Jak się zmotywować do działania

ZACZĘŁO SIĘ JAK ZAWSZE

 

„Chciałabym mieć Twój zapał. Mi jest zawsze tak ciężko się zmobilizować.”

Spojrzałam na ekran komputera i uśmiechnęłam się pod nosem.

Moje nadgarstki na chwilę zawisły nad klawiaturą, ale tylko na sekundę. Słyszałam to stwierdzenie wielokrotnie i niemal za każdym razem odpowiadałam tak samo.

Kwestia samozaparcia i systemów, nie motywacji.”

„Jak to nie motywacji?”

Motywacja to uczucie trwające 15 min, prawdopodobnie gdzieś w okolicy Nowego Roku  ? EXCITEMENT nowego początku ? Szybko przychodzi i równie szybko znika. Zwłaszcza gdy coś się spapra. To kiepski filar do budowania nowego nawyku. Jak to ujął James Clear – nie rośniemy do poziomu naszej motywacji, spadamy do poziomu naszych systemów. I dlatego ja bardzo świadomie i zamierzenie wprowadzam je do swojego życia. Gdybym miała działać tylko wtedy, gdy czuję się zmotywowana, nigdy niczego bym nie zrobiłam.

 

 

CZYM WIĘC JEST SYSTEM?

Wszystkim, co odgórnie zmusi Cię do działania.

 

Wśród moich można znaleźć m.in.:

SPRAWNOŚĆ FIZYCZNA: zapisałam się na karate. Intensywność treningów wymusza też na mnie minimum 1-2 dodatkowe sesje poza matą (bieganie, siłownia, DVD, itp.) – cokolwiek, co sprawi, że zrobienie np. 30-50 militarnych pompek mnie nie zabije. 🙂


ROZWÓJ BLOGA I BIZNESU: bardzo publicznie (wiedziało o tym 1700 osób z mojej listy mailingowej ;D)  zobowiązałam się, że będę filmować jedną lekcję każdego dnia przez miesiąc. Tak powstało wyzwanie „30 dni z angielskim”.


BRAK CZASU DLA RODZINY I ZNAJOMYCH: obietnica złożona… nawet na tydzień przed odwiedzinami, kawą, piwem czy imprezą urodzinową. Skoro od innych oczekuję słowności, od siebie wymagam jej tym bardziej. Muszę mieć naprawdę dobry powód, by zmienić plany (swoje i cudze).


SAMO-NARZUCONE „NON-NEGOTIABLES”, czyli elementy/rutyny, które nie podlegają negocjacji (nawet gdy negocjuję sama ze sobą 😉 ):
– niedziele dla rodziny, choćby to było kilka godzin (nowość, dla pracoholiczki wyzwanie, ale na razie idzie dobrze ;))
– utrzymanie zdrowej diety 80% czasu
– planowanie całego tygodnia zanim się jeszcze zacznie

 

 

JAKIE SYSTEMY WYBRAĆ?

 

Usłyszałam kiedyś pewną historię o wykładowcy, który przyniósł na swoje zajęcia szklany słój.

Wrzucił do niego dostatecznie dużo kamieni, ażeby  sięgnęły brzegów i zapytał studentów czy słój jest pełny. Odpowiedzieli, że tak.

Wtedy on wsypał na kamienie piasek, który oczywiście uzupełnił pustą przestrzeń między kamykami. Wówczas wykładowca spytał raz jeszcze – „czy słój jest teraz pełny?”. Znów usłyszał twierdzącą odpowiedź.

Na co on wylał na piasek wodę, która została wchłonięta przez piasek.

Te duże kamienie to rzeczy w naszym życiu najważniejsze: zdrowie, partner, dzieci, przyjaciele… Piasek to sprawy mniej istotne – może samochód, a może awans w pracy… Woda to rzeczy bez większego znaczenia. Bzdury, które wypełnią nasze życie, jeśli im pozwolimy.

 

A pointa całej historii jest taka – gdybyśmy zaczęli od wody, tj. spraw nieważnych, nie wystarczyłoby już miejsca na nic innego.

Nim więc ustawisz systemy, które na stałe mają zagościć w Twoim życiu i harmonogramie, zdecyduj co powinno się znaleźć w słoju w pierwszej kolejności. Mądrze wybierz swoje kamienie.

Moje klarują się, gdy życie zaczyna pisać swój scenariusz. Wypadek samochodowy, choroba w rodzinie, śmierć kogoś znajomego… Wtedy przystaję, siadam w fotelu (fizycznie) i, jak zawsze, myślę na papierze. A że jestem osobą, która sama kilka razy otarła się o śmierć, za każdym razem zadaję sobie to samo pytanie – gdyby to wszystko się jutro zawaliło, czego żałowałabym najbardziej?

Klucz do regularnej nauki angielskiego (i nie porzucania jej)

FORMOWANIE NAWYKÓW

Proces formowania niemal każdego nawyku jest identyczny.

Po jakiejś WSKAZÓWCE (którą może być prawie wszystko, np. pora dnia, osoba czy stan emocjonalny), następuje RUTYNA (np. nawyk), w celu uzyskania NAGRODY (np. również stanu emocjonalnego).

I w ten oto prosty sposób osoba zestresowana (nerwy = wskazówka) sięga po papierosa, zapala go (rutyna), ażeby się uspokoić (nagroda).

Jak więc uformować nowy nawyk? Nagrodzić proces. Wszak do tego dążymy – do poczucia wewnętrznego spokoju po papierosie, do euforii dzięki cukrowi we krwi po ciastku, do chwilowej satysfakcji i uczucia atrakcyjności po zakupie nowej torebki… Tylko, że… nie wszystkie nawyki są długoterminowe. Czym się różnią te niewypały od wieloletnich rutyn?

 

 

CZEGO NIKT CI NIE POWIEDZIAŁ O NAGRODACH

Czego nikt nam powiedział, to fakt, że aby nawyk został uformowany TRWALE, proces musi zostać wynagrodzony OD RAZU.

My, ludzie, mamy się za niesamowicie inteligentne stworzenia, a tak naprawdę nasze umysły potrafią być bardzo głupie. Nie sięgamy po to, co da nam długoterminową satysfakcję. Kierowani hedonizmem, sięgamy po to, co jest szybkie, łatwe i daje przyjemność i to daje ją JUŻ.

Zachowania, które są od razu karane, sprawiają, że ich UNIKAMY. Zachowania, które są z marszu wynagradzane, są POWIELANE.

Uważaj jednak co wybierzesz jako swoją nagrodę.

WSKAZÓWKA: Nagradzaj się po każdym, nawet najmniejszym, kroku przybliżającym Cię do opanowania języka. Nauczyłaś się 5 nowych słówek? Zjedz garść orzechów. Przesłuchałaś 3-minotyw podcast? Idź na krótki spacer. Zrobiłaś jedno zadanie w ćwiczeniach? Posłuchaj ulubionej piosenki. Nie czekaj z nagrodą do końca lekcji. To stanowczo za późno. Small wins, Honey 🙂 Small wins 🙂 Małe zwycięstwa 🙂

 

 

CEL NIE JEST WART FUNTA KŁAKÓW

Ironicznie, małymi kroczkami zbliżamy się do końca roku 2018 i początku 2019. Robisz postanowienia noworoczne? Ja zawsze tworzę taką listę. Przeczytałam więcej książek na temat ustalanie i realizowania celów, aniżeli jestem w stanie zliczyć.

A teraz słyszę, że to wszystko G*** warte. 😀

Ponieważ to nie cele budują nasze osiągnięcia. Wszak wszyscy kandydaci na dane stanowisko chcą dostać pracę. Wszyscy mają jednakowy cel. Wszyscy uczestnicy turnieju karate chcą zdobyć złoty medal, ale tylko jeden z nich ten cel osiąga. Skoro więc nie cele stanowią o wygranej, to klucza trzeba szukać gdzie indziej.

A konkretnie to w SYSTEMACH.

Bo to praktyka… to rutyna… to SYSTEMY różnią kandydatów. To NIENARUSZALNE standardy zwiększają szansę wygranej. To te nietykalne granice, respektowane dzień po dniu, trening po treningu, lekcja po lekcji, budują ekspertyzę i poziom mistrzostwa.

Nie cele. Systemy.

WSKAZÓWKA: zastanów się jaki system byłby dopasowany do TWOICH potrzeb? Kurs językowy? Indywidualne lekcje z lektorem? Zakład z koleżanką o pieniądze? Zabukowanie biletów lotniczych do Londynu? Pamiętaj: to, co działa na mnie, nie musi zadziałaś na Ciebie i vice versa. Co zbuduje sztywne ramy, które TY będziesz respektować, a które zmuszą Cię do podniesienia sobie poprzeczki i osiągnięcia rezultatów?

 

 

EBOOK – WORKBOOK
PREMIERA 10.06.19 R.

ZAPISY

 

 

 

NIE CZAS STANOWI O NAWYKU

Do wyboru, do koloru. Jedni mówią, że wyrobienie nawyku wymaga 21 dni, inni, że 40, a ostatnio najpopularniejsza jest liczba 60.

A to… jedna… wielka… bzdura.

Bo im bardziej pochylamy się nad zagadnieniem wyrabiania nawyków, tym bardziej utwierdzamy się w przekonaniu: to NIE czas sprawia, że jest nam lżej wykonywać daną czynność. TO LICZBA POWTÓRZEŃ umacnia nawyk i przekształca go w zachowanie bardziej zautomatyzowane.

Możemy więc coś wykonywać raz na tydzień (np. gotować obiadu zaraz po powrocie z porannej mszy) i ten nawyk będzie bardziej zakorzeniony w naszym mózgu dzięki brakowi przerw, aniżeli inny, wykonywany 3 razy w tygodniu z intencją codzienności, ale z pominięciem powtórzeń.

To nie czas, TO REPETY.

WSKAZÓWKA: Zainstaluj w telefonie aplikację, w której będziesz mogła odhaczać wykonane powtórzenia, np. HabitBull. Możesz w niej ustalić jak często chcesz wykonywać daną czynność i to właśnie według samodzielnie wybranego standardu będziesz oceniana 🙂 Chcesz każdego dnia? Będzie każdego dnia. Chcesz co niedzielę? Będzie co niedzielę 😉

 

WRONY I TE SPRAWY

Wiesz co to asymilacja? Według Wikipedii to: „proces określający całokształt zmian społecznych i psychicznych, jakim ulegają jednostki, odłączając się od swojej grupy i przystosowując się do życia w innej grupie o odmiennej kulturze”.

Innymi słowy, gdy zmieniamy grupę, dostosowujemy się do niej. Proste: z kim przystajesz, takim się stajesz. Pisałam już o tym: statystycznie, jesteśmy średnią 5 osób, z którymi spędzamy najwięcej czasu.

W przełożeniu na nawyki: wybieraj grupy, w których zachowanie pożądane jest NORMĄ.

Są domy, gdzie zdrowe jedzenie to standard Są też takie, gdzie każdy obiad ocieka tłuszczem.

Są pary, które spędzają czas wędrując po górach. A są też takie, które każdego wieczoru zajadają się pizzą przed telewizorem.

Są firmy, gdzie każdy pracownik po 8 godzinach (i ani minuty dłużej) ucieka do domu. A są też i takie, gdzie „nabicie” mniej, niż 10 h, oznacza wstyd i zaniedbanie pracy.

W ogólnym rozrachunku, nie musimy podnosić sobie poprzeczki. To środowisko nam ją podniesie, jeśli tylko dołączymy do odpowiedniej grupy.

WSKAZÓWKA: wystrzegaj się zbyt wysokiego poziomu. Jest to nieco sprzeczne z intuicją, jednak ogromna różnica między poziomem naszych umiejętności, a poziomem wiedzy rówieśników, może być bardzo demotywująca. Koledzy z grupy mają nas „ciągnąć do góry” pokazując drogę, nie dawać poczucie, że jesteśmy „marnością nad marnościami”. 😉 Wybrany przez nas poziom powinien być „trudny, lecz osiągalny”. 😉

 

 

Dla tych z Was, moje Drogie Panie <3, które chciałyby poczytać więcej o procesie formowana nawyków, odsyłam do „Atomic Habits” James’a Clear’a. 😉 Sama, niestety, taka mądra nie jestem i to w oparciu o jego ekspertyzę napisałam powyższy artykuł. 😉

KSIĄŻKA – Przełam barierę językową.

Kochani 🙂
Dziś premiera mojej drugiej książki! <EXCITED!>

Klikając na okładkę lub tytuł poniżej, zostaniecie przekierowani na stronę wydawnictwa. 😉

 

Break the Barrier
Przełam barierę językową

 

Niżej znajdziecie dedykację oraz jej fragment. 🙂

ENJOY!

 

 

 

Książkę dedykuję tej zahukanej i zakompleksionej Ani sprzed dziesięciu lat. Kto by pomyślał, że upór i przekora wyjdą Ci
na dobre 🙂 ?

 

Przesyłam też masę pozytywnej energii wszystkim innym nieśmiałym „Aniom” (uczniom i kursantom): starszym i młodszym,
z małych wiosek i dużych miast, tych na początku swojej drogi do płynności czy na jej końcu — żebyście to Wy, a nie Wasze
lęki, dyktowali warunki Waszego rozwoju.

Chciałabym również podziękować moim nauczycielom angielskiego, w szczególności Pani Basi Bednarczyk, śp. Jerzemu
Mozolowi oraz Pani Anecie Materniak. Mieliście większy wkład w moją edukację, niż sądzicie.

 

 

 

CICHO SZA! MOŻE SIĘ UPIECZE!

 

Jaka jest największa wada naszego systemu edukacyjnego? Jest nieefektywny, wiadomo. Ale jakie są konkretne przyczyny braku rezultatów, które by nas satysfakcjonowały? Przede wszystkim fakt, że zamiast uczyć się świadomie i z nastawieniem wykorzystania zdobytej wiedzy, stosujemy zasadę 3 x Z, tzn. zakuć, zdać i zapomnieć. Nie trzeba nikomu mówić, że nie ma w tym za grosz logiki. W końcu marnowanie naszych beztroskich lat życia na powtarzanie faktów, które przydadzą się jedynie do wpisania cyferki do kolumny w dzienniku, nie napawa optymizmem.

 

Całokształt jest tym bardziej bolesny, że nasza ścieżka edukacyjna została zaprojektowana na wzór szkieletu ryby: materiał realizowany w różnych szkołach jest (lub powinien być) bardzo zbliżony, z tą jednak różnicą, że w kolejnych klasach jest przerabiany nieco dokładniej. Innymi słowy: uczymy się w kółko tego samego, nierzadko rok w rok, czytamy dziesiątki, jeśli nie setki podręczników, nie pamiętamy z tego nic, po czym kierujemy swoje kroki w stronę wyższej edukacji lub pracy.

 

I po co, pytam? Ale nie o tym chciałam. Do brzegu więc, do brzegu.

 

Moja puenta jest następująca: jeżeli przez lata ucieramy schemat, w którym zakuwamy i zapominamy, i to W PEŁNI ŚWIADOMIE I INTENCJONALNIE, to w jaki sposób mamy się nauczyć języka, który wymaga zdobywania wiedzy tak, aby zagościła ona w mózgu na stałe? Jak mamy poszerzać swoje horyzonty, skoro tak bardzo nawykliśmy do toku rozumowania, w którym „może się upiecze” jest czymś naturalnym? I dlaczego, do cholery, nikt nam nie powiedział na starcie, że MAMY PRAWO NIE WIEDZIEĆ I PYTAĆ? Życie byłoby o wiele prostsze, gdyby dać sobie pozwolenie na braki. Bo w końcu jak inaczej możemy załatać dziury w wiedzy, jeśli nie wiemy, jak to zrobić ani gdzie się one znajdują?

 

W praktyce oznacza to, że w większości przypadków sami nie damy sobie z tym rady, ponieważ nie możemy użyć narzędzi, których nie posiadamy. Nie możemy ich też pożyczyć, bo przecież nie chcemy, żeby o tych dziurach ktokolwiek się dowiedział. Z czym nas to zostawia?

Jak się uczyć słówek tak, by je pamiętać na stałe :)

DAWNO, DAWNO TEMU…

 

W odległej krainie zwanej „Dziki Świat XXI Wieku” istniały dwa rodzaje umysłów. Pierwszy przypominał czystą niezapisaną kartkę papieru. Promieniał świeżością, był otwarty na nowe wiadomości i doświadczenia oraz nie był niczym skażony. Był to umysł dziecka.

 

 

Drugi zaś, pomimo życiowego doświadczenia i (teoretycznie) wiedzy, miał ogromne trudności w wyborze rzeczy ważnych. Rano łatwo ulegał pokusie sprawdzania mediów społecznościowych czy poczty email i kochał bycie „zajętym” (co rzadko kiedy było związane ze sprawami prawdziwie istotnymi). Był tak zagracony zbędnymi informacjami, że dołożenie czegokolwiek do tego stosu graniczyło z cudem. Do tego stopnia był bombardowany ogromem informacji, że nauczył się je w naturalny sposób ignorować. Jego wszystkie mechanizmy obronne nie były jednak dostatecznie efektywny i bardzo często doświadczał „przeładowania” (tzw. work overload, nazywanego również przepracowaniem). Tylko, że to przepracowanie nie zawsze było faktycznym przepracowaniem. Bardzo często polegało bowiem na konsumpcji zbędnych informacji, przez co w drugiej połowie dnia nie pozostawało mu już za dużo energii na zgromadzenie tych użytecznych.

 

 

Od czasu do czasu drugi rodzaj umysłu podejmował próbę dorzucenia do stosu wartościowych elementów. Nie był on zbyt świadom panujących w nim zasad, więc nie przywiązywał do nich żadnych sznurków, by móc je później ze stosu wyciągnąć. I tak wszystkie te informacje gubiły się gdzieś  pod stertą tak zwanego „wszystkiego”. Był to umysł osoby dorosłej.

 

 

 

NAUCZ SIĘ ŁOWIĆ RYBY

 

Najprawdopodobniej jesteś gdzieś między 18 a 35 rokiem życia, a to oznacza, że Twoje życie jest pełne różnego rodzaju nadmiaru i przypomina ten drugi rodzaj umysłu. Niestety, to już nie te czasy, że się motyle 4LITERAMI łapało, trzeba więc mózgowi pomóc. ;P Wiedz, że tonie on w pokładach wiadomości i żeby dorzucić do stosu jakąkolwiek informację, musisz doczepić do niej haczyk, który później pozwoli na jej wyciągnięcie.

Skąd to wiem? Bo jak tępak chodziłam przez kilka lat po pokoju i próbowałam powtarzać na głos słówka w różnych językach obcych, a potem dziwiłam się, że nie przynosiło to żadnych rezultatów.

Powtórzę się: zapamiętujemy to, co kolorowe, nietypowe, zabawne, charakterystyczne, pełne ruchu, a nierzadko i wulgarne. 😛 Nie wiedzieć czemu, gdy w historyjce pojawi się np. słowo „dupa”, nikt nie ma trudności w jej zapamiętaniu. 😛

Moja pointa: jeżeli nie stworzysz skojarzenia, masz bardzo małe szanse na przyswojenie, a później długoterminowe pamiętanie słownictwa. Przypomina to wciąganie obiektów odkurzaczem – niby wiesz, że tam jest, ale powodzenia ze znalezieniem.

 

 

MNEMOTECHNIKI

 

Czyli moja najukochańsza metoda przyswajania wiedzy. Są to systemy i techniki wspomagające zapamiętywanie. Im bardziej absurdalne, tym lepsze.

 

Załóżmy więc, że chcemy nauczyć się słówka CONDITION /kondyszyn/, czyli WARUNEK.

Jeżeli go nie znasz, to tym lepiej.

Dla mnie wymowa /kondyszyn/ brzmi jak „koń dyszy”. Tworzę więc z tego niestworzoną historyjkę, której mój umysł dotąd nie znał.

KOŃ DYSZY POD WARUNKIEM, ŻE SIĘ ZMĘCZY.  😀

Jak zawsze, uprasza się o nie kwestionowanie zdrowia psychicznego autorki. 😛

                        I na koniec wspomagam cały proces żywym obrazem.

Osobiście, zdecydowanie wolę odręczne rysunki, ponieważ łączą w sobie element motoryki, bardziej pobudzają wyobraźnię i są przede wszystkim WŁASNE ==> EFEKTYWNIEJSZE, ale nie załączę tu swoich bazgrołów, bo to by już było za dużo radości na jeden artykuł. 😛

 

Skojarzenie działa dzięki kilku elementom:

– tworzy „haczyk”, dzięki któremu później wyciągniemy słówko z czeluści umysłu,

– jest historyjką, którą możemy sobie wyobrazić, a nie pojedynczym słowem (–> wprowadza ruch),

– nasz umysł dotąd takiej dziwnej historyjki nie znał, więc jest ona dla niego unikatowa.

*** Dlatego też im „dziksze” skojarzenia, tym lepsze – większe szanse na przyłączenie ich do pamięci długoterminowej. W przeciwnym razie, mogą one trafić do tego nieszczęsnego odkurzacza, z którego ich potem nie wyciągniemy.

 

Inny przykład. Wielu początkującym kursantom sprawia problem zautomatyzowanie rozróżnienia „he” i „she” (czyli „on” i „ona”).

HE /hi/ – ON

Sprawdzam z czym mi się kojarzy „he” lub wymowa /hi/. Wymowa automatycznie przywodzi na myśl śmiech. Wiem, zdaję sobie sprawę, że są to wyżyny kreatywności, ale cicho, sza! 😉 😛

  • Moja mnemotechnika będzie więc wyglądać następująco:HI, HI, HI!!!
    I ostatnia kwestia: regularnie spotykam się z oporem, ponieważ „tworzenie takich skojarzeń zajmuje dużo czasu”. Po pierwsze, jak wszystko, wymaga nieco praktyki, ale potem proces jest o wiele krótszy i bardziej automatyczny. Po drugie, w przypadku większości dorosłych łopatologiczne powtarzanie słówek (w głowie czy na głos) jest po prostu NIEEFEKTYWNE. Wolisz poświęcić 30-60 sekund na stworzenie śmiesznej historyjki, która umożliwi FAKTYCZNE ZAPAMIĘTANIE nowego słowa, czy może lepiej jest powtarzać kilka-kilkanaście razy na głos mając MOŻE 50% szans na zapamiętanie (i stracić przy okazji 2-3 razy więcej czasu przez większą ilość powtórek) ?

 

Zarządzasz 4 walutami, nawet jeśli o tym nie wiesz

PIENIĄDZE

 

Gdy ćwiczę z kursantami tryby warunkowe, uwielbiam obserwować ich konsternację następującą po tym pytaniu: gdybyś mógł kupić 3 dowolne FIZYCZNE rzeczy, co byś kupił? Wszyscy wymieniają oczywiście domy i samochody. Tylko, że wybór mieszkania wiąże się zwykle z poczuciem bezpieczeństwa (–>mamy gdzie mieszkać) a samochód z komfortem dojazdu do pracy. Gdy te dwie opcje zejdą nam z drogi, baraniejemy i nie wiemy co powiedzieć. Dopiero w takich chwilach widać czarno na białym, że fizyczne rzeczy większego kalibru nie dają nam znaczącej frajdy, w każdym razie nie długoterminowej.

 

Pieniądze dają „szczęście” gdy oznaczają wolność, elastyczność, wybór i spokój ducha. Nie potrzebujemy ich, by kupować apartamenty, a żeby kłaść się z poczuciem, że rachunki będą zapłacone i stać nas na dentystę.

 

 

 

CZAS

 

Mawiają, że czas jest ważniejszy od pieniędzy, ponieważ kasy można zawsze zdobyć więcej, a czasu nie. Wspominałam już o tym – w pewnym okresie życia zapędziłam samą siebie w kozi róg, pracowałam non stop, miałam więcej kasy, niż potrzebowałam, a czasu NI HU HU. Najprostsza droga do tego, żeby znienawidzić własne życie i zakochać się w swojej poduszce. Nic nam po pieniądzach, jeśli nie będziemy mieli czasu, ani ochoty ich wydawać. Rodzina też szczęśliwa nie będzie, bo zielone dowody miłości rzadko kiedy się sprawdzają. W każdym razie nie na dłuższą metę.

 

 

 

ENERGIA

 

Śmiem twierdzić, że najczęściej przeoczana waluta w życiu człowieka. Jeszcze gdzieś tak do 25 roku życia jest ok. Chodzimy na imprezy, wykłady, pracujemy, zarywamy noce, rano strzelamy sobie dwie mocne kawy i jedziemy dalej. Prawdziwa frajda zaczyna się potem 😛 Gdy ciało domaga się 6-7 godzin snu (alternatywą jest „dzień żywych trupów”), głowa przestaje tak dobrze tolerować alkohol, żołądek śmieciowe jedzenia i zdobywamy doświadczenie z pierwszej ręki na temat problemów z ciśnieniem. Czysta przyjemność 😛 Można więc mieć czas i pieniądze, ale będą one bez znaczenia, jeśli nie będziemy mieć siły, by wstać rano z łóżka. 

 

 

 

UWAGA/KONCENTRACJA

 

I z drugiej strony: mogę być wyspana, mieć w sobie pokłady niewykorzystanej energii, nie narzekać na brak kasy, mieć akurat dzień wolnego… i nadal ignorować siedzącą naprzeciw przyjaciółkę. Co mi się nie zdarza 😛 Ale czysto teoretycznie może 😛 Ta waluta sprowadza się do panowania nad własnym umysłem – na czym się koncentrujesz i gdzie kierujesz swoją uwagę. Osobiście byłam mistrzynią w unieszczęśliwianiu się przez „bycie w dwóch miejscach w  tym samym czasie” – fizycznie w jednym, a myślami w drugim. Ćwiczenie koncentracji i trening uważności pomogły, jednak wiem, że mnie osobiście tego nawyku prawdopodobnie nigdy nie uda mi się wyeliminować i zawsze będę musiała uważać gdzie jest mój punkt skupienia, zwłaszcza gdy chodzi o spędzanie czasu z bliskimi.

 

 

 

5 cech ludzi sukcesu

1. DĄŻĄ DO WYMARZONEGO STYLU ŻYCIA, NIE CELU OSIĄGNIĘTEGO ZA WSZELKĄ CENĘ

 

Jego przyjaciele, pijani tak, że mówili już językami, w końcu zasnęli. W pierwszej klasie zostało nas tylko dwóch. (…) Mark był prawdziwym magnatem. Kiedyś, w innych czasach, kontrolował praktycznie wszystkie stacje benzynowe, sklepy spożywcze i kasyna gry w Południowej Karolinie. (…)
– A który z twoich biznesów podobał ci się najbardziej?
Znalezienie odpowiedzi zajęło mu mniej niż sekundę.
– Żaden.
Wyjaśnił, że ponad trzydzieści lat spędził z ludźmi, których nie lubił, kupując rzeczy, których nie potrzebował. Swoje życie dzielił między kolejne młode żony – teraz był szczęśliwym mężem trzeciej – drogie samochody i inne źródła pustych przechwałek. Mark był jednym z żyjących umarłych.
A jest to dokładnie to, czego chcielibyśmy uniknąć.
Tim Ferriss, 4-godzinny Tydzień Pracy

 

Byłam w tym miejscu. Zarabiałam więcej, niż potrzebowałam. Sypiałam po 3-4 h na dobę i nienawidziłam swojego życia. Zrealizowałam też zamierzone cele. W przeciągu jednego roku pracowałam w szkole językowej, zdałam egzaminy teoretyczne, żeby przystąpić do podstawowego szkolenia szybowcowego, skończyłam roczną szkołę fotografii i wreszcie zdobyłam III klasę szybowcową. W dużym skrócie, wymieniłam jakieś 10 miesięcy harówki i nieprzespanych nocy na 2 miesiące nowych doświadczeń i względnego spokoju. Idiotka.

 

 

 

2. NIE WINIĄ OTOCZENIA ZA TO, JAK WYGLĄDA ICH ŻYCIE

„Cokolwiek się wydarzy, bierz za to odpowiedzialność.”
Tony Robbins

 

Perspektywa nr 1: rodzice mnie skrzywili, w Polsce panuje nepotyzm, trzeba mieć znajomości, rynek jest do bani, nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem, gdybym był młodszy/starszy/wyższy/niższy/atrakcyjniejszy/… 

 

Perspektywa nr 2: Jeżeli nie ma pracy w Twoim zawodzie, możesz się przebranżowić lub przeprowadzić. Czytasz to, więc masz dostęp do internetu – to daje możliwości darmowego marketingu, kontaktu z klientami, prowadzenia bloga, kanału youtube, pisania książek, założenia własnej działalności i samoedukacji na miarę licencjatu czy magistra (zaczynając od copywriting, przez bycie wirtualnym asystentem po grafika komputerowego). Możliwości pracy przez internet jest od groma. Wymaga to czasu i wysiłku, ale jest wykonalne. I, przede wszystkim, jest to tylko i wyłącznie nasz wybór czy się tego podejmiemy. Nie od nas zależy gdzie zaczynamy, od nas zależy gdzie kończymy. 

 

 

 

 

3. SĄ UKIERUNKOWANI NA ROZWÓJ I NIGDY NIE PRZESTAJĄ SIĘ UCZYĆ

Jeżeli nie jesteś skłonny się uczyć, nikt ci nie pomoże. Jeśli jesteś zdeterminowany, by się uczyć, nikt nie może cię powstrzymać.

Nigdy nie przestawaj uczyć się, ponieważ życie nie przestanie uczyć ciebie.

 

Krzywa podwajania wiedzy

 

Buckminister Fuller ( amerykański konstruktor, architekt i kartograf) stworzył „krzywą podwajania wiedzy”. Zauważył, że od roku 1900 wiedza dostępna człowiekowi uległa podwojeniu co 100 lat. Pod koniec II wojny światowej nie było to już 100 lat, a 25. Dziś musimy przyjąć nieco inne podejście, ponieważ rozwój nie jest tak linearny i w efekcie, np. w dziedzinie w nanotechnologii ilość posiadanych przez nas informacji ulega podwojeniu co 2 lata, a w medycynie klinicznej co 1,5 roku. Uśredniając, jesteśmy „dwa razy mądrzejsi” jako gatunek co 13 miesięcy.

 

Jeśli się nie rozwijasz, cofasz się.

 

 

 

 

4. PRZEDKŁADAJĄ TO, NA CZYM IM NAJBARDZIEJ ZALEŻY, PONAD TO, CZEGO CHCĄ W DANYM MOMENCIE 

 

Nie wymaga wyjaśnień 😉

 

 

 

5. MYŚLĄ I DZIAŁAJĄ NIESZABLONOWO, PRZECIERAJĄ SZLAKI 

 

Bardzo często w różnych dziedzinach i po zaliczeniu WIELU porażek i nierzadko szyderstw ze strony otoczenia. Podchodzimy do tego z odrobiną zdrowego rozsądku, ludzie 😛 Tylko dlatego, że do tej pory w Waszym środowisku nikt nie zaczął szyć pelerynek superbohaterów dla ratlerków nie oznacza, że Wasz start-up w tej branży okaże się przełomem 😛

 

Jeśli jednak widzimy zapotrzebowanie na coś w branży niszowej lub chcemy nauczyć się japońskiego mieszkając w małym miasteczku albo założyć sklep internetowy choć wszyscy znajomi pracują w korpo – pomysł może być wart rozważenia 😉

 

 

 

Jedna rzecz, która spowalnia Twoją naukę języka

– Ok, w takim razie do której kategorii należy to zdanie?
– Do pierwszej.
– A to?
– Też.
– To?
– Do drugiej.
– Super. To mamy już poukładane.

 

Moja nowa kursantka ewidentnie chce coś powiedzieć, choć widać, że ma opory.

 

– Hm…

 

– No, co tam? – mówię mając nadzieję, że moja mina ją zachęci. Nie jestem pewna jaki mam wyraz twarzy, bo od kilku dni jeden z moich zębów domaga się uwagi, a ja twardo usiłuję dotrwać do poniedziałku, by odwiedzić dentystę.

 

– Czuję się zażenowana, że mam braki w podstawach.

 

– Niepotrzebnie. Każdego nowego kursanta informuję na początku i Ty nie będziesz wyjątkiem – nie będę od Was wymagać niczego, czego sama Was nie nauczyłam. Wszyscy mają zaległości, WSZYSCY. I z wszystkimi zaczynam w tym samym miejscu, od podstaw, bez względu na poziom, bo u każdego znajdą się jakieś luki. Moim zadaniem jest je znaleźć i załatać, a nie oceniać za nie Ciebie. A nie oceniam za nie Ciebie dlatego, ponieważ nie wiem jak i dlaczego w ogóle powstały. Mogłaś, na przykład, mieć kijowych nauczycieli. A może nikt nie nauczył Cię JAK się uczyć i nie pokazał właściwych technik efektywnej nauki. System mamy felerny, niestety. Oczywiście mogło też być tak, że sama zaniedbałaś naukę, zdarza się, ale nie po to do mnie przyszłaś, żebyśmy szukały kto wcześniej zawinił. Mamy Cię skutecznie nauczyć angielskiego w możliwie najmniej bolesny sposób. W moim odczuciu, naukę zaczynasz w tej chwili, a to, co już wiesz, to tylko bonus.

 

Myślenie „powinnam już to znać” nie ma najmniejszego sensu i tylko przeszkadza. Wymaganie od siebie, że wszystko będzie śmigać, to co najwyżej znęcanie się nad sobą. I nie oczekuj od swojego umysłu, że od razu wszystko zapamięta. A już na pewno nie dochodź do wniosku, że jeśli coś Ci umknie, to masz słabą pamięć. Mózg, jak każdy narząd, ma swoje ograniczenia. W końcu ja nie oczekuję od swojego Peugeota, że w 5 sekund rozpędzi się do 70 km/h, bo nie tak został skonstruowany. I nie chodzi o to, aby oceniać się jako bardziej lub mniej inteligentną, a o znalezienie technik, które na Ciebie działają i wykorzystywanie ich w dalszym rozwoju.

 




 

Odkąd sięgam pamięcią, ucząc się czegoś, zawsze miałam z tyłu głowy lęk przed tym, że coś pominę, czegoś nie zrozumiem czy zaniedbam i zostanę na tym nakryta. Mogłabym podziękować za niego co najmniej kilku osobom (większość z nich mnie uczyła). W końcu nikt nie lubi robić z siebie idioty, a wzmacnianie takiego strachu po prostu nie może nam wyjść na dobre. Oczywiście, wszyscy go mamy, bez względu na doświadczenia. Być może, jak ja, nauczyciel upokorzył Was przy całej klasie i pastwił się, gdy tylko znalazł lukę w (rzekomo) elementarnej wiedzy. A może po prostu, jak każdy człowiek, znacie swoje wady i boicie się, że zalety nie są wystarczające, żeby je zrekompensować. 

 

Jednym z największych przełomów w moim rozwoju osobistym było przyswojenie filozofii „mam prawo nie wiedzieć”. 🙂 I, idąc tym tropem o krok dalej, mam też prawo zapytać.

 

Tak jak ja nie znam przyczyn zaległości moich kursantów, tak i w różnych możliwych sytuacjach moi rozmówcy nie znają zakresu mojej wiedzy (i dlaczego jest taki, a nie inny). Kiedy znajdę się więc w sytuacji, gdy moje kompetencje okażą się niewystarczające, a temat mnie ciekawi lub jest użyteczny, pytam. Mam prawo nie wiedzieć. A ciekawa ze mnie bestia, więc chcę to zmienić i, jeśli kiedykolwiek będę w podobnym położeniu, będę mogła powiedzieć – miałam z tym styczność, wiem, rozumiem, nauczyłam się, opanowałam. Nie próbowałam zawstydzona ukryć swojej niewiedzy za wszelką cenę. ZAPYTAŁAM. 

Dlaczego potrzebujemy powtórek, żeby pamiętać

W ŚRODKU PUSZCZY

 

Wszyscy uczyliśmy się w szkole o lasach deszczowych – wiecznie zielonej formacji roślinnej w strefie równikowej i umiarkowanej. Gdy wyobrażamy sobie ten obszar, widzimy oczami wyobraźni gęsto zalesione obszary, często mało zamieszkane przez ludzi i o wysoce zróżnicowanej florze i faunie. Co nam NIE przychodzi do głowy, to typowy średniej gęstości las, do którego chodzimy w niedzielę na grzyby i co jakiś czas mamy szansę trafić na ścieżkę.
Otóż mózg ludzki jest niczym dziki las deszczowy nienawiedzony przez człowieka. Wszędzie znajdują się pnącza a o jakimkolwiek szlaku nie ma mowy, bo przecież nie ma komu go zrobić. Gdyby jednak jakiś podróżnik zdecydował się przejść torując sobie drogę i ścinając napotkane rośliny, byłoby ewidentne dla osoby postronnej którędy ten człowiek wcześniej szedł. Jego ślad byłby przejrzysty, choć pewnie nie na tyle, aby bez wysiłku przejść nim jeszcze raz. Gdyby jednak kilkanaście osób pokonało tą samą trasę, ostatni członek z grupy miałby nieporównywalnie prostsze zadanie, niż ten, który ten szlak przecierał.

 

MÓZG JAK AUTOSTRADA

 

Z innej beczki, czy pamiętacie z lekcji biologii co to neurony? Większość moich czytelniczek (lub czytelników, choć jest ich mniej;)) jest już na etapie życia, w którym ma za sobą wątpliwą przyjemność rysowania dendrytów i aksonów. W ramach króciutkiego przypomnienia, neurony to komórki, które przewodzą informacje w postaci sygnału elektrycznego i z takich właśnie neuronów (w dużym uproszczeniu) składa się nasz mózg. Za każdym razem, gdy się czegoś uczymy, mamy z czymś styczność, doświadczamy – komórki te przewodzą między sobą wyżej wspomniany sygnał elektryczny (informację). Im więcej razy podobny impuls przebiegnie między komórkami, tym bardziej naturalna wydaje nam się informacja. Dlatego łatwiej jest rzucić palenie po miesiącu uzależnienia, aniżeli po 5 latach regularnego sięgania po papierosy. I dlatego też musimy powtarzać, by pamiętać na stałe. Połączenia neuronowe muszą być przejrzyste, żeby informacje mogły przepływać swobodnie. A to, niestety, możemy osiągnąć przede wszystkim regularnymi powtórkami.

 

STRZEŻ SIĘ PUŁAPEK

 

A konkretnie jednej. Otóż mózg nie rozróżnia tzw. „recognition” od „recall”, tj. rozpoznawania materiału od jego przypominania sobie. Patrząc więc na stronę z materiałem, jesteśmy święcie przekonani, że jest nam on już znany. 
Jak to powiedział Richard Feynman,
The first principle is that you must not fool yourself — and you are the easiest person to fool.
Według zasady numer jeden, nie możesz sam siebie oszukiwać – a siebie oszukać jest najłatwiej.
Dlatego też zawsze należy sprawdzać czy jesteśmy w stanie odtworzyć przyswajane informacje bez żadnej pomocy. Jeżeli jest to nauka języka, powinniśmy sprawdzać swoją wiedzę na wszystkie możliwe sposoby (np. tłumaczenie PL->ANG, ANG -> PL, z kontekstem, bez kontekstu, itp.). Gdy naszym zadaniem jest zapamiętanie funkcji wszystkich podstawowych parametrów naszego aparatu, powinniśmy być w stanie wyjaśnić osobie trzeciej do czego one służą. Jeżeli nie potrafimy odtworzyć informacji samodzielnie, to tak naprawdę jej nie pamiętamy.