Jak poszerzyć swój zasób słownictwa

Lower your expectations in the short-term so that you can have extremely large goals in the long-term.

Obniż swoje krótkoterminowe oczekiwania, żeby móc ustanawiać ogromne długoterminowe cele.

Tim Ferriss

Na początku napisałam długi i wyszukany wstęp do tego posta, ale w ostatecznym rozrachunku stwierdziłam, że przejdę od razu do rzeczy. 😉  You’re welcome! 😀 😉

 

Jak uniknąć ciągłego zaczynania od nowa?

Nie przerywać. 😀

Jak nie przerywać? Ustawiać sobie (krótkoterminowo) poprzeczkę bardzo, bardzo… BARDZO nisko.

Wybrać ścieżkę najmniejszego oporu, ponieważ to przełamanie tej wewnętrznej niechęci do rozpoczęcia działania jest najtrudniejsze.

Innymi słowy – ucz się JEDNEGO słowa dziennie.

Jedno słowo niczego nie zmieni, powiesz. Przecież poszerzanie zasobu słownictwa, czy to w angielskim czy jakimkolwiek innym języku obcym, to kolosalne zadanie, które nigdy się tak naprawdę nie skończy.

Prawda. Nikt Ci jednak nie każe poprzestać na tym jednym słówku, gdy tylko je „odhaczysz”. Po prostu daj sobie pozwolenie na niższe standardy. Zrobisz więcej? Super. Nie? Luz – plan na dany dzień i tak został zrealizowany.

Dbaj o stawianie pojedynczych cegieł, a mur zadba już sam o siebie.

 

A żeby się łatwiej budowało, niżej lista stron i aplikacji, które są oparte na koncepcji „the word of the day”, czyli słówka na dany dzień. 😉

 

 

STRONY WWW:

Merriam-Webster

Wordthink

Learner’s Dictionary

 

APLIKACJE:

  1. Word of the Day
  2. Vocabulary Builder

 

 

 

 

 

Jak się uczyć słówek tak, by je pamiętać na stałe :)

DAWNO, DAWNO TEMU…

 

W odległej krainie zwanej „Dziki Świat XXI Wieku” istniały dwa rodzaje umysłów. Pierwszy przypominał czystą niezapisaną kartkę papieru. Promieniał świeżością, był otwarty na nowe wiadomości i doświadczenia oraz nie był niczym skażony. Był to umysł dziecka.

 

 

Drugi zaś, pomimo życiowego doświadczenia i (teoretycznie) wiedzy, miał ogromne trudności w wyborze rzeczy ważnych. Rano łatwo ulegał pokusie sprawdzania mediów społecznościowych czy poczty email i kochał bycie „zajętym” (co rzadko kiedy było związane ze sprawami prawdziwie istotnymi). Był tak zagracony zbędnymi informacjami, że dołożenie czegokolwiek do tego stosu graniczyło z cudem. Do tego stopnia był bombardowany ogromem informacji, że nauczył się je w naturalny sposób ignorować. Jego wszystkie mechanizmy obronne nie były jednak dostatecznie efektywny i bardzo często doświadczał „przeładowania” (tzw. work overload, nazywanego również przepracowaniem). Tylko, że to przepracowanie nie zawsze było faktycznym przepracowaniem. Bardzo często polegało bowiem na konsumpcji zbędnych informacji, przez co w drugiej połowie dnia nie pozostawało mu już za dużo energii na zgromadzenie tych użytecznych.

 

 

Od czasu do czasu drugi rodzaj umysłu podejmował próbę dorzucenia do stosu wartościowych elementów. Nie był on zbyt świadom panujących w nim zasad, więc nie przywiązywał do nich żadnych sznurków, by móc je później ze stosu wyciągnąć. I tak wszystkie te informacje gubiły się gdzieś  pod stertą tak zwanego „wszystkiego”. Był to umysł osoby dorosłej.

 

 

 

NAUCZ SIĘ ŁOWIĆ RYBY

 

Najprawdopodobniej jesteś gdzieś między 18 a 35 rokiem życia, a to oznacza, że Twoje życie jest pełne różnego rodzaju nadmiaru i przypomina ten drugi rodzaj umysłu. Niestety, to już nie te czasy, że się motyle 4LITERAMI łapało, trzeba więc mózgowi pomóc. ;P Wiedz, że tonie on w pokładach wiadomości i żeby dorzucić do stosu jakąkolwiek informację, musisz doczepić do niej haczyk, który później pozwoli na jej wyciągnięcie.

Skąd to wiem? Bo jak tępak chodziłam przez kilka lat po pokoju i próbowałam powtarzać na głos słówka w różnych językach obcych, a potem dziwiłam się, że nie przynosiło to żadnych rezultatów.

Powtórzę się: zapamiętujemy to, co kolorowe, nietypowe, zabawne, charakterystyczne, pełne ruchu, a nierzadko i wulgarne. 😛 Nie wiedzieć czemu, gdy w historyjce pojawi się np. słowo „dupa”, nikt nie ma trudności w jej zapamiętaniu. 😛

Moja pointa: jeżeli nie stworzysz skojarzenia, masz bardzo małe szanse na przyswojenie, a później długoterminowe pamiętanie słownictwa. Przypomina to wciąganie obiektów odkurzaczem – niby wiesz, że tam jest, ale powodzenia ze znalezieniem.

 

 

MNEMOTECHNIKI

 

Czyli moja najukochańsza metoda przyswajania wiedzy. Są to systemy i techniki wspomagające zapamiętywanie. Im bardziej absurdalne, tym lepsze.

 

Załóżmy więc, że chcemy nauczyć się słówka CONDITION /kondyszyn/, czyli WARUNEK.

Jeżeli go nie znasz, to tym lepiej.

Dla mnie wymowa /kondyszyn/ brzmi jak „koń dyszy”. Tworzę więc z tego niestworzoną historyjkę, której mój umysł dotąd nie znał.

KOŃ DYSZY POD WARUNKIEM, ŻE SIĘ ZMĘCZY.  😀

Jak zawsze, uprasza się o nie kwestionowanie zdrowia psychicznego autorki. 😛

                        I na koniec wspomagam cały proces żywym obrazem.

Osobiście, zdecydowanie wolę odręczne rysunki, ponieważ łączą w sobie element motoryki, bardziej pobudzają wyobraźnię i są przede wszystkim WŁASNE ==> EFEKTYWNIEJSZE, ale nie załączę tu swoich bazgrołów, bo to by już było za dużo radości na jeden artykuł. 😛

 

Skojarzenie działa dzięki kilku elementom:

– tworzy „haczyk”, dzięki któremu później wyciągniemy słówko z czeluści umysłu,

– jest historyjką, którą możemy sobie wyobrazić, a nie pojedynczym słowem (–> wprowadza ruch),

– nasz umysł dotąd takiej dziwnej historyjki nie znał, więc jest ona dla niego unikatowa.

*** Dlatego też im „dziksze” skojarzenia, tym lepsze – większe szanse na przyłączenie ich do pamięci długoterminowej. W przeciwnym razie, mogą one trafić do tego nieszczęsnego odkurzacza, z którego ich potem nie wyciągniemy.

 

Inny przykład. Wielu początkującym kursantom sprawia problem zautomatyzowanie rozróżnienia „he” i „she” (czyli „on” i „ona”).

HE /hi/ – ON

Sprawdzam z czym mi się kojarzy „he” lub wymowa /hi/. Wymowa automatycznie przywodzi na myśl śmiech. Wiem, zdaję sobie sprawę, że są to wyżyny kreatywności, ale cicho, sza! 😉 😛

  • Moja mnemotechnika będzie więc wyglądać następująco:HI, HI, HI!!!
    I ostatnia kwestia: regularnie spotykam się z oporem, ponieważ „tworzenie takich skojarzeń zajmuje dużo czasu”. Po pierwsze, jak wszystko, wymaga nieco praktyki, ale potem proces jest o wiele krótszy i bardziej automatyczny. Po drugie, w przypadku większości dorosłych łopatologiczne powtarzanie słówek (w głowie czy na głos) jest po prostu NIEEFEKTYWNE. Wolisz poświęcić 30-60 sekund na stworzenie śmiesznej historyjki, która umożliwi FAKTYCZNE ZAPAMIĘTANIE nowego słowa, czy może lepiej jest powtarzać kilka-kilkanaście razy na głos mając MOŻE 50% szans na zapamiętanie (i stracić przy okazji 2-3 razy więcej czasu przez większą ilość powtórek) ?

 

4 błędy, które wszyscy powtarzamy ucząc się angielskiego

BEZMYŚLNE POWTARZANIE

 

W języku angielskim istnieje kilka terminów odnoszących się do powtarzania materiału.

 

REPEAT – oznacza powtórzenie głośno słowa lub wyrażenia, np. Czy możesz powtórzyć? Can you repeat that?

 

REVISE – od którego często pochodzą nazwy repetytoriów maturalnych (np. Matura Revision) odnosi się do odświeżania sobie wcześniej przyswojonego materiału.

 

RECALL – oraz interesujące nas ACTIVE RECALL, czyli AKTYWNE PRZYPOMINANIE SOBIE – jest to samodzielne „wyciąganie” informacji z czeluści umysłu bez posiłkowania się pomocami naukowymi. 😉 Jeżeli więc koleżanka czy kolega odpytują nas z czegoś przed sprawdzianem, wtedy właśnie praktykujemy „active recall”, ponieważ nie zaglądamy do notatek.

 

RECOGNITION – czyli ROZPOZNAWANIE. Prawdopodobnie najbardziej zdradliwy proces w nauce. 🙂 Zdarzyło się Wam kiedyś kartkować zeszyt, zerknąć na jakąś stronę i pomyśleć „tak, wiem o co chodzi, to znam…” i zacząć kartkować dalej bez sprawdzenia się? Jeśli tak, są spore szanse, że mieliście potem problemy z przypomnieniem sobie tego materiału na teście. Okazuje się, że mózg samodzielnie nie jest w stanie rozróżnić RECOGNITION (rozpoznawania) od RECALL (aktywnego samodzielnego przypominania sobie). 

 

Bardzo często „powtarzamy” materiał po raz setny czytając te same zwroty i słówka, ale nie sprawdzamy się z nich bez podglądania. Po prostu odtwarzamy zapisane notatki bez zmuszania umysłu do większego wysiłku. Oczywiście takie aktywne przypominanie sobie, a czasem może nawet tworzenie materiałów powtórkowych z pytaniami, jest wyjątkowo up… orczywe, 😛  ale jeżeli sami nie zweryfikujemy swojej wiedzy przez kartkówką, to niestety zrobi to matura :/

 

 

 

NAUKA Z LISTY

 

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego numery telefonów są zwykle zapisywane w systemie trójkowym? To dlatego, że jest to największa liczba elementów w zbiorze, jaką jest w stanie ogarnąć przeciętny umysł. Zapamiętujemy indywidualne elementy, pary i trójki. Gdy próbujemy zapamiętać więcej elementów, zwykle pojawia się tendencja do „szatkowania” na dwójki. 🙂

 

Jak to się ma do angielskiego? Ano tak, że uczymy się słówek, czasowników nieregularnych, liczb, dni tygodnia, miesięcy i osób (zaimków) Z LIST! Dlaczego jest to szkodliwe? Ponieważ

 

MÓZG ODTWARZA W TAKIEJ FORMIE, W JAKIEJ PRZYSWOIŁ

 

tzn. jeśli chcemy przypomnieć sobie jak jest czwartek, musimy powtórzyć wszystkie dni tygodnia od początku. W pewnym momencie dochodzi do tego, że pamiętamy w którym miejscu znajduje się konkretny czasownik w tabelce czasowników nieregularnych :/

 

Niestety, z własnego lenistwa nie uczymy się na wyrywki i to nas gubi. Nie twierdzę, że musimy wszystkie nieregularne przepisywać na fiszki (choć nie zaszkodziłoby). Wystarczy, że ucząc się ich będziemy je powtarzać na wszystkie możliwe sposoby skacząc po kartce. Z zaimkami, dniami tygodnia i miesiącami jest gorzej, ponieważ te powinniśmy być w stanie odtworzyć w mgnieniu oka. Wierzcie mi, jeśli nie odhaczycie tego teraz, potem będzie się to za Wami ciągnęło latami… :/

 

Dla tych, którzy nie mają chęci inwestować czasu i energii w tradycyjne papierowe fiszki, niżej wklejam link do filmiku 🙂

 

 

 

 

NAUKA ZAPISU

 

DIG DUG DUG

 

CUT CUT CUT

 

FIGHT FOUGHT FOUGHT

 

Mini eksperyment społeczny: ilu z Was przeczytało w głowie powyższe przykłady zgodnie z zasadami wymowy, a ile tak, jak się te słówka pisze? 🙂

 

Zgroza każdego gimnazjalisty i licealisty przed kartkówką. Właśnie – KARTKÓWKĄ. Prawie zawsze byliśmy sprawdzani ze słownictwa w postaci egzaminu PISEMNEGO, uczyliśmy się więc ZAPISU, nie wymowy. A nawet jeśli byliśmy odpytywani przy tablicy, to nauczycielka poprawiła poharatane błędną wymową słówko i… zaliczyła. Skoro nie było błędu, to niby czemu mielibyśmy coś zmieniać?

 

Może dlatego, że z wiekiem będziemy chcieli nauczyć się MÓWIĆ w danym języku? 😀 O maturze ustnej już nawet nie wspominam. I nie, wcale nie musimy się wszyscy uczyć tych śmiesznych chińskich znaczków, to jest zapisu fonetycznego. Sama opanowałam go w wielkich bólach dopiero na pierwszym roku studiów. Słyszałam od niektórych swoich kursantów, że był on obowiązkowy w niektórych liceach, nie jest to jednak normą.

 

Szczerze? Moim skromnym zdaniem… 😉 Po co komu (tj. NIE-filologowi) nauka zapisu fonetycznego, skoro może odsłuchać nagrania na takich stronach jak

 

czy

 

 

Pamiętajcie o jednym: jeżeli uczycie się nowego słówka, zawsze przyswajajcie je KOMPLETNIE, tj. zarówno zapis, jak i wymowę.

 

Po pierwsze dlatego, że kiedyś będziecie się wstydzić czytania „BOŁGHT” zamiast „BOT” ( II forma od czasownika „buy”).

 

Po drugie dlatego, że jest to niewielka inwestycja czasu w porównaniu do efektu i już podjętych wcześniej kroków (przyswojenia zapisu). To tak jak nie kupić drugiego telefonu za jedną-czwartą ceny 😛 Jak nie macie, to nie macie, ale jak już macie, to się przyda 😛

 

Po trzecie, znajomość samego zapisu czy samej wymowy w niefortunnych okolicznościach będzie Was kosztowało połowę punktów na teście albo wstyd w konwersacji. Nie warto. Już lepiej poświęcić dodatkowe 30 sekund na wygooglowanie wymowy czy zapisu.

 

 

 

TAM I Z POWROTEM 

 

„Przerobiłam cały materiał zawarty w podręczniku. Przetłumaczyłam i wkułam wszystkie słówka, których nie znałam i, z poczuciem solidnego przygotowania, podeszłam do egzaminu. Uzyskałam wynik 80%. Dlaczego nie 100?”

 

Biura tłumaczeń wyceniają drożej tłumaczenie z języka polskiego na angielski, aniżeli odwrotnie. Dlaczego?

 

Ponieważ kontekst to władza! 😀 Potrafi on być bardzo sugestywny i świetnie podpowiedzieć nam znaczenie słówka, którego dotąd nie znaliśmy. Niestety, fakt, że potrafimy przetłumaczyć słówko z języka angielskiego na polski wcale nie oznacza, że w drugą stronę pójdzie nam równie gładko. Podobnie ma się sprawa z UŻYWANIEM JĘZYKA, to znaczy odtwarzanie języka nie przekłada się na samodzielną produkcję.

 

A teraz co to oznacza dla nas: często bez problemu tłumaczymy słówko na język polski, ale nie używamy go w swoich wypowiedziach i nie przychodzi nam ono naturalnie. Zupełnie tak, jakby ODBIÓR i KREOWANIE JĘZYKA stanowiły dwa odrębne worki z wiedzą językową i ODBIÓR dziwnym zrządzeniem jest zawsze zacniejszy 😉

 

Jak temu zaradzić? Zadbać o wszystkie możliwe kanały wykorzystywania słówka. Przyswajając nowe wyrażenie powinniśmy sprawdzać się:

 

– z języka polskiego na angielski,
– z angielskiego na polski,
– w kontekście,
– bez kontekstu,
– kreując (wyobrażając sobie czy też zapisując) własne sytuacje, w których takie słówko mogłoby zostać użyte.

 

W przeciwnym razie ryzykujemy jedynie bierny odbiór informacji i niezdolność do wykorzystania jej gdy przyjdzie do rozmowy czy maila.

 

 

 

 

 P.S. Kochani, dotarły do mnie głosy oburzenia związane z określeniem zapisu fonetycznego. To, co widać w komentarzach to jedynie kropla w morzu. Spieszę więc z wyjaśnieniami. 🙂

 


Moją intencją absolutnie nie było podważenie istoty fonetyki (zwłaszcza, że sama kocham bawić się wymową i „skakać” między akcentami) .  Jednak anglistyczną wiedzę przekazuję innym już od prawie

Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za wszystkie komentarze.
Ania