Jak regularnie i bezboleśnie uczyć się angielskiego – Matura 2018

CO WIEMY O NAWYKACH

 

Nawyk jest podobno jak druga natura człowieka, a sama jego definicja sugeruje wykonywanie jakiejś czynności automatycznie i bez zastanowienia. Wszyscy znamy podstawy założenia, które zostały po raz pierwszy opisane przez Pawłowa. Jeżeli wielokrotnie połączymy dzwonek z jedzeniem, po jakimś czasie charakterystyczny dźwięk będzie sygnalizował w głowie psa czas na jedzenia (a zwierzak będzie się ślinić niezależnie od tego czy dostanie pożywienie).

 

Są to fundamenty formowania nawyków oraz powszechnie znanej zasady marchewki i kija. Jeżeli chcemy sobie jakiś pozytywny nawyk, powinniśmy
a) nagrodzić się za dobrze wykonaną pracę
b) ukarać się za jej niewykonanie 
c) połączyć oba scenariusze 😉

 

Wszyscy jednak doskonale wiemy, że zarówno formowanie nowych nawyków (m.in. regularnej nauki), jak ich eliminowanie (np. zostawianie zadania domowego na ostatnią chwilę) jest najnormalniej w świecie TRUDNE 😛

 

I choć uważam, że praktykowanie powyższych zasad znacząco może poprawić nasze rezultaty (i dlatego też w przyszłości do nich wrócimy), na razie skupmy się na łatwiejszej drodze 😉 Krótszej 😉

 

 

 
O KROK DALEJ

 

Jak dobrze znacie trasę do szkoły czy pracy, którą poruszacie się codziennie? A o ile trudniej byłoby Wam dotrzeć do całkowicie obcego lokalu znajdującego się w ruchliwym centrum nieznanego miasta? Dużo 😛

 

A o ile łatwiej byłoby Wam gdybyście w drugim przypadku w drodze do celu przyłączyli się do kogoś, kto akurat szedłby w to samo miejsce? 🙂

 

Takim przewodnikiem dla nowego nawyku może stać się stary nawyk. Technikę tą nazywamy „studying triggers”, z języka angielskiego TRIGGER, czyli „spust” w broni palnej lub „wyzwalacz”, tj. coś co wyzwoli jakąś reakcję (u nas akurat bezbolesną i szybką naukę 😉 ). Do najpowszechniejszych triggerów zaliczamy inne regularnie wykonywane czynności, miejsca i pory dnia.

 

Np. Dla mnie takim wyzwalaczem jest jazda samochodem (MIEJSCE), ponieważ wtedy zawsze słucham audiobooków. Podczas malowania się (CZYNNOŚĆ) i biegania wieczorami (CZYNNOŚĆ + CZAS) włączam ulubiony podcast na temat biznesu i przedsiębiorczości lub jakiś wywiad z jednym z ulubionych autorów.

 

A teraz jak to ugryźć: zastanówcie się jakie miejsca codziennie odwiedzanie i jakie czynności każdego dnia wykonujecie (oraz kiedy). Powtarzanie słówek w autobusie jest czymś oczywistym, ale np. przyklejenie karteczek do lustra w łazience, by móc je powtarzać przy myciu zębów – już niekoniecznie 🙂

 

Do moich ulubionych przykładów należą m.in.:

 

1) Położenie zbitka fiszek obok płatków śniadaniowych (albo nawet obok mleka w lodówce) i powtarzanie przy śniadaniu,
2) Przyklejenie karteczek do szafki nad zlewem i czytanie ich przy zmywaniu naczyń,
3) Zawieszenie kartki/małej tablicy przy drzwiach i czytanie jednego słówka przy okazji wyjścia.
4) Mini-fiszki przylepione do obramowania ekranu laptopa/komputera (teoretycznie można wykorzystać sticky notes zainstalowane już w systemie, acz z doświadczenia wiem, że nie są tak skuteczne),
5) Powtarzanie słówek z fiszek ukrytych w kieszeni kurtki za każdym razem, gdy czekamy w kolejce w sklepie/na poczcie/itp.

 

VIDEO O STUDYING TRIGGERS

 

 

ZMIANA POCIĄGA ZA SOBĄ ZMIANĘ

 

Andreasen chciał wiedzieć, dlaczego ludzie odeszli od swoich wcześniejszych nawyków. A to, co odkrył, stało się filarem współczesnej teorii marketingu: nawyki zakupowe ludzi są bardziej podatne na zmianę, kiedy ludzie przechodzą ważne zmiany w życiu. Na przykład kiedy zawierają związek małżeński, są bardziej skłonni do zmiany rodzaju kupowanej kawy. Kiedy prowadzają się do nowego domu, są bardziej podatni na zakup nieznanych wcześniej płatków śniadaniowych. Gdy się rozwodzą, są spore szanse, że zmienią markę kupowanego piwa. Konsumenci przeżywający jakąś poważną zmianę w swoim życiu często nie zauważają albo o to nie dbają, że ich zwyczaje związane z zakupami ulegają transformacji.

 

Siła Nawyku, Charles Duhigg

 

Innymi słowy, wykorzystujemy drugie ekstremum do wyrobienia nowego nawyku. Nie chodzi więc o przyłączenie nowego do starego, a utworzenie „czystej karty” w umyśle, która ułatwi świeży start. Okazuje się, że ludzie przechodzący duże zmiany w życiu są bardziej podatni na inne modyfikacje. 

 

Co to oznacza dla nas?

 

Że jeżeli chcemy zacząć wreszcie się regularnie uczyć, powinniśmy przemeblować pokój (i najlepiej stworzyć kącik przeznaczony wyłącznie do pracy – ułatwi to później mózgowi koncentrację).

 

Jeśli chcemy zamienić słuchanie muzyki w drodze do szkoły na angielskie podcasty, możemy zmienić drogę do szkoły. Nie krzyczcie. 😉 Domyślam się, że musielibyście pójść na około i stracić dodatkowo czas 🙂 Więc… przejdźcie na drugą stronę ulicy 🙂 Może brzmi absurdalnie, ale nawet tak niewielka zmiana wprowadza nową perspektywę i eliminuje stary „wyzwalacz”.

 

Śpiochy (jak ja) mogą się zastanowić nad nowym agresywnym budzikiem, 😉 a ci chcący połączyć fiszki z posiłkiem, mogą zacząć go jadać w zupełnie innej części domu albo chociaż pokoju.

 

Zmiana pociąga za sobą inną zmianę 🙂

 

VIDEO JAK WYROBIĆ NOWY NAWYK

 

3 dziwne rzeczy, które codziennie wpływają na Twoją pamięć

INTERNET

 

Ze szczególnym uwzględnieniem wyszukiwarki. 

 

 

Umiejętność niewykorzystywana zanika. Gdy przestajemy się ruszać, następuje zanik mięśni. Gdy przestajemy powtarzać informacje, zapominamy. Wydaje się proste i oczywiste, jednak na co dzień nie zdajemy sobie sprawy ze spustoszenia, jakie sieje technologia w naszych głowach.

 

Naturalną reakcją mózgu jest dostosowywanie się do okoliczności i wymagań. Tak więc w dobie XXI wieku, gdy wszystko jest dostępne przez naciśnięcie kilku klawiszy w telefonie, potrzeba zapamiętywania czegokolwiek przestaje istnieć. I tak właśnie Google awansował na stanowisko naszego drugiego mózgu. Dosłownie.

 

Statystyki pokazują, że z czasem zaczynamy zapominać nie tylko kolejność wykonywania działań matematycznych, ale zaczynamy zapominać WSZYSTKO, a fizyczna zdolność naszego twórczego organu do zapamiętywania gwałtownie maleje.

 

 

TEMPERATURA BARWOWA ŚWIATŁA

Nikogo nie zdziwi, że naturalne światło w znacznym stopniu przyczynia się do poprawy nastroju, ogólnego samopoczucia, a co za tym idzie – do zwiększenia zdolności zapamiętywania.

 

Wiedzieliście jednak, że temperatura barwowa światła ma znaczenie przy zapamiętywaniu?

 

Ciepła kolorystyka (światło żarówkowe lub zbliżone) sprzyja relaksacji, a chłodna (światło białe, dzienne) koncentracji i zapamiętywaniu.

 

I choć nie każdego stać na tzw. „lampę antydepresyjną” imitującą naturalne promienie światła (sprawdziłam, 500 zł, OLABOGA!), to warto mieć takie badania na uwadze, gdy kupujemy sobie nowe żarówki i możemy wybrać inny kolor światła 😉

 

 

ODWODNIENIE

Badania przeprowadzone na dwóch grupach wykazały, że czas reakcji u osób, które zostały nawodnione przed badanie,czas reakcji był o 14% krótszy, niż u tych, którzy wody nie dostali. 

 

Z danych z Uniwersytetu Loughborough wynika też, że ilość popełnianych błędów przez odwodnionych kierowców (np. wyjeżdżanie poza pas ruchu, opóźnione hamowanie) jest zbliżona do tych, które można zaobserwować u osób po spożyciu alkoholu (na granicy dozwolonej zawartości alkoholu w organizmie). Zaniedbanie ilości spożywanych płynów znacząco wpływa na naszą zdolność do koncentracji i czas reakcji.

Jak zacząć dzień produktywnie

POBUDKA

 

W czasach, gdy sypiałam po 4 godziny na dobę (wolę o tym nie pamiętać) ustawienie 5-6 budzików było koniecznością. Zakładam, że macie nieco więcej rozumu, niż ja wtedy i sypiacie po 7-8 godzin na dobę (co jest też wskazaniem dla przeciętnej osoby dorosłej). Przyjęło się w ostatnich latach, że najlepiej obliczyć swój optymalny czas snu dzięki wielokrotności 1,5 h (np. 6 h lub 7,5 h), a to dlatego, że rzekomo wtedy udaje nam się zamknąć kompletny cykl snu. Okazje się jednak, że jest to kwestia indywidualna i u dwóch osób trwanie tego cyklu może być różne o nawet 30 min. Eksperymentujemy więc ile snu naprawdę potrzebujemy.

 

Po wyłączeniu budzika nie wracamy do łóżka! Robiłam to przez lata (głupia ja) i tym trudniej było mi się z niego wygramolić.
Jeżeli przespaliśmy wystarczającą liczbę godzin, budzik o średniej intensywności (agresji?) powinien wystarczyć. Oczywiście, gdy zarywamy noc, potrzebujemy mocnego kopa w tyłek, więc i budzik powinien być odpowiednio głośniejszy. Jeśli jednak przespaliśmy przynajmniej te 6 godzin, ustawmy sobie coś, co nie sprawi, że zaczniemy dnia z mordem w oczach.

 

 

CO NA ŚNIADANKO

 

Wybacz mi, bo zgrzeszyłam. Na śniadanie wypiłam kawę rozpuszczalną z mlekiem.Pracuję jednak nad tym i postanawiam poprawę. Jako substytut zamierzam stosować herbatę PU-ERH z odrobiną oleju kokosowego.

 

Na początku smakuje jak podeszwa, ale z czasem można się przyzwyczaić. Jest o wiele lepszym zamiennikiem kawy, po której poziom energii winduje do góry, po czym równie szybko spada. Pu-erh wywołuje mniejszy szok dla organizmu, a pozytywny efekt pobudzenia trwa dłużej.

 

Na śniadanko zaleca się białko do 30 min od przebudzenia (najlepiej w granicach 30 g protein), a to dlatego, że wspomaga to utrzymanie prawidłowej wagi. Takie śniadanie jest też bardziej sycące i później odczujemy głód. Jajecznica nie bez powodu stała się jedną z najpopularniejszych opcji śniadaniowych 😉 Zarówno sztuczkę z pu-erh, jak i białkiem na śniadanie, nauczyłam się od Tim’a Ferriss’a. Biorąc pod uwagę, że przez niektórych uważany jest za największego na świecie specjalistę w efektywnej nauce, jest to dobry model do naśladowania 😉

 

Pierwszy posiłek dnia warto połączyć z audiobookiem lub dobrą audycją radiową w tle albo też książką lub ebookiem jeśli śniadanie jest mało problematyczne i nie brudzi. 

 

***Jeżeli mamy do wykonania jakąś pracę wymagającą kreatywności, warto zaplanować ją na wczesny poranek. Część mózgu odpowiedzialna za twórczość jest wtedy najbardziej aktywna.

 

 

TRENING UWAŻNOŚCI / MEDYTACJA

 

Wśród korzyści treningu uważności (mindfulness) Forbes wymienia znaczące obniżenie poziomu stresu, samoświadomość swoich uprzedzeń (pierwszy raz o tym przeczytałam, hmm…), zmniejszenie ryzyka depresji, podniesienie akceptacji swojego ciała, zwiększenie zdolności do przyswajania nowych informacji oraz lepszą koncentrację.

 

A tak w ogóle to bez regularnej praktyki, choćby przez 5 minut dziennie, czuję się jak w kieracie, dni przelatują mi między palcami i mam wrażenie, że przesypiam swoje własne życie. Stres jest wtedy również nieporównywalnie większy, a ja przypominam kłębek nerwów.

 

Na co dzień używam darmowej aplikacji o skomplikowanym tytule „Meditation” 😛, dzięki któremu przez 7 minut mogę koncentrować się na swoim oddechu albo stopniowo rozluźniać całe ciało.

 

 

ZARYS DNIA / AGENDA

 

Nie kłamiąc, w dni, których wcześniej nie zaplanowałam i nie wiedziałam jakie sprawy chcę zamknąć, moja produktywność i satysfakcja z życia spada o co najmniej 50%. Mam wtedy poczucie życia w chaosie, a kładąc się wieczorem do łóżka dochodzę do wniosku, że niczego konkretnego nie zrobiłam, a padam na twarz ze zmęczenia. Niebywale łatwo dać się wciągnąć w kołowrotek codzienności i reagować na to, co nam ona podsuwa nie mając przy tym własnych planów i nie panując nad swoim własnym harmonogramem.

 

 

5 rzeczy, które szkodzą Twojej produktywności

Uroczyście obiecuję, że (będę się starać :D)

 

1) NIE sprawdzać skrzynek email (tak, mam kilka, w zależności od tego do czego mi służą) więcej, niż 2 razy dziennie. Jedyny wyjątek stanowią sprawy niecierpiące zwłoki, np. gdy czekam na dokumentację do szkolenia bądź gonią mnie terminy i muszę szybko zamknąć temat.

 

W przeciwnym razie, odświeżanie, bezmyślne logowanie się do konta i wykorzystywanie takiego monitoringu jako przerwy w pracy, jest SUROWO ZABRONIONE :p Zwłaszcza dwa ostatnie punkty. Nie jest to ani forma odpoczynku, ani nie pojawi się w mojej skrzynce wiadomość, która uratuje świat przed zagładą. Może zaczekać.

 

 

2) NIE zostawiać telefonu w pobliżu łóżka. Dla niewtajemniczonych, dla mnie nastawianie 5 budzików jest normą i często koniecznością (z czego 2, to zupełne osobne urządzenia) wynikającą z kolei z pracy do późnych godzin nocnych. Sorry, taki mamy klimat ;p To znaczy, sorry, jestem typową sową i najlepiej mi się pracuje po 22 (gdy to piszę jest dokładnie 22:07). Pozostawienie budzika pod ręką sprawia, że nazbyt łatwo jest mi go wyłączyć, przewrócić się na drugi bok i znów oddać się w objęcia Morfeusza. 

 

 

3) NIE reagować automatycznie i bezmyślnie na sytuacje stresujące, np. poprzez podjadanie. Zdecydowana większość społeczeństwa odreagowuje trudne sytuacje jedzeniem. I, niestety, problem nie ogranicza się do zbędnych kalorii w okolicy bioder. Najchętniej sięgamy po cukier, czyli węglowodany, które najszybciej poprawiają humor i dodają energii. Sęk w tym, że później równie szybko i gwałtownie doświadczamy jej spadku. Dostajemy kopa na pół godziny, a potem robią się z nas rozlazłe ryby i nic nam się nie chce.

 

Żeby było jasne, z żadnym razie nie hejtuję!

 

Kto bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień.  –>  Ania wymyka się tylnymi drzwiami z opakowaniem lodów pod pachą.

 

Mniam, mniam, mniam…

 

 

4) NIE pracować, NIE rozwiązywać problemów i NIE czytać wymagającej intensywnego myślenia literatury przed snem. Mózg pod koniec dnia powinien dostać odrobinę ciszy i spokoju, żeby bez problemu przejść w tryb odpoczynku. Niestety, za każdym razem, gdy próbuję nadrobić wieczorem zaległości kończy się to tym, że mój umysł nabiera rozpędu i zamiast spać – rozmyśla. Obok łóżka nie powinno więc stać nic poza butelką wody i mało ambitną literaturą 😉

 

 

5) NIE zostawiać ćwiczeń na sam wieczór, gdyż najprawdopodobniej

 

a) nie będzie nam się już chciało ćwiczyć, a konsekwencją będzie mniejsze dotlenienie mózgu, mniejsza liczba szarych komórek, pogorszenie pamięci i ogólnie JEDNA WIELKA KICHA ZDROWOTNA :p

 

b) organizm wyprodukuje dodatkowe pokłady adrenaliny, dotleniony umysł zacznie intensywniej pracować, przez co doświadczymy problemów z zasypianiem

 

Najrzadziej występująca opcja – scenariusz C – jest wyjątkowo rzadki. Ma miejsce, gdy tak bardzo skopiemy sobie tyłek przy ćwiczeniach, że po ich skończeniu od razu padniemy na twarz.

Dlaczego potrzebujemy powtórek, żeby pamiętać

W ŚRODKU PUSZCZY

 

Wszyscy uczyliśmy się w szkole o lasach deszczowych – wiecznie zielonej formacji roślinnej w strefie równikowej i umiarkowanej. Gdy wyobrażamy sobie ten obszar, widzimy oczami wyobraźni gęsto zalesione obszary, często mało zamieszkane przez ludzi i o wysoce zróżnicowanej florze i faunie. Co nam NIE przychodzi do głowy, to typowy średniej gęstości las, do którego chodzimy w niedzielę na grzyby i co jakiś czas mamy szansę trafić na ścieżkę.
Otóż mózg ludzki jest niczym dziki las deszczowy nienawiedzony przez człowieka. Wszędzie znajdują się pnącza a o jakimkolwiek szlaku nie ma mowy, bo przecież nie ma komu go zrobić. Gdyby jednak jakiś podróżnik zdecydował się przejść torując sobie drogę i ścinając napotkane rośliny, byłoby ewidentne dla osoby postronnej którędy ten człowiek wcześniej szedł. Jego ślad byłby przejrzysty, choć pewnie nie na tyle, aby bez wysiłku przejść nim jeszcze raz. Gdyby jednak kilkanaście osób pokonało tą samą trasę, ostatni członek z grupy miałby nieporównywalnie prostsze zadanie, niż ten, który ten szlak przecierał.

 

MÓZG JAK AUTOSTRADA

 

Z innej beczki, czy pamiętacie z lekcji biologii co to neurony? Większość moich czytelniczek (lub czytelników, choć jest ich mniej;)) jest już na etapie życia, w którym ma za sobą wątpliwą przyjemność rysowania dendrytów i aksonów. W ramach króciutkiego przypomnienia, neurony to komórki, które przewodzą informacje w postaci sygnału elektrycznego i z takich właśnie neuronów (w dużym uproszczeniu) składa się nasz mózg. Za każdym razem, gdy się czegoś uczymy, mamy z czymś styczność, doświadczamy – komórki te przewodzą między sobą wyżej wspomniany sygnał elektryczny (informację). Im więcej razy podobny impuls przebiegnie między komórkami, tym bardziej naturalna wydaje nam się informacja. Dlatego łatwiej jest rzucić palenie po miesiącu uzależnienia, aniżeli po 5 latach regularnego sięgania po papierosy. I dlatego też musimy powtarzać, by pamiętać na stałe. Połączenia neuronowe muszą być przejrzyste, żeby informacje mogły przepływać swobodnie. A to, niestety, możemy osiągnąć przede wszystkim regularnymi powtórkami.

 

STRZEŻ SIĘ PUŁAPEK

 

A konkretnie jednej. Otóż mózg nie rozróżnia tzw. „recognition” od „recall”, tj. rozpoznawania materiału od jego przypominania sobie. Patrząc więc na stronę z materiałem, jesteśmy święcie przekonani, że jest nam on już znany. 
Jak to powiedział Richard Feynman,
The first principle is that you must not fool yourself — and you are the easiest person to fool.
Według zasady numer jeden, nie możesz sam siebie oszukiwać – a siebie oszukać jest najłatwiej.
Dlatego też zawsze należy sprawdzać czy jesteśmy w stanie odtworzyć przyswajane informacje bez żadnej pomocy. Jeżeli jest to nauka języka, powinniśmy sprawdzać swoją wiedzę na wszystkie możliwe sposoby (np. tłumaczenie PL->ANG, ANG -> PL, z kontekstem, bez kontekstu, itp.). Gdy naszym zadaniem jest zapamiętanie funkcji wszystkich podstawowych parametrów naszego aparatu, powinniśmy być w stanie wyjaśnić osobie trzeciej do czego one służą. Jeżeli nie potrafimy odtworzyć informacji samodzielnie, to tak naprawdę jej nie pamiętamy.

Jak zwiększyć swoją produktywność #1

Dziś poruszam jeden z moich ulubionych tematów, ale też taki, o którym można bardzo długo opowiadać. Temat jest bardzo długi, dlatego zdecydowałam się go poszatkować i stworzyć całą serię. Uważam, że warto się nad sprawą pochylić, ponieważ początkowa inwestycja czasu i energii w samoedukację w tej sferze, potem zwraca się po wielokroć.

 

  1. PLANOWANIE DOBREJ JAKOŚCI ROZRYWKI JAKO PRIORYTET

 

Scrolluję facebooka, włączam przypadkowe filmiki na youtubie i sprawdzam pocztę po raz setny. Nie jest więc kwestią sporną czy w ogóle mam ten  czas, a jak go wykorzystuję.

Gdy pracuję na pół gwizdka w ciągu tygodnia, mój czas wolny może przyjąć jedną z dwóch poniższych form:
– w weekend zrezygnuję z rozrywki, ponieważ będę musiała nadrobić nagromadzone zaległości
– zdecyduję się na „relaks” z poczuciem winy w tle.
Ciekawe rzeczy się dzieją natomiast, gdy ustalam „dobrej jakości” rozrywkę z wyprzedzeniem w okolicy piątku czy soboty. Staje się ona wtedy paliwem napędowym. Widząc na horyzoncie nagrodę, łatwiej jest mi się zmotywować do pracy i jak prawie każdy człowiek potrzebuję marchewki i kija, systemu deadlinów i cieszących mnie nagród.
Jakby tego było mało, umysł zmęczony pracuje o wiele mniej efektywnie. Nie dając sobie formy rozrywki, która całkowicie odciągnie naszą uwagę od problemów dnia codziennego, zmuszamy swój umysł do pracy w ciągłym napięciu. Nie mamy przez to możliwości się zregenerować, naładować akumulatorów, a nasz poziom energii stopniowo spada aż do wypalenia.
  1. CLEAR TO NEUTRAL TECHNIQUE

Czyli „ustawienie środowiska/ miejsca pracy w pozycji neutralnej”. Oznacza to, że za każdym razem, gdy kończymy dzień, powinniśmy doprowadzić wszystko do stanu względnego ładu.

 

W przeciwnym razie…
Gdy mam dużo zajęć i nałożę na siebie sporo projektów (lub po prostu mój poziom energii w danym tygodniu można znaleźć na poziomie piwnicy) pozwolę sobie na zostawienie bałaganu na biurku, nieposegregowanie folderów, niewłożenie mazaków i długopisów do właściwych przegródek oraz kłapnięcie pokrywą laptopa wprowadzając go tym samym w stan hibernacji, zamiast go wyłączyć… gdy to następuje, biegam następnego ranka po mieszkaniu przypominając diabła tasmańskiego z Looney Tunes (kto powyżej 30-stki, wie, o co chodzi ;)). Nawet jeśli jakiś cudem przygotowałam wcześniej plan (co w takich okresach rzadko się zdarza), to zamiast zacząć go wcielać w życie, biorę się za ogarnianie pokoju, dokumentów i całej reszty bajzlu.

 

Chaos w pokoju zdaje się współgrać z chaosem w terminarzu, więc w ciągu całego dnia mam obsuwę i o wiele trudniej jest mi się skoncentrować. A wszystko zaczyna się od niedokończonych spraw dnia poprzedniego.

 

Miłym bonusem jest to, że technika „clear to neutral” znacząco obniża mój poziom stresu. Choć wiem, że jest to głupie, czasem zasypiam z poczuciem niepokoju i frustracji tylko dlatego, że mam bajzel w sypialni.  Znacie to uczucie? Gdy wydaje się Wam, że o czymś zapomnieliście albo czegoś nie zrobiliście? Gdy pilnuję się i dbam o to, aby mieć taki świeży start co rano, takie poczucie towarzyszy mi o wiele rzadziej kiedy wieczorem przykładam głowę do poduszki.

 

I dotyczy to różnych sfer mojego życia: zarówno biurka, jak i otwartych okienek na laptopie (stąd czasem preferowany nieszczęsny stan hibernacji), niepozmywanych naczyń czy nieposegregowanych folderów.