Jak zwiększyć swoją produktywność #1

Dziś poruszam jeden z moich ulubionych tematów, ale też taki, o którym można bardzo długo opowiadać. Temat jest bardzo długi, dlatego zdecydowałam się go poszatkować i stworzyć całą serię. Uważam, że warto się nad sprawą pochylić, ponieważ początkowa inwestycja czasu i energii w samoedukację w tej sferze, potem zwraca się po wielokroć.

 

  1. PLANOWANIE DOBREJ JAKOŚCI ROZRYWKI JAKO PRIORYTET

 

Scrolluję facebooka, włączam przypadkowe filmiki na youtubie i sprawdzam pocztę po raz setny. Nie jest więc kwestią sporną czy w ogóle mam ten  czas, a jak go wykorzystuję.

Gdy pracuję na pół gwizdka w ciągu tygodnia, mój czas wolny może przyjąć jedną z dwóch poniższych form:
– w weekend zrezygnuję z rozrywki, ponieważ będę musiała nadrobić nagromadzone zaległości
– zdecyduję się na „relaks” z poczuciem winy w tle.
Ciekawe rzeczy się dzieją natomiast, gdy ustalam „dobrej jakości” rozrywkę z wyprzedzeniem w okolicy piątku czy soboty. Staje się ona wtedy paliwem napędowym. Widząc na horyzoncie nagrodę, łatwiej jest mi się zmotywować do pracy i jak prawie każdy człowiek potrzebuję marchewki i kija, systemu deadlinów i cieszących mnie nagród.
Jakby tego było mało, umysł zmęczony pracuje o wiele mniej efektywnie. Nie dając sobie formy rozrywki, która całkowicie odciągnie naszą uwagę od problemów dnia codziennego, zmuszamy swój umysł do pracy w ciągłym napięciu. Nie mamy przez to możliwości się zregenerować, naładować akumulatorów, a nasz poziom energii stopniowo spada aż do wypalenia.
  1. CLEAR TO NEUTRAL TECHNIQUE

Czyli „ustawienie środowiska/ miejsca pracy w pozycji neutralnej”. Oznacza to, że za każdym razem, gdy kończymy dzień, powinniśmy doprowadzić wszystko do stanu względnego ładu.

 

W przeciwnym razie…
Gdy mam dużo zajęć i nałożę na siebie sporo projektów (lub po prostu mój poziom energii w danym tygodniu można znaleźć na poziomie piwnicy) pozwolę sobie na zostawienie bałaganu na biurku, nieposegregowanie folderów, niewłożenie mazaków i długopisów do właściwych przegródek oraz kłapnięcie pokrywą laptopa wprowadzając go tym samym w stan hibernacji, zamiast go wyłączyć… gdy to następuje, biegam następnego ranka po mieszkaniu przypominając diabła tasmańskiego z Looney Tunes (kto powyżej 30-stki, wie, o co chodzi ;)). Nawet jeśli jakiś cudem przygotowałam wcześniej plan (co w takich okresach rzadko się zdarza), to zamiast zacząć go wcielać w życie, biorę się za ogarnianie pokoju, dokumentów i całej reszty bajzlu.

 

Chaos w pokoju zdaje się współgrać z chaosem w terminarzu, więc w ciągu całego dnia mam obsuwę i o wiele trudniej jest mi się skoncentrować. A wszystko zaczyna się od niedokończonych spraw dnia poprzedniego.

 

Miłym bonusem jest to, że technika „clear to neutral” znacząco obniża mój poziom stresu. Choć wiem, że jest to głupie, czasem zasypiam z poczuciem niepokoju i frustracji tylko dlatego, że mam bajzel w sypialni.  Znacie to uczucie? Gdy wydaje się Wam, że o czymś zapomnieliście albo czegoś nie zrobiliście? Gdy pilnuję się i dbam o to, aby mieć taki świeży start co rano, takie poczucie towarzyszy mi o wiele rzadziej kiedy wieczorem przykładam głowę do poduszki.

 

I dotyczy to różnych sfer mojego życia: zarówno biurka, jak i otwartych okienek na laptopie (stąd czasem preferowany nieszczęsny stan hibernacji), niepozmywanych naczyń czy nieposegregowanych folderów.

Jak nie zapominać o codziennych sprawunkach

SMSY I MAILE

 

Już jakiś czas temu postanowiłam stworzyć system zarządzania wiadomościami, które dostaję na skrzynkę email i na telefon. Jeżeli nazwisko nadawcy sugeruje, że zaszła jakaś zmiana w planach (np. mamy mieć lekcję za godzinę) lub podejrzewam, że sprawa jest pilna – sprawdzam gdy tylko mogę i odpisuję. Jeśli nie jestem w stanie zamknąć tematu (np. podać swojej dyspozycyjności przy zmianie terminu lekcji), informuję o tym i obiecuję odpisać ok. godziny X gdy będę już wolna. Następnie ustawiam sobie alarm w telefonie z przypomnieniem na tą właśnie godzinę. Jeżeli tego nie zrobię, na bank zapomnę odpisać. Ot, taką mam pamięć, jak sito. Obserwuję podobną tendencję u swoich kursantów i często nie otrzymuję odpowiedzi na smsy przez 2 dni. Oczywiście muszę się wówczas przypomnieć i dopiero wtedy mogę ustalić terminy zajęć.

 

Druga wersja wydarzeń ma miejsce, gdy jestem pewna, że sprawa może chwilę zaczekać (znów, zazwyczaj sugeruję się nazwiskiem nadawcy i ewentualnymi wspólnymi planami). Wtedy nie otwieram wiadomości. Dla niektórych może to brzmieć niegrzecznie, jednak intencja jest całkowicie odwrotna. Uważam, że każdy kto do mnie pisze zasługuje na odpowiedź, a jeżeli nic mi o jej wysłaniu nie przypomni, to autor się informacji zwrotnej nie doczeka. Dodatkowo wybiję się z rytmu i zamiast koncentrować się na zajęciach, które właśnie prowadzę, moja uwaga będzie przeskakiwać między dwiema sprawami. Wiem, że gdy mój telefon będzie migał na zielono lub ikona wyświetli liczbę nieodczytanych wiadomości, później na pewno nie umknie mi, że mam odpisać.

 

Opcja numer trzy to po prostu mój brak dostępu do telefonu i nadrabianie zaległości gdy tylko mam taką możliwość.

 

Jest to pomieszanie planowania z elastycznością i wiem, że nie jest to system idealny, ale niestety lepszego nigdy nie wynalazłam 😉

 

MINI MINI

 

Mini notesik. Raz na jakiś czas, najczęściej gdy kogoś spotykam po raz pierwszy i jest to akurat w celach zawodowych, druga strona spotyka się z moim kolosem terminarza. Tabelki, samoprzylepne karteczki, kolory i dużo, dużo notatek na marginesach notatnika i wszystko to prowadzi do małego szoku. 😉 „I ty to wszędzie ze sobą nosisz?” Nie wszędzie i nie zawsze, ale najczęściej i zwykle na spotkania z kursantami/klientami lub nawet znajomymi, gdy przewiduję, że przydatne mi będą informacje na temat moich planów. Z tym, że różnica pomiędzy większością pracujących czy studiujących osób polega na tym, że ja żongluję większą liczbą projektów. Nie jestem mamą i nie muszę pamiętać o wywiadówkach czy urodzinach teściowej, ale poza wszystkimi zajęciami z kursantami indywidualnymi, szkoleniami i kursami językowymi, prowadzę blog po polsku, po angielsku, dwa kanały youtube,regularnie ćwiczę i gdy tylko mogę robię całą masę innych rzeczy. Mam czym zarządzać i mniejszy format zapisu by się po prostu nie sprawdził.

 

ALE! Większość osób ma (przynajmniej zazwyczaj) możliwość rozgraniczenia kilku ról. Jeżeli np. pracujecie na etacie, rzadko zaglądacie na siłownię i nie prowadzicie większych prywatnych projektów, to zwykle wystarczy mały kalendarz lub notes, który, schowany w tylnej kieszeni spodni czy torebce, umożliwi zanotowanie wszystkich sprawunków, które akurat przyjdą do głowy. Bo przecież wszyscy to znamy: sytuacje, w których jesteśmy w trakcie wykonywania jakiegoś ważnego zadania i nagle przypominamy sobie, że musimy coś zrobić / kupić / załatwić. Taki mały notesik efektywnie zapobiega sytuacjom awaryjnym, w których zapomnieliśmy o czymś ważnym.

 

RAZ, A DOBRZE

 

Dla tych z Was, którzy nie mają harmonogramu ani terminarza może wydawać się bezsensem zakładanie takiego jedynie w celu pamiętania o domowych usterkach czy urodzinach bliskich. Tu mogę podsunąć wykorzystywanie telefonu. Sama, poza zastosowaniem wspomnianym w pierwszym akapicie, nie używam telefonu do przechowywania swoich planów, acz kilka osób z mojego środowiska efektywnie wykorzystuje swoje komórki do takich prywatnych spraw. Ta zacna grupka ziomków, zwykle gdzieś w okolicy początku nowego roku kalendarzowego, siada i ze swojego miniaturowego dzienniczka wprowadza do telefonu wszystkie urodziny, imieniny, święta i rocznice oraz alarmy z przypomnieniami. Dzięki temu nie muszą na bieżąco kontrolować jakie imprezy będą wymagać ich uwagi w danym miesiącu. Głowa może być spokojna, bo o wydarzeniach będzie pamiętał telefon.

 

Najważniejsza lekcja na dziś?  
 
Umysł służy do kreowania pomysłów, nie ich przechowywania.
 
David Allen 
 
 
The mind is for having ideas not holding them.
 
 

 

Lepiej zainwestować nieco energii w zbudowanie prostego systemu, niż później tracić ją na gaszenie pożarów spowodowanych zapominalstwem.