Jak się uczyć słówek tak, by je pamiętać na stałe :)

DAWNO, DAWNO TEMU…

 

W odległej krainie zwanej „Dziki Świat XXI Wieku” istniały dwa rodzaje umysłów. Pierwszy przypominał czystą niezapisaną kartkę papieru. Promieniał świeżością, był otwarty na nowe wiadomości i doświadczenia oraz nie był niczym skażony. Był to umysł dziecka.

 

 

Drugi zaś, pomimo życiowego doświadczenia i (teoretycznie) wiedzy, miał ogromne trudności w wyborze rzeczy ważnych. Rano łatwo ulegał pokusie sprawdzania mediów społecznościowych czy poczty email i kochał bycie „zajętym” (co rzadko kiedy było związane ze sprawami prawdziwie istotnymi). Był tak zagracony zbędnymi informacjami, że dołożenie czegokolwiek do tego stosu graniczyło z cudem. Do tego stopnia był bombardowany ogromem informacji, że nauczył się je w naturalny sposób ignorować. Jego wszystkie mechanizmy obronne nie były jednak dostatecznie efektywny i bardzo często doświadczał „przeładowania” (tzw. work overload, nazywanego również przepracowaniem). Tylko, że to przepracowanie nie zawsze było faktycznym przepracowaniem. Bardzo często polegało bowiem na konsumpcji zbędnych informacji, przez co w drugiej połowie dnia nie pozostawało mu już za dużo energii na zgromadzenie tych użytecznych.

 

 

Od czasu do czasu drugi rodzaj umysłu podejmował próbę dorzucenia do stosu wartościowych elementów. Nie był on zbyt świadom panujących w nim zasad, więc nie przywiązywał do nich żadnych sznurków, by móc je później ze stosu wyciągnąć. I tak wszystkie te informacje gubiły się gdzieś  pod stertą tak zwanego „wszystkiego”. Był to umysł osoby dorosłej.

 

 

 

NAUCZ SIĘ ŁOWIĆ RYBY

 

Najprawdopodobniej jesteś gdzieś między 18 a 35 rokiem życia, a to oznacza, że Twoje życie jest pełne różnego rodzaju nadmiaru i przypomina ten drugi rodzaj umysłu. Niestety, to już nie te czasy, że się motyle 4LITERAMI łapało, trzeba więc mózgowi pomóc. ;P Wiedz, że tonie on w pokładach wiadomości i żeby dorzucić do stosu jakąkolwiek informację, musisz doczepić do niej haczyk, który później pozwoli na jej wyciągnięcie.

Skąd to wiem? Bo jak tępak chodziłam przez kilka lat po pokoju i próbowałam powtarzać na głos słówka w różnych językach obcych, a potem dziwiłam się, że nie przynosiło to żadnych rezultatów.

Powtórzę się: zapamiętujemy to, co kolorowe, nietypowe, zabawne, charakterystyczne, pełne ruchu, a nierzadko i wulgarne. 😛 Nie wiedzieć czemu, gdy w historyjce pojawi się np. słowo „dupa”, nikt nie ma trudności w jej zapamiętaniu. 😛

Moja pointa: jeżeli nie stworzysz skojarzenia, masz bardzo małe szanse na przyswojenie, a później długoterminowe pamiętanie słownictwa. Przypomina to wciąganie obiektów odkurzaczem – niby wiesz, że tam jest, ale powodzenia ze znalezieniem.

 

 

MNEMOTECHNIKI

 

Czyli moja najukochańsza metoda przyswajania wiedzy. Są to systemy i techniki wspomagające zapamiętywanie. Im bardziej absurdalne, tym lepsze.

 

Załóżmy więc, że chcemy nauczyć się słówka CONDITION /kondyszyn/, czyli WARUNEK.

Jeżeli go nie znasz, to tym lepiej.

Dla mnie wymowa /kondyszyn/ brzmi jak „koń dyszy”. Tworzę więc z tego niestworzoną historyjkę, której mój umysł dotąd nie znał.

KOŃ DYSZY POD WARUNKIEM, ŻE SIĘ ZMĘCZY.  😀

Jak zawsze, uprasza się o nie kwestionowanie zdrowia psychicznego autorki. 😛

                        I na koniec wspomagam cały proces żywym obrazem.

Osobiście, zdecydowanie wolę odręczne rysunki, ponieważ łączą w sobie element motoryki, bardziej pobudzają wyobraźnię i są przede wszystkim WŁASNE ==> EFEKTYWNIEJSZE, ale nie załączę tu swoich bazgrołów, bo to by już było za dużo radości na jeden artykuł. 😛

 

Skojarzenie działa dzięki kilku elementom:

– tworzy „haczyk”, dzięki któremu później wyciągniemy słówko z czeluści umysłu,

– jest historyjką, którą możemy sobie wyobrazić, a nie pojedynczym słowem (–> wprowadza ruch),

– nasz umysł dotąd takiej dziwnej historyjki nie znał, więc jest ona dla niego unikatowa.

*** Dlatego też im „dziksze” skojarzenia, tym lepsze – większe szanse na przyłączenie ich do pamięci długoterminowej. W przeciwnym razie, mogą one trafić do tego nieszczęsnego odkurzacza, z którego ich potem nie wyciągniemy.

 

Inny przykład. Wielu początkującym kursantom sprawia problem zautomatyzowanie rozróżnienia „he” i „she” (czyli „on” i „ona”).

HE /hi/ – ON

Sprawdzam z czym mi się kojarzy „he” lub wymowa /hi/. Wymowa automatycznie przywodzi na myśl śmiech. Wiem, zdaję sobie sprawę, że są to wyżyny kreatywności, ale cicho, sza! 😉 😛

  • Moja mnemotechnika będzie więc wyglądać następująco:HI, HI, HI!!!
    I ostatnia kwestia: regularnie spotykam się z oporem, ponieważ „tworzenie takich skojarzeń zajmuje dużo czasu”. Po pierwsze, jak wszystko, wymaga nieco praktyki, ale potem proces jest o wiele krótszy i bardziej automatyczny. Po drugie, w przypadku większości dorosłych łopatologiczne powtarzanie słówek (w głowie czy na głos) jest po prostu NIEEFEKTYWNE. Wolisz poświęcić 30-60 sekund na stworzenie śmiesznej historyjki, która umożliwi FAKTYCZNE ZAPAMIĘTANIE nowego słowa, czy może lepiej jest powtarzać kilka-kilkanaście razy na głos mając MOŻE 50% szans na zapamiętanie (i stracić przy okazji 2-3 razy więcej czasu przez większą ilość powtórek) ?

 

4 błędy, które wszyscy powtarzamy ucząc się angielskiego

BEZMYŚLNE POWTARZANIE

 

W języku angielskim istnieje kilka terminów odnoszących się do powtarzania materiału.

 

REPEAT – oznacza powtórzenie głośno słowa lub wyrażenia, np. Czy możesz powtórzyć? Can you repeat that?

 

REVISE – od którego często pochodzą nazwy repetytoriów maturalnych (np. Matura Revision) odnosi się do odświeżania sobie wcześniej przyswojonego materiału.

 

RECALL – oraz interesujące nas ACTIVE RECALL, czyli AKTYWNE PRZYPOMINANIE SOBIE – jest to samodzielne „wyciąganie” informacji z czeluści umysłu bez posiłkowania się pomocami naukowymi. 😉 Jeżeli więc koleżanka czy kolega odpytują nas z czegoś przed sprawdzianem, wtedy właśnie praktykujemy „active recall”, ponieważ nie zaglądamy do notatek.

 

RECOGNITION – czyli ROZPOZNAWANIE. Prawdopodobnie najbardziej zdradliwy proces w nauce. 🙂 Zdarzyło się Wam kiedyś kartkować zeszyt, zerknąć na jakąś stronę i pomyśleć „tak, wiem o co chodzi, to znam…” i zacząć kartkować dalej bez sprawdzenia się? Jeśli tak, są spore szanse, że mieliście potem problemy z przypomnieniem sobie tego materiału na teście. Okazuje się, że mózg samodzielnie nie jest w stanie rozróżnić RECOGNITION (rozpoznawania) od RECALL (aktywnego samodzielnego przypominania sobie). 

 

Bardzo często „powtarzamy” materiał po raz setny czytając te same zwroty i słówka, ale nie sprawdzamy się z nich bez podglądania. Po prostu odtwarzamy zapisane notatki bez zmuszania umysłu do większego wysiłku. Oczywiście takie aktywne przypominanie sobie, a czasem może nawet tworzenie materiałów powtórkowych z pytaniami, jest wyjątkowo up… orczywe, 😛  ale jeżeli sami nie zweryfikujemy swojej wiedzy przez kartkówką, to niestety zrobi to matura :/

 

 

 

NAUKA Z LISTY

 

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego numery telefonów są zwykle zapisywane w systemie trójkowym? To dlatego, że jest to największa liczba elementów w zbiorze, jaką jest w stanie ogarnąć przeciętny umysł. Zapamiętujemy indywidualne elementy, pary i trójki. Gdy próbujemy zapamiętać więcej elementów, zwykle pojawia się tendencja do „szatkowania” na dwójki. 🙂

 

Jak to się ma do angielskiego? Ano tak, że uczymy się słówek, czasowników nieregularnych, liczb, dni tygodnia, miesięcy i osób (zaimków) Z LIST! Dlaczego jest to szkodliwe? Ponieważ

 

MÓZG ODTWARZA W TAKIEJ FORMIE, W JAKIEJ PRZYSWOIŁ

 

tzn. jeśli chcemy przypomnieć sobie jak jest czwartek, musimy powtórzyć wszystkie dni tygodnia od początku. W pewnym momencie dochodzi do tego, że pamiętamy w którym miejscu znajduje się konkretny czasownik w tabelce czasowników nieregularnych :/

 

Niestety, z własnego lenistwa nie uczymy się na wyrywki i to nas gubi. Nie twierdzę, że musimy wszystkie nieregularne przepisywać na fiszki (choć nie zaszkodziłoby). Wystarczy, że ucząc się ich będziemy je powtarzać na wszystkie możliwe sposoby skacząc po kartce. Z zaimkami, dniami tygodnia i miesiącami jest gorzej, ponieważ te powinniśmy być w stanie odtworzyć w mgnieniu oka. Wierzcie mi, jeśli nie odhaczycie tego teraz, potem będzie się to za Wami ciągnęło latami… :/

 

Dla tych, którzy nie mają chęci inwestować czasu i energii w tradycyjne papierowe fiszki, niżej wklejam link do filmiku 🙂

 

 

 

 

NAUKA ZAPISU

 

DIG DUG DUG

 

CUT CUT CUT

 

FIGHT FOUGHT FOUGHT

 

Mini eksperyment społeczny: ilu z Was przeczytało w głowie powyższe przykłady zgodnie z zasadami wymowy, a ile tak, jak się te słówka pisze? 🙂

 

Zgroza każdego gimnazjalisty i licealisty przed kartkówką. Właśnie – KARTKÓWKĄ. Prawie zawsze byliśmy sprawdzani ze słownictwa w postaci egzaminu PISEMNEGO, uczyliśmy się więc ZAPISU, nie wymowy. A nawet jeśli byliśmy odpytywani przy tablicy, to nauczycielka poprawiła poharatane błędną wymową słówko i… zaliczyła. Skoro nie było błędu, to niby czemu mielibyśmy coś zmieniać?

 

Może dlatego, że z wiekiem będziemy chcieli nauczyć się MÓWIĆ w danym języku? 😀 O maturze ustnej już nawet nie wspominam. I nie, wcale nie musimy się wszyscy uczyć tych śmiesznych chińskich znaczków, to jest zapisu fonetycznego. Sama opanowałam go w wielkich bólach dopiero na pierwszym roku studiów. Słyszałam od niektórych swoich kursantów, że był on obowiązkowy w niektórych liceach, nie jest to jednak normą.

 

Szczerze? Moim skromnym zdaniem… 😉 Po co komu (tj. NIE-filologowi) nauka zapisu fonetycznego, skoro może odsłuchać nagrania na takich stronach jak

 

czy

 

 

Pamiętajcie o jednym: jeżeli uczycie się nowego słówka, zawsze przyswajajcie je KOMPLETNIE, tj. zarówno zapis, jak i wymowę.

 

Po pierwsze dlatego, że kiedyś będziecie się wstydzić czytania „BOŁGHT” zamiast „BOT” ( II forma od czasownika „buy”).

 

Po drugie dlatego, że jest to niewielka inwestycja czasu w porównaniu do efektu i już podjętych wcześniej kroków (przyswojenia zapisu). To tak jak nie kupić drugiego telefonu za jedną-czwartą ceny 😛 Jak nie macie, to nie macie, ale jak już macie, to się przyda 😛

 

Po trzecie, znajomość samego zapisu czy samej wymowy w niefortunnych okolicznościach będzie Was kosztowało połowę punktów na teście albo wstyd w konwersacji. Nie warto. Już lepiej poświęcić dodatkowe 30 sekund na wygooglowanie wymowy czy zapisu.

 

 

 

TAM I Z POWROTEM 

 

„Przerobiłam cały materiał zawarty w podręczniku. Przetłumaczyłam i wkułam wszystkie słówka, których nie znałam i, z poczuciem solidnego przygotowania, podeszłam do egzaminu. Uzyskałam wynik 80%. Dlaczego nie 100?”

 

Biura tłumaczeń wyceniają drożej tłumaczenie z języka polskiego na angielski, aniżeli odwrotnie. Dlaczego?

 

Ponieważ kontekst to władza! 😀 Potrafi on być bardzo sugestywny i świetnie podpowiedzieć nam znaczenie słówka, którego dotąd nie znaliśmy. Niestety, fakt, że potrafimy przetłumaczyć słówko z języka angielskiego na polski wcale nie oznacza, że w drugą stronę pójdzie nam równie gładko. Podobnie ma się sprawa z UŻYWANIEM JĘZYKA, to znaczy odtwarzanie języka nie przekłada się na samodzielną produkcję.

 

A teraz co to oznacza dla nas: często bez problemu tłumaczymy słówko na język polski, ale nie używamy go w swoich wypowiedziach i nie przychodzi nam ono naturalnie. Zupełnie tak, jakby ODBIÓR i KREOWANIE JĘZYKA stanowiły dwa odrębne worki z wiedzą językową i ODBIÓR dziwnym zrządzeniem jest zawsze zacniejszy 😉

 

Jak temu zaradzić? Zadbać o wszystkie możliwe kanały wykorzystywania słówka. Przyswajając nowe wyrażenie powinniśmy sprawdzać się:

 

– z języka polskiego na angielski,
– z angielskiego na polski,
– w kontekście,
– bez kontekstu,
– kreując (wyobrażając sobie czy też zapisując) własne sytuacje, w których takie słówko mogłoby zostać użyte.

 

W przeciwnym razie ryzykujemy jedynie bierny odbiór informacji i niezdolność do wykorzystania jej gdy przyjdzie do rozmowy czy maila.

 

 

 

 

 P.S. Kochani, dotarły do mnie głosy oburzenia związane z określeniem zapisu fonetycznego. To, co widać w komentarzach to jedynie kropla w morzu. Spieszę więc z wyjaśnieniami. 🙂

 


Moją intencją absolutnie nie było podważenie istoty fonetyki (zwłaszcza, że sama kocham bawić się wymową i „skakać” między akcentami) .  Jednak anglistyczną wiedzę przekazuję innym już od prawie

Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za wszystkie komentarze.
Ania

 

 

 

 

5 mega prostych nawyków, które poprawią Twoją pamięć w 2018 roku

STAWIAJ MAŁĄ BUTELKĘ Z WODĄ NA SWOIM TELEFONIE

 

Wszyscy jęczą i smęcą, że należy pić wodę i dbać o nawodnienie organizmu. Sama jestem pewnie większym grzesznikiem w tej materii, niż ktokolwiek inny. Dzięki naturalnym antybiotykom i bieganiu w niskiej temperaturze mam wysoką odporność. Niestety, średnio raz na 2 lata dopada mnie wyjątkowo paskudna wersja grypy żołądkowej i nie jestem wtedy w stanie przyjąć jakichkolwiek płynów. W efekcie bardzo szybko się odwadniam (zaniedbanie picia wody dodatkowo przyspiesza proces) i kończy się na kroplówce.

 

W tym roku postanowiłam więc wreszcie zapobiegać takim przypadkom zawczasu i poszłam za radą jednych z youtuberek – zaczęłam stawiać butelkę z wodą na swoim telefonie. Za każdym razem, gdy muszę zadzwonić lub wysłać/odczytać smsa, jest to dla mnie sygnał, że powinnam ją nieco opróżnić i wziąć kilka łyków. Stawianie wody na biurku, nawet praktycznie pod samym nosem, po prostu na mnie nie działa.
Prosty system i przyspieszenie procesów mentalnych o 14% 😉

 

 
MYJ ZĘBY I OTWIERAJ DRZWI LEWĄ RĘKĄ

 

 
Właściwie to powinnam napisać NIEDOMINUJĄCĄ ręką 🙂 Wykonywanie prostych czynności w sposób niestandardowy pobudza partie mózgu odpowiedzialne za kreatywne i nieszablonowe myślenie oraz zmusza do koncentracji. Łatwiej jest nam się pilnować rano, gdy nasz „kanister z zapasem silnej woli” jest jeszcze pełny. Im bardziej będziemy zwlekać z ćwiczeniem w koncentracji w ciągu dnia, tym mniejsze szanse, że w ogóle coś w tej sprawie zrobimy.

 

No i kto z nas ma w codziennej bieganinie czas i chęci, żeby rozwiązywać regularnie krzyżówki? Niektórzy twierdzą, że jest to również dobre ćwiczenie na poprawę samodyscypliny, choć nie dokopałam się jeszcze do badań potwierdzających tą teorię. 😉

 

DOPISZ MIGDAŁY I PISTACJE DO LISTY ZAKUPÓW

 

Yyyy… Tylko uwaga na ilość. 😀 Są diabelnie kaloryczne 😀 Ale za to TAKIE PYSZNE! 😀 Alternatywą jest masło orzechowe (które osobiście mogłabym pochłonąć w dwa dni), choć wtedy trzeba uważać na ewentualną zawartość szkodliwego oleju palmowego. Jeśli jednak mamy możliwość sięgnąć po wspomniane pistacje czy migdały w czystej postaci, tym lepiej, ponieważ masło orzechowe, choć zdrowe, nie daje tylu samo korzyści dla mózgu.

 

Dodatkowo, pistacje przyspieszają metabolizm, więc spożywane z umiarem wspomagają utratę wagi lub jej utrzymanie na zdrowym poziomie 🙂 Są przyjazne sercu, zapobiegają wysuszaniu skóry, zawierają usprawniający procesy trawienia błonnik oraz antyoksydanty (zapobiegają chorobie nowotworowej).

 

Migdały, w bonusie, obniżają poziom cholesterolu, usprawniają procesy poznawcze (naukę) oraz zmniejszają prawdopodobieństwo demencji. Są również badania potwierdzające, że ich spożywanie spowalnia rozwój choroby Alzheimera.

 

Smacznego! 😉

 

PIJ PORANNĄ KAWĘ NIE MYŚLĄC O NICZYM

 

Pisałam nie raz i nie dwa o treningu uważności (medytacji), która w badaniach wypada świetnie z perspektywy poprawy koncentracji. Otóż taki trening może przyjąć bardzo różne formy, a jedną z nich jest uważne jedzenie lub picie 🙂 Na co dzień mamy tendencję do „pochłaniania” jedzenia nie czując nawet jego smaku. Ot, mamy 5 minut na przełknięcie kilku kęsów kanapki i biegniemy dalej. Większość z nas i tak pije rano kawę lub herbatę, warto więc ją wykorzystać do ćwiczenia swojej zdolności do koncentracji.

 

*Nie zdziwcie się tylko, gdy zauważycie, że przy koncentracji na czynności picia, smak wyda Wam się nieco inny 😉 Serio, serio. 😉

 

WYCHODŹ Z DOMU 5 MINUT WCZEŚNIEJ

 

I zrób kółko lub dwa wokół domu czy bloku 🙂 Jest to połączenie niewielkiego wysiłku fizycznego i dopływu świeżego powietrza (zakładam, że nie traficie na dzień uprzykrzony smogiem). Jedno, jak i drugie, znacząco przyczynia się do pobudzenia płata przedczołowego odpowiedzialnego m.in. za koncentrację, planowanie, złożone zachowania i zdolność do ignorowania „rozpraszaczy”.

 

Na początku wymaga to odrobiny uwagi i wysiłku, ponieważ jeżeli od miesięcy czy lat jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że opuszczamy dom/mieszkanie o określonej godzinie, mimowolnie będziemy chcieli wykorzystać te dodatkowe 5 min na coś innego (drzemka, muzyka, dłuższe śniadanie, itp.). Jeśli jednak przypilnujemy się przez pierwszy tydzień lub dwa, potem wcześniejsza pobudka i odrobinę zmieniona poranna rutyna wejdą nam w krew. Kto wie, może nawet z czasem zechcecie odrobinę wydłużyć spacer 😉

3 dziwne rzeczy, które codziennie wpływają na Twoją pamięć

INTERNET

 

Ze szczególnym uwzględnieniem wyszukiwarki. 

 

 

Umiejętność niewykorzystywana zanika. Gdy przestajemy się ruszać, następuje zanik mięśni. Gdy przestajemy powtarzać informacje, zapominamy. Wydaje się proste i oczywiste, jednak na co dzień nie zdajemy sobie sprawy ze spustoszenia, jakie sieje technologia w naszych głowach.

 

Naturalną reakcją mózgu jest dostosowywanie się do okoliczności i wymagań. Tak więc w dobie XXI wieku, gdy wszystko jest dostępne przez naciśnięcie kilku klawiszy w telefonie, potrzeba zapamiętywania czegokolwiek przestaje istnieć. I tak właśnie Google awansował na stanowisko naszego drugiego mózgu. Dosłownie.

 

Statystyki pokazują, że z czasem zaczynamy zapominać nie tylko kolejność wykonywania działań matematycznych, ale zaczynamy zapominać WSZYSTKO, a fizyczna zdolność naszego twórczego organu do zapamiętywania gwałtownie maleje.

 

 

TEMPERATURA BARWOWA ŚWIATŁA

Nikogo nie zdziwi, że naturalne światło w znacznym stopniu przyczynia się do poprawy nastroju, ogólnego samopoczucia, a co za tym idzie – do zwiększenia zdolności zapamiętywania.

 

Wiedzieliście jednak, że temperatura barwowa światła ma znaczenie przy zapamiętywaniu?

 

Ciepła kolorystyka (światło żarówkowe lub zbliżone) sprzyja relaksacji, a chłodna (światło białe, dzienne) koncentracji i zapamiętywaniu.

 

I choć nie każdego stać na tzw. „lampę antydepresyjną” imitującą naturalne promienie światła (sprawdziłam, 500 zł, OLABOGA!), to warto mieć takie badania na uwadze, gdy kupujemy sobie nowe żarówki i możemy wybrać inny kolor światła 😉

 

 

ODWODNIENIE

Badania przeprowadzone na dwóch grupach wykazały, że czas reakcji u osób, które zostały nawodnione przed badanie,czas reakcji był o 14% krótszy, niż u tych, którzy wody nie dostali. 

 

Z danych z Uniwersytetu Loughborough wynika też, że ilość popełnianych błędów przez odwodnionych kierowców (np. wyjeżdżanie poza pas ruchu, opóźnione hamowanie) jest zbliżona do tych, które można zaobserwować u osób po spożyciu alkoholu (na granicy dozwolonej zawartości alkoholu w organizmie). Zaniedbanie ilości spożywanych płynów znacząco wpływa na naszą zdolność do koncentracji i czas reakcji.

Jak zacząć dzień produktywnie

POBUDKA

 

W czasach, gdy sypiałam po 4 godziny na dobę (wolę o tym nie pamiętać) ustawienie 5-6 budzików było koniecznością. Zakładam, że macie nieco więcej rozumu, niż ja wtedy i sypiacie po 7-8 godzin na dobę (co jest też wskazaniem dla przeciętnej osoby dorosłej). Przyjęło się w ostatnich latach, że najlepiej obliczyć swój optymalny czas snu dzięki wielokrotności 1,5 h (np. 6 h lub 7,5 h), a to dlatego, że rzekomo wtedy udaje nam się zamknąć kompletny cykl snu. Okazje się jednak, że jest to kwestia indywidualna i u dwóch osób trwanie tego cyklu może być różne o nawet 30 min. Eksperymentujemy więc ile snu naprawdę potrzebujemy.

 

Po wyłączeniu budzika nie wracamy do łóżka! Robiłam to przez lata (głupia ja) i tym trudniej było mi się z niego wygramolić.
Jeżeli przespaliśmy wystarczającą liczbę godzin, budzik o średniej intensywności (agresji?) powinien wystarczyć. Oczywiście, gdy zarywamy noc, potrzebujemy mocnego kopa w tyłek, więc i budzik powinien być odpowiednio głośniejszy. Jeśli jednak przespaliśmy przynajmniej te 6 godzin, ustawmy sobie coś, co nie sprawi, że zaczniemy dnia z mordem w oczach.

 

 

CO NA ŚNIADANKO

 

Wybacz mi, bo zgrzeszyłam. Na śniadanie wypiłam kawę rozpuszczalną z mlekiem.Pracuję jednak nad tym i postanawiam poprawę. Jako substytut zamierzam stosować herbatę PU-ERH z odrobiną oleju kokosowego.

 

Na początku smakuje jak podeszwa, ale z czasem można się przyzwyczaić. Jest o wiele lepszym zamiennikiem kawy, po której poziom energii winduje do góry, po czym równie szybko spada. Pu-erh wywołuje mniejszy szok dla organizmu, a pozytywny efekt pobudzenia trwa dłużej.

 

Na śniadanko zaleca się białko do 30 min od przebudzenia (najlepiej w granicach 30 g protein), a to dlatego, że wspomaga to utrzymanie prawidłowej wagi. Takie śniadanie jest też bardziej sycące i później odczujemy głód. Jajecznica nie bez powodu stała się jedną z najpopularniejszych opcji śniadaniowych 😉 Zarówno sztuczkę z pu-erh, jak i białkiem na śniadanie, nauczyłam się od Tim’a Ferriss’a. Biorąc pod uwagę, że przez niektórych uważany jest za największego na świecie specjalistę w efektywnej nauce, jest to dobry model do naśladowania 😉

 

Pierwszy posiłek dnia warto połączyć z audiobookiem lub dobrą audycją radiową w tle albo też książką lub ebookiem jeśli śniadanie jest mało problematyczne i nie brudzi. 

 

***Jeżeli mamy do wykonania jakąś pracę wymagającą kreatywności, warto zaplanować ją na wczesny poranek. Część mózgu odpowiedzialna za twórczość jest wtedy najbardziej aktywna.

 

 

TRENING UWAŻNOŚCI / MEDYTACJA

 

Wśród korzyści treningu uważności (mindfulness) Forbes wymienia znaczące obniżenie poziomu stresu, samoświadomość swoich uprzedzeń (pierwszy raz o tym przeczytałam, hmm…), zmniejszenie ryzyka depresji, podniesienie akceptacji swojego ciała, zwiększenie zdolności do przyswajania nowych informacji oraz lepszą koncentrację.

 

A tak w ogóle to bez regularnej praktyki, choćby przez 5 minut dziennie, czuję się jak w kieracie, dni przelatują mi między palcami i mam wrażenie, że przesypiam swoje własne życie. Stres jest wtedy również nieporównywalnie większy, a ja przypominam kłębek nerwów.

 

Na co dzień używam darmowej aplikacji o skomplikowanym tytule „Meditation” 😛, dzięki któremu przez 7 minut mogę koncentrować się na swoim oddechu albo stopniowo rozluźniać całe ciało.

 

 

ZARYS DNIA / AGENDA

 

Nie kłamiąc, w dni, których wcześniej nie zaplanowałam i nie wiedziałam jakie sprawy chcę zamknąć, moja produktywność i satysfakcja z życia spada o co najmniej 50%. Mam wtedy poczucie życia w chaosie, a kładąc się wieczorem do łóżka dochodzę do wniosku, że niczego konkretnego nie zrobiłam, a padam na twarz ze zmęczenia. Niebywale łatwo dać się wciągnąć w kołowrotek codzienności i reagować na to, co nam ona podsuwa nie mając przy tym własnych planów i nie panując nad swoim własnym harmonogramem.

 

 

Jak w kilka minut zwiększyć efektywność nauki

MÓJ NAJLEPSZY NAUCZYCIEL

 

Sięgając wstecz pamięcią, po chwili szperania, większość z nas znajdzie (czasem zakurzone) wspomnienia ulubionego nauczyciela. Co ciekawe, zdarza się, że taki nauczyciel wcale nie uczył nas lubianego przez nas przedmiotu. Ba, bywa nawet, że za danym przedmiotem w ogóle nie przepadaliśmy. Czym więc się charakteryzował ten nauczyciel? Poczuciem humoru? Umiejętnością przejrzystego tłumaczenia skomplikowanych zagadnień? Opowiadania historii niczym bajek? Co takiego robił, że był efektywny i ułatwiał zapamiętywanie?

 

MÓJ NAJGORSZY NAUCZYCIEL

 

Bolesny temat, ale też warty pochylenia się nad nim. To, co nie działa, wbrew pozorom, dostarcza równie dużo informacji, co efektywne techniki. Smutne, ale prawdziwe – często to nauczyciel zniechęca do przedmiotu do tego stopnia, że dochodzimy do błędnych wniosków jakobyśmy TO MY byli beztalenciami w danej dziedzinie, a nie nauczyciel w swojej profesji. Ewentualnie stwierdzimy, że jedno i drugie ma miejsce.

 

Osobiście, bardzo średnio wspominam lekcje historii z czasów licealnych: jeden nauczyciel (choć naprawdę świetny w tym, co robił) na każdym kroku porównywał mnie do dwa lata starszego brata, drugi mnie najnormalniej w świecie nie lubił i tępił (wspominałam o tym tutaj: https://effectivemeblog.pl/rozwoj-osobisty/jedynka-robi-roznice/).

 

Nie twierdzę, że teraz pałam ogromną miłością do historii, jednak opanowałam dostatecznie dużo technik efektywnej nauki, żeby dziś wiedzieć JAK W OGÓLE SIĘ TEGO CHOLERSTWA UCZYĆ! Dziś sprawiałyby mi więc mniej problemów. Ale wiecie co? Jakoś nie mam ochoty wracać do starych czasów i przeglądać podręczników z liceum, nawet jeśli ciekawił mnie starożytny Egipt. Morał?

 

Uważajmy więc komu pozwalamy kształtować nasz charakter i nasze podejście. Szkoda stracić zapał do nauki przez niewłaściwego „mentora”. I należy identyfikować ich zawczasu, żeby niepotrzebnie nas nie zniechęcili. Łatwiej wtedy rozgraniczyć niechęć do nauczyciela i niechęć do przedmiotu.

 

NAJEFEKTYWNIEJSZE ĆWICZENIA / LEKCJE

 

Jeszcze w czasach, gdy pracowałam dla szkoły językowej, po kilku miesiącach pracy z jedną z moich grup w firmie, podsunęłam kursantom ankietę ewaluacyjną… mnie samej. Poprosiłam, aby wskazali zajęcia, które zapamiętali jako najbardziej efektywne. Do tego samego zachęcam każdego, kto uczy się języka obcego. Jest to super prosty sposób na zidentyfikowanie tego, CO DZIAŁA. 

 

Wtedy dzięki tym ankietom dowiedziałam się, że zdecydowana większość pamiętała wykorzystywanie trailerów filmowych do ćwiczenia umiejętności mówienia (np. opisywanie co się działo na ekranie w czasie Present Continuous) oraz rozrysowywanie czasów przy pomocy map myśli. Utwierdziło mnie to tylko w przekonaniu, że im więcej wprowadzamy elementów wzrokowych, pełnych ruchu, emocji i humoru, tym szybciej przyswajamy materiał. Tak jest przynajmniej w przypadku większości. Inni z kolei być może wymienią np. lekcje biologii i pracę z mikroskopem albo literaturę i czytanie Szekspira. Tak czy siak, intensywne pozytywne odczucia podsuną Wam które ze znanych metod działają na Was najlepiej.

 

 

Jedni z Was zorientują się, że słuchanie wykładów prowadzi w Waszym przypadku do senności (jeśli tak, ewidentnie nie jesteście słuchowcami ;)), a inni, że dzikie poczucie humoru nauczyciela skutecznie przekonało Was do przedmiotu i dobrze byłoby wprowadzić podobne metody we własnym zakresie. Zapominamy o czymś tak prostym jak refleksja – definiowanie co działało, a co nie i dlaczego. A szkoda, bo może nam to oszczędzić dużo czasu 😉

 

Myślcie o tym w ten sposób: zmuszanie się do nauki przy użyciu technik, które nie są dla naszego mózgu naturalne, to jak mycie podłogi przy pomocy malutkiej szmatki. No, da się, tylko pożre więcej czasu, energii i wywoła przy tym masę frustracji.