Jak się REGULARNIE uczyć UŻYTECZNYCH słówek

MÓJ NOWY „FAVOURITE”

 

Zakochałam się w tej technice. Natknęłam się na nią jakiś czas temu w sieci i z marszu postanowiłam wdrożyć do swojego eksperymentu dotyczącego nauki hiszpańskiego. Niestety, nie jestem jej autorką 😉 Jednakże, przy pewnej dozie samozaparcia i regularności, potrafi pięknie wzbogacić zakres słownictwa służącego do codziennej komunikacji and it’s not nice NOT to share, więc przekazuję dalej. 😉

Do największych plusów możemy zaliczyć:

+ UŻYTECZNOŚĆ SŁOWNICTWA

+ SPORE SZANSE NA UTRZYMANIE REGULARNOŚCI W UCZENIU SIĘ

+ ELIMINOWANIE WEWNĘTRZNEGO LEKTORA (CZYLI TŁUMACZENIA W GŁOWIE)

 

Jedyne czego potrzebujemy, to malutki kompaktowy notes oraz długopis, a potem laptop lub telefon z dostępem do internetu.

 

RUTYNA NIE JEST ZŁA

 

Dni większości z nas są do siebie zwykle bardzo podobne: wstajemy, jemy śniadanie, pijemy kawę, myjemy się, ubieramy, stoimy w korku, docieramy do pracy, rozpoczynamy swój poranny rytuał na rozruch, może chwila plotkowania z współpracownikami…

Takich rutyn w naszym życiu jest DUŻO. Non stop mamy styczność z tymi samymi przedmiotami, rozmawiamy o tych samych sprawach, spisujemy podobne raporty, wysyłamy prawie identyczne maile…

 

 
 

IN THE PICTURE I CAN SEE…

 

Znacie to wyrażenie? Zdecydowaną większość z nas zbierało już na mdłości, gdy po raz tysięczny słyszeliśmy je przed ustną maturą z angielskiego. Należało opisać obrazek przy pomocy czasu Present Continuous. Naszym zadaniem było NAZWAĆ TO, CO WIDZIELIŚMY.

Wspomniana technika jest nieco podobna, jednak zdecydowanie bardziej ukierunkowana na użyteczne słownictwo (wszak nie spotkamy na ulicy pandy na rowerku, a widziałam podobne zdjęcia na maturze – ludu, kto to układa?).

I tak właśnie jadąc samochodem do marketu w sobotę, rozkminiam…

Wsiadam do samochodu… el coche

Na poboczu stoi lampa… la lámpara

A ja muszę zrobić zakupy… las compras

Kończy mi się benzyna, więc muszę wstąpić na stację benzynową… la gasolinera

Przy kasie zapłacę pewnie gotówką… … … DU***A! Jak są pieniądze???
Gdy tylko znajduję miejsce parkingowe (stanowczo za daleko od wejścia, ale mam dobry punkt orientacyjny, bez którego bym zginęła marnie w późniejszych poszukiwaniach), sięgam po swój magiczny notesik i zapisuję:
 
1) PIENIĄDZE / GOTÓWKA
 
 
Zerkam na wiszący przy moim kolanie pokaźny pęk kluczy. Moja dłoń na chwilę zatrzymuje się na kartce, po czym dopisuje
 
 
2) KLUCZ
 
 

POŁATAJMY DZIURY

 

Wieczorem siadam do laptopa i wpisuję kilka pierwszych liter adresu słownika. Jest w pamięci komputera, więc nie muszę go nawet kończyć. Po notesie widać już pewne ślady użytkowania, ale kompletnie mnie to nie razi. Tak samo, jak nie rażą mnie popisane książki. Przedmioty są po to, by ich używać, a książki po to, by czerpać z nich wiedzę. A jaki jest lepszy sposób na naukę, aniżeli samodzielne przetworzenie informacji?

Ok…

KLUCZ…  la llave

Jak się uczyć nowych słówek przez YouTube

Dziś wpis będzie bardzo techniczny, dla niektórych pewne elementy mogą się wydać banalne i oczywiste, jednak podchodzę do sprawy tak, jakby mnie czytał całkowity laik komputerowo-internetowy. Tak na wszelki wypadek, żeby nikt się nie pogubił 😉

I jeszcze jedno.

Dlaczego tylko słówek? Ano dlatego, że nauka nauce nie równa. Tak, jak inaczej przygotowujemy się do sprawdzianów opisowych czy ABCD, tak i tu musimy różnicować i dostosowywać swoje metody w zależności od pożądanych rezultatów.

 

Czy chcesz poszerzyć zakres słownictwa?

Poprawić wymowę?

Podnieść poziom rozumienia ze słuchu?

Nauczyć się akcentu?

Doskonalić „spelling”, tj. nauczyć się pisać?

Poprawić komunikację?

Upłynnić swoje wypowiedzi przez często powtarzające się sztywne wyrażenia?

Czy może po prostu zgłębić konkretny temat, ale w języku angielskim?

 

Te elementy języka siłą rzeczy się przenikają, jednak to od nas zależy na co nałożymy nacisk.

 

Czy nie można tak wszystkiego na raz? No, nie bardzo. Ponieważ, choć ludzki mózg jest niesamowitym narzędziem, to jednak takim, które potrafi się w pełni koncentrować tylko na jednym nowym procesie. ALE NIE LĘKAJCIE SIĘ! ;P  Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wykorzystywać to samo źródło wielokrotnie, a w różnych celach, a bloga zamykać nie zamierzam, więc na pewno wrócimy do tematu. 😉

Poniższy opis to wersja „FULL WYPAS” dla bardzo ambitnych. Dla tych, którzy chcą wersję minimum – nie drukujecie napisów i robicie wybiórcze notatki z video. 🙂

 

POSZERZENIE SŁOWNICTWA

 

0) Dobrze dobierz źródło!

Tj. nie youtuberów z kluskami w ustach, a raczej celując w native speakerów w przyzwoitą dykcją (oraz dobrymi napisami, nie automatycznie generowanymi).

Mogę polecić:

College Info Geek, USA  – efektywna nauka i produktywność, Tom mówi szybko, ale wyraźnie),

Study with Jess, Australia – efektywna nauka, produktywność, materiały do nauki, robienie notatek, itp. Dla mnie odrobinę przesłodzone, ale merytorycznie przyzwoite. Dobre napisy.

Marie Forleo, USA – rozwój osobisty, produktywność, biznes.

 

W bonusie, spoza tematyki „personal development” i efektywnej nauki:

– Pat Flynn, USA – biznes online.

– Lewis Howes, USA – rozwój osobisty.

– Doctor Mike, USA – zdrowie.

 

1) Jeśli to nie jest oczywiste – WŁĄCZ ANGIELSKIE NAPISY!

Subtitles! ANGIELSKIE, MÓWIĘ! :p  Polskie tłumaczenie sprawia tylko, że zamiast koncentrować się na nowym słownictwie, uwaga wędruje w stronę przekazu z filmiku (nie wspominając o tym, że to głównie słuchanie). Odpalając anglojęzyczne napisy w tym samym czasie czytamy i słuchamy, a to jedna z najlepszych możliwych metod nauki. Wiem z własnego doświadczenia, że jeżeli mam możliwość połączenia tych dwóch kanałów, to moje szanse na przyswojenie nowego słówka są o wiele większe.

 

2) Jeśli to konieczne, (bez poczucia winy!) ZMNIEJSZ PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA.

W prawym dolnym rogu video jest takie zębate koło, po kliknięciu którego wyświetli nam się m.in. SZYBKOŚĆ. 😉

Często spotykam się z oporami do tego 'triku’ ze strony kursantów. Uważają, że nie ma on sensu, ponieważ całe życie nie będą przecież mogli dostosowywać sobie cudzych wypowiedzi do siebie. Ok, zgoda, ale naukę chodzenia zaczynaliśmy od pierwszych kroków, a potem marszu, a nie sprintu (sztampowy przykład, wiem, ale dobrze odzwierciedla, co mam na myśli).

Trzeba sobie uświadomić, że nie tylko próbujemy zrozumieć o czym mowa w filmiku, ale jeszcze chcemy to zrobić w nowym dla mózgu „kodzie”. Spokojnie, krok po kroku. Odrobina wyrozumiałości dla własnych szarych komórek. 😉

 

 

OPCJONALNY PODPUNKT DLA AMBITNYCH

3) Ściągnij i wydrukuj napisy.

Np. dzięki  –> TEJ STRONIE

Wklejamy link interesującego nas video, wciskamy ENTER, scrollujemy odrobinę w dół i zatrzymujemy się na części podpisanej SUBTITLES. Klikamy niebieski guzik i gotowe. 😉

 

4) TŁUMACZ SŁOWNICTWO (na bieżąco, podczas pierwszego oglądania)

Niektórzy woleliby spisać wszystkie nieznane im słówka podczas oglądania, a dopiero potem hurtowo je przetłumaczyć. Jest jednak z tym pewien problem (zwłaszcza jeśli nie wydrukowaliśmy skryptu z napisami). Tracimy kontekst. Jeśli więc weźmiemy się za tłumaczenie dłuższą chwilę po tym, jak skończyliśmy oglądać, mózg może nie skojarzyć interesującej nas części i w efekcie nauczymy się zupełnie innego tłumaczenia.

Co więc robić? Czytać i „oglądać” video równocześnie, wciskać pauzę, gdy natrafimy na coś nowego i robić notatki (na wydrukowanym skrypcie/w zeszycie/na kartce).

 

5) UCZ SIĘ SŁÓWEK (NIEZALEŻNIE OD VIDEO).

Metod Ci u nas pod dostatkiem. Mnemotechniki, fiszki, spidergramy, rozwieszone w domu karteczki samoprzylepne, nagrywanie słówek na telefon i ich późniejsze odtwarzanie, itp., itd. Ważne, żeby przyswajać nowe słownictwo zarówno w kontekście (czytając ściągnięte napisy i budując własne zdania), jak i bez – na wyrywki.

 

6) OBEJRZYJ VIDEO PO PRZYSWOJENIU NOWEGO SŁOWNICTWA.

Usiądź wygodnie i wciśnij jeszcze raz „PLAY”, a następnie ciesz się efektami swojej pracy. 🙂 To najprzyjemniejszy moment procesu – gdy zauważamy, że rozumiemy więcej, niż przy pierwszym podejściu.

😉

 

Najlepsze ćwiczenia na przełamywanie bariery językowej :)

Dopieszczanie i dopracowywanie stron mojej drugiej książki sprawia, że notorycznie myślę o zagadnieniu przełamywania bariery językowej. I nie tylko o tym, czym jest i skąd się bierze, ale przede wszystkim jak z nią walczyć. Na co dzień pracuję przede wszystkim z osobami dorosłymi i mam szansę z bliska przyglądać się temu, co dzieje się w głowach moich kursantów. Jeśli więc macie jakiekolwiek opory przed mówieniem po angielsku, należycie do zdecydowanej większości. 🙂

Ciekawostka: podczas jednego z prowadzonych przeze mnie szkoleń z metodyki nauczania języka angielskiego dla nauczycieli byłam świadkiem bardzo interesującej sytuacji. Anglistka z wieloletnim doświadczeniem w nauczaniu języka obcego wstydziła się publicznie PRZECZYTAĆ akapit w obawie, że popełni błąd i „zbłaźni się” przed kolegami z pracy. Jeśli więc myśleliście, że problem dotyczy tylko uczniów i to tych na niższych i średnich poziomach zaawansowanie, nie mogliście być w większym błędzie. 😉

 

 

 

TABOO / HEADS UP

Czyli gra dla dwóch lub więcej osób, którą tak naprawdę można dostosować do potrzeb indywidualnego kursanta 😛 Zadaniem gracza jest opisanie partnerowi terminu znajdującego się na kartce (ALE bez używania kluczowych słów). Jeśli więc miałabym opisać czym jest KING (KRÓL), to wśród zakazanych słów najprawdopodobniej znalazłyby się m.in. QUEEN (królowa), CROWN (korona), PRINCE (książę) i PRINCESS (księżniczka).

Ćwiczenie jest świetne z wielu względów. Po pierwsze, ćwiczymy komunikację i przygotowujemy się do sytuacji, w których nie będziemy znać jakiegoś słówka. Bo, spójrzmy prawdzie w oczy – nikt nie zna całego słownictwa świata, również w ojczystym języku.

Mogłabym więc powiedzieć, że:

It is a person who is in charge of the kingdom, who usually lives in a castle and has servants.
Jest to osoba, która stoi na czele królestwa, zwykle mieszka w zamku i ma wielu służących.

Dzięki temu ćwiczymy parafrazę, czyli opisywanie tego samego, ale przy użyciu innych słów. Wszak prawdziwa komunikacja (a głównie to na niej nam przecież zależy) polega na przekazaniu informacji. Narzędzia, jakimi się będziemy posługiwać (konkretne słówka) to sprawa drugorzędna. 🙂

 

*** Alternatywą jest aplikacja HEADS UP, która została wymyślona przez Ellen DeGeneres prowadzącą jeden z najpopularniejszych show w USA. Zawiera ona więcej elementów kulturowych i nadaje się dla kursantów na wyższych poziomach zaawansowania (choć gra ogólnie sprawia więcej frajdy, aniżeli z wyciętymi kartkami ;)).

 

 

 

 

HOW TO

 

Kolejne z moich wymyślnych narzędzi tortur. 😀 Choć najczęściej nim przystąpię do zadania, żeby nie wyjść na lektora rodem z piekła 😀 , przygotowuję kursanta do tego ćwiczenia, tj. zaopatruję go/ją w niezbędne słownictwo. 😉

Wtedy siadam naprzeciwko, biorę do ręki swój telefon, obracam nim na wszystkie możliwe sposoby i mówię po angielsku: Jestem 80-cio letnią babcią, chcę wysłać wiadomość do swojej córki i nie wiem jak. Czy możesz mi pomóc? 😀 I tak moja „ofiara” jest zmuszona powiedzieć mi, bardzo szczegółowo, co mam zrobić.

Najpierw musisz odblokować telefon… Guzik jest po prawej stronie, wciśnij go. Teraz przesuń palcem po ekranie. Nie, nie tak. Od lewej do prawej. Teraz znajdź ikonkę z chmurką…

 

Opisywanie szczegółowo bardzo podstawowych czynności daje nam dodatkowo możliwość wyłapania luk w naszej wiedzy. Każdy wie jak jest po angielsku telefon, ale co z takimi słówkami jak „odblokować”, „guzik”, „wcisnąć”, „strzałka”, „pole tekstowe”, itp.?

 

 

 

JESTEŚ MOIMI OCZAMI

 

Pamiętaj, jesteś moimi oczami.

– Ale co ja mam robić?!

Uśmiecham się szeroko i obserwuję, jak w siedzącym przede mną kursancie zaczyna narastać panika.

– Już mówiłam. Ja się odwrócę tyłem do komputera, głos jest wyłączony, trailer sobie leci, a Ty ładnie po kolei opisujesz mi w czasie Present Continuous co dzieje się na ekranie. Na tej podstawie muszę odgadnąć o jakim filmie mówisz. Spokojnie, sama w końcu wybrałam zwiastuny, znam swoje opcje. Masz tylko dwa kryteria: nie wolno Ci się zatrzymać w opisie i cały czas masz używać struktury „to be + końcówka -ing”.

– Ale…!

– Nom? 🙂

– No, nic… dobra…

– No, to próbujemy. 🙂

 

Na czym polega cały urok ćwiczenia? Kursant jest tak skoncentrowany na ćwiczeniu, że w jego umyśle nie ma już miejsca na myślenie o lęku przed mówieniem. 😉

Nauka słówek – jak tworzyć śmieszne skojarzenia, by bezboleśnie zapamiętywać

 

 

 

https://www.youtube.com/watch?v=sC8EJmADD5M&feature=youtu.be

 

GDY ANIA MIAŁA 13 LAT

– Nauczyłaś się już na jutrzejszy sprawdzian z historii?
– Tak, wszystko już przeczytałam.
– Przeczytałaś?! I ty się tak przygotowujesz?! To pewnie słabo te sprawdziany piszesz…

I choć w tamtym okresie z historii dostawała czwórki i piątki, głupia Ania wbiła sobie do głowy, że nie umiała się uczyć, a przeczytanie materiału było niedostatecznie dobre, aby go zapamiętać. I tak trwała w tym przekonaniu lat kilka.

 

 

GDY ANIA MIAŁA 18 LAT

– No, siedzę i się uczę…! – koleżanka wydawała się kompletnie nie ogarniać pytania.
– Ale jak to się uczysz? Co konkretnie robisz? Czytasz po cichu? Na głos? Kujesz osobno daty?
– Najpierw wszystko czytam, a potem sama opowiadam tą historię.
– I tak po samym przeczytaniu wszystko pamiętasz…? :O
– No, przecież jak coś przeczytasz, to pamiętasz co czytałaś, nie?!

Teraz już nie.

 

 

 

MĄDRE DZIECKO, GŁUPIE DZIECKO

 

Czyli jakimi nas widzi świat, tacy jesteśmy. Jeśli nauczyciel w podstawówce stwierdza, że jesteśmy z czegoś słabi, to w jaki sposób to wpływa na naszą samoocenę?

Dzieci BARDZO łatwo ulegają sugestii, a opinia dorosłych staje się ich własną. Im więcej razy (w szczególności od ważnej dla nas osoby) usłyszymy, że do czegoś się nie nadajemy, to głębiej się to wgryzie w nasze poczucie tożsamości. Podobnie ma się sytuacja z nauką i każde z nas musi samo odpowiedzieć sobie na to pytanie:

czy oceniam swój intelekt przez własny pryzmat czy ten, który został mi narzucony lata wcześniej?

Jak zacząć kwestionować takie negatywne przekonania? Prosto. Wystarczy opisać najwredniejszego i najsympatyczniejszego nauczyciela z czasów szkolnych. O dziwo, takie rzeczy pamiętamy bardzo szczegółowo. Albo najbardziej udaną imprezę w życiu. Pierwszy pocałunek. Sytuacje, w której byliśmy przerażeni. Stłuczkę samochodową. Dźwięki ulubionej piosenki. Kolor okładki ulubionej książki.

Nie jesteśmy głupi. Jeśli czegoś nie pamiętamy, to tylko dlatego, że nie stosowaliśmy spersonalizowanych technik najbardziej przyjaznych dla naszego mózgu.

Uczyliśmy się w sposób linearny, nudny, łopatologiczny, suchy, mało praktyczny. Czyli nieefektywny, ponieważ prawie 70% społeczeństwa najlepiej przyswaja wiedzę wzrokowo. A wzrokowo to znaczy jak?

 

 

EBOOK – WORKBOOK
PREMIERA 10.06.19 R.

ZAPISY NA LISTĘ OSÓB ZAINTERESOWANYCH 

 

 

POPRZEKLINAJ SOBIE I POBRECHTAJ

 

Mnemotechniki (nazywane również mnemonikami, od angielskiego mnemonics) to techniki zapamiętywania nowych informacji przez jaskrawe, skrajne, żywe i wywołujące emocje skojarzenia (bo, nie wiedzieć czemu, mózg zapamiętuje głównie to, co śmieszne, absurdalne, sentymentalne, wulgarne lub zboczone… 😛 ). Wspominałam już o nich TUTAJ.

Nowe informacje zagoszczą więc na stałe w mózgu, jeśli

1) będę działać nam na wyobraźnię,

2) zostaną przyłączone do tego, co już wiemy.

I wszystko pięknie wygląda w teorii, tylko jakoś praktyka tworzenia tych mnemotechnik nam nie wychodzi, a im jesteśmy starsi, tym trudniej (dlatego, że dłużej wyrabialiśmy sobie nawyki nieskutecznej nauki). Im bardziej przywykliśmy do bezmyślnego powtarzania słówek na głos, tym większy stawiamy opór przed stosowaniem skojarzeń.Przez to właśnie słyszę na porządku dziennym, że „Pani jest łatwiej„, „nie wychodzą mi te skojarzenia”, „no, nic mi nie przychodzi do głowy” i „Ty masz do tego lepszą głowę”.

Otóż… g**no prawda, wysoki sądzie! 😛 Nie mam ani większego talentu, ani lepszej głowy do głupich skojarzeń, ponieważ zaczynają też miałam takie trudności. Jedyne co mam, to WIĘCEJ PRAKTYKI. 😉

 

Postanowiłam więc podsunąć Wam kilka ćwiczeń, które pomogą wyrobić umiejętność tworzenia zabawnych asocjacji i historyjek. 🙂

 

 

Ania 😉

 

 

 

  1. Szukamy słów, które wyglądają podobnie. Jeżeli dopiero zaczynamy swoją przygodę z nauką angielskiego, skojarzeń będziemy szukać w języku polskim. Jeśli jednak jesteśmy już na nieco wyższym poziomie zaawansowania, możemy mieszać oba języki.

Np. KNOT   /not/ – węzeł

Jak go sKNOcisz, to lina się rozwiąże. 😉

 

 

 

 

2. Skojarzenia możemy tworzyć w oparciu o zapis lub wymowę. Gdy powtórzymy mnemotechnikę kilka razy, dla naszego mózgu nie będzie miało to mniejszego znaczenia. Tak czy siak, powinniśmy się uczyć zarówno jednego, jak i drugiego, więc to od czego zaczniemy, nie ma większego znaczenia. Haczyk to haczyk. 😉

 

Np. RIBBON  /ryben/   –  kokarda

Ryben? Rybny? 😀  Rybna kokardka? Kokardka na rybie? 😀

              +             

 

 

 

Stwórz własne skojarzenie. 🙂 Znajdź w języku polskim słówko, które będzie Twoim haczykiem do następującego słówka. 😉

 

 

Np. RAILING   /rejling/   –  balustrada, poręcz  (np. przy schodach)

Np. Jakie słowo w polskim zaczyna się od „rej…” ???

… 🙂  Nie przewijaj do dołu, zanim nie stworzysz własnego skojarzenia! 😛 🙂

 

 

 

 

… 🙂

 

 

 

 

… 🙂

 

 

 

 

… 🙂

 

Dla mnie jest to REJs  statkiem. 😉 Mogę też wykorzystać drugą część nowego słówka, w tym przypadku jest to „ling”. LING to dla mnie skojarzenie od LINGWISTYKI lub LINGWISTY, czyli człowieka, który zajmuje się językiem. 😉

 

Wyobrażam więc sobie, że na wakacje popłynę w rejs statkiem, na którym będę uczyła się języków obcych. 😀 A statek, jak to statek, musi mieć barierki i balustrady. 😉

 

 

 

 

Jak opanować czasy w angielskim i ich naturalnie używać :) Matura z angielskiego

W CZYM PROBLEM?

 

Po rozpoczęciu pracy nad kursem przygotowującym do matury podstawowej z angielskiego, postanowiłam zapytać głównych zainteresowanych czego w ich odczuciu brakuje dostępnym materiałom. Odpowiedź, która pojawiała się najczęściej, nikogo nie  szokuje – nie wiemy w jaki sposób uczyć się czasów tak, aby później móc ich w naturalny sposób używać. W języku polskim mamy jeden przeszły, jeden przyszły i jeden teraźniejszy, po co więc sobie komplikować życie jakimś „simplami” i „kontiniusami”? To, że my też mamy np. tryb dokonany i niedokonany jakoś nam umyka, ale mniejsza o to 😉 😀

 

Formalnie to tak naprawdę lingwiści uznają istnienie 2 czasów (teraźniejszego i przeszłego), ale nie o to nam dziś chodzi 😉 . Ogólnie przyjmuje się, że w użyciu mamy 12 struktur gramatycznych, które potocznie nazywamy czasami (choć liczba ta zależy często od źródła). I bądź tu człowieku mądry, bo skąd, u diabła, mamy wiedzieć kiedy którego użyć? 

 

 

CO SIĘ ZOBACZYŁO, TO SIĘ NIE ODZOBACZY

 

Szacuje się, że 65-70% ludzi to wzrokowcy (visual learners). Reszta z nas również uczy się przy pomocy zmysłu wzroku, nie jest on jednak wtedy dominantą, a jedynie „uzupełnieniem” kinestetyki czy słuchania.

 

I nie trudno temu dowieść, bo przecież gdy w rozmowie ktoś użyje słowa „NIEBIESKI”, to na monitorze naszego umysłu wyświetli się morze, woda, niebo albo sam kolor, a nie napis.

 

Pointa jest bardzo prosta: myślimy obrazami, nie słowami. Już jako dzieci tak się uczyliśmy. Mama pokazywała na mebel i mówiła „stół”, a my kojarzyliśmy z tym dźwiękiem obraz. Litery przyszły dopiero później.

 

Spytacie więc: skoro od paru ładnych lat używamy na porządku dziennym słowa „wzrokowiec”, to dlaczego wszyscy każą mi uzupełniać luki czasownikami w konkretnej formie według prostego wzoru?

 

Moja odpowiedź: nie wiem. 😛 

 

 

DAWNO, DAWNO TEMU, NA PODŁODZE WYNAJĘTEGO POKOJU…

 

…siedziała sobie załamana Ania i praktykowała mentalne samobiczowanie z tytułu własnej głupoty. Nie potrafiła wydłużyć doby, ani też zwiększyć swojego poziomu IQ. Jedyne, co jej pozostało, to zmienić technikę uczenia się, bo alternatywą było zawalenie wszystkich egzaminów. I tak to roztrzepane dziewczę odkryło mapy myśli pana Tonyego Buzana i uratowała swój studencki tyłek.

 

W jaki sposób połączyłam naukę czasów w języku angielskim z mapami myśli, do dziś nie wiem. Nie potrafię też sobie przypomnieć jak uczyłam się tych struktur wcześniej (choć zauważyłam, że to akurat jest czymś naturalnym dla językowców – często nie pamiętamy własnych początków czy przejścia przez poziom średnio-zaawansowany). Mam jednak przed oczami żywy obraz siebie siedzącej na tym paskudnym dywanie i rozrysowującej zastosowania czasów przeszłych.

 

Na czym więc rzecz polega:

 

Mapy myśli wykorzystują naturalne predyspozycje ludzkiego umysłu, ażeby móc szybciej zapamiętać nowe informacje. Najlepiej zapamiętujemy to:
– co sami zrobiliśmy (wskazane jest własnoręczne rysowanie, a potem odtwarzanie),
– co zobaczyliśmy (stąd rysunki i kolory oraz drukowane litery, które pożerają mniej mentalnej energii przy odczytywaniu),
– gdzie coś zobaczyliśmy (mapy myśli są ustawiane dokładnie tak, jak mamy oczy, czyli poziomo ;p a rysunki lokowane wokół kartki zgodnie z ruchem wskazówek zegara).

 

Dla wzrokowców ;p  krótkie video, darmowy fragment mojego mini szkolenia, demonstrujący jak działają mapy myśli w przełożeniu na naukę angielskiego 🙂

 

 

——————————–> KLIKNIJ NA ZDJĘCIE, A NASTĘPNIE „ZOBACZ DARMOWY FRAGMENT”, ŻEBY OBEJRZEĆ VIDEO 😉

 

W ogólnym rozrachunku nie pamiętamy już listy myślników, a realne sytuacje, w których dany czas może zostać wykorzystany. Z czasem gdy nasza osobista baza danych powiększy się o kolejne mapy myśli, zaczniemy kojarzyć zastosowania z konkretnymi kartkami (najlepiej w konkretnych kolorach), a co za tym idzie – z konkretnymi czasami.

 

Z praktyką i odrobiną wysiłku stworzymy sieć, która po zautomatyzowaniu (czytaj: ĆWICZENIOM I POWTARZANIU ;P) będzie równoznaczna z naturalnym używaniem różnych czasów 🙂 

 

Czy metoda ta nauczy Was płynnego mówienia w jeden dzień? Nie 😛 😛 😛 Czy jest efektywna? Na kilkaset osób, z którymi miałam przyjemność pracować, prawdopodobnie  2-3 były całkiem nieczułe na jej działanie. Pozostali, przy w miarę regularnej pracy, dochodzili do naturalnej komunikacji z wykorzystaniem różnych struktur 😉