Do czego służy GET?

Dzień dobry bardzo, moje Drogie Robaczki.
Dzisiaj wytłumaczę Wam co tak właściwie oznacza słówko GET. I dlaczego pół słownika się z niego składa.

Zanim jednak przejdziemy do lekcji, chciałabym zaznaczyć: jeżeli chcielibyście pobrać darmową ściągawkę i ćwiczenie do tej lekcji, możecie je pobrać stąd:

—> www.subscribepage.com/get

Przede wszystkim, musicie wiedzieć, że słówko GET sugeruje zmianę stanu.

Przygotowałam dla Was 10 przykładów, które potwierdzą tę regułę.

Po pierwsze, GET, jakie wszyscy znamy, czyli DOSTAĆ. Np. He got a package. On dostał paczkę.

Drugi przykład, GET BORED – ZNUDZIĆ SIĘ. Czyli nie być znudzonym, a potem już być, a więc zmiana stanu 🙂
I gt bore od the same exercises and quit the classes, czyli

Znudziłam się wykonywaniem tych samych ćwiczeń i zrezygnowałam z zajęć.

GET TIRED – ZMĘCZYĆ SIĘ

I got tired I needed some rest. Zmęczyłam się i potrzebowałam nieco odpoczynku.

GET HUNGRY – ZGŁODNIEĆ

Znowu, zmiana stanu – nie byłam głodna, a jestem.

Let’s order a pizza. I’m getting hungry.

Zamówmy pizzę. Robię się głodna.

GET OLD – STARZEĆ SIĘ / ZESTARZEĆ SIĘ

GET OLDER  – SARZEĆ SIĘ

I’m getting old. Starzeję się.

GET LOST – ZGUBIĆ SIĘ

I think we got lost. Sądzę, że się zgubiliśmy.

GET DRUNK – UPIĆ SIĘ, czyli przejść ze stanu trzeźwości do upojenia.

Last night they organized a party and got drunk.

Zeszłej nocy zorganizowali imprezę i się upili.

GET MARRIED – WZIĄĆ ŚLUB

They want to get married next year. Chcą się pobrać w przyszłym roku.

GET DIVORCED – ROZWIEŚĆ SIĘ

Znowu, zmienić stan. They got divorced a few years ago. Oni się rozwiedli kilka lat temu.

GET PREGNANT – ZAJŚĆ W CIĄŻĘ

I wanted to get pregnant. Chciałam zajść w ciążę.

I w ten osot prosty sposób zbudowaliśmy sobie podstawę, chociaż w przyszłości na pewno wrócę do tematu.

Jeśli lekcja się podobała, zapraszam do zapisania się na Newsletter (np przez powyższą ściągawkę),

na fanpage – Anna Szpyt Effective Me

oraz do sklepu z moim sztandarowym kursem „Czasy dla wzrokowców” —> www.sklep.effectiveme.pl

SMALL TALK – jak sobie radzić z niezręczną ciszą

Pół biedy, jeśli jest to koleżanka, której nie lubimy lub przypadkowy przechodzień, z którym utknęliśmy w windzie. Ich możemy zignorować. Co jednak z sytuacjami, w których WYPADA nam coś powiedzieć, a ta niezręczna cisza aż dzwoni w uszach? Nie oszukujmy się – w większości przypadków nie chce nam się z tymi osobami gadać. Rozmowa jest zwykle sztywna, nie mamy wspólnych zainteresowań lub, najczęściej, tak niewiele o tej osobie wiemy, że na horyzoncie nie ma choćby cienia tematu, o który można by zahaczyć.

Pisałam artykuł głównie z myślą o kursantach, którzy taki small talk muszą praktykować po angielsku, więc na końcu załączam mini słowniczek przydatnych wyrażeń. 😉

 

MOŻESZ ZACZĄĆ OD PODSTAW

Jeśli jest to ranek, zapytać jak się spało. Poniedziałek? Jak minął weekend. To jest pogawędka, nie debata z prezydentem na temat losów kraju. I ważne – INTONACJA. Zawieszanie głosu i jąkanie nie pomaga 😛  Mówimy zdecydowanie, pracujemy nad uśmiechem 😛

I nie pozwalamy sobie na to, co ja nazywam „rozjeżdżaniem się wypowiedzi”. Będziemy najprawdopodobniej chcieli zrobić coś w stylu „To… jak się Panu spałooooOOO?”, a głos na końcu wędruje o oktawę wyżej 😛

Opcją nie jest też skróceniem jej do absolutnego minimum – mówienie z prędkością1,5 raza większą, niż nasze normalne tempo wypowiedzi. Dodatkowo, albo brak kontaktu wzrokowego albo bardzo krótkie rzucenie okiem na drugą partię – tędy też nie chcemy iść. 🙂

Naturalne jest patrzenie na naszego rozmówcę przez 50% czasu rozmowy. Więc nie panikujemy, że musimy się na kogoś lampić jak sęp czyhający na ofiarę i wiercić mu spojrzeniem dziurę w głowie 😛 Połowa czasu wystarczy 😉

 

SŁUCHAJ (ZE SZCZERYM!) ZAINTERESOWANIEM

Najważniejsze: SŁUCHAJ ODPOWIEDZI! I nie tylko dlatego, że później podsunie Ci ona dalsze pomysły (!). 😛

I tu zwracam się do tej empatycznej i ludzkiej cząstki każdego człowieka 😛 Ponieważ nawet wtedy, gdy spotykamy kogoś, z kim nie nadajemy na tych samych falach, nie oznacza to, że losy czy problemy tej osoby są nam obojętne. Gdy więc pytam któregoś kursanta jak mu minął dzień w pracy, CHCĘ usłyszeć odpowiedź. Oczywiście nie mam większego wpływu na to, czy ktoś ma upi***go szefa lub irytującego kolegę, ale bardzo często wysłuchanie z uwagą wystarcza.

 

NAUCZ SIĘ ZADAWAĆ DOBRE PYTANIA

Pierwsza lub druga wypowiedź naszego rozmówcy zwykle wystarcza, by podsunąć nam jakiś temat, który będziemy mogli pociągnąć.

I tak od weekendu z rodziną możemy przejść do pytania o to, do kogo dzieciaki są bardziej podobne, a od koszenia trawy do plusów i minusów mieszkania w domu czy mieszkaniu. Nie musimy wznosić się na wyżyny kreatywności, ani poruszać osobistych tematów (w większości przypadków nawet nie powinniśmy). Na tym etapie naszym zadaniem jest zwykle jedynie podtrzymanie luźnej rozmowy, a ogródek czy wizyta w Castoramie mają raczej małe szanse wywołania negatywnych odczuć. 😉

 

POWIEDZ KOMPLEMENT …

Znowu: SZCZERY! Na tym polega różnica między komplementem, a pochlebstwem – to drugie kategoryzuje się już jako podlizywanie 😛 Jak Ci się nie podobają buty, to nie mów nic 😛 Ale jak ktoś ma fajny krawat lub szałowe szpilki, to podziel się tą myślą. 🙂

Zawsze wychodzę z założenia, że w naszej polskiej mentalności jest bardzo dużo smutku, stagnacji i narzekań, a za mało mówienia sobie miłych szczerych rzeczy. Każdy ma jakieś kompleksy. Ja mam kompleksy, Ty masz kompleksy i pani w recepcji też ma swoje kompleksy! 😛 Prawdziwy komplement sprawi, że rozmówca poczuje się nieco lepiej w swojej skórze.

Przykładów nie brakuje, trzeba tylko uważać, bo diabeł tkwi w szczegółach. Znam np. dżentelmena, który zawsze pisze konkretnym rodzajem długopisów. 😉 Inny od czasu do czasu zaszaleje ze wzorem koszuli (i zamiast blado-błękitnej ubierze walący po oczach fiolet (w którym jest mu naprawdę fajnie 🙂 ). Inny jest zawsze bardzo stonowany i zrównoważony (starszy znajomy z lotniska) – gdy latałam, uwielbiałam rozmawiać z nim o życiu. Oczywiście nie omieszkałam mu o tym powiedzieć – jego obecność i stoicka postawa działały na mnie bardzo uspokajająco. 🙂

Z paniami jest nieco łatwiej. 😉 Mogą to być oczywiście pięknie pomalowane paznokcie czy fantastyczne perfumy, nie lubię jednak szufladkować kobiet w ten sposób i nie zachęcam do tego innych. Sportowa bluza czy porządek na biurku, to także dobry „conversation starter”. 🙂

 

 

WYCIĄGNIJ Z NIEGO WNIOSKI (+ ZAUWAŻAJ WZORY I TENDENCJE).

Ponieważ ta wspomniana wyżej sportowa bluzka czy porządek na biurku mogą nie być bez znaczenia 😉 Pierwsze może zasugerować aktywny tryb życia, drugie bycie dobrze zorganizowaną osobą 🙂 Komuś często wibruje telefon? Zakładając, że nie jest uzależniony od FB i powiadomień, prawdopodobnie ma dużo pracy – można zahaczyć o podzielność uwagi i dystraktory. Ktoś jest zawsze na czas – pochwalić punktualność (a jeszcze jak ma dzieci i poranną gonitwę z ubieraniem i podwożeniem w różne miejsca – PODWÓJNY KOMPLEMENT 😀 ).

 

ZAWSZE MIEJ COŚ CIEKAWEGO DO POWIEDZENIA

Bo kto powiedział, że „small talk” musi być o niczym i bez treści merytorycznej? Ostatnio przy okazji konwersacji po angielsku o największych wynalazkach wszech-czasów, kursantka wspomniała o filmiku o tematyce naukowej, który niedawno oglądała. Laska nie ogląda w swoim wolnym czasie vloga o tym, że ktoś poszedł do Starbucks (nie, żebym hejtowała, choć mało to kształtuje umysł), a graficzną reprezentację skali wszechświata! HOW COOL IS THAT!? 🙂 <3

Bądź osobą, która chętnie uczy się nowych rzeczy i jest ciekawa świata, a nigdy nie zabraknie Ci tematów do rozmowy. 🙂

 

POPROŚ O REKOMENDACJĘ

Ostatnio jedna z moich kursantek z małopolski, z którą prowadzę zajęcia przez skype’a, wspomniała, że wybiera się do Rzeszowa. Wywiązała się z tego oczywiście krótka dyskusja na temat tego co warto na Podkarpaciu zobaczyć.

Inny przykład – planujemy z dziewczynami babski wieczór. Większość z nas nie mieszka w Rzeszowie, więc warto pomyśleć o jakimś fajnym planie wieczoru. Które lokale odwiedzić? Jakie atrakcje (np. park linowy) oferuje miasteczko? PORADŹ SIĘ ROZMÓWCY.

Błąd, jaki często popełniamy, to założenie, że od razu musimy zadać jakieś pytanie drugiej stronie. I PYTANIE jest jak najbardziej wskazane (nie chcemy wyjść na egoistycznego dudka, który mówi tylko o sobie), ale możemy zrobić wstęp w postaci krótkiej historii i WTEDY ZAPYTAĆ o zdanie lub poradę.

Naturalnie, trzeba dostosować pytanie do rozmówcy, nie zapytam 50-letniego szefa gdzie zorganizować koleżance wieczór panieński. 😛

BONUS: Wiedzieliście o tym, że jeśli ktoś zdoła nam wyświadczyć jakąś mikro-przysługę (potrzyma coś, odpowie na proste pytanie, itp.), to automatycznie nas bardziej lubi? 😉  <3 Kocham czytać statystyki z psychologii z takimi smaczkami 😀 Wytłumaczenie na to jest proste – lubimy czuć się potrzebni. Spraw więc, żeby druga strona poczuła, że jest użyteczna. 😉

 

 

 

 

***

How have you been? – W przeciwieństwie do „how are you” sugeruje wyższy poziom zaawanzowania językowego. Używamy czasu Present Perfect i pytamy tym samym jak się ktoś miewa(ł) ostatnimi czasy (a nie tylko w chwili obecnej).

How did you sleep? / How was your weekend?

I must say, this is a really nice shirt/tie. 🙂 I noticed you always match your tie with the shirt very well.

I love your perfumes. Very fresh/floral/delicate.

Wow, your desk is so tidy! Rarely do I see somebody so well-organized!

Recently I’ve been thinking about getting a present for my brother, because his 30th birthday is coming. Could you give me any recommendations? He works as a… and likes…

Are you a fan of sports? Recently I’ve read an article about the weirdest and funniest sports in the world.

Yesterday I googled some tips and tricks on how to live more economically and bumped into water filters. Do you use one? I’m wondering if I should buy it as well.

KONKURS + Recenzja Multikursu

 

 

 

 

Mam dla Was dzisiaj kilka niespodzianek. 🙂 Zanim jednak przejdziemy do samego K O N K U R S U, przedstawię Wam recenzję tego, o co tak naprawdę będziecie walczyć, tj. kursu intensywnego online z języka angielskiego. 😉

 

 

MIŁE NIESPODZIANKI NA WSTĘPIE

 

Zanim usiadłam do „przeklikania” platformy, przez kilka dni z tyłu głowy zastanawiałam się jakie elementy są w tej branży najczęściej pomijane. Jednym z nich była część psychologiczna. Nauka języka to bardzo duże przedsięwzięcie, więc musimy dokładnie wiedzieć po co to robimy.

 

Miłym zaskoczeniem była więc zakładka „Odbierz darmowy prezent„. Znajdziecie w niej sporo krótkich plików PDF z bezpłatnymi materiałami.

 

 

Te dotyczące stricte nauki języków obcych nie są bardzo rozbudowane, więc nie należy zakładać, że nasz poziom języka nagle gwałtownie wzrośnie, ale moja uwagę przykuły w szczególności 2 tamplety innego sortu:

 

 

PDF MOTYWACYJNY – zawierające m.in. rubrykę na nagrodę za osiągnięcie celu. Znów, trochę mało rozbudowany, więc czuję lekki niedosyt, ale to ja mam bzika na punkcie monitorowania celów i naprawdę mało kto pamięta o tym aspekcie nauki angielskiegp, więc i tak chwała im za to.
PLANERY językowe – dzienny, tygodniowy, miesięczny i roczny – przejrzyste i przyjemne wizualnie oraz uwzględniające perspektywę zarówno krótkoterminową, jak i długoterminową – duży plus za to – nauka języka nie jest sprintem, tylko maratonem.

 

 

TEST POZIOMUJĄCY I WERSJA DEMO

 
 
Zaletą jest to, że platforma została wzbogacona o tzw. placement test, czyli test poziomujący. Dosyć kompleksowy, acz nieco chaotyczny.Nie można też sprawdzić w którym miejscu popełniło się błąd, ale sam fakt, że nie musimy błądzić w sieci, a potem jeszcze samodzielnie sprawdzać sobie wyników, zdecydowanie działa na ich korzyść. Nie kupujecie też kota w worku, ponieważ możecie wypróbować kurs za darmo.
 
Gdy rozpoczynamy kurs, wita nas intuicyjny panel.
Więc nawet jeżeli jesteśmy za leniwi, żeby kliknąć w taką zacną zieloną ikonkę w prawym dolnym rogu („Jak korzystać z kursu?”), nie będziemy mieli większych problemów z odnalezieniem się w kursie. Mimo wszystko sugerowałabym obejrzenie filmiku instruktażowego (ok. 2 min), ponieważ wtedy poznamy kilka bonusowych funkcji:
+ cotygodniowe raporty postępu wysyłane na email,
+ możliwość „konkurowania” ze znajomymi – tym samym stworzenie systemu kar i zewnętrznej motywacji,
+ ustawianie celu dnia i poziomu intensywności nauki (które dodatkowo można zmieniać tak często, jak tylko zechcemy).
 

 

 

STRUKTURA KURSU

 
 +   Kursy składają się z rozdziałów, a rozdziały z około 14-16 lekcji, wszystko jest posegregowane tematycznie. Poszczególne lekcje nie zostają odhaczone (i uznane za faktycznie zaliczone) dopóki nie poprawimy wszystkich błędów. Niektórym mogłoby się to wydawać surowe, jednak w ogólnym rozrachunku, to my sami panujemy nad kursem, a powtórki mogą nam wyjść tylko na dobre. 🙂 W końcu, jeśli ktoś chce osiągnąć wynik 100%, to nie może oczekiwać, że będzie łatwo. 😉
+  Po pięciu rozdziałach czeka nas sprawdzian.

+   Lekcje są różnorodne, dzięki czemu kursant się nie nudzi.

 

 

+   Angielskiego uczymy się zarówno przez dialogi i pełne zdania, jak i pojedyncze słówka. Zdecydowanie spodobał mi się fakt, że ten sam materiał jest przerabiany w różnych formach (m.in. dopasowanie wyrażeń do luk, uzupełnianie ich ze słuchu, tłumaczenie, połączenie zdjęć z nagraniami audio, słuchanie typu PRAWDA/FAŁSZ, itp.).

+   Fajnie, że załączone zostały filmiki animowane sprawdzające słuchanie. Chociaż na ten element możemy spojrzeć dwojako:
+   z jednej strony animacja dostarcza więcej rozrywki,
   z drugiej jednak nie jesteśmy w stanie uczyć się języka poprzez ruch ust osoby mówiącej, ponieważ wypowiada się postać z kreskówki, a nie żywy człowiek.

 

+   platforma sygnalizuje kolorem czy dobrze zapisujemy wyrażenie i możemy kontynuować czy może też powinniśmy się wrócić o kilka liter.

 

+ Dodatkowo, platforma może być czuła na wielkie litery i zasady interpunkcji, ale nie musi – jest to zależne od użytkownika, wystarczy tą opcję zmienić Ustawieniach.

–   Jedyny zarzut jaki mogę tu mieć to ten, że Profesor Henry nie rozpoznaje form pełnych, jeżeli oryginalnie zostały wprowadzone ściągnięte i vice versa. Innymi słowy, musimy wpisać np. „I’m”, a nie „I am”, w przeciwnym razie zostanie to uznane za błąd. W przypadku osób początkujących, informacja ta nie jest również wyjaśniona na wstępie, a przeciętny Kowalski wcale nie musi wiedzieć, że jedno i drugie jest tym samym i oznacza „ja jestem”.

 

+ Jeżeli chcemy kontynuować naukę, wówczas program automatycznie narzuci nam powtórkę i dopiero później będziemy mogli przejść do kolejnej lekcji. Większość osób chce jak najszybciej przeskoczyć do nowego materiału, ale osobiście uważam, że jest to duży błąd. W końcu w naszym kulawym systemie edukacyjnym robi się dokładnie odwrotnie – szybko i dużo, a wszyscy przecież wiemy jak to się kończy.

Bonusowo,

+   samo wciśnięcie ENTER pozwala przejść dalej. Mała rzecz, a cieszy, bo oszczędza nasz czas.

 

 

POZIOM TRUDNOŚCI

 

 

–   Trzeba mieć jednak na uwadze, że nagrania mogą być dla osoby początkującej za szybkie i nieco za trudne, ponieważ przechodzimy od „dzień dobry” i „dobry wieczór” do podawania podstawowych informacji na swój temat, jak pracy, studiów czy rodziny oraz do zapisu tych słówek ze słuchu.

 

 

+   Do ćwiczeń możemy jednak podchodzić wiele razy, więc nawet jeśli się pomylimy, mamy szansę podejrzeć poprawną odpowiedź i spróbować jeszcze raz.

 

 

+ Pozostałe poziomu (średnio-zaawansowany i zaawansowany) wydają się być dobrze dostosowane do poziomów językowych. Reasumując, początkujący uczy podstawowej komunikacji, średnio-zaawansowany jest zaprojektowany z myślą o osobach, które już liznęły nieco angielskiego, a zaawansowany dla tych, którzy potrafią się już wypowiadać po angielsku i chcieliby poszerzyć zakres słownictwa i utrwalić wiadomości. Na pewno nie oczekiwałabym od kursu, że wystarczy jako jedyne źródło, ażeby opanować język, ale, nie oszukujmy się, taki złoty środek nie istnieje.

 

 

ZAKRES MATERIAŁU

 

+ Uwzględnia on zdecydowaną większość umiejętności językowych (jedynym wyjątkiem jest płynność wypowiedzi oraz długie formy pisemne, czego z kolei nie możemy oczekiwać od kursu internetowego, bo w końcu zależało nam na tym, aby wyeliminować czynnik ludzki).

 

+   Warto wspomnieć, że osoby początkujące zaczynają od najistotniejszych wyrażeń w podstawowej komunikacji, jak zawód i data urodzenia
+   i to sformułowanych zarówno tak, jak w rozmowie z nowymi znajomymi, jak i również w dokumentach, np. w hotelu czy na lotnisku.

+   Wybrana tematyka jest bardzo trafiona. Zakupy, jedzenie w restauracji czy wyrażanie opinii, a nawet formy płatności i transakcje są niezbędne w codziennej komunikacji (zdarzają się takie smaczki, jak „ochrona środowiska”, ale są to naprawdę nieliczne wyjątki).

 

 

*** Bonusowe punkty za:
+   uwzględnienie użytecznej tematyki, której inne kursy nie biorą pod uwagę – w każdym razie ja się z nimi nie spotkałam 😉 (np. pisanie listu motywacyjnego),
+  nacisk na komunikację, nie gramatykę (jest ona tu jedynie narzędziem, nie celem samym w sobie).

 

 

Czego mi ewentualnie zabrakło:

–  mnemotechnik i skojarzeń,
– odrobinę większej różnorodności w formie nauczania słownictwa,
– większej liczby przykładów przy tłumaczeniu gramatyki i wyrażeń,
– konsekwencji (np. na poziomie średnio-zaawansowanym wspomniany został czas Present Perfect i tylko on, żaden inny).

 

 

 

 

Zakres tematyczny materiału: 5
Powtórki: 5
Dostosowanie poziomu trudności w ćwiczeniach: -4
Różnorodność formy nauczania: +4
Intuicyjny panel: -5
Czas reakcji nagrań: -4
Aspekt wizualny: 5
Adaptacyjność do użytkownika: +4

Materiały dodatkowe: +4

 

 

Reasumując:
Czy kurs online może zastąpić lektora? Moim zdaniem nie (m.in. ze względu na brak konwersacji). Jednak często z wielu przyczyn korepetytora wynajmować nie chcemy (brak kasy, nieregularne godziny pracy, itp.). Platforma internetowa daje nam wtedy możliwość samodzielnej pracy w domu o wybranej przez nas porze. Nadal zachęcam do szukania sposobów na MÓWIENIE po angielsku (np. penpals), ale z wszystkich dotychczas przeze mnie poznanych kursów internetowych, ten zdecydowanie plasuje się w czołówce.

 

 

 

 

K O N K U R S ! ! ! 🙂

K O N K U R S ! ! ! 🙂
LOST  IN  TRANSLATION

 

Piękny to dzień! Cieszcie się i radujcie, bowiem Multikurs.pl przygotował dla Was prezenty! ;D

Uczestnicy będą walczyć o 5 voucherów. 😉

Zwycięzca otrzyma kompleny kurs (kurs intensywny + multisłówka) na 6 miesięcy o wybranym poziomie zaawansowania.

Pozostała czwórka będzie miała do wyboru – kurs intensywny lub multisłówka (również 6-miesięczny dostęp do kursu).

Żeby zajrzeć jaki kot siedzi w tym worku i przetestować kurs, kliknijcie TUTAJ. 🙂

 

Biorąc udział w konkursie zgadzacie się na REGULAMIN MULTIKURS.

Jeśli chcecie wziąć udział w konkursie, musicie zrobić trzy rzeczy:

1) Zalajkować fanpage Multikurs.pl,

2) Zalajkować fanpage Effective Me

3) oraz podać najbardziej trafne i kreatywne tłumaczenie 5 niżej podanych słów:

 

  1. anxious
  2. confused
  3. convenient
  4. delight
  5. skilful

Odpowiedzi wysyłacie na mojego maila aszpyt@effectiveme.pl wraz z nazwą konta na FB,  z jakiego zalajkowaliście fanpage, wpisując w tytule maila „Zgłoszenie na konkurs Lost in Translation”.

Konkurs trwa od 21 maja 2018 r. godz. 11:00 do 23 maja 2018 r. godz. 23:59, a wyniki zostaną ogłoszone na blogu, FB (i być może również na YouTubie) w ciągu trzech dni od zakończenia kursu, a od tego momentu do tygodnia ja wyślę zwycięzcom drogą mailową kody aktywacyjne, które zostaną mi przekazane przez wydawnictwo.

 

GOOD LUCK!

 

Ania 🙂

 

13 błędów, które popełniłam w swojej edukacji

 

 

 

1. ZAKŁADAŁAM, ŻE ISTNIEJE „NORMALNE TEMPO NAUKI” (A JA NIE NADĄŻAM)

Nie brałam jednak pod uwagę perspektywy długoterminowej. Sądziłam, że skoro w skali semestru jestem w stanie opanować mniej, niż koleżanka czy kolega, to znaczy, że jestem słabsza. A co, jeśli byłam w stanie opanować tyle samo, co oni, ale w skali 3 lat? Albo 5? Tempo zapamiętywania jest zależne od wielu czynników i nie determinuje naszych ogólnych zdolności czy potencjału. Odzwierciedla jedynie to, co jesteśmy w stanie zrobić w danym momencie, nie ogólnie w danym przedmiocie czy życiu. Z perspektywy wieloletniej kariery, to, czy uczymy się w danym roku 10% szybciej czy wolniej, niż inni, nie ma najmniejszego znaczenia.

 

 

 

 

2. (NICZYM TEMPA DZIDA) BEZMYŚLNIE CZYTAŁAM TO SAMO

Aktywowałam więc wewnętrznego lektora (nasz własny głos, który słyszymy, gdy czytamy), a nie procesy poznawcze (uczenie się i zapamiętywanie). Wmawiałam sobie, że jeśli przeczytam coś X razy, to „spełnię normę” i przynajmniej nie będę mogła sobie zarzucić, że się nie starałam. Bezmyślne czytanie nie jest niczym innym, jak stratą czasu, ponieważ w żaden sposób nie przyczynia się do aktywnej nauki.

 

 

 

3. NIE SPRAWDZAŁAM SWOICH WIADOMOŚCI PRZED SPRAWDZIANAMI

Głównie przez niewiedzę, że powinnam była to robić, a potem z lęku, że wyszłyby przy tym braki i ewentualne nieprzygotowanie. Skąd więc mogłam określić czarno na białym co mi nie szło? Nie zadawałam sobie pytań i nie odpowiadałam na nie. Nie tworzyłam mini powtórek czy testów i nie wyłapywałam luk w wiedzy. Zapis takich sprawdzających pytań na marginesie książki czy samoprzylepnej karteczce zajmuje mało czasu, a za to utrwala materiał i sprawdza naszą wiedzę, gdy już skończymy pierwszy etap nauki.

 

 

 

4. MYLIŁAM POWTÓRNE CZYTANIE Z AKTYWNYM ODTWARZANIEM

Nawet wtedy, gdy czytałam ze zrozumieniem, nie mogło się to równać z odtwarzaniem wiedzy bez jakichkolwiek pomocy. W języku angielskim nazywamy to „active recall” i wielokrotnie lepiej wzmacnia ścieżki neuronowe w mózgu. Bo w końcu jaki jest lepszy sposób na sprawdzenie czy faktycznie coś pamiętamy, aniżeli powtórzenie definicji, wzoru, słówka czy zastosowania czasu z zamkniętym zeszytem?

 

 

 

5. NIE UCZYŁAM SIĘ POD KĄTEM TYPU ZADAŃ NA SPRAWDZIANACH

Informacja zostanie przez Twój mózg odtworzona dokładnie w taki sposób, w jaki została przyswojona. Wykuta na blachę notatka zostanie więc przez nas wyrecytowana, a związki frazeologiczne mogą sprawiać nam trudność w użyciu w wypowiedziach, gdy uczyliśmy się ich jedynie przez tłumaczenie. Inaczej więc powinniśmy się przygotowywać do testu wielokrotnego wyboru, a zupełnie inaczej do napisania eseju.

 

 

 

6. NIE POWTARZAŁAM MATERIAŁU

I z tym walczę po dzień dzisiejszy, choć z biegiem lat i dużą ilością praktyki, jest lepiej. Uczyłam się materiału raz, a potem go powtarzałam przed sprawdzianem. To nie mogło się sprawdzić. 😛 Ażeby informacja trafiła do pamięci długoterminowej, w zdecydowanej większości przypadków, wymaga ona od nas wielokrotnego powtórzenia. W przeciwnym razie zostanie sklasyfikowana przez umysł jako coś nieistotnego, a następnie wyeliminowana. I bardzo nad tym faktem ubolewam, ponieważ jestem pazerna i chciałabym móc od razu nauczyć się czegoś nowego (przecież skoro już raz to przeczytałam, to nagle zrobiło się to taaaakie nudne ;p). A tu się nie da, mózg płata figle i treść, którą znaliśmy wczoraj, dziś może być tylko mglistym wspomnieniem.

 

 

 

7. WIEDZA SŁUŻYŁA MI DO ZALICZEŃ, NIE ROZWINIĘCIA UMYSŁU

Czyli uczyłam się mając z tyłu głowy, że z tej wiedzy korzystać nie będę poza sprawdzianem. W naszym systemie edukacyjnym nie ma miejsca na wyjaśnienie uczniom w jaki sposób ta wiedza może im się przydać w przyszłości, a jeśli nie uważamy czegoś za użyteczne – do kosza.

 

 

 

8. ZA PÓŹNO OPANOWAŁAM TECHNIKI EFEKTYWNEJ NAUKI…

Mnemotechniki, mapy myśli, pamięć przestrzenna, pamięć zależna od kontekstu, Zadkładkowa Metoda Zapamiętywania, myślenie wizualne… Życie byłoby wtedy o tyle prostsze.

 

 

 

9. …I OKREŚLIŁAM SWÓJ PREFEROWANY STYL UCZENIA SIĘ

Moja koleżanka zadawała samej sobie pytania na temat historii, druga przepisywała wszystkie notatki, trzeciej wystarczyło przeczytanie zeszytu, a mój brat, z kolei, powtarzał głośno chodząc po mieszkaniu. Dużo czasu zmarnowałam, nim zrozumiałam, że jestem typowym wzrokowcem, który potrzebuje kolorów, przestrzeni i humoru, żeby coś przyswoić. Jedni potrzebują motoryki, inni uczą się słuchając wykładów, a wszyscy pozostali pamiętają obrazy. Nikt mi wcześniej jednak nie powiedział, że różne mózgi mają różne preferowane kanały informacji i to nie znaczy, że jestem głupsza, po prostu potrzebuje innych metod.

 

 

 

10. NIE ZOSTAWIAŁAM OKRUSZKÓW SWOJEMU MÓZGOWI

Czyli wczoraj pamiętałam, jutro zapomnę. I nie chodzi tu o materiał „łopatologicznego” sortu, takiego jak tłumaczenie. Mowa tu o ćwiczeniach wymagających zrozumienia i logicznego rozumowania. W poniedziałek mogłam rozwalać system i rozwiązywać konkretny typ zadań z matmy, a w czwartek już sprawiał mi on problem, ponieważ nie pamiętałam skąd brały się konkretne liczby. Nie wstawiałam strzałek czy symboli, które pozwoliłyby mi później odtworzyć tok rozumowania niezbędny do rozwiązania danego zadania. Rozpisane, nawet bardzo szczegółowo, zdanie, może nie być wystarczające do powielenia schematu. Czasem mózg potrzebuje dodatkowych okruszków.

 

 

 

11. POWTARZAŁAM BŁĘDY SWOICH NAUCZYCIELI…

Jeśli wiedziałam, że trafiłam na kompetentnego nauczyciela, takie problemy się nie zdarzały. Nikt jednak nie uczył się TYLKO od świetnych nauczycieli, wręcz przeciwnie, tendencja jest raczej odwrotne. Jeśli więc ufałam korepetytorowi, a on mi kazał samodzielnie ćwiczyć zestawy do ustnej matury, żeby móc wyrobić właściwe nawyki – byłam na dobrej drodze. Jeżeli jednak wiedziałam, że ktoś nie był czempionem edukacji, a kazał mi coś wyryć na blachę, należało użyć własnej głowy i poszukać lepszego sposobu (np. fiszek, zabawnych historyjek czy mnemotechnik).

 

 

 

12. …I WIERZYŁAM W ICH OSĄDY, GDY WE MNIE WĄTPILI

A było takich więcej, niż jestem w stanie zliczyć.

Cudza percepcja nas samych, to tylko opinia drugiego człowieka. Nie Sąd Boży, nie wyrok i nie cholerna wyrocznia, która na stówę ma rację. To tylko omylny umysł oceniający możliwości drugiego umysłu. Nic więcej.

W bonusie należy dodać, że większość nauczycieli ma tzw. fixed mindset, czyli mentalność zafiksowaną (stałą), według której nasz talent i nasze możliwości intelektualne są z góry ustalone przez geny i nic nie możemy z tym zrobić. Jest to tok rozumowania, w którym beztalencie historyczne pozostanie takim przez resztę życia. Zabawne, bo coś, czego nie potrafiłam osiągnąć w liceum, dziś, przy znajomości właściwych technik, nie sprawiłoby trudności.

 

 

 

13. NIE ODDZIELAŁAM AWERSJI DO NAUCZYCIELA OD AWERSJI DO PRZEDMIOTU

Trafiłam w życiu na wielu bardzo dobrych nauczycieli języka angielskiego, było też kilku z innych przedmiotów, którzy w ogromnym stopniu przyczynili się do mojego rozwoju. <3  Byli jednak też tacy, którzy, „zdołali” mnie zniechęcić swoim zachowaniem do danej dziedziny na całe lata, jeśli nie całe życie. Dziś włożyłabym więcej wysiłku w zidentyfikowanie co konkretnie było przyczyną problemu. Wbrew pozorom, niektóre przedmioty okazują się czasem użyteczne nie tylko w szkole, ale też w późniejszym życiu. Szkoda to zaprzepaścić tylko dlatego, że nauczycielka ma problemy z opanowaniem złości i odreagowuje na uczniach. 😛

 

 

 

 

 

 

 

 

 

10 sposobów na samodzielną naukę angielskiego

  1. ZMIEŃ JĘZYK W MEDIACH SPOŁECZNOŚCIOWYCH

 

Nie oszukujmy się, wszyscy (lub przynajmniej prawie wszyscy) sięgamy po telefon i mimowolnie sprawdzamy powiadomienia lub scrollujemy w dół tablicy na Facebooku. Ironicznie, prawdopodobnie żadne z Was nie miało problemu ze zrozumieniem użytego przeze mnie słówka „scrollować”, choć jest przecież typowym zapożyczeniem. Skoro więc już przeglądamy, co się dzieje u znajomych, kto się zaręczył, kto jest na urlopie i komu się urodziło dziecko, równie dobrze możemy się „socjalizować” w mediach społecznościowych po angielsku. Albo przynajmniej klikając „SHARE” zamiast „UDOSTĘPNIJ”. 😉

 

  1. ZAINSTALUJ JEDNĄ (GÓRA DWIE!) APLIKACJE DO NAUKI

     

    Dlaczego nie więcej? Ponieważ w chwili gdy przyjdzie do odpalenia apki, nie chcemy tracić czasu na decyzję. Wystarczy, że w życiu codziennym musimy wysyłać dziesiątki smsów i emaili, załatwiać milion drobnych spraw, kończyć projekty do pracy, rejestrować się u lekarza i pamiętać o karmie dla kota. Nie potrzebne nam dodatkowe marnotrawienie energii mentalnej na codzienne wybieranie coraz to nowego oprogramowania. Choć, szczerze mówiąc, to popieram zainstalowanie tylko jednej, nawet nie dwóch. Ograniczajmy zmęczenie decyzyjne.

 

  1. OGLĄDAJ ANGLOJĘZYCZNE SERIALE (Z ANGIELSKIMI NAPISAMI)

     

    Większość osób preferuje polskie napisy, jednak z tą opcją jest pewien problem – w którymś momencie wyłączamy tryb nauki i koncentrujemy się na fabule filmu. W przeciwieństwie do tego scenariusza, angielskie napisy zmuszają nas do całkowitego przejścia na język obcy. Jakby tego było mało, mamy dzięki temu większe szanse na przyswojenie nowych słówek, ponieważ minimalizujemy tendencję mózgu do ignorowania treści, których nie zna. Usłyszane słówko łatwiej umysłowi olać, aniżeli takie, które usłyszy I ZOBACZY w tym samym czasie. Dodatkowym atutem jest praca nad nauką pisowni (która nierzadko u nas kuleje, ponieważ często zapis nie pokrywa się z wymową).

 

  1. ZNAJDŹ PENPALA…

     

    Tego typu strony dają możliwość wymiany wiadomości między ludźmi, którzy chcą poćwiczyć język obcy lub po prostu nauczyć się czegoś o innej kulturze. Ponadto, wybierając Amerykanina czy Brytyjczyka na naszego korespondencyjnego znajomego, poznajemy żywy język i żargon, a nie zasady gramatyki. Uczymy się angielskiego, żeby umieć się nim posługiwać. Róbmy więc z tego narzędzia użytek. 😉

 

  1. … LUB KOGOŚ BLISKIEGO, Z KIM BĘDZIESZ WYMIENIAĆ WIADOMOŚCI PO ANGIELSKU

     

    Może to być koleżanka, korepetytor czy nawet rodzeństwo. I nie chodzi tu o najwyższy możliwy poziom zaawansowania czy pisanie epopei po angielsku, a o wprowadzenie języka obcego do naszej codzienności, jako narzędzia do komunikacji. Nawet takie bzdury, jak „C U tomorrow” zamiast „do zobaczenia jutro” długoterminowo wspomagają przejście na myślenie w obcym języku, ponieważ brzmi on wtedy w naszej głowie bardziej naturalnie.

 

  1.   WYBIERZ 2-3 ANGLOJĘZYCZNYCH YOUTUBERÓW

     

    I tak wchodzimy na youtube. ;p Dziś nawet zagadnienia matematyczne można rozumieć, dzięki kanałom YT. I choć jestem fanką ojczystego języka i networkingu, to mam także kilku wybranych influencerów, których regularnie słucham w wolnych chwilach. Świat staje się globalną wioską, a konsumpcja informacji jest nieunikniona (w końcu mózg domaga się bodźców audio-wizualnych). Róbmy to z głową. 😉 Warto czasem zamienić unboxing gier komputerowych, na krótkiego vloga opisującego dzień. Absurdalne? Nie do końca, ponieważ słowo „tank” (czołg) może się wydać niektórym interesujące, ;p   ale „running errands” (załatwianie sprawunków) jest już praktyczne i użyteczne. 😉

 

  1. I KOMENTUJ ICH FILMY

     

    Zadałam kiedyś kilku kursantom takie właśnie zadanie domowe: wybór dowolnego ulubionego anglojęzycznego youtubera (wszyscy takowego mieli) i napisanie trzech komentarzy pod jej/jego filmami. Nigdy nie sądziłam, że to zadanie może spotkać się tak ogromnym oporem. Lubimy być obserwatorami, nie uczestnikami. Tak jest łatwiej i bezpieczniej. Jednak nie możemy oczekiwać, że będziemy mówić spontanicznie i płynnie w stresujących sytuacjach, jeżeli wcześniej nie będziemy ćwiczyć. Komentarze pod video są krokiem w stronę komunikacji.

 

  1. POŁĄCZ PORANNY RYTUAŁ Z ANGLOJĘZYCZNYM PODCASTEM

     

    Jeden z moich ulubionych sposobów na wplatanie angielskiego w codzienne życie. Gdy podsuwam kursantom takie rozwiązanie, bardzo często spotykam się z niechęcią wywołaną za wysokim poziomem takich podcastów. Można go wybrać! Dobranie materiałów nie stanowi już większego problemu, jeśli tylko wiemy (choćby mniej więcej), czy bliżej nam do Beginner’a czy Intermediate. 😉

Jednym z najlepszych przykładów jest BBC, np.   6-minute English
Wpisanie w wyszukiwarkę „English Intermediate Podcast” naprawdę może dać przyzwoite rezultaty. ;p

 

  1. ZASYPIAJ Z AUDIOBOOKIEM W TLE

     

    Jest to metoda, która spodoba się przede wszystkim fanom zasypiania przed telewizorem. Zasadniczo zaleca się eliminowanie niebieskiego światła na minimum godzinę przed pójściem spać, znam jednak osoby, które bez takiego szumu w tle nie są w stanie się wyłączyć. Osobiście, gdy przepracuję 12-13 godzin i pójdę pobiegać, padam na twarz i nie potrzebuję pomocy takiego „tła”, jednak zdarzają się wyjątkowo stresujące dni, gdy bez względu na psychiczne i fizyczne zmęczenie, mózg jakoś nie chce się zresetować. Wtedy odpalam w tym samym czasie audiobooka oraz dźwięk „Rainy Mood” i po 15 minutach odpływam. Oczywiście, można się kłócić na temat tego ile przyswoimy z tego języka, skoro podczas słuchania mamy zasnąć. ;p Jednak osłuchanie z językiem (nawet jeśli trwa 10 minut) również jest bardzo istotnym elementem nauki języka.

 

  1. GOTUJ Z PRZEPISÓW NAPISANYCH PO ANGIELSKU

Na początku takich, które są już dobrze znane. Dzięki temu nie będziemy mieli problemów z ich zrozumieniem i automatycznie przyporządkujemy „radish” do rzodkiewki, a „a glass of flour” do szklanki mąki. Z czasem możemy podnieść sobie poprzeczkę i poeksperymentować w kuchni. Tylko może przetłumaczmy sobie przepis nim pójdziemy na zakupy. ;p

 

 

 

 

MATURA PISEMNA Z ANGIELSKIEGO – KURS VIDEO ONLINE

JEST! „My baby”, przy którym spędziłam wiele, wiele nocy. 🙂  Ale wiecie co? Warto było! 🙂 Jestem zadowolona z efektu końcowego, a kurs dał mi możliwość wykorzystania moich kreatywnych ciągot. 😉 Dzięki temu mogłam wykorzystać w praktyce swoją wiedzę jako językowiec i trener efektywnej nauki, ale też pobawiłam się w twórcę filmowego, fotografa, a nawet modelkę. ;p Choć, szczerze mówiąc, wolę chyba pisać książki i podręczniki, niż oglądać się na ekranie. ;P

Pomysł na ten kurs zrodził się kilka miesięcy temu, jak zwykle, podczas biegania. 😉 Na początku kompletnie nie wiedziałam jak ugryźć temat. Wreszcie uznałam, że jedynym logicznym rozwiązaniem jest dostarczyć maturzystom coś, co poprowadzi ich za rękę przez najtrudniejsze zagadnienia: połączenie podręcznika dla wzrokowców z filmem video, w którym zdradzę swoje najmroczniejsze sekrety z zakresu efektywnej nauki. ;p

Nadal niezmiennie wierzę w indywidualne lekcje i niepodzielną uwagę lektora, który wyłapie błędy typowe dla nas. Jednak nie wszyscy mają sposobność uczęszczania na korepetycje, czy to ze względu na brak korepetytora w małej miejscowości, czy też koszty zajęć. I to właśnie z myślą o tych młodych ludziach zaprojektowałam ten kurs online.

 

 

Żeby oebjrzeć darmowy fragment i/lub kupić kurs, kliknij poniższą miniaturkę. 😉

 

 

 

 

Jak się uczyć słówek tak, by je pamiętać na stałe :)

DAWNO, DAWNO TEMU…

 

W odległej krainie zwanej „Dziki Świat XXI Wieku” istniały dwa rodzaje umysłów. Pierwszy przypominał czystą niezapisaną kartkę papieru. Promieniał świeżością, był otwarty na nowe wiadomości i doświadczenia oraz nie był niczym skażony. Był to umysł dziecka.

 

 

Drugi zaś, pomimo życiowego doświadczenia i (teoretycznie) wiedzy, miał ogromne trudności w wyborze rzeczy ważnych. Rano łatwo ulegał pokusie sprawdzania mediów społecznościowych czy poczty email i kochał bycie „zajętym” (co rzadko kiedy było związane ze sprawami prawdziwie istotnymi). Był tak zagracony zbędnymi informacjami, że dołożenie czegokolwiek do tego stosu graniczyło z cudem. Do tego stopnia był bombardowany ogromem informacji, że nauczył się je w naturalny sposób ignorować. Jego wszystkie mechanizmy obronne nie były jednak dostatecznie efektywny i bardzo często doświadczał „przeładowania” (tzw. work overload, nazywanego również przepracowaniem). Tylko, że to przepracowanie nie zawsze było faktycznym przepracowaniem. Bardzo często polegało bowiem na konsumpcji zbędnych informacji, przez co w drugiej połowie dnia nie pozostawało mu już za dużo energii na zgromadzenie tych użytecznych.

 

 

Od czasu do czasu drugi rodzaj umysłu podejmował próbę dorzucenia do stosu wartościowych elementów. Nie był on zbyt świadom panujących w nim zasad, więc nie przywiązywał do nich żadnych sznurków, by móc je później ze stosu wyciągnąć. I tak wszystkie te informacje gubiły się gdzieś  pod stertą tak zwanego „wszystkiego”. Był to umysł osoby dorosłej.

 

 

 

NAUCZ SIĘ ŁOWIĆ RYBY

 

Najprawdopodobniej jesteś gdzieś między 18 a 35 rokiem życia, a to oznacza, że Twoje życie jest pełne różnego rodzaju nadmiaru i przypomina ten drugi rodzaj umysłu. Niestety, to już nie te czasy, że się motyle 4LITERAMI łapało, trzeba więc mózgowi pomóc. ;P Wiedz, że tonie on w pokładach wiadomości i żeby dorzucić do stosu jakąkolwiek informację, musisz doczepić do niej haczyk, który później pozwoli na jej wyciągnięcie.

Skąd to wiem? Bo jak tępak chodziłam przez kilka lat po pokoju i próbowałam powtarzać na głos słówka w różnych językach obcych, a potem dziwiłam się, że nie przynosiło to żadnych rezultatów.

Powtórzę się: zapamiętujemy to, co kolorowe, nietypowe, zabawne, charakterystyczne, pełne ruchu, a nierzadko i wulgarne. 😛 Nie wiedzieć czemu, gdy w historyjce pojawi się np. słowo „dupa”, nikt nie ma trudności w jej zapamiętaniu. 😛

Moja pointa: jeżeli nie stworzysz skojarzenia, masz bardzo małe szanse na przyswojenie, a później długoterminowe pamiętanie słownictwa. Przypomina to wciąganie obiektów odkurzaczem – niby wiesz, że tam jest, ale powodzenia ze znalezieniem.

 

 

MNEMOTECHNIKI

 

Czyli moja najukochańsza metoda przyswajania wiedzy. Są to systemy i techniki wspomagające zapamiętywanie. Im bardziej absurdalne, tym lepsze.

 

Załóżmy więc, że chcemy nauczyć się słówka CONDITION /kondyszyn/, czyli WARUNEK.

Jeżeli go nie znasz, to tym lepiej.

Dla mnie wymowa /kondyszyn/ brzmi jak „koń dyszy”. Tworzę więc z tego niestworzoną historyjkę, której mój umysł dotąd nie znał.

KOŃ DYSZY POD WARUNKIEM, ŻE SIĘ ZMĘCZY.  😀

Jak zawsze, uprasza się o nie kwestionowanie zdrowia psychicznego autorki. 😛

                        I na koniec wspomagam cały proces żywym obrazem.

Osobiście, zdecydowanie wolę odręczne rysunki, ponieważ łączą w sobie element motoryki, bardziej pobudzają wyobraźnię i są przede wszystkim WŁASNE ==> EFEKTYWNIEJSZE, ale nie załączę tu swoich bazgrołów, bo to by już było za dużo radości na jeden artykuł. 😛

 

Skojarzenie działa dzięki kilku elementom:

– tworzy „haczyk”, dzięki któremu później wyciągniemy słówko z czeluści umysłu,

– jest historyjką, którą możemy sobie wyobrazić, a nie pojedynczym słowem (–> wprowadza ruch),

– nasz umysł dotąd takiej dziwnej historyjki nie znał, więc jest ona dla niego unikatowa.

*** Dlatego też im „dziksze” skojarzenia, tym lepsze – większe szanse na przyłączenie ich do pamięci długoterminowej. W przeciwnym razie, mogą one trafić do tego nieszczęsnego odkurzacza, z którego ich potem nie wyciągniemy.

 

Inny przykład. Wielu początkującym kursantom sprawia problem zautomatyzowanie rozróżnienia „he” i „she” (czyli „on” i „ona”).

HE /hi/ – ON

Sprawdzam z czym mi się kojarzy „he” lub wymowa /hi/. Wymowa automatycznie przywodzi na myśl śmiech. Wiem, zdaję sobie sprawę, że są to wyżyny kreatywności, ale cicho, sza! 😉 😛

  • Moja mnemotechnika będzie więc wyglądać następująco:HI, HI, HI!!!
    I ostatnia kwestia: regularnie spotykam się z oporem, ponieważ „tworzenie takich skojarzeń zajmuje dużo czasu”. Po pierwsze, jak wszystko, wymaga nieco praktyki, ale potem proces jest o wiele krótszy i bardziej automatyczny. Po drugie, w przypadku większości dorosłych łopatologiczne powtarzanie słówek (w głowie czy na głos) jest po prostu NIEEFEKTYWNE. Wolisz poświęcić 30-60 sekund na stworzenie śmiesznej historyjki, która umożliwi FAKTYCZNE ZAPAMIĘTANIE nowego słowa, czy może lepiej jest powtarzać kilka-kilkanaście razy na głos mając MOŻE 50% szans na zapamiętanie (i stracić przy okazji 2-3 razy więcej czasu przez większą ilość powtórek) ?

 

4 błędy, które wszyscy powtarzamy ucząc się angielskiego

BEZMYŚLNE POWTARZANIE

 

W języku angielskim istnieje kilka terminów odnoszących się do powtarzania materiału.

 

REPEAT – oznacza powtórzenie głośno słowa lub wyrażenia, np. Czy możesz powtórzyć? Can you repeat that?

 

REVISE – od którego często pochodzą nazwy repetytoriów maturalnych (np. Matura Revision) odnosi się do odświeżania sobie wcześniej przyswojonego materiału.

 

RECALL – oraz interesujące nas ACTIVE RECALL, czyli AKTYWNE PRZYPOMINANIE SOBIE – jest to samodzielne „wyciąganie” informacji z czeluści umysłu bez posiłkowania się pomocami naukowymi. 😉 Jeżeli więc koleżanka czy kolega odpytują nas z czegoś przed sprawdzianem, wtedy właśnie praktykujemy „active recall”, ponieważ nie zaglądamy do notatek.

 

RECOGNITION – czyli ROZPOZNAWANIE. Prawdopodobnie najbardziej zdradliwy proces w nauce. 🙂 Zdarzyło się Wam kiedyś kartkować zeszyt, zerknąć na jakąś stronę i pomyśleć „tak, wiem o co chodzi, to znam…” i zacząć kartkować dalej bez sprawdzenia się? Jeśli tak, są spore szanse, że mieliście potem problemy z przypomnieniem sobie tego materiału na teście. Okazuje się, że mózg samodzielnie nie jest w stanie rozróżnić RECOGNITION (rozpoznawania) od RECALL (aktywnego samodzielnego przypominania sobie). 

 

Bardzo często „powtarzamy” materiał po raz setny czytając te same zwroty i słówka, ale nie sprawdzamy się z nich bez podglądania. Po prostu odtwarzamy zapisane notatki bez zmuszania umysłu do większego wysiłku. Oczywiście takie aktywne przypominanie sobie, a czasem może nawet tworzenie materiałów powtórkowych z pytaniami, jest wyjątkowo up… orczywe, 😛  ale jeżeli sami nie zweryfikujemy swojej wiedzy przez kartkówką, to niestety zrobi to matura :/

 

 

 

NAUKA Z LISTY

 

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego numery telefonów są zwykle zapisywane w systemie trójkowym? To dlatego, że jest to największa liczba elementów w zbiorze, jaką jest w stanie ogarnąć przeciętny umysł. Zapamiętujemy indywidualne elementy, pary i trójki. Gdy próbujemy zapamiętać więcej elementów, zwykle pojawia się tendencja do „szatkowania” na dwójki. 🙂

 

Jak to się ma do angielskiego? Ano tak, że uczymy się słówek, czasowników nieregularnych, liczb, dni tygodnia, miesięcy i osób (zaimków) Z LIST! Dlaczego jest to szkodliwe? Ponieważ

 

MÓZG ODTWARZA W TAKIEJ FORMIE, W JAKIEJ PRZYSWOIŁ

 

tzn. jeśli chcemy przypomnieć sobie jak jest czwartek, musimy powtórzyć wszystkie dni tygodnia od początku. W pewnym momencie dochodzi do tego, że pamiętamy w którym miejscu znajduje się konkretny czasownik w tabelce czasowników nieregularnych :/

 

Niestety, z własnego lenistwa nie uczymy się na wyrywki i to nas gubi. Nie twierdzę, że musimy wszystkie nieregularne przepisywać na fiszki (choć nie zaszkodziłoby). Wystarczy, że ucząc się ich będziemy je powtarzać na wszystkie możliwe sposoby skacząc po kartce. Z zaimkami, dniami tygodnia i miesiącami jest gorzej, ponieważ te powinniśmy być w stanie odtworzyć w mgnieniu oka. Wierzcie mi, jeśli nie odhaczycie tego teraz, potem będzie się to za Wami ciągnęło latami… :/

 

Dla tych, którzy nie mają chęci inwestować czasu i energii w tradycyjne papierowe fiszki, niżej wklejam link do filmiku 🙂

 

 

 

 

NAUKA ZAPISU

 

DIG DUG DUG

 

CUT CUT CUT

 

FIGHT FOUGHT FOUGHT

 

Mini eksperyment społeczny: ilu z Was przeczytało w głowie powyższe przykłady zgodnie z zasadami wymowy, a ile tak, jak się te słówka pisze? 🙂

 

Zgroza każdego gimnazjalisty i licealisty przed kartkówką. Właśnie – KARTKÓWKĄ. Prawie zawsze byliśmy sprawdzani ze słownictwa w postaci egzaminu PISEMNEGO, uczyliśmy się więc ZAPISU, nie wymowy. A nawet jeśli byliśmy odpytywani przy tablicy, to nauczycielka poprawiła poharatane błędną wymową słówko i… zaliczyła. Skoro nie było błędu, to niby czemu mielibyśmy coś zmieniać?

 

Może dlatego, że z wiekiem będziemy chcieli nauczyć się MÓWIĆ w danym języku? 😀 O maturze ustnej już nawet nie wspominam. I nie, wcale nie musimy się wszyscy uczyć tych śmiesznych chińskich znaczków, to jest zapisu fonetycznego. Sama opanowałam go w wielkich bólach dopiero na pierwszym roku studiów. Słyszałam od niektórych swoich kursantów, że był on obowiązkowy w niektórych liceach, nie jest to jednak normą.

 

Szczerze? Moim skromnym zdaniem… 😉 Po co komu (tj. NIE-filologowi) nauka zapisu fonetycznego, skoro może odsłuchać nagrania na takich stronach jak

 

czy

 

 

Pamiętajcie o jednym: jeżeli uczycie się nowego słówka, zawsze przyswajajcie je KOMPLETNIE, tj. zarówno zapis, jak i wymowę.

 

Po pierwsze dlatego, że kiedyś będziecie się wstydzić czytania „BOŁGHT” zamiast „BOT” ( II forma od czasownika „buy”).

 

Po drugie dlatego, że jest to niewielka inwestycja czasu w porównaniu do efektu i już podjętych wcześniej kroków (przyswojenia zapisu). To tak jak nie kupić drugiego telefonu za jedną-czwartą ceny 😛 Jak nie macie, to nie macie, ale jak już macie, to się przyda 😛

 

Po trzecie, znajomość samego zapisu czy samej wymowy w niefortunnych okolicznościach będzie Was kosztowało połowę punktów na teście albo wstyd w konwersacji. Nie warto. Już lepiej poświęcić dodatkowe 30 sekund na wygooglowanie wymowy czy zapisu.

 

 

 

TAM I Z POWROTEM 

 

„Przerobiłam cały materiał zawarty w podręczniku. Przetłumaczyłam i wkułam wszystkie słówka, których nie znałam i, z poczuciem solidnego przygotowania, podeszłam do egzaminu. Uzyskałam wynik 80%. Dlaczego nie 100?”

 

Biura tłumaczeń wyceniają drożej tłumaczenie z języka polskiego na angielski, aniżeli odwrotnie. Dlaczego?

 

Ponieważ kontekst to władza! 😀 Potrafi on być bardzo sugestywny i świetnie podpowiedzieć nam znaczenie słówka, którego dotąd nie znaliśmy. Niestety, fakt, że potrafimy przetłumaczyć słówko z języka angielskiego na polski wcale nie oznacza, że w drugą stronę pójdzie nam równie gładko. Podobnie ma się sprawa z UŻYWANIEM JĘZYKA, to znaczy odtwarzanie języka nie przekłada się na samodzielną produkcję.

 

A teraz co to oznacza dla nas: często bez problemu tłumaczymy słówko na język polski, ale nie używamy go w swoich wypowiedziach i nie przychodzi nam ono naturalnie. Zupełnie tak, jakby ODBIÓR i KREOWANIE JĘZYKA stanowiły dwa odrębne worki z wiedzą językową i ODBIÓR dziwnym zrządzeniem jest zawsze zacniejszy 😉

 

Jak temu zaradzić? Zadbać o wszystkie możliwe kanały wykorzystywania słówka. Przyswajając nowe wyrażenie powinniśmy sprawdzać się:

 

– z języka polskiego na angielski,
– z angielskiego na polski,
– w kontekście,
– bez kontekstu,
– kreując (wyobrażając sobie czy też zapisując) własne sytuacje, w których takie słówko mogłoby zostać użyte.

 

W przeciwnym razie ryzykujemy jedynie bierny odbiór informacji i niezdolność do wykorzystania jej gdy przyjdzie do rozmowy czy maila.

 

 

 

 

 P.S. Kochani, dotarły do mnie głosy oburzenia związane z określeniem zapisu fonetycznego. To, co widać w komentarzach to jedynie kropla w morzu. Spieszę więc z wyjaśnieniami. 🙂

 


Moją intencją absolutnie nie było podważenie istoty fonetyki (zwłaszcza, że sama kocham bawić się wymową i „skakać” między akcentami) .  Jednak anglistyczną wiedzę przekazuję innym już od prawie

Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za wszystkie komentarze.
Ania

 

 

 

 

5 mega prostych nawyków, które poprawią Twoją pamięć w 2018 roku

STAWIAJ MAŁĄ BUTELKĘ Z WODĄ NA SWOIM TELEFONIE

 

Wszyscy jęczą i smęcą, że należy pić wodę i dbać o nawodnienie organizmu. Sama jestem pewnie większym grzesznikiem w tej materii, niż ktokolwiek inny. Dzięki naturalnym antybiotykom i bieganiu w niskiej temperaturze mam wysoką odporność. Niestety, średnio raz na 2 lata dopada mnie wyjątkowo paskudna wersja grypy żołądkowej i nie jestem wtedy w stanie przyjąć jakichkolwiek płynów. W efekcie bardzo szybko się odwadniam (zaniedbanie picia wody dodatkowo przyspiesza proces) i kończy się na kroplówce.

 

W tym roku postanowiłam więc wreszcie zapobiegać takim przypadkom zawczasu i poszłam za radą jednych z youtuberek – zaczęłam stawiać butelkę z wodą na swoim telefonie. Za każdym razem, gdy muszę zadzwonić lub wysłać/odczytać smsa, jest to dla mnie sygnał, że powinnam ją nieco opróżnić i wziąć kilka łyków. Stawianie wody na biurku, nawet praktycznie pod samym nosem, po prostu na mnie nie działa.
Prosty system i przyspieszenie procesów mentalnych o 14% 😉

 

 
MYJ ZĘBY I OTWIERAJ DRZWI LEWĄ RĘKĄ

 

 
Właściwie to powinnam napisać NIEDOMINUJĄCĄ ręką 🙂 Wykonywanie prostych czynności w sposób niestandardowy pobudza partie mózgu odpowiedzialne za kreatywne i nieszablonowe myślenie oraz zmusza do koncentracji. Łatwiej jest nam się pilnować rano, gdy nasz „kanister z zapasem silnej woli” jest jeszcze pełny. Im bardziej będziemy zwlekać z ćwiczeniem w koncentracji w ciągu dnia, tym mniejsze szanse, że w ogóle coś w tej sprawie zrobimy.

 

No i kto z nas ma w codziennej bieganinie czas i chęci, żeby rozwiązywać regularnie krzyżówki? Niektórzy twierdzą, że jest to również dobre ćwiczenie na poprawę samodyscypliny, choć nie dokopałam się jeszcze do badań potwierdzających tą teorię. 😉

 

DOPISZ MIGDAŁY I PISTACJE DO LISTY ZAKUPÓW

 

Yyyy… Tylko uwaga na ilość. 😀 Są diabelnie kaloryczne 😀 Ale za to TAKIE PYSZNE! 😀 Alternatywą jest masło orzechowe (które osobiście mogłabym pochłonąć w dwa dni), choć wtedy trzeba uważać na ewentualną zawartość szkodliwego oleju palmowego. Jeśli jednak mamy możliwość sięgnąć po wspomniane pistacje czy migdały w czystej postaci, tym lepiej, ponieważ masło orzechowe, choć zdrowe, nie daje tylu samo korzyści dla mózgu.

 

Dodatkowo, pistacje przyspieszają metabolizm, więc spożywane z umiarem wspomagają utratę wagi lub jej utrzymanie na zdrowym poziomie 🙂 Są przyjazne sercu, zapobiegają wysuszaniu skóry, zawierają usprawniający procesy trawienia błonnik oraz antyoksydanty (zapobiegają chorobie nowotworowej).

 

Migdały, w bonusie, obniżają poziom cholesterolu, usprawniają procesy poznawcze (naukę) oraz zmniejszają prawdopodobieństwo demencji. Są również badania potwierdzające, że ich spożywanie spowalnia rozwój choroby Alzheimera.

 

Smacznego! 😉

 

PIJ PORANNĄ KAWĘ NIE MYŚLĄC O NICZYM

 

Pisałam nie raz i nie dwa o treningu uważności (medytacji), która w badaniach wypada świetnie z perspektywy poprawy koncentracji. Otóż taki trening może przyjąć bardzo różne formy, a jedną z nich jest uważne jedzenie lub picie 🙂 Na co dzień mamy tendencję do „pochłaniania” jedzenia nie czując nawet jego smaku. Ot, mamy 5 minut na przełknięcie kilku kęsów kanapki i biegniemy dalej. Większość z nas i tak pije rano kawę lub herbatę, warto więc ją wykorzystać do ćwiczenia swojej zdolności do koncentracji.

 

*Nie zdziwcie się tylko, gdy zauważycie, że przy koncentracji na czynności picia, smak wyda Wam się nieco inny 😉 Serio, serio. 😉

 

WYCHODŹ Z DOMU 5 MINUT WCZEŚNIEJ

 

I zrób kółko lub dwa wokół domu czy bloku 🙂 Jest to połączenie niewielkiego wysiłku fizycznego i dopływu świeżego powietrza (zakładam, że nie traficie na dzień uprzykrzony smogiem). Jedno, jak i drugie, znacząco przyczynia się do pobudzenia płata przedczołowego odpowiedzialnego m.in. za koncentrację, planowanie, złożone zachowania i zdolność do ignorowania „rozpraszaczy”.

 

Na początku wymaga to odrobiny uwagi i wysiłku, ponieważ jeżeli od miesięcy czy lat jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że opuszczamy dom/mieszkanie o określonej godzinie, mimowolnie będziemy chcieli wykorzystać te dodatkowe 5 min na coś innego (drzemka, muzyka, dłuższe śniadanie, itp.). Jeśli jednak przypilnujemy się przez pierwszy tydzień lub dwa, potem wcześniejsza pobudka i odrobinę zmieniona poranna rutyna wejdą nam w krew. Kto wie, może nawet z czasem zechcecie odrobinę wydłużyć spacer 😉

Jak wybrać podręcznik do nauki angielskiego

Nie uważam „dobierz go do swojego poziomu językowego” za wskazówkę, ponieważ wydaje mi się to oczywiste 😀 Jeśli jednak planujemy samodzielną naukę, najprostszym sposobem na zidentyfikowanie swojego poziomu jest rozwiązanie w sieci tzw. „placement test”. Jest daleki od ideału, ale lepszej alternatywy na razie nikt nie wymyślił. Podręcznik powinien być wyzwaniem, ale osiągalnym. Jak to mawia moja koleżanka po fachu,
It should be challenging, but achievable.

 

 

DOSTOSUJ SIĘ DO SWOJEGO STYLU UCZENIA

 

To również można sprawdzić dzięki testom online, acz zdecydowana większość społeczeństwa (w granicach 70-paru %) to wzrokowcy. Jeżeli zapamiętujemy przede wszystkim pomoce wizualne, głupotą jest wybrać podręcznik składający się z samego tekstu i odwrotnie – typowemu słuchowcowi obrazki za dużo nie dadzą.

 

 

 

UNIKAJ DUŻYCH SEGMENTÓW

 

Długie lekcje bez możliwości „szatkowania” zwiększają szanse odkładania nauki na potem. I w drugą stronę, jeżeli podręcznik jest zaprojektowany w taki sposób, że prawie w każdym momencie możemy przerwać naukę, łatwiej będzie nam się za nią zabrać.

 

Dodatkowo, umysł ludzki jest tak skonstruowany (zwłaszcza u osoby dorosłej), że nasza zdolność do intensywnej koncentracji sięga zwykle kilkunastu do dwudzistu-paru minut. Materiał musi być więc prosty do podziału.

 

 

 

 

CZY STRUKTURA JEST ZBYT PRZEWIDYWALNA (LUB CHAOTYCZNA)

 

Ta część jest trudna do wyczucia, ponieważ szukamy równowagi między poczuciem stabilności i rytmu, a monotonią i nudą. Fajnie, gdy każda lekcja i rozdział są zakończone powtórką, da nam to możliwość utrwalenia materiału. Jeśli jednak każda lekcja wygląda identycznie i niczym nie zaskakuje kursanta, bardzo łatwo będzie się zniechęcić, ponieważ materiał nie będzie nas w żaden sposób ciekawił.

 

Sprawdzamy więc:
czy rozplanowanie stron jest przejrzyste, a zadania wyszczególnione,
czy są powtórzenia (przynajmniej jedno na końcu każdego UNITU),
czy autor nie przeskakuje od tematu do tematu i nie robi zbędnych wtrąceń – wpadło mi w ręce kilka podręczników, w których takie „bonusy” odnoszą się do kompletnie zbędnych struktur gramatycznych,
czy ma miejsce tzw. „drill”, tzn. czy dane zagadnienie przewija się więcej, niż raz (najlepiej kilka), abyśmy mogli poćwiczyć nową strukturę lub słownictwo.
 

 

 

CZY MUSISZ SIĘ BABRAĆ Z NIEKTÓRYMI ELEMENTAMI (NP. PŁYTĄ CD)

 

Dla niektórych jest to bzdura, dla innych bariera między lekcją, a każda dodatkowa ściana zmniejsza nasze szanse na regularną naukę. Warto sprawdzić w sieci opinie na temat danego produktu i upewnić się, że „odpalenie kursu” nie jest bardziej skomplikowane, niż to konieczne.

 

Ze swojego doświadczenia wiem, że jeżeli ktoś kazałby mi za każdym razem wkładać do laptopa płytę CD, która dodatkowo potrzebowałaby czasu na wczytanie,to taka pozorna bzdura urosłaby w mojej głowie do rozmiarów Godzilli.

 

Ikonka ma czekać gotowa na ekranie mojego komputera. Sprawa ma być tak bezbolesna, a system tak zaprojektowany, że ja jako kursantka powinnam się tylko pojawić gotowa do nauki.

 

 

 

SPRAWDŹ WYDAWNICTWO

 

Wydaje się oczywiste, ale nie dla wszystkich jest. W różnych podręcznikach widziałam bardzo ciekawe „kwiatki”, tj. takie błędy, że nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać. Naturalnie, we wszystkich materiałach mogą się zdarzyć literówki, jednak błędów merytorycznych być nie powinno, a na ich uniknięcie mamy największe szanse, gdy wybierzemy sprawdzone i rekomendowane źródło wiedzy.

 

Oczywiście fakt , że treść będzie sprawdzona, nie oznacza, że pozostałe aspekty podręcznika przypadną nam do gustu, ale to zupełnie inna historia. Sama korzystam od lat z tego samego elektronicznego słownika znanego wydawnictwa, a za ich podręcznikami średnio przepadam (więc ich nie używam). Ufam im jednak pod względem treści merytorycznej.

 

 

 

EMOCJE LUB PRAGMATYZM

 

Innymi słowy, czy książka uczy w ciekawy i/lub praktyczny sposób. Wielokrotnie o tym wspominałam, mózg zapamiętuje to, co interesujące i/lub użyteczne. Optymalnie powinnyśmy mu dostarczać i jednego i drugiego. Jeżeli spróbujemy przyswajać materiał przydatny, ale w suchej formie, zniechęcimy się do nudnego procesu. Z drugiej jednak strony, czy przeciętnemu Kowalskiemu potrzebna jest budowa komórki w języku angielskim (choćby nie wiem jak była pięknie przedstawiona)?

 

 

 

CZY SĄ MARGINESY

 

Niektórzy daliby mi pewnie za to po głowie, ale notorycznie piszę po wszystkich (swoich!) książkach. Podkreślam najistotniejsze myśli, a na marginesach parafrazuję, ponieważ informacja przetworzona zostanie ze mną na dłużej. Dlatego też ważne jest dla mnie, abym miała tą przestrzeń do zapisu. Nie jest niezbędna, w końcu od czego są karteczki samoprzylepne 😉 , jest to jednak użyteczny dodatek.