Jak zwalczyć poranny chaos

DOM W POZYCJI NEUTRALNEJ

 

Wspominałam Wam już nie nie lubię sprzątać? Lubię mieć za to względny porządek. I tak staram się stosować do większości technik zarządzania sobą w czasie w dziale samoorganizacji: sprawunki zajmujące do kilku minut załatwiam od ręki, nie przekładam dokumentów z miejsca na miejsce (np. stare ksera wędrują automatycznie do śmieci albo do właściwej koszulki, nie ma opcji nr 3), a papier do drukarki, tonery, długopisy, karteczki samoprzylepne i markery mają swoje szuflady w dwóch dużych organizerach z szufladami. Słyszałyście jednak o technice „clear to neutral”?

 

Clear to neutral technique, lub technika „uporządkowania i ustawienia w pozycji neutralnej” oznacza pozostawienie swojego miejsca pracy w postaci gotowej do kolejnego użycia. I tak kucharz kończąc dzień powinien pozmywać wszystkie naczynia, a sekretarka poukładać przybory biurowe i odłożyć dokumenty tam, gdzie jest ich miejsce. Dla mnie, jako że pracuję w domu, jest to ogarnięcie dwóch biurek (albo przynajmniej jednego, jeśli dzień był naprawdę długi), poskładanie i schowanie tablicy suchościeralnej, posegregowanie folderów kursantów oraz ogólne ogarnięcie pokoju.

 

Łatwy nawyk do wyrobienia? No, nie szczególnie 😛 Ale alternatywą jest właśnie chaos i kręcenie się po domu, niczym diabeł tasmański. Jestem ogromną zwolenniczką metody małych kroków, sama więc zaczęłam od zamówienia wspomnianych organizerów, które kryją w swoich 6 magicznych szufladach prawie wszystkie potrzebne mi do pracy przybory. Dzięki nim długopisy nie walają się (długo) po stole, a ryzy papieru do drukarki nie kłują w oczy.

 

Jaki jest najprostsze udogodnienie, jakie możesz wprowadzić do swoich czterech ścian, które ułatwi Ci szybkie doprowadzenie swojego domu/mieszkania/miejsca pracy/sypialni do stanu pełnej gotowości? 

 

Przeniesienie pościeli w inne miejsce? Inny sposób ścielenia łóżka? Kupienie kasetki na kosmetyki czy spinki do włosów? Założenie kilku segregatorów na ważne dokumenty? Miło jest czasem zacząć poranek od czegoś innego, niż ogarnianie bajzlu z poprzedniego dnia.

 

 

PORANNY RYTUAŁ

 

Wspominałam w tym artykule (Zarządzasz 4 walutami, nawet jeśli o tym nie wiesz), że energia jest jedną z najcenniejszych rzeczy, jakie mamy do wykorzystania. Dotyczy to również energii mentalnej, czyli tej, którą zużywa nasz umysł. Tak się składa, że KAŻDA operacja wykonana przez mózg (z decyzjami włącznie!) zużywa nasze intelektualne paliwo. Jeżeli podejmujemy ich w ciągu dnia zbyt wiele, prowadzi to do tzw. decision fatigue (zmęczenia decyzyjnego), o czym również już kiedyś pisałam.

 

Zależy nam więc na tym, aby zminimalizować liczbę wyborów, aby móc wykorzystać tą naszą mentalną energię na coś istotnego, a nie na wybór między bagietką a płatkami śniadaniowymi.

 

Miej swój poranny rytuał: rutynę, która odpowiednio przygotuje Cię do nowego dnia. Ogranicz do maksimum decyzje, jakie będziesz musiała podjąć w ciągu pierwszej godziny-dwóch swojego typowego dnia. I tak, wyrobienie takiej rutyny wymaga nieco czasu i energii, bo nie wszystko od razu zadziała. Ważne więc, aby NIE ZMIENIAĆ WIĘCEJ, NIŻ JEDNEGO ZACHOWANIA NA RAZ. Jeśli wprowadzamy na śniadanie jajecznicę, czekamy do poranka, aż stanie się ona dla nas naturalnym wyborem i dopiero wtedy myślimy o kolejnych zmianach. Próbujemy wcisnąć rano 5 minut treningu uważności? Świetnie, ale najpierw nauczmy się wstawać te 5 minut wcześniej.
Dla mnie najlepiej sprawdza się książka przy zdrowym śniadaniu, chwila wyciszenia/medytacji, słuchanie audiobooka podczas nakładania makijażu i minut kilka z moim plannerem. Na przestrzeni lat ta rutyna się zmieniała i skłamałabym twierdząc, że wykonuję ją codziennie. Bywa, że zaśpię. Bywa, że wcześnie rano nie mam zajęć, nie nakładam więc makijażu. Mimo wszystko, jest to dla mnie swego rodzaju kotwica – stały punkt odniesienia, który daje czas na rozbudzenie i przestawienie umysłu na tryb intensywnego działania. Mniej energii zmarnowanej po przebudzeniu oznacza więcej sił do walki z prawdziwymi wyzwaniami 😉

 

 

CZARNO NA BIAŁYM

 

I znów wracamy do plannera 🙂  Jestem świrem organizacyjnym i się tego nie wstydzę 😉 Acz zdaję sobie sprawę, że to konik bardzo niewielu osób. Nie mówię więc, że wszyscy powinniśmy mieć zaplanowaną każdą minutę dnia (i tak by się nie dało ;p), warto mieć jednak jasno wytyczone 2-3 pierwsze punkty do wykonania na dany dzień. To wcale nie musi być ogromny terminarz zapisany drobnym druczkiem. Wystarczy krótka notatka w głowie dnia poprzedniego na temat tego, co powinnyśmy zrobić w pierwszej kolejności, np. zadzwonić do XYZ, zapłacić z prąd, kupić prezent dla mamy. Znów, unikamy zmęczenia decyzyjnego i nie zachodzimy w głowę którą z tych wszystkich rzeczy powinnyśmy zrobić w pierwszej kolejności.

 

Jak to mawia Tim Ferriss (i sama próbuję wdrażać w życie, choć z wielkim trudem i bólem)

 

Jeżeli nie masz czasu, nie masz priorytetów.

 

 

Dodaj komentarz