Jak się wreszcie nauczyć angielskiego?

VIDEO

 

 

 

Gdybym miała stworzyć listę najczęściej zadawanych lektorom pytań, to wspomniane w tytule znalazłoby się na jej szczycie.

Najczęściej towarzyszą mu też powody, dla których jeszcze języka ktoś nie opanował (prawdopodobnie „brak talentu do języków”, „brak czasu” i „starość” będą miały z tym „coś wspólnego”, w każdym razie według rozmówcy).

I, jak zawsze, podkreślam – ja też mam plany, z wdrożeniem których się ociągam i znajduję milion powodów, ażeby ich nie wcielić w życie. Każdego dnia jednak walczę z tą tendencją i do tego samego zachęcam Was.

 

Ostatnio usłyszałam bardzo mądre stwierdzenie:

ALBO MASZ CZAS, ALBO SWOJE WYMÓWKI.

 

Bo przecież gdybym obiecała Wam milion dolarów w zamian za opanowanie języka w 6 miesięcy, coś mi mówi, że wszyscy odkryliby w sobie dotąd niepoznane pokłady energii i talentu językowego. 😀

Stworzyłam więc dla Was listę moich ulubionych metod, technik i zasad nauki języka angielskiego. Niech Wam służą. 😉

 

 

BILECIKI DO KONTROLI

 

Co najbardziej motywuje człowieka do kupna biletu MPK? Wizja kanara kontrolującego bilety (a co za tym idzie, mandatu). 😛

Co najbardziej motywuje kursanta do nauki? Poczucie wstydu przed lektorem (i/lub grupą) spowodowane brakiem zadania lub wiedzy.

Statystyki nie kłamią – źródło negatywnej motywacji (lęk) działa o wiele silniej, aniżeli pozytywnej (chęć osiągnięcia celu).

Nie licz na wewnętrzną motywację, bo się przeliczysz. Licz na systemy, tj. prywatne lekcje czy kurs językowy (najlepiej w malutkiej grupie). Jeżeli nie będzie komu machać nad Tobą przysłowiowym kijem, nie będzie Ci się chciało nawet ruszyć z miejsca.

 

 

 

MÓZG NICZYM CZARNA DZIURA – SŁÓWKA

 

Nie bez powodu mówimy, że umysł małego dziecka chłonie informacje, jak gąbka. Jest on jeszcze niczym nie skażony i nie zanieczyszczony bzdurnymi faktami.

Młodzież i dorośli to zupełnie inna historia. My potrzebujemy skojarzeń i haczyków, wszak

Uczenie się to łączenie nowych informacji ze starymi.

Niezbędny jest więc jakiś łącznik między jednym, a drugim.

Dlatego też gdy chcę opanować nowe słówko, to na 90% wybiorę MNEMOTECHNIKI.

Spojrzę na słówko czy wyrażenie, zastanowię się co przypomina mi jego początek,

np. EQUANIMITY /ˌekwəˈnɪməti/, czyli stan spokoju umysłu w stresującej sytuacji  😉

Słowo zaczyna się od E… myślę więc o mojej mamie, która ma na imię Ela 😉

QUA… – kojarzy mi się z AQUA, czyli z wodą.

Druga część słowa przywodzi mi na myśl słowo „ANONIMOWY”.

I tak tworzę całą historię. Np. Moja mama, Ela, zachowuje spokojny stan umysłu, gdy pije sobie w kącie wodę, nikt jej nie zna i zachowuje swoją anonimowość.

EQUANIMITY.

Absurdalne? I dobrze. To znaczy, że zostanie w mojej głowie na długo. 😉

 

 

 

A CO Z GRAMATYKĄ?

Gramatyka powinna być środkiem do komunikacji, czyli przekazywania informacji. Przyswajanie jej bez przełożenia na praktykę jest tylko zaśmiecaniem sobie umysłu.

Najpierw samodzielnie przyswajając zasady gramatyki, a potem przekazując je dalej moim kursantom, wyrobiłam sobie nawyk załatwiania sprawy w dwóch krokach.

W pierwszej kolejności, o ile to możliwe, używam elementów graficznych, kolorów, rysunków – wszystkiego, co pobudzi wyobraźnię i skutecznie odzwierciedli zagadnienie, które próbuję przyswoić lub pokazać.

Drugi krok to budowanie (i zmuszanie do tego uczniów) wypowiedzi w taki sposób, aby konkretny element gramatyczny został wykorzystany. I jedziemy aż do znudzenia (to jest pełnej automatyzacji 😀 ).

Jeśli więc uczę konkretnego czasu, po zaprezentowaniu zasad, mówimy, mówimy, mówimy… Tak stawiam kursantowi (lub sobie, jeśli sama się uczę) pytania, aby był zmuszony do udzielenia odpowiedzi przy pomocy omawianej struktury.

Musimy „przemielić” jak najwięcej przykładów i przełożyć je na mówienie (uwzględniając przede wszystkim praktyczne i użyteczne przykłady, o ile to nie jest oczywiste). Wszak po to się właśnie uczymy języka – żeby go używać i się komunikować 🙂

 

 

 

W PRZYPADKU CZŁOWIEKA INTELIGENTNEGO RUTYNA JEST OZNAKĄ AMBICJI

 

Cytat autorstwa W.H Auden’a.

Gdyby informacje były rozwiązaniem problemów, wszyscy chodzilibyśmy z 6-pakiem, znali po kilka języków i zakładali własne firmy, które przynosiłyby 6-7-cyfrowy dochód 😛

Problem nie tkwi więc zwykle w tym, że czegoś nie wiemy. Mało tego – w zdecydowanej większości przypadków zdajemy sobie sprawę z tego, co POWINNIŚMY zrobić. Po prostu tego nie robimy, bo to właśnie akcja, nie myśl, jest najtrudniejsza.

Jak zwiększyć swoje szanse na sukces? Zaczynając od wyrobienia sobie małego, bezbolesnego nawyku. Może będzie to aplikacja w telefonie, a może samoprzylepne karteczki na lustrze w łazience. Potrzebujemy czegoś, co sprawi, że proces przyswajania będzie tak automatyczny, jak to tylko możliwe. Zwykle niestety tak bardzo fiksujemy się na „właściwej” metodzie, że nawet nie zaczynamy. Zapominamy o tym, że jeśli mamy znaleźć tą idealną DLA NAS, to odbędzie się to wyłącznie przez próby i błędy. Kluczowe jest więc wyrobienie właściwego nawyku. Potem będziemy mogli go zmodyfikować wedle uznania.

Znów, nie należy polegać na wewnętrznej motywacji.

Najwięksi geniusze świata opierali dzieła swojego życia na rutynach i nawykach. Myślę, że możemy się zgodzić – skoro oni muszą, to my, szaraczki, tym bardziej 😉

 

 

 

POCZUJ TEN DRESZCZYK EMOCJI I MÓW

 

I nie możemy nawet powiedzieć, że nie mamy z kim, bo portali do wymiany językowej jest w tym momencie od cholery.

Wystarczy wpisać w GOOGLE „penpal” czy „language exchange”, zarejestrować się na którejś se stron i zagadać do przypadkowej osoby.

Piękno całości polega m.in. na tym, że jeżeli zaliczymy jakąś wtopę (a to przecież lęk przed błędem i zbłaźnieniem się są głównymi przyczynami bariery), nie będziemy musieli więcej zamienić z tą osobą kolejnego słowa, jeśli takie będzie nasze życzenie.

Pogaduchy z obcokrajowcem z drugiego końca globu mogą nas tak przerażać, że znowu schowamy się w swojej norce i nie wrócimy do angielskiego przez kolejne miesiące. A może warto podejść do tego, jak do ćwiczenia lub przygody i spróbować, choćby jeden raz?

Nie dowiesz się, jeśli nie sprawdzisz. 🙂

 

 

ŻADNYCH WYJĄTKÓW

 

Powiem krótko – żadnych przystanków. Żadnej taryfy ulgowej. Nie oznacza to, że musimy każdego dnia zarzynać przez 2 h kując z fiszek. Jeśli jednak nauka języka nie jest naszą drugą naturą, nie należy pozwalać sobie na dni, gdy nie zwiększymy swojego zasobu słówek choćby o jeden element.

Niektóre z Pań mogą kojarzyć to z regularnymi ćwiczeniami lub dietą 😉 Jak trzymamy się w karbach, dajemy radę. Ale jeśli odpuścimy sobie, choćby na jeden dzień…

 

 

 

 

 

Jak się nie uwstecznić z angielskiego na wakacjach (bez zaglądania do książek)

KŁAMSTWA I KŁAMSTEWKA

 

Bardzo prawdopodobne, że jesteś studentką, licealistką lub lektorem/nauczycielem angielskiego i właśnie nastał dla Ciebie czas wolny od pracy.

Nie ma jednak co się oszukiwać. Nikt nie zagląda do książek na wakacjach. Niby powtarzamy sobie, że „gdy będziemy mieć więcej czasu, podszlifujemy swój angielski”, ale gdy wreszcie mamy przed sobą realną perspektywę 2-miesięcznej laby, to jakoś ciężko jest przełożyć dobre intencje na dobre efekty.

Nie trzeba też geniusza, żeby wiedzieć, że umiejętność nieużywana ZANIKA. Ze znajomością języka obcego włącznie. Z czym więc zostajemy nie mając kontaktu z angielskim w pracy/szkole/na uczelni, a znając siebie też na tyle dobrze, by wiedzieć, że wszystkie podręczniki pójdą w odstawkę?

 

 

 

(CHOĆ TROSZKĘ) SIĘ PRZYGOTUJ

 

Po pierwsze, całe przedsięwzięcie musi być tak automatyczne i tak bardzo NIEwymagające myślenia, jak to tylko możliwe. Wszem, nie będziesz wprowadzać intensywnego rycia na blachę, a jedynie drobne zmiany w codzienności, których prawie nie zauważysz (choć zauważysz ich brak pod koniec wakacji, jeśli zaniedbasz język). Fajnie byłoby jednak na wstępie poświęcić kilka minut na zastanowienie się co sprawdzi się w naszym przypadku oraz co nie sprawdzało się do tej pory (i dlaczego).

Wszak łatwiej jest ominąć pułapkę, o której wiemy.

 

 

 

 

MASZ FORY I NAWET O TYM NIE WIESZ 🙂

 

Wspominałam już o tym wcześniej – nowe nawyki najłatwiej jest wyrobić w momencie, gdy przechodzimy jakieś większe zmiany w życiu.

Wykorzystaj ten fakt. Jeżeli właśnie zaczęły się Twoje wakacje, to oznacza, że na jakiś czas modyfikacji ulegną Twój styl życia i Twoje codzienne rutyny.

***ALE, ALE! Im szybciej tym lepiej. Nie pozwól sobie na labę przez dwa tygodnie, bo Twoja przewaga wynikająca ze zmian w codzienności pójdzie się… paść na zieloną trawkę. 😛

 

 

 

 

ANGIELSKI NA ROZRUCH

 

Planuj swój kontakt z językiem w godzinach porannych. W pierwszej połowie dnia mamy więcej silnej woli (mniejsze tzw. zmęczenie decyzyjne), a co za tym większe szanse na faktyczne zrealizowanie naszego mini zamierzenia.

Co może być taką formą kontaktu z językiem? Na przykład poprzez słuchanie wiadomości po angielsku podczas przygotowywania śniadania. Mogłabym Wam podsunąć BBC, ale dla wielu osób ta opcja wydaje się po prostu mało interesująca.

A co powiecie na ENGLISH NEWS IN LEVELS? Aplikacja, która daje możliwość przeczytania i przesłuchania (do wyboru do koloru) tych samych segmentów wiadomości na trzech różnych poziomach zaawansowania. 🙂

 

 

 

 

KIESZONKI CZASU

 

Zawsze miej na telefonie anglojęzycznego audiobooka lub podcast i słuchaj go w tzw. kieszonkach czasu (np. gdy jedziesz autobusem, podczas malowania się, kiedy zmywasz naczynia czy w porze drugiego śniadania). Tylko nie wykorzystuj wszystkich opcji na raz! W przeciwnym razie zaczniesz odczuwać przymus, prawdopodobnie pozbawisz się chwili relaksu przy ulubionej muzyce, powstanie to wredne poczucie „poświęcania czegoś przyjemnego” i tylko zniechęcisz się do języka. Lepiej mniej, a regularnie.

Zanim podniosą się głosy dotyczące poziomów audiobooków – wystarczy wpisać w YouTube np. „English audiobook level 3” (im wyższa liczba, tym trudniejszy tekst) i wyskoczą nam takie cuda, jak

Learn English Through Stories Skyjack! Level 3

Learn English Through Stories Sherlock Holmes Level 4

Learn English Through Stories Sense and Sensibility Level 5

 

 

 

 

 KOMENTUJ

 

Na kanałach YouTube ulubionych youtuberów. Boisz się, że się ośmieszysz, bo popełnisz błąd? No problem, załóż nowe konto na gmailu, a następnie na YouTube, 5-6 minut roboty. Nie, nie możesz tylko czytać (tak jak nie powinno się tylko słuchać bez mówienia), ponieważ do opanowania języka niezbędny jest proces PRODUKOWANIA języka. Czytanie będzie oczywiście pomagać w naszym rozwoju językowym, nie zastąpi jednak drugiego kanału komunikacji, jakim jest pisanie i mówienie.

A jakie jest lepsze miejsce do ćwiczenia pisania, niż to, do którego zaglądamy w chwilach relaksu, gdzie panuje nieformalny klimat?

 

 

 

 

OGLĄDAJ FILMY Z ANGIELSKIMI NAPISAMI

 

Śmiało odpalaj filmy ile tylko dusza zapragnie. Rób to jednak mając włączone angielskie napisy.Mogę za to zostać skrytykowana (w żywej komunikacji przecież takich napisów sobie nie włączymy 😉 ). A więc tak: również uważam, że raz na jakiś czas trzeba ukierunkować się WYŁĄCZNIE na słuchanie. Jeśli jednak chcemy poszerzyć zakres słownictwa, oglądanie filmu (słuchanie połączone z akcją, ekspresją, itp.) i „podglądanie” zapisu niezrozumiałych części wypowiedzi, daje nam możliwość przyswojenia nowych słówek wraz z wymową i to w kontekście.

Warto też wspomnieć, że gdy oglądamy filmy z polskimi napisami (lub w ogóle bez napisów), jedynie z oryginalnym anglojęzycznym dźwiękiem, to są spore szanse, że się po prostu „wyłączymy”. A przecież nie o to chodzi. 🙂

 

 

 

 

LYRIC VIDEOS

 

Nastała moda na tzw. LYRIC VIDEOS, czyli przedpremierowe filmy publikowane na YouTubie. Nie przedstawiają pełnych teledysków, a jedynie efekty wizualne, grafikę, animacje i pojawiające się w odpowiednim momencie wersy nowej piosenki.

Nie sugerowałabym fiksowania się na tej metodzie, ponieważ słuchanie piosenek aktywuje inną część mózgu aniżeli ta, która działa przy typowej wypowiedzi. Jest to jednak świetny sposób na nauczenie się kilku bonusowych słówek.

 

 

 

PRZEŁAM BARIERĘ JEŻDŻĄC PO… POLSCE

 

– Do samochodu mamy jakieś 1,5 km. Do Morskiego Oka jest 10. Przed nami jeszcze tylko jakieś 21,5 km marszu. How nice! 😀
– No… ale pogoda nam dopisała. Jest ciepło, ale nie gorąco. Mega nam się poszczęściło z tym weekendem majowym.

Stajemy z Gabi w kolejce do budki, a ja wyginam szyję, żeby zobaczyć ile kosztują wejściówki. Ceny biletów są zapisane w języku polskim i angielskim. Uśmiecham się szeroko. Wiem, że jestem jak dziecko, ale jakoś mi to nie przeszkadza. 😉 Życie jest o tyle przyjemniejsze, gdy przyprószamy je serią wygłupów. 😀 Patrzę na Gabrysię i szepczę.

– Tee… zamów bilety po angielsku. 😉 


– Two normal tickets, please.

😀

Jak zacząć myśleć po angielsku

KROK 1 – ZDEFINIUJ SWÓJ POZIOM

 

Inaczej do sprawy podejdzie osoba początkująca, a inaczej średnio-zaawansowana. Starzy wyjadacze mogą mieć przewagę w kwestii różnorodności materiałów, jednak istnieją też większe szanse, że ich angielski jest naszpikowany błędami i szkodliwymi nawykami. Jeśli więc chcesz przejść na kolejny poziom nauki języka obcego, najpierw musisz ustalić z jakich książek, kursów, filmów, itp. będziesz korzystać. Jak ustalić swój poziom? W pierwszej kolejności można uzupełnić w sieci tzw. placement test. Nie jest on jednak kompleksowy i pomoc kompetentnego lektora może się okazać nieodzowna (zwłaszcza, że chodzi nam przecież o mentalny odpowiednik mówienia, a nie poprawność gramatyczną).

 

 

A POTEM…

 

 

 

 

OGRANICZ POLSKI I ZAPOMNIJ O TŁUMACZENIU

 

Dlaczego? Ponieważ procesy myślowe ucznia tłumaczącego z PL na ANG oraz takiego, który ten element pomija (i od razu buduje zdania w obcym języki), są bardzo różne.

 

Z TŁUMACZENIEM

UFORMOWANIE KONCEPCJI –> BUDOWA ZDANIA W J. POLSKIM –> TŁUMACZENIE SŁOWO PO SŁOWIE –>
(BLOKADA WYNIKAJĄCA Z BRAKU SŁÓW –> ) BUDOWANIE ZDANIA PO ANGIELSKU

 

Nie wspomnę już o energii, którą marnujemy próbując myśleć dwutorowo – pamiętać przekaz i oryginalne zdanie i tłumaczyć wszystkie słowa po kolei.

 

BEZ TŁUMACZENIA:

UFORMOWANIE KONCEPCJI –> BUDOWANIE ZDANIA PO ANGIELSKU

 

 

 

PRZEKALKULUJ WSZYSTKO I WIEDZ NA CO SIĘ PORYWASZ

 

Od czasu do czasu jakiś kursant pożali mi się, że nie widzi dużej poprawy w swoich umiejętnościach językowych. Ironicznie, ten sam kursant spędza ogromne pokłady wolnego czasu na naukę angielskiego – dokładnie aż jedną godzinę w tygodniu, na lekcji ze mną…

Przeliczmy to sobie.

Doba ma 24 h, tydzień 7 dni, co daje nam 168 h w tygodniu. Nie mniej, nie więcej. Umysł człowieka operuje NON STOP. Nawet kiedy wydaje nam się, że mózg nie pracuje, to on i tak pracuje. 😛 Podczas snu następuje m.in. innymi odsiew zbędnych informacji i porządkowanie tych nowych i użytecznych (oczywiście w dużym uproszczeniu). Używamy naszego ojczystego języka nawet we śnie, co oznacza, że taki kursant posługuje się językiem polskim przez 167 h, a angielskim tylko przez godzinę (i to często niepełną przez próby tłumaczenia na głos).

Usiłujemy więc skłonić mózg do posługiwania się zupełnie nowym kodem, aniżeli tym, w którym go szkoliliśmy całe lata. W dodatku liczymy na to, że 0,6% naszego czasu (vs. 99,4 %) wystarczy, żeby wyrobić sobie nowe nawyki.

Acha… 😛

 

 

 

OCZEKUJ ŚCIAN (NA KAŻDYM KROKU)

 

Nie spotkałam ani jednej osoby, która nie próbowałaby mimowolnie wrócić do starych nawyków przy próbie przestawienia się na myślenie po angielsku.

Jeżeli jesteśmy na wyższym poziomie zaawansowania i od początku nie wprowadziliśmy zasady kreowania myśli i budowania zdań w języku docelowym, bunt mózgu będzie naturalny i nieunikniony. W końcu w swoim umyśle już od dawna formowaliśmy ścieżki neuronowe pełne translacji.

Zmiana nawyków? To nie może przebiec bez problemów. 🙂

 

 

 

SŁUCHAJ BIERNIE

 

Czyli otaczaj się językiem. Nawet jeżeli niczego na początku nie ogarniesz. Nie chodzi o słuchanie, a SŁYSZENIE. Zaznajamianie się z melodią języka i jego dźwiękami.

Zupełnie jak z jazdą samochodem – gdy wsiadamy za kółko po raz pierwszy nie robimy tego od tak, od razu. Najpierw patrzymy jak robią to inni. Z brzmieniem języka jest podobnie.

 

 

 

SŁUCHAJ AKTYWNIE

 

Koncentruj się na przekazie, wsłuchuj się w znaczenie.

I znów, nie chodzi o to, aby z marszu tłumaczyć słowo po słowie. Jest to ten sam błąd, co przy formowaniu własnych wypowiedzi, tj. dodawanie sobie roboty i tworzenie szkodliwego nawyku.

Od początku należy nastawić się, że to zdanie, ewentualnie jego część, przenosi informację i trzeba postrzegać je jako całość (dążymy do tzw. big picture, czyli postrzegania całego obrazu, a nie tylko jego fragmentów).

 

 

 

ZAWSZE POWTARZAJ NA GŁOS

 

Po pierwsze, nie obudzisz się pewnego dnia z aparatem mowy gotowym do kreowania nieznanych mu dźwięków. Każdy z nas ma (w samej twarzy) 43 mięśnie, a jak wiadomo mięsień nieużywany zanika lub jest o wiele słabszy od tego regularnie wykorzystywanego.

Po drugie, formowanie myśli w obcym języku jest bardzo zbliżone do wypowiadania ich na głos (i vice versa). Okazuje się, że nawet struny głosowe pracują w taki samo sposób, nawet gdy nie mówimy czegoś głośno, a jedynie to pomyślimy.

 

 

PISZ W TYM JĘZYKU

 

Gdzie się tylko da i jak często się da.

Osobiście, od lat zapisuję swoją listę rzeczy do zrobienia na dany dzień w postaci miksu językowego. Gdyby więc mój terminarz wpadł w ręce przypadkowej osoby, najprawdopodobniej nie zrozumiałaby ona z niego nic. 😀 Mogą to być luźne przemyślenia przy śniadaniu (tzw. morning pages), terminarz, pamiętnik, lista zakupów czy po prostu wiadomości wymieniane z kimś bliskim czy też tzw. penpal’em.

Obcy język musi się stać naszym narzędziem codziennego użytku, abyśmy mogli się nim w pewnym momencie naturalnie posługiwać.

Daj komuś niedoświadczonemu szlifierkę i nie będzie wiedział jak się nią obsługiwać. Podobnie jest z mózgiem przymuszonym do używania języka obcego.

 

 

 

CZYTAJ KSIĄŻKI I OGLĄDAJ FILMY/SERIALE

 

Zwłaszcza takie, w których występuje język kolokwialny, np. seriale komediowe. 🙂 Nie zawsze mamy wpływ na to, czy w naszym środowisku znajdują się ludzie władający docelowym językiem. Mamy jednak dużo do powiedzenia w kwestii tego, czym karmimy swoje umysły poza pracą.

Jeśli nie masz więc za bardzo z kim pogadać i od kogo się uczyć – odpal Netflix lub zajrzyj na kanał jakiegoś amerykańskiego/brytyjskiego youtubera.

 

 

 

ZAPOMNIJ O SKOMPLIKOWANYCH ZDANIACH

 

Jedna z najważniejszych rzeczy, jakie wyniosłam z lekcji angielskiego w liceum – PROSTOTA! SIMPLICITY!

Nie utrudniaj sobie życia, zwłaszcza na początku. Celem jest przekazanie informacji, nic więcej. Nic nam po bardzo wysoko postawionej poprzeczce i ambicjach, jeśli przez nie podejmiemy nawet próby i.

Zasada jest prosta: nie przechodzisz do zdań złożonych dopóki nie będziesz szastać na lewo i prawo prostymi.

 

 

PARAFRAZUJ. WSZYSTKO!

Parafraza to nic innego, jak opisywanie tego samego, tylko przy użyciu innych słów, zwrotów, struktur. Mogą być to definicje, przykłady zdań z lukami, synonimy, antonimy, opisy sytuacji – wszystkie chwyty dozwolone.

Umiejętność parafrazowania jest jedną z najważniejszych w nauce języka i komunikacji, ponieważ nigdy nie będziemy znać WSZYSTKICH słów w danym języku. Cholera, przecież po polsku jest masa takich, z którymi się wcześniej nie spotkaliśmy. Czemu więc oczekujemy od siebie, że nagle zaczniemy sypać z rękawa wyszukanymi terminami?

Czym jest długopis? To taka rzecz, zwykle zrobiona z plastiku, która służy nam do zapisywania różnych informacji, list i robienia notatek.

Jasne? Świetnie! To teraz po angielsku. 😉

 

 

GOTOWY, DO BIEGU, START!

Czyli zastosuj monolog w swojej nauce języka. Wybierz dowolny temat, najlepiej prosty, niewymagający skomplikowanego i wyszukanego słownictwa, na który możesz mówić przez kilkanaście sekund bez przerwy. Zmierz czas i zanotuj. Następnego dnia przeprowadź to ćwiczenie jeszcze raz (może być ten sam temat, choć długoterminowo trzeba będzie troszkę namieszać 😉 ).

Celem są coraz dłuższe wypowiedzi i zwiększenie poziomu trudności pod względem poruszanego tematu. Presja czasu pomoże wymusić na umyśle posługiwanie się drugim językiem, ponieważ nie będzie czasu na tłumaczenie. Uprzedzam tylko – na początku będziecie mnie przeklinać za ten eksperyment. 😉 Za kilka tygodni podziękujecie. 😉 Nie ma za co. 😀

 

 

24 H Z ANGIELSKIM

 

Nie każdy ma luksus takiej separacji językowej, jednak jeśli ktoś ma – zdecydowanie polecam spróbować. 🙂 Rzecz w tym, żeby „zanurzyć się” w języku na dłuższy okres czasu, niż tylko godzina czy dwie.

Wiele osób dziwi mi się, że byłam w stanie opanować angielski bez wyjazdu za granicę. Wbrew pozorom, jest to bardzo proste – byłam nim cały czas otoczona i zmuszona do posługiwania się nim (studia filologiczne = słuchanie, mówienie i uczenie się po angielsku).

Chcemy więc być bombardowani angielskim, ponieważ mózg nie przeskakuje wtedy z jednego języka na drugi. Nie zmuszamy go do „zmiany kodu”, tylko wymuszamy stosowanie jednego non stop.

I nie trudno zrozumieć dlaczego: jeżeli uczymy się nowej umiejętności, np. jazdy samochodem i ruszania z miejsca, to kiedy będzie nam szło lepiej? W 5-tej minucie ćwiczeń czy w 50-tej?

 

 

 

 

10 przykazań efektywnej nauki angielskiego

  1. Nigdy nie ucz się języka, ponieważ „wypada” albo „przyda się”. Pracowałam do tej pory z setkami ludzi i wytrzymują w postanowieniu nauki angielskiego tylko ci, którzy mają dostatecznie silny motyw. 

     

  2. Nauka języka to długi proces. Dokumentuj swoje postępy, ponieważ przyjdzie wiele chwil, w których pomyślisz, że „nie widzisz różnicy”. Zdane testy i listy przyswojonych słówek będą potrzebne, by Cię wyprowadzić z błędu. 

     

  3. Zapomnij o polskiej gramatyce. O ile od czasu do czasu pewne porównania nie zabolą (ja np. tłumaczę kursantom, że w liczbach „-teen” to nasze „-naście”), to oba języki działają na zupełnie innych zadaniach. Podejdź do zadania z otwartym umysłem.
     

     

  4. Zapomnij o pytaniu „dlaczego”. Język nie ma nic wspólnego z logicznym rozumowaniem. W jednych czasach wracamy do formy podstawowej, w innych nie. W tym mamy jednego operatora, w tamtym dwóch. Angielski to zbiór zasad, które opanowujemy, aby przekazać informacje. Układ ścian, między którymi się poruszamy. Nie ciąg przyczynowo-skutkowy. 

     

  5.  Nie bój się powtórzeń. O ile w polskim mówienie „kiedy ja dzwoniłam do swojej mamy, ja zbiłam szklankę” wydaje się absurdalne, o tyle w angielskim jest konieczne. Jak już ustaliłyśmy – porównywanie języków leci przez okno. 

     

  6. Prostota. Krótkie i klarowne zdania, które przekazują informacje SĄ OK! Rzucanie się na głęboką wodę i budowanie wyszukanych struktur, gdy mamy problemy z prostą konwersacją, nie ma najmniejszego sensu. Marzysz o płynności? SUPER! Mówienie w obcym języku daje ogromną satysfakcję. Niestety, dopiero wtedy, gdy mamy przekonanie, że mówimy poprawnie 😉 

     

  7. Ćwicz mówienie na głos, nawet gdy mówisz tylko do siebie, a następnie się nagrywaj. Człowiek zasadniczo nie czuje się komfortowo ani słuchając własnego głosu, ani używając obcego języka. Połączenie obu warto poprzedzić bezstresową praktyką. Nawet jeżeli się przy tym głupio czujemy. Nie da się przeskoczyć od „My name is…” do publicznych przemówień. Coś musi być pomiędzy.  

     

  8. Ucz się przez synonimy i antonimy. Na pewnym etapie uderzamy w barierę i mamy poczucie, że stanęliśmy w miejscu. Wtedy odpalamy pierwszy lepszy słownik synonimów i świadomie używamy nowych zamienników. Wszyscy znają słowo „important”, ale o ile lepiej brzmi „essential” albo „crucial”. 

     

  9. Nie rób przerw w nauce. Umiejętność niewykorzystywana zanika. Jest tak z jazdą samochodem, z lotami szybowcowymi, niegdyś wyrytym fragmentem „Pana Tadeusza” czy z językiem obcym. Nie powtarzasz, zapominasz. 

     

  10. Nigdy nie przestawaj pytać siebie „jak i kiedy mogę tego użyć”. I bądź przy tym SUPER KONKRETNA. Gdy kursant zadaje mi magiczne pytanie „Czy mogę tego użyć tak…?”, wiem, że szybko zrobi duże postępy. Nowa informacja musi zostać przytwierdzona do starej, w przeciwnym razie stanie się takim „wolnym elektronem”, którego nigdy nie użyjemy.