kimś, kto regularnie ćwiczy i stara się w miarę możliwości zwiększać zakres swojej wiedzy językowej, mogę powiedzieć – powyższa technika to za mało.
 
Nawyk nie wyskoczy jak diabeł z pudełka
 
Często o tym wspominam – mózg człowieka uwielbia przyzwyczajenia. Pozwalają mu one zminimalizować ilość decyzji podejmowanych w ciągu dnia, a co za tym idzie – zaoszczędzić energię. Kiedy więc widzi obraz mu nowy i zupełnie obcy (książkę na biurku czy buty przy łóżku), wymagający dodatkowej decyzji (wykonać czy nie) i wysiłku (aaaa!), niekoniecznie będzie z tego tytułu zadowolony. Najchętniej ograniczyłby się do starych schematów niewymagających dodatkowego wkładu. W końcu połowa naszych codziennych zachowań to wypracowane przez nas (bardziej lub mniej świadomie) rutyny i nawyki. Koniec końców, wszystko co nie jest przyjemne i nie jest elementem dotychczasowego planu działania, ma bardzo małe szanse powodzenia.
Co więc z tymi butami przy łóżku? Całe „śmigło”.
 
Zastąpienie lub przyłączenie
 
Pozostaje pytanie jak oszukać swój własny umysł. Otóż „akuku”, „eureka” i inne adekwatne do tej sytuacji wykrzyknienia – poprzez przyłączenie nowego nawyku do już istniejącego lub zastąpienie starego nowym. Zamiast więc całkowicie odstawiać kofeinę, warto zastanowić się nad piciem rano herbaty, a słuchanie audiobooków przyjdzie o wiele łatwiej, gdy połączymy je z jazdą samochodem w drodze do pracy. Tą samą technikę nie trudno przełożyć na regularną naukę. Wybierając audiobooki szukajmy anglojęzycznych, a 10 minut, które dotąd poświęcaliśmy jedynie na wypicie kawy, można wykorzystać do krótkiego powtórzenia materiału przy pomocy fiszek. Jedno działanie zasugeruje drugie, a mając taki „trigger” (ang. wyzwalacz) mózg dostanie sygnał do działania i będzie stawiał mniejszy opór przed wprowadzeniem nowego nawyku 😉 Reasumując, szukamy jednego już wyrobionego nawyku i traktujemy jako bazę, która doprowadzi do nowego – pożądanego.
 
Rodzaje wyzwalaczy
 
Oczywiście wszyscy mamy różne style życia i każdy z nas musi indywidualnie rozpoznać wzory, jakie pojawiają się w jego codzienności. Wyżej wspomniane przykłady mogą być użyteczne dla jednych, a kompletnie niewykonalne dla innych. Lekarz pracujący na zmiany w szpitalu nie będzie dysponował takim samym harmonogramem, co student administracji. Dla pierwszego „trigerrem”, jeśli spędza on regularnie czas za kierownicą, mogą być korki i powtarzanie wyrażeń na kartkach przyklejonych do schowka nad głową. Student z kolei mógłby rozważyć położenie zestawu fiszek obok opakowania płatków śniadaniowych, po które sięga rano. Dla mnie jest to akurat zmywanie naczyń i szafka w kuchni, na której przykleiłam karteczki ze słówkami. Koniec końców, jest to sprawa bardzo indywidualna, choć warto mieć na uwadze, że do najlepszych „wyzwalaczy” najczęściej należą:regularnie  odwiedzane miejsca (np. samochód, stół w kuchni, lustro w łazience, szafka w kuchni), konkretne pory dnia (np. rano zaraz po przebudzeniu) lub wykonywane regularnie inne czynności (kawa, śniadanie, jazda samochodem, spacer, mycie zębów).
 
LEKCJA: Nowe nawyki najłatwiej wyrabiać przyłączając je do starszych, lub zamieniają jedne na drugie. W momencie, gdy potraktujemy stary nawyk jako „wyzwalacz” (ang. trigger), wyrobienie drugiego stanie się o wiele prostsze, ponieważ nie będziemy wprowadzać nowego wzoru do naszej codzienności, a jedynie odrobinę wzbogacimy ten wcześniej utarty.

Jak media społecznościowe wpływają na zapamiętywanie

DLACZEGO WSZYSCY KAŻĄ MI JEŚĆ RANO ŻABĘ?

 

Jedną z pierwszych koncepcji, z jakimi zetknęłam się na początku swojej edukacji o rozwoju osobistym była rada Briana Tracy. Jest on autorem książki „Zjedz tę żabę”, która opisywała około 20-ścia zagadnień ułatwiających zarządzanie czasem a tytuł reprezentował myśl przewodnią, czyli uporanie się z największym (i zwykle najmniej przyjemnym) zadaniem w pierwszej kolejności. Muszę przyznać, że mimo początkowej niechęci przez pewien okres czasu udawało mi się stosować do tej zasady i dzięki temu skończyłam połowę mojej pracy licencjackiej oraz oszczędziłam sobie sporo stresu, gdyż nie zostawiłam tego dużego projektu na ostatnią chwilę. Tracy tłumaczył, że nie tylko możemy dzięki takiemu nawykowi „odhaczać” rano najistotniejsze sprawunki, ale również uzyskać poczucie zwycięstwa rano i przekonanie, że najgorsze jest już za nami. Dopiero z czasem dowiedziałam się, że to jedynie wierzchołek góry lodowej.

 

NAJPIERW POZBĘDĘ SIĘ TYCH WSZYSTKICH BZDUREK-PIERDÓŁEK, A POTEM…

 

Czy ktoś z Was kiedyś zauważył, że wszystkie stancje i akademiki w okresie sesji przechodzą generalne porządki? 😀 Oczywiście sprzątanie pełni w takiej sytuacji funkcję dystraktora, czyli takiego „odciągacza uwagi” (wszystko, byle nie nauka). Bywa jednak zwykle, że są to drobne rzeczy, które nagromadziły się przez dłuższy czas i wtedy dochodzimy do wniosku, że gdy tylko zejdzie nam z drogi cały ten bajzel, wreszcie będziemy w stanie usiąść do konkretnej pracy i skoncentrować się tylko i wyłącznie na niej. Tak, to jest główny cel – wyeliminować rozpraszacze, żeby móc poświęcić się w 100% tej jednej sprawie. Zastanawia mnie tylko jedno. Czy zauważyliście, że z jakiegoś dziwnego powodu to nigdy nie działa? 😀

 

KAPITANIE, KOŃCZY NAM SIĘ PALIWO

 

W skrócie rzecz ujmując, jesteśmy bardzo leniwym gatunkiem. Jak już ustaliliśmy, w pierwszej kolejności bierzemy się za najprostsze zadania (np. sprawdzenie poczty i mediów społecznościowych) i odwlekamy te trudniejsze, ponieważ do nich jesteśmy najbardziej zniechęceni. Problem polega na tym, że nasz mózg zużywa energię bez względu na to, co robi. Nawet MYŚLĄC JEDYNIE o jakimś projekcie wykorzystujemy mentalne paliwo (energię kognitywną = poznawczą, czyli taką związaną z rozumowaniem). Między innymi dlatego też wszyscy (lub prawie wszyscy ;p) trenerzy od zarządzania czasem powtarzają w kółko, żeby rano nie spędzać czasu scrollując facebook’a czy instagrama. KAŻDA aktywność, nawet ta bzdurna i banalna, zużywa energię umysłu. Efekt jest nie trudny do przewidzenia – gdy siadamy do najistotniejszego zadania, nasz umysł jest już zmęczony, a my nie zrobiliśmy niczego konkretnego.

 

Wszyscy wiemy, że powinniśmy zaczynać od priorytetów, jednak, jak to mówią, powszechna wiedza niekoniecznie jest powszechną praktyką. Jeśli najpierw zmierzysz się z małymi zadaniami, wiedz, że gdy przejdziesz do większych poziom twojej energii bardzo szybko spadnie. Zwłaszcza w momencie, gdy będą to zadania wymagające kreatywności lub przyswajania nowego materiału. Koniec końców, wykonanie ich zajmie ci o wiele więcej czasu, aniżeli zabrałoby gdybyś wykonał je w pierwszej kolejności ze świeżym umysłem. 

Jak się efektywnie uczyć – warunki zapamiętywania

Dlaczego jedne informacje zapamiętujemy bez problemu, a inne wydają się niemożliwe do przyswojenia? Dlaczego teoria nauki podczas snu nie działa, a osoby, które wydawały się nie mieć w sobie za grosz talentu do danego przedmiotu są w stanie przygotować się w rekordowym tempie do ważnego egzaminu? I jak to możliwe, że moja babcia potrafi z niesamowitą dokładnością opisać co robiła będą 10-letnią dziewczynką, ja nie pamiętam co robiłam w zeszłym tygodniu bez zaglądania do terminarza?
 
 
UWAGA
 
Czyli świadoma koncentracja na danej czynności czy zagadnieniu. Zdarzyło się Wam, że ktoś coś do Was mówił, a Wy się „wyłączyliście” i nic do Was nie dotarło? To jest właśnie różnica między „słyszałam” a „słuchałam”. Nie mam wpływu na to, że dotrze do mnie hałas związany zatrzaśniętymi przez wiatr drzwiami. Ode mnie jednak zależy czy podczas rozmowy z koleżanką będę się koncentrować na tym, co chce mi ona przekazać. Innymi słowy, to ja decyduję gdzie skieruję swoją uwagę.
Niestety, poświęcenie czemuś uwagi nie gwarantuje zapamiętania każdego przedstawionego szczegółu. Kontrargumentem jest jednak to, że NIEuważanie nieuchronnie prowadzi do braku przyswajania jakichkolwiek informacji.
Jest to temat niezwykle mi bliskie, ponieważ, choć na lekcjach w szkole uważałam, często nie potrafiłam później odtworzyć tego, co powiedział nauczyciel. Było to dla mnie wyjątkowo kołujące i frustrujące, ponieważ zawsze wszyscy mówili mi, że wystarczy uważać na lekcji. Tak się składa, że nie wystarczy.
 
STAN EMOCJONALNY
Czy potraficie wymienić swoje najpiękniejsze wspomnienia? Gdzie wtedy byliście? Jaka była pora dnia? A może, jeśli urodziliście się w okolicy roku 1990 lub wcześniej, pamiętacie gdzie byliście podczas zamachu na World Trade Center? Albo gdy dowiedzieliście się, że zmarł Jan Paweł II? Wszystkie te wydarzenia są związane z emocjami. Dlatego najżywsze wspomnienia, jakie macie, są najczęściej związane z ważnymi przeżyciami. I o ile mózg od czasu do czasu, dla uchronienia nas przed bólem, będzie miał tendencję do wypierania niektórych przykrych wspomnień, o tyle te absurdalne, zabawne i pełne szczęścia będziemy pamiętać bardzo dobrze. Dobrze wiem w którym miejscu klasy stałam, gdy znęcała się nade mną nauczycielka WOS-u w gimnazjum i jak bardzo byłam przerażona podczas swojej pierwszej stłuczki samochodowej. Ale pamiętam też interpretację „Romea i Julii”, którą tłumaczyłam koleżance na studiach gdy wygłupiałyśmy się na jej stancji. Chcesz coś zapamiętać? Spraw, aby było absurdalne lub zabawne i wywoływało żywe emocje.
 
UŻYTECZNOŚĆ
Pewnie niektórzy z Was słyszeli o starszych paniach, które w podeszłym wieku zdecydowały się na naukę jazdy samochodem. Sama robiąc kurs na prawo jazdy parę ładnych lat temu miałam przyjemność kilka z nich poznać. Niestety, nie musiałam  pytać, żeby wiedzieć, że sytuacja (najczęściej śmierć męża) je do tego zmusiła. Umiejętność niezbędna prędzej czy później zostanie nabyta. Jak to powiedział Hannibal
Albo znajdziemy drogę, albo ją sami wytyczymy.
A może po prostu „potrzeba matką wynalazku” 😉
 
WŁAŚCIWE NARZĘDZIA
W trakcie jednej z moich lekcji języka angielskiego w rozmowie z kursantką:
– Useless oznacza bezużyteczny, a useful użyteczny. Wiem, łatwo się mylą. Dobra, „use” to używać, prawda? Oglądałaś film „Lessie”? Świetnie! Wyobraź sobie psa rasy collie, który się opiep***a! Za chol***ę nie chce mu się ruszyć tyłka i zaganiać owiec! Jaki jest? BEZUŻYTECZNY! Jak jest „bezużyteczny”? Useless! Bezużytcznaa Lessie. Bardzo dobrze.
 
Oczywiście możemy łopatologicznie wtłaczać wiedzę licząc, że czytanie tego samo angielskiego słówka na głos po raz setny przyniesie rezultaty, acz z mojego doświadczenia wynika, że to się zwykle kończy oblanymi egzaminami i stratą czasu. Możemy też nauczyć się kilku technik efektywnej nauki i pomóc swojej pamięci. W końcu „gdy młotek to twoje jedyne narzędzie, wszystko dookoła wygląda na gwóźdź„. Nie lepiej dokupić więcej narzędzi?