Gdy coś jest wygodne: COMFORTABLE & CONVENIENT

Gdy jeszcze pracowałam w szkole językowej (ach, te czasy prowadzenia zajęć w firmach o godzinie 7 rano, sooooo not missing this 😀 ) w czasie którejś dyskusji wyszło, że jeden z moich kursantów mieszkał 10 minut PIESZO od swojego miejsca pracy. Wszyscy oczywiście skomentowaliśmy, że to bardzo WYGODNE mieć taki niewielki dystans do pokonania każdego dnia. Jeśli jednak określilibyśmy sytuację jako COMFORTABLE, popełnilibyśmy BŁĄD. Dlaczego? 😉

 

VIDEO

 

 

 

Możemy wyróżnić przynajmniej dwa rodzaje słowa WYGODNY w języku angielskim.

 

Pierwszy to COMFORTABLE.

Czyli komfortowy, przyjemny, sugerujący rozluźnienie i relaks.

Komfortowy może być więc fotel (a comfortable armchair), pokój (a comfortable room) czy np. pozycja (a comfortable position), w której siedzimy.

Możemy komuś powiedzieć, że dobrze/komfortowo się z nimi czujemy. –> I feel very comfortable with you.

A jak przyjąć znajomą, która wpadła na kawę? Mówimy jej, żeby się rozgościła –> Make yourself comfortable.

 

 

Po drugiej stronie mamy CONVENIENT, czyli słowo, które trafniej przetłumaczylibyśmy jako DOGODNY, tzn. sugerujący coś prostego, łatwego, bezproblemowego i tak po prostu – na rękę. 😉

Jeśli więc pokonanie dystansu między domem, a pracą, zajmuje np. 3 min, możemy powiedzieć, że to bardzo „wygodne”.

This is convenient.

Sama lokalizacja może być określona mianem dogodnej

a convenient location

Co jeszcze może być wygodne w tym tego słowa znaczeniu? Np. parking, który znajduje się blisko sklepu czy domu (a convenient parking) czy podróżowanie samochodem, a nie autobusem (travelling by car is convenient).

Ktoś może mieć też wygodną wymówkę od problematycznego zadania (a convenient excuse).

A jeśli chcemy być grzeczni wobec rozmówcy, z którym ustalamy termin spotkania, powiemy, że możemy się spotkać o czasie i w miejscu najbardziej dla niego dogodnych.

Tj.

We can meet at time and place most convenient to you.

JOB czy WORK ?

Jednym z najczęściej popełnianych błędów w języku angielskim jest ten w użyciu słów „JOB” i „WORK”. Nikogo to jednak nie powinno dziwić biorąc pod uwagę częstotliwość poruszania tematu. Jakby tego było mało, gdzieś w tle pojawia się jeszcze „PROFESSION” i „OCCUPATION”. Kiedy więc używać którego?

VIDEO

 

JOB

JOB, to zasadniczo stanowisko czy też etat, który zapewnia nam pracodawca. Gdy więc jesteśmy bezrobotni, mówimy, że nie mamy pracy.

I don’t have a job.

Wtedy przeglądamy w sieci JOB OFFERS, czyli oferty pracy.

Gdy znajdziemy interesujące nas ogłoszenie zwykle aplikujemy.

 We apply for a job.

I wreszcie dostajemy pracę.

We get a job.

Niektórzy z nas mogą się też pochwalić pracą, która jest dobrze płatna, a więc jeśli koleżanka dobrze zarabia, możemy powiedzieć, że

she has a well-paid job.

 

 

 

WORK

Słowo WORK oznacza jednak coś innego. Nie jest to już stanowisko, a najczęściej ilość zadań lub miejsce.

Dlatego też, gdy mam dużo pracy do wykonania, mogę powiedzieć, że

I have a lot of work to do.

Jednak, gdy ktoś do mnie dzwoni, a ja akurat nie mogę rozmawiać, bo prowadzę zajęcia czy szkolenie, mogę powiedzieć, że jestem w pracy, tj.

I am at work.

 

 

PROFESSION

Słowo PROFESSION jest dosyć sugestywne i oznacza oczywiście profesję, a to sugeruje zwykle jakiś niezbędny trening, wiedzę, kwalifikacje czy umiejętności. Z tego też względu do tej grupy możemy zaliczyć, np. lekarzy. Teoretycznie więc mogłabym powiedzieć, że moją profesją jest „English teacher”, ponieważ, mimo innych szkół i studiów, to filologia stała się moim głównym wykształceniem. Nie oznacza to jednak, że pracuję jako nauczyciel, bo choć w życiu codziennym uczę angielskiego, to oficjalnie jestem kategoryzowana jako przedsiębiorca.

Co więc jeśli ktoś nie pracuje w swoim zawodzie i utrzymuje się z czegoś zupełnie innego, niż to, w czym się szkolił? Co jeśli taki lekarz wcale nie leczy, a pracuje np. jako kelner?

 

OCCUPATION

Wtedy właśnie mówimy o OCCUPATION, czyli zajęciu, innymi słowy pracy, dzięki której się utrzymujemy i zarabiamy na życie.

E.g. I earn my living as a waiter.   LUB

E.g. I make my living as a waiter.

 

Jedna mała rzecz, która może przesądzić o Twoim rozwoju

***

 

– Oooo, nie, nie, nie, nie, nie! WRACAJ TU!

Łapię dziewczynę za rąbek rękawa i siłą przyciągam z powrotem na parkiet.

– Nie zrobię tego! – przez chwilę próbuje się jeszcze wyrwać.
– Zrobisz! Żadne z nas nie ogarnęło tego z marszu, ćwiczyliśmy przez wiele zajęć zanim opanowaliśmy całość. Ty też to ogarniesz. Jeszcze raz, krok po kroku. Stań bezpośrednio za mną, powtórzymy całą sekwencję w zwolnionym tempie. I… raz i dwa i trzy i cztery… i… raz i dwa i trzy i cztery… i…

– I co?! Mówiłam!!! Nie zrobię tego! Wystarczy, mam dość!

Znowu łapię drobną brunetkę i przyciągam na to samo miejsce.

– Wracaj tu!!!
– Nie wiem, jestem na to za głupia!

Patrzę na nią czymś, co przypomina, jestem pewna, spojrzenie bazyliszka.

– Nie puszczę Cię z tej sali, dopóki nie opanujesz tej choreografii. Zejście z parkietu nie jest opcją, rozumiemy się? Jeszcze raz.

 

 

***

 

– Ale czy Wy tego nie rozumiecie?! Jestem na to ZA TĘPA!

Ups. Z wszystkich rzeczy, jakie mogła powiedzieć, wybrała najgorszą. Z drugiego końca wąskiej sali wpatrują się we mnie piwne oczy hojnie przyprószone wokół piegami. Młoda kobieta, koło trzydziestki, płomieniste włosy, szczupła buzia. Biorę głęboki wdech, żeby uciszyć szum w uszach. Nie pamiętam ile razy w życiu usłyszałam, że „ktoś mi zazdrościł, bo miałam talent do języków”.

Talent jak cholera. Z trzeciej klasy liceum nie pamiętam NIC poza szkołą, korepetycjami, książkami i ryciem na blachę. Bardzo ładnie się ten talent objawił – zarwanymi nocami i brakiem jakichkolwiek rozrywek na rzecz zdanej matury.

– Ok… Pozwól więc, że Cię o coś spytam. Widzicie się ze mną raz w tygodniu przez 1,5 h. Jak dużo czasu spędzasz na powtarzaniu materiału poza zajęciami?
– Yyy… no wcale.

Unoszę brwi i zaciskam zęby. Oddychaj, oddychaj…

 

 

***

 

– Tak jakby nie mam zadania. No… bo nie było czasu! To był cholernie ciężki tydzień.

– Rozumiem…

Siedzący naprzeciw mnie mężczyzna czeka na moją dalszą reakcję. Jednak nauczyłam się już jakiś czas temu, że najczęściej chwila ciszy potrafi zdziałać więcej, niż 10-minutowy wykład.

Wiercenie się na krześle. I więcej wiercenia.

– Czy nie wspominał Pan przed chwilą, że spędził wczoraj 2 godziny przed telewizorem…? No, cóż. Każdy ma swoje priorytety.

Zawieszam na chwilę głos.

– Mówiłam już Panu dlaczego zdecydowałam się pracować w swojej działalności przede wszystkim z dorosłymi? Dzięki temu moja praca ma sztywne ramy. Po tym jak już wykonam swoją pracę, to jest wytłumaczę, przekażę materiały, pokażę JAK się z nich uczyć, moja rola się kończy. Od tego momentu to WY, kursanci, bierzecie pełną odpowiedzialność za efekty.

 

 

***

 

Słyszeliście o Bernardzie Weinerze? Ja też nie, w każdym razie aż do wczoraj. Wymyślił on coś, co nazywamy w psychologii „attribution theory”, czyli teorią atrybucji, a dotyczy ona tego, w jaki sposób człowiek stara się doszukiwać związków przyczynowo-skutkowych w otaczającym go świecie oraz we własnym zachowaniu.

Jak to się ma do wyników nauki języka? Już tłumaczę.

Otóż Carol Dweck, profesor z Uniwersytetu Stanford, o której odkryciach pisałam także TUTAJ, w swoich badaniach koncentrowała się na tym, jak ogromny wpływ na efekty pracy ma nasz „mindset”, tj. punkt widzenia, czy też, jak kto woli, nasze założenia.

Tym razem zbadała jak wypadną w badaniach uczniowie, którzy przejdą tzw. attribution retraining, tzn. którzy zostaną reedukowani w zakresie identyfikowania przyczyny sukcesu czy porażki w nauce.

Brzmi poważnie, to może po ludzku: jeżeli uważamy, że wyniki testów są efektem czynników zewnętrznych (pogoda, trudny test, wredny nauczyciel, itp.) – uznajemy siebie za ofiarę, która nie ma innego wyjścia, jak poddać się działaniu wszechświata.

Co jednak się wydarzy, jeśli zaczniemy zakładać, że ewentualna porażka (niższa ocena, słaba znajomość materiału, itp.) jest bezpośrednim efektem tego, ile pracy i wysiłku włożyliśmy w przyswojenie wiadomości? Co, jeżeli zaczniemy postrzegać swoją PRACĘ (i tylko pracę!) jako GŁÓWNĄ PRZYCZYNĘ, a WYNIKI TESTÓW jako SKUTEK?

Oczywiście możemy całe życie chować się za wymówką braku czasu czy trudnego testu, ale nie muszę chyba mówić, że uczniowie, którzy uznawali swoją pracę za przyczynę, a wyniki za skutek, wypadali O WIELE lepiej (tj. zrobili o wiele większe postępy), niż Ci, którzy zrzucali winę na brak predyspozycji? 😉

 

P.S. Jak zawsze – nie piszę z perspektywy „wszechwiedzącej” – ja też popełniam ten błąd! I choć staram się brać pełną odpowiedzialność za wszystko, czego się czepię 😛 , to nie zawsze mi to wychodzi. 😉

 

 

 

 

 

 

Jak się uczyć nowych słówek przez YouTube

Dziś wpis będzie bardzo techniczny, dla niektórych pewne elementy mogą się wydać banalne i oczywiste, jednak podchodzę do sprawy tak, jakby mnie czytał całkowity laik komputerowo-internetowy. Tak na wszelki wypadek, żeby nikt się nie pogubił 😉

I jeszcze jedno.

Dlaczego tylko słówek? Ano dlatego, że nauka nauce nie równa. Tak, jak inaczej przygotowujemy się do sprawdzianów opisowych czy ABCD, tak i tu musimy różnicować i dostosowywać swoje metody w zależności od pożądanych rezultatów.

 

Czy chcesz poszerzyć zakres słownictwa?

Poprawić wymowę?

Podnieść poziom rozumienia ze słuchu?

Nauczyć się akcentu?

Doskonalić „spelling”, tj. nauczyć się pisać?

Poprawić komunikację?

Upłynnić swoje wypowiedzi przez często powtarzające się sztywne wyrażenia?

Czy może po prostu zgłębić konkretny temat, ale w języku angielskim?

 

Te elementy języka siłą rzeczy się przenikają, jednak to od nas zależy na co nałożymy nacisk.

 

Czy nie można tak wszystkiego na raz? No, nie bardzo. Ponieważ, choć ludzki mózg jest niesamowitym narzędziem, to jednak takim, które potrafi się w pełni koncentrować tylko na jednym nowym procesie. ALE NIE LĘKAJCIE SIĘ! ;P  Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wykorzystywać to samo źródło wielokrotnie, a w różnych celach, a bloga zamykać nie zamierzam, więc na pewno wrócimy do tematu. 😉

Poniższy opis to wersja „FULL WYPAS” dla bardzo ambitnych. Dla tych, którzy chcą wersję minimum – nie drukujecie napisów i robicie wybiórcze notatki z video. 🙂

 

POSZERZENIE SŁOWNICTWA

 

0) Dobrze dobierz źródło!

Tj. nie youtuberów z kluskami w ustach, a raczej celując w native speakerów w przyzwoitą dykcją (oraz dobrymi napisami, nie automatycznie generowanymi).

Mogę polecić:

College Info Geek, USA  – efektywna nauka i produktywność, Tom mówi szybko, ale wyraźnie),

Study with Jess, Australia – efektywna nauka, produktywność, materiały do nauki, robienie notatek, itp. Dla mnie odrobinę przesłodzone, ale merytorycznie przyzwoite. Dobre napisy.

Marie Forleo, USA – rozwój osobisty, produktywność, biznes.

 

W bonusie, spoza tematyki „personal development” i efektywnej nauki:

– Pat Flynn, USA – biznes online.

– Lewis Howes, USA – rozwój osobisty.

– Doctor Mike, USA – zdrowie.

 

1) Jeśli to nie jest oczywiste – WŁĄCZ ANGIELSKIE NAPISY!

Subtitles! ANGIELSKIE, MÓWIĘ! :p  Polskie tłumaczenie sprawia tylko, że zamiast koncentrować się na nowym słownictwie, uwaga wędruje w stronę przekazu z filmiku (nie wspominając o tym, że to głównie słuchanie). Odpalając anglojęzyczne napisy w tym samym czasie czytamy i słuchamy, a to jedna z najlepszych możliwych metod nauki. Wiem z własnego doświadczenia, że jeżeli mam możliwość połączenia tych dwóch kanałów, to moje szanse na przyswojenie nowego słówka są o wiele większe.

 

2) Jeśli to konieczne, (bez poczucia winy!) ZMNIEJSZ PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA.

W prawym dolnym rogu video jest takie zębate koło, po kliknięciu którego wyświetli nam się m.in. SZYBKOŚĆ. 😉

Często spotykam się z oporami do tego 'triku’ ze strony kursantów. Uważają, że nie ma on sensu, ponieważ całe życie nie będą przecież mogli dostosowywać sobie cudzych wypowiedzi do siebie. Ok, zgoda, ale naukę chodzenia zaczynaliśmy od pierwszych kroków, a potem marszu, a nie sprintu (sztampowy przykład, wiem, ale dobrze odzwierciedla, co mam na myśli).

Trzeba sobie uświadomić, że nie tylko próbujemy zrozumieć o czym mowa w filmiku, ale jeszcze chcemy to zrobić w nowym dla mózgu „kodzie”. Spokojnie, krok po kroku. Odrobina wyrozumiałości dla własnych szarych komórek. 😉

 

 

OPCJONALNY PODPUNKT DLA AMBITNYCH

3) Ściągnij i wydrukuj napisy.

Np. dzięki  –> TEJ STRONIE

Wklejamy link interesującego nas video, wciskamy ENTER, scrollujemy odrobinę w dół i zatrzymujemy się na części podpisanej SUBTITLES. Klikamy niebieski guzik i gotowe. 😉

 

4) TŁUMACZ SŁOWNICTWO (na bieżąco, podczas pierwszego oglądania)

Niektórzy woleliby spisać wszystkie nieznane im słówka podczas oglądania, a dopiero potem hurtowo je przetłumaczyć. Jest jednak z tym pewien problem (zwłaszcza jeśli nie wydrukowaliśmy skryptu z napisami). Tracimy kontekst. Jeśli więc weźmiemy się za tłumaczenie dłuższą chwilę po tym, jak skończyliśmy oglądać, mózg może nie skojarzyć interesującej nas części i w efekcie nauczymy się zupełnie innego tłumaczenia.

Co więc robić? Czytać i „oglądać” video równocześnie, wciskać pauzę, gdy natrafimy na coś nowego i robić notatki (na wydrukowanym skrypcie/w zeszycie/na kartce).

 

5) UCZ SIĘ SŁÓWEK (NIEZALEŻNIE OD VIDEO).

Metod Ci u nas pod dostatkiem. Mnemotechniki, fiszki, spidergramy, rozwieszone w domu karteczki samoprzylepne, nagrywanie słówek na telefon i ich późniejsze odtwarzanie, itp., itd. Ważne, żeby przyswajać nowe słownictwo zarówno w kontekście (czytając ściągnięte napisy i budując własne zdania), jak i bez – na wyrywki.

 

6) OBEJRZYJ VIDEO PO PRZYSWOJENIU NOWEGO SŁOWNICTWA.

Usiądź wygodnie i wciśnij jeszcze raz „PLAY”, a następnie ciesz się efektami swojej pracy. 🙂 To najprzyjemniejszy moment procesu – gdy zauważamy, że rozumiemy więcej, niż przy pierwszym podejściu.

😉