Pierwszy krok do samoorganizacji

Prowadzenie własnej działalności daje mi możliwość pracy nad różnymi projektami – książkami, kursami, itp. Jest jednak małe „ale”. Wzięcie na swoje barki takiego przedsięwzięcia oznacza okres intensywnej pracy. Czasem BARDZO intensywnej. Pisząc, tworząc, nagrywając, itp., staram się wyznaczać jasne priorytety i prasowanie czy domowy obiadek do nich nie należą.W efekcie, po ukończeniu projektu, rozglądam się wokół i zastaję chaos powstały w wyniku pewnych zaniedbań.

Nie da się jednak żyć w stanie permanentnej dezorganizacji. W każdym razie ja tak nie potrafię :).

Dziś więc opisuję jak wyglądał mój proces „dojścia do siebie” po napisaniu ostatniego ebooka. 🙂 Był to krok 1 do lepszej samoorganizacji.

 

 

WYNURZENIE

 

Najpierw nałóż sobie maskę tlenową, dopiero później zbawiaj świat.

 

What you persist resists. Czyli to, co naciskamy, stawia opór.

Wycieńczenie (czy to fizyczne, mentalne czy psychiczne) jest zwykle najgorszym możliwym momentem na subiektywną „konstruktywną” samokrytykę.

Od prawie 3 lat prowadzę swoją działalność, od 2 jestem całkowicie niezależnym przedsiębiorcą. Jedna z najbardziej wartościowych lekcji przyswojonych w tym okresie?

Nie rozkminiaj „sensu życia”, gdy jesteś zmęczona, głodna, przepracowana, zestresowana lub przed okresem. W tej sytuacji potrzebujesz najprawdopodobniej nieco lodów (ewentualnie drinka), ogłupiającego filmu, świętego spokoju i minimum 8 godzin snu. Nie zabawy w greckiego filozofa i egzystencjalnych dylematów.

Wiem, nie wszystkie mamy taki luksus (przepraszam młode mamy), ale w miarę swoich możliwości, wskazane jest naładowanie baterii, a dopiero potem przemyślenia wszelkiej maści.

 

 

PIERWSZE KROKI W ŚWIECIE ŻYWYCH

 

Zrób to. Nie wiem co to jest, ale Ty na pewno tak. To zadanie, z którym zwlekasz od zarania dziejów. Odkładasz i odkładasz i nigdy nie potrafisz się do niego zebrać. Ja mogłabym napisać całą epopeję o nieskończonych i odkładanych sprawach.

Po okresach chaosu, jak po niedawnej premierze „Słówka raz a dobrze”,  nie przechodzę od razu do rozbudowanego planu wielkich życiowych zmian. Po prostu ogarniam to, co najpilniejsze, najbardziej uwiera lub najbardziej przyczyni się do poprawy mojego samopoczucia.

 

Jak to wyglądało tym razem? Ano weekend spożytkowałam tak:

– wysprzątałam mieszkanie – w tym ogarnęłam też sprawy dłuuuugo odkładane, np. poprzestawiałam meble i umyłam panele, zrobiłam porządek w kosmetykach, słuchając ulubionego podcastu, uprasowałam ogromną stertę prania ukrytą na dnie szafy, zawiesiłam moskitiery),

– wyszorowałam lodówkę i wypełniłam ją zdrową żywnością,

– nałożyłam maseczkę na twarz, zrobiłam manicure, zafarbowałam włosy,

– odwiedziłam brata i jego rodzinę, zjadłam pizzę i powygłupiałam z chrześnicą,

– odwiedziłam rodziców, kupiłam niezbędne produkty i zrobiłam nam ciacho z masłem orzechowym (spieszę z wyjaśnieniem, co nigdy mi się nie zdarza, bo gotować na co dzień po prostu nie lubię :P). Jednak rozwój polega na czymś więcej, niż na czytaniu książek czy produktywności i od dawna chciałam popracować nad swoimi kulinarnymi (nie)kompetencjami,

– wzięłam prysznic, wyłożyłam nogi na drugim krześle i wypiłam piwo z sokiem, po czym stwierdziłam całkiem kontenta, że nareszcie mam wszystko w d***ie i, pierwszy raz od bardzo dawna, spokojnie poszłam spać :D.

 

Jak widzisz, jeśli nie jest to absolutnie konieczne, nie zaczynam od listy rzeczy do zrobienia. W pierwszej kolejności pod topór idą sprawy najbardziej uwierające (zwykle jest to zagracone otoczenie), a dopiero potem biorę się za „filozoficzne rozkminy sensu życia”, wyznaczanie celów i zmiany nawyków. Warto jeszcze tylko nadmienić jedno – badania pokazują, że w zagraconym środowisku jesteśmy bardziej zestresowani. 😉

 

A jak wygląda Twój false start do samoorganizacji?

 

2 myśli na temat “Pierwszy krok do samoorganizacji

  1. Jakie to prawdziwe. Ja cały tydzień myślę o tym, że muszę posprzątać w domu po czym oczywiście robię wszystko żeby nie sprzątać. Mam wrażenie, że mój facet to mnie z domu wyrzuci niedługo… 🙁
    Bardzo motywujący „pierwszy krok” przeczytam jeszcze parę razy i może się nawet uda zastosować 🙂

    1. Martyno 🙂
      Ja również jestem winna i biję się w pierś – także mam tendencję do odwlekania/prokrastynacji ;). Z czasem nauczyłam się radzić sobie z tym trochę lepiej. Może kiedyś napiszę Wam o tym artykuł, acz tematyka organizacji i rozwoju osobistego musi zejść na dalszy plan, ponieważ zdecydowana większość z Was zagląda tu głównie ze względu na angielski ;). Dzięki piękne za komentarz i bardzo cieszę się, że dodał Ci motywacji ;).

      Ściskam mega mocno – CIUM, BUM!<3

      Ania

Dodaj komentarz