Present Simple || Angielski dla wzrokowców

Dziś będzie bardzo merytorycznie i mam mocne postanowienie częściej publikować materiały do nauki angielskiego, które (mam nadzieję ;D ) poszerzą Twoje językowe horyzonty w bezbolesny sposób. 😉

 

VIDEO –> 🙂 

 

 

MAPY MYŚLI

Żeby ogarnąć dlaczego uczę czasów w angielskim w taki, a nie inny sposób, musimy wrócić do źródła. 😉 Jeśli znasz moje metody nauczania, od razu możesz zjechać na dół i przejść do czasu Present Simple. 😉

Mapy myśli wymyślił Tony Buzan i w swojej metodzie nauki uwzględnił 2 bardzo istotne fakty: pamiętamy przede wszystkim obrazy (pamięć wzrokowa) oraz ich lokalizację (pamięć przestrzenna).

Mapy myśli rysujemy na kartkach ustawionych poziomo, najlepiej kolorowych, w centrum zapisujemy temat (wielkimi literami, żeby mózg miał mniejsze problemy z odczytaniem) i rozpoczynamy zapis w prawym górnym rogu, a następnie poruszamy wokół tytułu zgodnie z ruchem wskazówek zegara.

Widziałam, że dużo osób traktuje mapy myśli jak takiego „pajączka” do burzy mózgów.

Gdy pełnią one taką właśnie funkcję – narzędzia do szukania luźnych skojarzeń i rozwiązywania problemów – może i się sprawdzają. Jednak aby taka mapa myśli miała nam służyć do nauki, musimy ją nieco zmodyfikować (i naszpikować obrazkami). Więcej powinno być więc malowania i mazaków/kredek, aniżeli czcionki. 😉

 

DLACZEGO TAK TRUDNO OGARNĄĆ CZASY?

Ponieważ jesteśmy przekonani, że w języku polskim mamy tylko 3: przeszły, teraźniejszy i przyszły. 😉 Zapominamy jednak, że mamy tzw. końcówki fleksyjne (np. poSZŁA, poSZEDŁ, poSZLIŚMY, itd.) i tryb dokonany i niedokonany (np. OBEJRZAŁAM i OGLĄDAŁAM).

Granice między czasami są w innym miejscu. Nie możemy się już ograniczyć tylko do tego KIEDY dana czynność ma/miała miejsce, ale należy wziąć pod uwagę także jej rodzaj (np. długość, skutki, podany czas, itp.).

Ale nie panikujemy, to naprawdę nie jest takie trudne. 😉
Jedziemy. 😉

 

PRESENT SIMPLE – KIEDY GO UŻYWAMY

 

 

 

KSIĄŻKA Z OPISEM 7 PODSTAWOWYCH CZASÓW –>  🙂  

KURS VIDEO (WYJAŚNIENIE ZASTOSOWAŃ PRZY POMOCY MAP MYŚLI)

 

 

 

 

JAK BUDUJEMY ZDANIA

Niektórym (anglistom 😛 ) mój sposób tłumaczenia może nie przypaść do gustu, ale,

jak śpiewa Demi Lovato:

Oooooh! Oooooh! Oooooh! I really don’t care! 😀

 

Sugeruję wydrukować sobie powyższe ściągawki. Jeżeli pracujesz z artykułem, a nie video, które nagrałam, równocześnie czytaj i zerkaj na grafiki. A teraz do rzeczy. 🙂

 

Zdania w czasie Present Simple możemy zwykle przyporządkować do jednej z trzech kategorii:

 

1) Zdania, w których występuje czasownik BYĆ i słychać to nawet w tłumaczeniu. 😉 

Np. Ja jestem Twoją nauczycielką.
I am your teacher.

On nie jest zmęczony.
He is not tired.

Gdzie ona jest?
Where is she?

Tutaj zdanie twierdzące budujemy używając odmienionego przez osoby czasownika być, tj.
I am
you are
he is
she is
we are
you are
they are

Przeczenia tworzymy przez dodanie „not”, czyli
– am not
– are nor (aren’t)
– is not (isn’t)

A pytania przez tzw. inwersję, tzn. zmieniamy kolejność słów w zdaniu i gdy zadajemy pytanie zaczynające się od CZY, czasownik „BYĆ” wędruje na początek.

Np. Czy ty jesteś głodna?  Are you hungry?
Czy oni są w domu? Are they at home?

 

Jeśli nie oczekujemy prostej odpowiedzi TAK/NIE, a chcemy zapytać GDZIE, DLACZEGO, KIEDY, itp., wówczas to właśnie pytanie będzie stało na początku.

Gdzie ona jest? Where is she?
Dlaczego tu jesteś? Why are you here?
Kiedy jest lekcja? When is the lesson?

 

2) Zdania z wszystkimi pozostałymi czasownikami. 😉

 

Biegać, spać, skakać, wstawać, itp., itd. 😉 Mówimy o czasie teraźniejszym PROSTYM, a dlatego prostym, że często nie wymaga od nas żadnych końcówek w zdaniach twierdzących. 😉

Wyjątek stanowią zdania, w których podmiot (czyli wykonawca czynności 😉 ), to ONA, ON lub ONO.
Wtedy dodajemy do czasownika -s
lub -es, jeśli czasownik kończy się na głoskę szeleszczącą, np. -s, -sh, -ch, -ss lub na -o, -x.

Ja lubię czekoladę.
I like chocolate.

On codziennie wstaje o 7.
He gets up at 7 every day.

W przeczeniach używamy operatora DON’T i DOESN’T.

DOESN’T gdy przeczenie dotyczy  HE/ SHE / IT. DON’T do całej reszty. 😉

Ja tu nie mieszkam.
I don’t live here.

Ona nie ma psa.
She doesn’t have a dog.

 

W pytaniach „CZY” operator wędruje na sam początek. No, chyba, że chcemy zapytać GDZIE, JAK , DLACZEGO, itp., to wtedy pytanie szczegółowe będzie na początku. 😉

Czy ty lubisz czekoladę?
Do you like chocolate?

Czy on lubi psy?
Does he like dogs?

Gdzie oni mieszkają?
Where do they live?

Jakiego rodzaju samochód on ma?
What kid of car does he have?

 

3) Pytanie o wykonawcę czynności, czyli WHO lub czasami WHAT.

Struktura tych pytań jest inna on większości. W większości bowiem używamy operatora DO lub DOES. Trzeba jednak nadmienić, że opera dostosowujemy przecież właśnie do OSOBY, a skoro pytamy o wykonawcę czynności, to i operatora nie ma do czego dostosować. 😉 Stąd różnica w pytaniach. 😉

Efekt? Pytanie traktujemy trochę jak zdanie twierdzące i tak, jakbyśmy używali 3 osoby w l.poj. Innymi słowy –> dodajemy końcówkę -s   lub  -es.

Ewentualnie DOESN’T, jeśli pytanie tego wymaga. Np. Kto nie lubi kawy?

Kto tutaj mieszka?
Who lives here?

Kto daje ci kwiaty każdego dnia?
Who gives you flowers every day.

Co buduje kopce i nie za dobrze widzi?
What builds mounds and can’t see very well?

Kto nie lubi kawy?
Who doesn’t like coffee?

 

 

Jak się nie uwstecznić z angielskiego na wakacjach (bez zaglądania do książek)

KŁAMSTWA I KŁAMSTEWKA

 

Bardzo prawdopodobne, że jesteś studentką, licealistką lub lektorem/nauczycielem angielskiego i właśnie nastał dla Ciebie czas wolny od pracy.

Nie ma jednak co się oszukiwać. Nikt nie zagląda do książek na wakacjach. Niby powtarzamy sobie, że „gdy będziemy mieć więcej czasu, podszlifujemy swój angielski”, ale gdy wreszcie mamy przed sobą realną perspektywę 2-miesięcznej laby, to jakoś ciężko jest przełożyć dobre intencje na dobre efekty.

Nie trzeba też geniusza, żeby wiedzieć, że umiejętność nieużywana ZANIKA. Ze znajomością języka obcego włącznie. Z czym więc zostajemy nie mając kontaktu z angielskim w pracy/szkole/na uczelni, a znając siebie też na tyle dobrze, by wiedzieć, że wszystkie podręczniki pójdą w odstawkę?

 

 

 

(CHOĆ TROSZKĘ) SIĘ PRZYGOTUJ

 

Po pierwsze, całe przedsięwzięcie musi być tak automatyczne i tak bardzo NIEwymagające myślenia, jak to tylko możliwe. Wszem, nie będziesz wprowadzać intensywnego rycia na blachę, a jedynie drobne zmiany w codzienności, których prawie nie zauważysz (choć zauważysz ich brak pod koniec wakacji, jeśli zaniedbasz język). Fajnie byłoby jednak na wstępie poświęcić kilka minut na zastanowienie się co sprawdzi się w naszym przypadku oraz co nie sprawdzało się do tej pory (i dlaczego).

Wszak łatwiej jest ominąć pułapkę, o której wiemy.

 

 

 

 

MASZ FORY I NAWET O TYM NIE WIESZ 🙂

 

Wspominałam już o tym wcześniej – nowe nawyki najłatwiej jest wyrobić w momencie, gdy przechodzimy jakieś większe zmiany w życiu.

Wykorzystaj ten fakt. Jeżeli właśnie zaczęły się Twoje wakacje, to oznacza, że na jakiś czas modyfikacji ulegną Twój styl życia i Twoje codzienne rutyny.

***ALE, ALE! Im szybciej tym lepiej. Nie pozwól sobie na labę przez dwa tygodnie, bo Twoja przewaga wynikająca ze zmian w codzienności pójdzie się… paść na zieloną trawkę. 😛

 

 

 

 

ANGIELSKI NA ROZRUCH

 

Planuj swój kontakt z językiem w godzinach porannych. W pierwszej połowie dnia mamy więcej silnej woli (mniejsze tzw. zmęczenie decyzyjne), a co za tym większe szanse na faktyczne zrealizowanie naszego mini zamierzenia.

Co może być taką formą kontaktu z językiem? Na przykład poprzez słuchanie wiadomości po angielsku podczas przygotowywania śniadania. Mogłabym Wam podsunąć BBC, ale dla wielu osób ta opcja wydaje się po prostu mało interesująca.

A co powiecie na ENGLISH NEWS IN LEVELS? Aplikacja, która daje możliwość przeczytania i przesłuchania (do wyboru do koloru) tych samych segmentów wiadomości na trzech różnych poziomach zaawansowania. 🙂

 

 

 

 

KIESZONKI CZASU

 

Zawsze miej na telefonie anglojęzycznego audiobooka lub podcast i słuchaj go w tzw. kieszonkach czasu (np. gdy jedziesz autobusem, podczas malowania się, kiedy zmywasz naczynia czy w porze drugiego śniadania). Tylko nie wykorzystuj wszystkich opcji na raz! W przeciwnym razie zaczniesz odczuwać przymus, prawdopodobnie pozbawisz się chwili relaksu przy ulubionej muzyce, powstanie to wredne poczucie „poświęcania czegoś przyjemnego” i tylko zniechęcisz się do języka. Lepiej mniej, a regularnie.

Zanim podniosą się głosy dotyczące poziomów audiobooków – wystarczy wpisać w YouTube np. „English audiobook level 3” (im wyższa liczba, tym trudniejszy tekst) i wyskoczą nam takie cuda, jak

Learn English Through Stories Skyjack! Level 3

Learn English Through Stories Sherlock Holmes Level 4

Learn English Through Stories Sense and Sensibility Level 5

 

 

 

 

 KOMENTUJ

 

Na kanałach YouTube ulubionych youtuberów. Boisz się, że się ośmieszysz, bo popełnisz błąd? No problem, załóż nowe konto na gmailu, a następnie na YouTube, 5-6 minut roboty. Nie, nie możesz tylko czytać (tak jak nie powinno się tylko słuchać bez mówienia), ponieważ do opanowania języka niezbędny jest proces PRODUKOWANIA języka. Czytanie będzie oczywiście pomagać w naszym rozwoju językowym, nie zastąpi jednak drugiego kanału komunikacji, jakim jest pisanie i mówienie.

A jakie jest lepsze miejsce do ćwiczenia pisania, niż to, do którego zaglądamy w chwilach relaksu, gdzie panuje nieformalny klimat?

 

 

 

 

OGLĄDAJ FILMY Z ANGIELSKIMI NAPISAMI

 

Śmiało odpalaj filmy ile tylko dusza zapragnie. Rób to jednak mając włączone angielskie napisy.Mogę za to zostać skrytykowana (w żywej komunikacji przecież takich napisów sobie nie włączymy 😉 ). A więc tak: również uważam, że raz na jakiś czas trzeba ukierunkować się WYŁĄCZNIE na słuchanie. Jeśli jednak chcemy poszerzyć zakres słownictwa, oglądanie filmu (słuchanie połączone z akcją, ekspresją, itp.) i „podglądanie” zapisu niezrozumiałych części wypowiedzi, daje nam możliwość przyswojenia nowych słówek wraz z wymową i to w kontekście.

Warto też wspomnieć, że gdy oglądamy filmy z polskimi napisami (lub w ogóle bez napisów), jedynie z oryginalnym anglojęzycznym dźwiękiem, to są spore szanse, że się po prostu „wyłączymy”. A przecież nie o to chodzi. 🙂

 

 

 

 

LYRIC VIDEOS

 

Nastała moda na tzw. LYRIC VIDEOS, czyli przedpremierowe filmy publikowane na YouTubie. Nie przedstawiają pełnych teledysków, a jedynie efekty wizualne, grafikę, animacje i pojawiające się w odpowiednim momencie wersy nowej piosenki.

Nie sugerowałabym fiksowania się na tej metodzie, ponieważ słuchanie piosenek aktywuje inną część mózgu aniżeli ta, która działa przy typowej wypowiedzi. Jest to jednak świetny sposób na nauczenie się kilku bonusowych słówek.

 

 

 

PRZEŁAM BARIERĘ JEŻDŻĄC PO… POLSCE

 

– Do samochodu mamy jakieś 1,5 km. Do Morskiego Oka jest 10. Przed nami jeszcze tylko jakieś 21,5 km marszu. How nice! 😀
– No… ale pogoda nam dopisała. Jest ciepło, ale nie gorąco. Mega nam się poszczęściło z tym weekendem majowym.

Stajemy z Gabi w kolejce do budki, a ja wyginam szyję, żeby zobaczyć ile kosztują wejściówki. Ceny biletów są zapisane w języku polskim i angielskim. Uśmiecham się szeroko. Wiem, że jestem jak dziecko, ale jakoś mi to nie przeszkadza. 😉 Życie jest o tyle przyjemniejsze, gdy przyprószamy je serią wygłupów. 😀 Patrzę na Gabrysię i szepczę.

– Tee… zamów bilety po angielsku. 😉 


– Two normal tickets, please.

😀

Jak się uczyć nowych słówek przez YouTube

Dziś wpis będzie bardzo techniczny, dla niektórych pewne elementy mogą się wydać banalne i oczywiste, jednak podchodzę do sprawy tak, jakby mnie czytał całkowity laik komputerowo-internetowy. Tak na wszelki wypadek, żeby nikt się nie pogubił 😉

I jeszcze jedno.

Dlaczego tylko słówek? Ano dlatego, że nauka nauce nie równa. Tak, jak inaczej przygotowujemy się do sprawdzianów opisowych czy ABCD, tak i tu musimy różnicować i dostosowywać swoje metody w zależności od pożądanych rezultatów.

 

Czy chcesz poszerzyć zakres słownictwa?

Poprawić wymowę?

Podnieść poziom rozumienia ze słuchu?

Nauczyć się akcentu?

Doskonalić „spelling”, tj. nauczyć się pisać?

Poprawić komunikację?

Upłynnić swoje wypowiedzi przez często powtarzające się sztywne wyrażenia?

Czy może po prostu zgłębić konkretny temat, ale w języku angielskim?

 

Te elementy języka siłą rzeczy się przenikają, jednak to od nas zależy na co nałożymy nacisk.

 

Czy nie można tak wszystkiego na raz? No, nie bardzo. Ponieważ, choć ludzki mózg jest niesamowitym narzędziem, to jednak takim, które potrafi się w pełni koncentrować tylko na jednym nowym procesie. ALE NIE LĘKAJCIE SIĘ! ;P  Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wykorzystywać to samo źródło wielokrotnie, a w różnych celach, a bloga zamykać nie zamierzam, więc na pewno wrócimy do tematu. 😉

Poniższy opis to wersja „FULL WYPAS” dla bardzo ambitnych. Dla tych, którzy chcą wersję minimum – nie drukujecie napisów i robicie wybiórcze notatki z video. 🙂

 

POSZERZENIE SŁOWNICTWA

 

0) Dobrze dobierz źródło!

Tj. nie youtuberów z kluskami w ustach, a raczej celując w native speakerów w przyzwoitą dykcją (oraz dobrymi napisami, nie automatycznie generowanymi).

Mogę polecić:

College Info Geek, USA  – efektywna nauka i produktywność, Tom mówi szybko, ale wyraźnie),

Study with Jess, Australia – efektywna nauka, produktywność, materiały do nauki, robienie notatek, itp. Dla mnie odrobinę przesłodzone, ale merytorycznie przyzwoite. Dobre napisy.

Marie Forleo, USA – rozwój osobisty, produktywność, biznes.

 

W bonusie, spoza tematyki „personal development” i efektywnej nauki:

– Pat Flynn, USA – biznes online.

– Lewis Howes, USA – rozwój osobisty.

– Doctor Mike, USA – zdrowie.

 

1) Jeśli to nie jest oczywiste – WŁĄCZ ANGIELSKIE NAPISY!

Subtitles! ANGIELSKIE, MÓWIĘ! :p  Polskie tłumaczenie sprawia tylko, że zamiast koncentrować się na nowym słownictwie, uwaga wędruje w stronę przekazu z filmiku (nie wspominając o tym, że to głównie słuchanie). Odpalając anglojęzyczne napisy w tym samym czasie czytamy i słuchamy, a to jedna z najlepszych możliwych metod nauki. Wiem z własnego doświadczenia, że jeżeli mam możliwość połączenia tych dwóch kanałów, to moje szanse na przyswojenie nowego słówka są o wiele większe.

 

2) Jeśli to konieczne, (bez poczucia winy!) ZMNIEJSZ PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA.

W prawym dolnym rogu video jest takie zębate koło, po kliknięciu którego wyświetli nam się m.in. SZYBKOŚĆ. 😉

Często spotykam się z oporami do tego 'triku’ ze strony kursantów. Uważają, że nie ma on sensu, ponieważ całe życie nie będą przecież mogli dostosowywać sobie cudzych wypowiedzi do siebie. Ok, zgoda, ale naukę chodzenia zaczynaliśmy od pierwszych kroków, a potem marszu, a nie sprintu (sztampowy przykład, wiem, ale dobrze odzwierciedla, co mam na myśli).

Trzeba sobie uświadomić, że nie tylko próbujemy zrozumieć o czym mowa w filmiku, ale jeszcze chcemy to zrobić w nowym dla mózgu „kodzie”. Spokojnie, krok po kroku. Odrobina wyrozumiałości dla własnych szarych komórek. 😉

 

 

OPCJONALNY PODPUNKT DLA AMBITNYCH

3) Ściągnij i wydrukuj napisy.

Np. dzięki  –> TEJ STRONIE

Wklejamy link interesującego nas video, wciskamy ENTER, scrollujemy odrobinę w dół i zatrzymujemy się na części podpisanej SUBTITLES. Klikamy niebieski guzik i gotowe. 😉

 

4) TŁUMACZ SŁOWNICTWO (na bieżąco, podczas pierwszego oglądania)

Niektórzy woleliby spisać wszystkie nieznane im słówka podczas oglądania, a dopiero potem hurtowo je przetłumaczyć. Jest jednak z tym pewien problem (zwłaszcza jeśli nie wydrukowaliśmy skryptu z napisami). Tracimy kontekst. Jeśli więc weźmiemy się za tłumaczenie dłuższą chwilę po tym, jak skończyliśmy oglądać, mózg może nie skojarzyć interesującej nas części i w efekcie nauczymy się zupełnie innego tłumaczenia.

Co więc robić? Czytać i „oglądać” video równocześnie, wciskać pauzę, gdy natrafimy na coś nowego i robić notatki (na wydrukowanym skrypcie/w zeszycie/na kartce).

 

5) UCZ SIĘ SŁÓWEK (NIEZALEŻNIE OD VIDEO).

Metod Ci u nas pod dostatkiem. Mnemotechniki, fiszki, spidergramy, rozwieszone w domu karteczki samoprzylepne, nagrywanie słówek na telefon i ich późniejsze odtwarzanie, itp., itd. Ważne, żeby przyswajać nowe słownictwo zarówno w kontekście (czytając ściągnięte napisy i budując własne zdania), jak i bez – na wyrywki.

 

6) OBEJRZYJ VIDEO PO PRZYSWOJENIU NOWEGO SŁOWNICTWA.

Usiądź wygodnie i wciśnij jeszcze raz „PLAY”, a następnie ciesz się efektami swojej pracy. 🙂 To najprzyjemniejszy moment procesu – gdy zauważamy, że rozumiemy więcej, niż przy pierwszym podejściu.

😉

 

MATURA PISEMNA Z ANGIELSKIEGO – KURS VIDEO ONLINE

JEST! „My baby”, przy którym spędziłam wiele, wiele nocy. 🙂  Ale wiecie co? Warto było! 🙂 Jestem zadowolona z efektu końcowego, a kurs dał mi możliwość wykorzystania moich kreatywnych ciągot. 😉 Dzięki temu mogłam wykorzystać w praktyce swoją wiedzę jako językowiec i trener efektywnej nauki, ale też pobawiłam się w twórcę filmowego, fotografa, a nawet modelkę. ;p Choć, szczerze mówiąc, wolę chyba pisać książki i podręczniki, niż oglądać się na ekranie. ;P

Pomysł na ten kurs zrodził się kilka miesięcy temu, jak zwykle, podczas biegania. 😉 Na początku kompletnie nie wiedziałam jak ugryźć temat. Wreszcie uznałam, że jedynym logicznym rozwiązaniem jest dostarczyć maturzystom coś, co poprowadzi ich za rękę przez najtrudniejsze zagadnienia: połączenie podręcznika dla wzrokowców z filmem video, w którym zdradzę swoje najmroczniejsze sekrety z zakresu efektywnej nauki. ;p

Nadal niezmiennie wierzę w indywidualne lekcje i niepodzielną uwagę lektora, który wyłapie błędy typowe dla nas. Jednak nie wszyscy mają sposobność uczęszczania na korepetycje, czy to ze względu na brak korepetytora w małej miejscowości, czy też koszty zajęć. I to właśnie z myślą o tych młodych ludziach zaprojektowałam ten kurs online.

 

 

Żeby oebjrzeć darmowy fragment i/lub kupić kurs, kliknij poniższą miniaturkę. 😉

 

 

 

 

Jak się uczyć słówek tak, by je pamiętać na stałe :)

DAWNO, DAWNO TEMU…

 

W odległej krainie zwanej „Dziki Świat XXI Wieku” istniały dwa rodzaje umysłów. Pierwszy przypominał czystą niezapisaną kartkę papieru. Promieniał świeżością, był otwarty na nowe wiadomości i doświadczenia oraz nie był niczym skażony. Był to umysł dziecka.

 

 

Drugi zaś, pomimo życiowego doświadczenia i (teoretycznie) wiedzy, miał ogromne trudności w wyborze rzeczy ważnych. Rano łatwo ulegał pokusie sprawdzania mediów społecznościowych czy poczty email i kochał bycie „zajętym” (co rzadko kiedy było związane ze sprawami prawdziwie istotnymi). Był tak zagracony zbędnymi informacjami, że dołożenie czegokolwiek do tego stosu graniczyło z cudem. Do tego stopnia był bombardowany ogromem informacji, że nauczył się je w naturalny sposób ignorować. Jego wszystkie mechanizmy obronne nie były jednak dostatecznie efektywny i bardzo często doświadczał „przeładowania” (tzw. work overload, nazywanego również przepracowaniem). Tylko, że to przepracowanie nie zawsze było faktycznym przepracowaniem. Bardzo często polegało bowiem na konsumpcji zbędnych informacji, przez co w drugiej połowie dnia nie pozostawało mu już za dużo energii na zgromadzenie tych użytecznych.

 

 

Od czasu do czasu drugi rodzaj umysłu podejmował próbę dorzucenia do stosu wartościowych elementów. Nie był on zbyt świadom panujących w nim zasad, więc nie przywiązywał do nich żadnych sznurków, by móc je później ze stosu wyciągnąć. I tak wszystkie te informacje gubiły się gdzieś  pod stertą tak zwanego „wszystkiego”. Był to umysł osoby dorosłej.

 

 

 

NAUCZ SIĘ ŁOWIĆ RYBY

 

Najprawdopodobniej jesteś gdzieś między 18 a 35 rokiem życia, a to oznacza, że Twoje życie jest pełne różnego rodzaju nadmiaru i przypomina ten drugi rodzaj umysłu. Niestety, to już nie te czasy, że się motyle 4LITERAMI łapało, trzeba więc mózgowi pomóc. ;P Wiedz, że tonie on w pokładach wiadomości i żeby dorzucić do stosu jakąkolwiek informację, musisz doczepić do niej haczyk, który później pozwoli na jej wyciągnięcie.

Skąd to wiem? Bo jak tępak chodziłam przez kilka lat po pokoju i próbowałam powtarzać na głos słówka w różnych językach obcych, a potem dziwiłam się, że nie przynosiło to żadnych rezultatów.

Powtórzę się: zapamiętujemy to, co kolorowe, nietypowe, zabawne, charakterystyczne, pełne ruchu, a nierzadko i wulgarne. 😛 Nie wiedzieć czemu, gdy w historyjce pojawi się np. słowo „dupa”, nikt nie ma trudności w jej zapamiętaniu. 😛

Moja pointa: jeżeli nie stworzysz skojarzenia, masz bardzo małe szanse na przyswojenie, a później długoterminowe pamiętanie słownictwa. Przypomina to wciąganie obiektów odkurzaczem – niby wiesz, że tam jest, ale powodzenia ze znalezieniem.

 

 

MNEMOTECHNIKI

 

Czyli moja najukochańsza metoda przyswajania wiedzy. Są to systemy i techniki wspomagające zapamiętywanie. Im bardziej absurdalne, tym lepsze.

 

Załóżmy więc, że chcemy nauczyć się słówka CONDITION /kondyszyn/, czyli WARUNEK.

Jeżeli go nie znasz, to tym lepiej.

Dla mnie wymowa /kondyszyn/ brzmi jak „koń dyszy”. Tworzę więc z tego niestworzoną historyjkę, której mój umysł dotąd nie znał.

KOŃ DYSZY POD WARUNKIEM, ŻE SIĘ ZMĘCZY.  😀

Jak zawsze, uprasza się o nie kwestionowanie zdrowia psychicznego autorki. 😛

                        I na koniec wspomagam cały proces żywym obrazem.

Osobiście, zdecydowanie wolę odręczne rysunki, ponieważ łączą w sobie element motoryki, bardziej pobudzają wyobraźnię i są przede wszystkim WŁASNE ==> EFEKTYWNIEJSZE, ale nie załączę tu swoich bazgrołów, bo to by już było za dużo radości na jeden artykuł. 😛

 

Skojarzenie działa dzięki kilku elementom:

– tworzy „haczyk”, dzięki któremu później wyciągniemy słówko z czeluści umysłu,

– jest historyjką, którą możemy sobie wyobrazić, a nie pojedynczym słowem (–> wprowadza ruch),

– nasz umysł dotąd takiej dziwnej historyjki nie znał, więc jest ona dla niego unikatowa.

*** Dlatego też im „dziksze” skojarzenia, tym lepsze – większe szanse na przyłączenie ich do pamięci długoterminowej. W przeciwnym razie, mogą one trafić do tego nieszczęsnego odkurzacza, z którego ich potem nie wyciągniemy.

 

Inny przykład. Wielu początkującym kursantom sprawia problem zautomatyzowanie rozróżnienia „he” i „she” (czyli „on” i „ona”).

HE /hi/ – ON

Sprawdzam z czym mi się kojarzy „he” lub wymowa /hi/. Wymowa automatycznie przywodzi na myśl śmiech. Wiem, zdaję sobie sprawę, że są to wyżyny kreatywności, ale cicho, sza! 😉 😛

  • Moja mnemotechnika będzie więc wyglądać następująco:HI, HI, HI!!!
    I ostatnia kwestia: regularnie spotykam się z oporem, ponieważ „tworzenie takich skojarzeń zajmuje dużo czasu”. Po pierwsze, jak wszystko, wymaga nieco praktyki, ale potem proces jest o wiele krótszy i bardziej automatyczny. Po drugie, w przypadku większości dorosłych łopatologiczne powtarzanie słówek (w głowie czy na głos) jest po prostu NIEEFEKTYWNE. Wolisz poświęcić 30-60 sekund na stworzenie śmiesznej historyjki, która umożliwi FAKTYCZNE ZAPAMIĘTANIE nowego słowa, czy może lepiej jest powtarzać kilka-kilkanaście razy na głos mając MOŻE 50% szans na zapamiętanie (i stracić przy okazji 2-3 razy więcej czasu przez większą ilość powtórek) ?

 

Jak opanować czasy w angielskim i ich naturalnie używać :) Matura z angielskiego

W CZYM PROBLEM?

 

Po rozpoczęciu pracy nad kursem przygotowującym do matury podstawowej z angielskiego, postanowiłam zapytać głównych zainteresowanych czego w ich odczuciu brakuje dostępnym materiałom. Odpowiedź, która pojawiała się najczęściej, nikogo nie  szokuje – nie wiemy w jaki sposób uczyć się czasów tak, aby później móc ich w naturalny sposób używać. W języku polskim mamy jeden przeszły, jeden przyszły i jeden teraźniejszy, po co więc sobie komplikować życie jakimś „simplami” i „kontiniusami”? To, że my też mamy np. tryb dokonany i niedokonany jakoś nam umyka, ale mniejsza o to 😉 😀

 

Formalnie to tak naprawdę lingwiści uznają istnienie 2 czasów (teraźniejszego i przeszłego), ale nie o to nam dziś chodzi 😉 . Ogólnie przyjmuje się, że w użyciu mamy 12 struktur gramatycznych, które potocznie nazywamy czasami (choć liczba ta zależy często od źródła). I bądź tu człowieku mądry, bo skąd, u diabła, mamy wiedzieć kiedy którego użyć? 

 

 

CO SIĘ ZOBACZYŁO, TO SIĘ NIE ODZOBACZY

 

Szacuje się, że 65-70% ludzi to wzrokowcy (visual learners). Reszta z nas również uczy się przy pomocy zmysłu wzroku, nie jest on jednak wtedy dominantą, a jedynie „uzupełnieniem” kinestetyki czy słuchania.

 

I nie trudno temu dowieść, bo przecież gdy w rozmowie ktoś użyje słowa „NIEBIESKI”, to na monitorze naszego umysłu wyświetli się morze, woda, niebo albo sam kolor, a nie napis.

 

Pointa jest bardzo prosta: myślimy obrazami, nie słowami. Już jako dzieci tak się uczyliśmy. Mama pokazywała na mebel i mówiła „stół”, a my kojarzyliśmy z tym dźwiękiem obraz. Litery przyszły dopiero później.

 

Spytacie więc: skoro od paru ładnych lat używamy na porządku dziennym słowa „wzrokowiec”, to dlaczego wszyscy każą mi uzupełniać luki czasownikami w konkretnej formie według prostego wzoru?

 

Moja odpowiedź: nie wiem. 😛 

 

 

DAWNO, DAWNO TEMU, NA PODŁODZE WYNAJĘTEGO POKOJU…

 

…siedziała sobie załamana Ania i praktykowała mentalne samobiczowanie z tytułu własnej głupoty. Nie potrafiła wydłużyć doby, ani też zwiększyć swojego poziomu IQ. Jedyne, co jej pozostało, to zmienić technikę uczenia się, bo alternatywą było zawalenie wszystkich egzaminów. I tak to roztrzepane dziewczę odkryło mapy myśli pana Tonyego Buzana i uratowała swój studencki tyłek.

 

W jaki sposób połączyłam naukę czasów w języku angielskim z mapami myśli, do dziś nie wiem. Nie potrafię też sobie przypomnieć jak uczyłam się tych struktur wcześniej (choć zauważyłam, że to akurat jest czymś naturalnym dla językowców – często nie pamiętamy własnych początków czy przejścia przez poziom średnio-zaawansowany). Mam jednak przed oczami żywy obraz siebie siedzącej na tym paskudnym dywanie i rozrysowującej zastosowania czasów przeszłych.

 

Na czym więc rzecz polega:

 

Mapy myśli wykorzystują naturalne predyspozycje ludzkiego umysłu, ażeby móc szybciej zapamiętać nowe informacje. Najlepiej zapamiętujemy to:
– co sami zrobiliśmy (wskazane jest własnoręczne rysowanie, a potem odtwarzanie),
– co zobaczyliśmy (stąd rysunki i kolory oraz drukowane litery, które pożerają mniej mentalnej energii przy odczytywaniu),
– gdzie coś zobaczyliśmy (mapy myśli są ustawiane dokładnie tak, jak mamy oczy, czyli poziomo ;p a rysunki lokowane wokół kartki zgodnie z ruchem wskazówek zegara).

 

Dla wzrokowców ;p  krótkie video, darmowy fragment mojego mini szkolenia, demonstrujący jak działają mapy myśli w przełożeniu na naukę angielskiego 🙂

 

 

——————————–> KLIKNIJ NA ZDJĘCIE, A NASTĘPNIE „ZOBACZ DARMOWY FRAGMENT”, ŻEBY OBEJRZEĆ VIDEO 😉

 

W ogólnym rozrachunku nie pamiętamy już listy myślników, a realne sytuacje, w których dany czas może zostać wykorzystany. Z czasem gdy nasza osobista baza danych powiększy się o kolejne mapy myśli, zaczniemy kojarzyć zastosowania z konkretnymi kartkami (najlepiej w konkretnych kolorach), a co za tym idzie – z konkretnymi czasami.

 

Z praktyką i odrobiną wysiłku stworzymy sieć, która po zautomatyzowaniu (czytaj: ĆWICZENIOM I POWTARZANIU ;P) będzie równoznaczna z naturalnym używaniem różnych czasów 🙂 

 

Czy metoda ta nauczy Was płynnego mówienia w jeden dzień? Nie 😛 😛 😛 Czy jest efektywna? Na kilkaset osób, z którymi miałam przyjemność pracować, prawdopodobnie  2-3 były całkiem nieczułe na jej działanie. Pozostali, przy w miarę regularnej pracy, dochodzili do naturalnej komunikacji z wykorzystaniem różnych struktur 😉

Jak wybrać podręcznik do nauki angielskiego

Nie uważam „dobierz go do swojego poziomu językowego” za wskazówkę, ponieważ wydaje mi się to oczywiste 😀 Jeśli jednak planujemy samodzielną naukę, najprostszym sposobem na zidentyfikowanie swojego poziomu jest rozwiązanie w sieci tzw. „placement test”. Jest daleki od ideału, ale lepszej alternatywy na razie nikt nie wymyślił. Podręcznik powinien być wyzwaniem, ale osiągalnym. Jak to mawia moja koleżanka po fachu,
It should be challenging, but achievable.

 

 

DOSTOSUJ SIĘ DO SWOJEGO STYLU UCZENIA

 

To również można sprawdzić dzięki testom online, acz zdecydowana większość społeczeństwa (w granicach 70-paru %) to wzrokowcy. Jeżeli zapamiętujemy przede wszystkim pomoce wizualne, głupotą jest wybrać podręcznik składający się z samego tekstu i odwrotnie – typowemu słuchowcowi obrazki za dużo nie dadzą.

 

 

 

UNIKAJ DUŻYCH SEGMENTÓW

 

Długie lekcje bez możliwości „szatkowania” zwiększają szanse odkładania nauki na potem. I w drugą stronę, jeżeli podręcznik jest zaprojektowany w taki sposób, że prawie w każdym momencie możemy przerwać naukę, łatwiej będzie nam się za nią zabrać.

 

Dodatkowo, umysł ludzki jest tak skonstruowany (zwłaszcza u osoby dorosłej), że nasza zdolność do intensywnej koncentracji sięga zwykle kilkunastu do dwudzistu-paru minut. Materiał musi być więc prosty do podziału.

 

 

 

 

CZY STRUKTURA JEST ZBYT PRZEWIDYWALNA (LUB CHAOTYCZNA)

 

Ta część jest trudna do wyczucia, ponieważ szukamy równowagi między poczuciem stabilności i rytmu, a monotonią i nudą. Fajnie, gdy każda lekcja i rozdział są zakończone powtórką, da nam to możliwość utrwalenia materiału. Jeśli jednak każda lekcja wygląda identycznie i niczym nie zaskakuje kursanta, bardzo łatwo będzie się zniechęcić, ponieważ materiał nie będzie nas w żaden sposób ciekawił.

 

Sprawdzamy więc:
czy rozplanowanie stron jest przejrzyste, a zadania wyszczególnione,
czy są powtórzenia (przynajmniej jedno na końcu każdego UNITU),
czy autor nie przeskakuje od tematu do tematu i nie robi zbędnych wtrąceń – wpadło mi w ręce kilka podręczników, w których takie „bonusy” odnoszą się do kompletnie zbędnych struktur gramatycznych,
czy ma miejsce tzw. „drill”, tzn. czy dane zagadnienie przewija się więcej, niż raz (najlepiej kilka), abyśmy mogli poćwiczyć nową strukturę lub słownictwo.
 

 

 

CZY MUSISZ SIĘ BABRAĆ Z NIEKTÓRYMI ELEMENTAMI (NP. PŁYTĄ CD)

 

Dla niektórych jest to bzdura, dla innych bariera między lekcją, a każda dodatkowa ściana zmniejsza nasze szanse na regularną naukę. Warto sprawdzić w sieci opinie na temat danego produktu i upewnić się, że „odpalenie kursu” nie jest bardziej skomplikowane, niż to konieczne.

 

Ze swojego doświadczenia wiem, że jeżeli ktoś kazałby mi za każdym razem wkładać do laptopa płytę CD, która dodatkowo potrzebowałaby czasu na wczytanie,to taka pozorna bzdura urosłaby w mojej głowie do rozmiarów Godzilli.

 

Ikonka ma czekać gotowa na ekranie mojego komputera. Sprawa ma być tak bezbolesna, a system tak zaprojektowany, że ja jako kursantka powinnam się tylko pojawić gotowa do nauki.

 

 

 

SPRAWDŹ WYDAWNICTWO

 

Wydaje się oczywiste, ale nie dla wszystkich jest. W różnych podręcznikach widziałam bardzo ciekawe „kwiatki”, tj. takie błędy, że nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać. Naturalnie, we wszystkich materiałach mogą się zdarzyć literówki, jednak błędów merytorycznych być nie powinno, a na ich uniknięcie mamy największe szanse, gdy wybierzemy sprawdzone i rekomendowane źródło wiedzy.

 

Oczywiście fakt , że treść będzie sprawdzona, nie oznacza, że pozostałe aspekty podręcznika przypadną nam do gustu, ale to zupełnie inna historia. Sama korzystam od lat z tego samego elektronicznego słownika znanego wydawnictwa, a za ich podręcznikami średnio przepadam (więc ich nie używam). Ufam im jednak pod względem treści merytorycznej.

 

 

 

EMOCJE LUB PRAGMATYZM

 

Innymi słowy, czy książka uczy w ciekawy i/lub praktyczny sposób. Wielokrotnie o tym wspominałam, mózg zapamiętuje to, co interesujące i/lub użyteczne. Optymalnie powinnyśmy mu dostarczać i jednego i drugiego. Jeżeli spróbujemy przyswajać materiał przydatny, ale w suchej formie, zniechęcimy się do nudnego procesu. Z drugiej jednak strony, czy przeciętnemu Kowalskiemu potrzebna jest budowa komórki w języku angielskim (choćby nie wiem jak była pięknie przedstawiona)?

 

 

 

CZY SĄ MARGINESY

 

Niektórzy daliby mi pewnie za to po głowie, ale notorycznie piszę po wszystkich (swoich!) książkach. Podkreślam najistotniejsze myśli, a na marginesach parafrazuję, ponieważ informacja przetworzona zostanie ze mną na dłużej. Dlatego też ważne jest dla mnie, abym miała tą przestrzeń do zapisu. Nie jest niezbędna, w końcu od czego są karteczki samoprzylepne 😉 , jest to jednak użyteczny dodatek.