Największy błąd, jaki w życiu popełniłam

(ULOTNA) CHWILA OLŚNIENIA

 

Zamknęłam za sobą drzwi i zniosłam walizkę po schodach. W czasie roku szkolnego ten budynek służył licealistom za internat, jednak w okresie wakacyjnym korytarze świeciły pustkami, więc w pokoju byłam zupełnie sama. Zdałam klucz, grzecznie się pożegnałam z panią, która mnie wymeldowała i powędrowałam w stronę samochodu. Mój bagaż był minimalny. Normalnie nawet nie pokusiłabym się o walizkę, ale tym razem zdecydowałam się na dojazd własnym autem, więc miałam luksus spakowania kilku zapasowych ubrań czy ręcznika. Wrzuciłam wszystko do bagażnika, po czym go zatrzasnęłam.

 

Przydałoby się jakieś śniadanie… Miałam jeszcze dużo czasu do zbiórki na lotnisku, zajrzałam więc jeszcze do osiedlowego sklepu w poszukiwaniu jakiegoś jogurtu czy drożdżówki. Nigdzie się nie spieszyłam i, jakimś cudem, udało mi się wyłączyć ten głupi wewnętrzny głosik, który ciągle mi mówił, że powinnam być gdzieś indziej. Cały czas w trybie „go, go, go!” Pomyślałam, że powinnam zastanowić się nad wprowadzeniem pewnych zmian – niesamowicie byłoby zaprojektować swoje życie tak, by po ciężkiej (choć satysfakcjonującej) pracy przychodził właśnie taki zasłużony odpoczynek. I to bez poczucia winy. Jednak przemyślenia bez akcji niewiele znaczą. I tak głupia Ania wróciła do starych schematów.

 

 

W KRZYWYM ZWIERCIADLE

 

– Ok… Czyli latasz, uczysz angielskiego, fotografujesz i piszesz książki. Robisz coś jeszcze? – mój rozmówca odwrócił wzrok. Nawet gdyby jego intonacja głosu nie była dość sugestywna, wystarczyłby wyraz twarzy. Równie dobrze mógł mieć napisane na czole „poje***ło babę”. 🙂
– Um… Skończyłam podyplomówkę z grafiki komputerowej. Dobrze się złożyło, bo teraz przydaje się w działalności.
– Aha…

– Słuchaj, ja wiem jak to wygląda. I Twoja mina jest w pewnym sensie dla mnie komplementem, bo ewidentnie jesteś świadom tego, ze wkładam w to wszystko dużo pracy i jestem bardzo aktywna. Zdradzić Ci sekret? Niczego nie żałuję. Cieszę się, że poświęciłam czas swoim zainteresowaniom, bo teraz lepiej wiem, co chcę robić w życiu. Ale nie zrobiłabym tego drugi raz. Bo zamiast listy kompetencji, oczami wyobraźni widzę wszystkie nieprzespane noce. Na czwartym roku z wycieńczenia zasypiałam na dworcu czekając na autobus do domu, a kilka razy o mało nie straciłam przytomności prowadząc zajęcia. Jeżeli już, to nie aktywność, a uosobienie głupoty i zamotanie. To nie jest sposób na życie

Jeśli nie, to jak znaleźć właściwy? – pomyślałam. Jednak tego już nie powiedziałam głośno i zmieniliśmy temat.

 

 

NIEREFORMOWALNA

 

Spojrzałam po raz ostatni na zegarek i wgramoliłam się pod kołdrę. Była 4:30 nad ranem. Czułam jeszcze resztki adrenaliny i kofeiny w organizmie, jednak w ciągu ostatnich kilku dni tak sobie dałam pracą w dupę, że problemy z zasypianiem przestały istnieć. Jeszcze jeden budzik, na wszelki wypadek. Sięgnęłam po jeden z dwóch zegarów stojący dwa metry od łóżka (i telefonu, który również miał w pamięci pięć alarmów zapisanych na rano). I to by było na tyle, jeśli chodzi o obiecywanie sobie unormowania stylu życia…

 

I odpłynęłam.

 

 

OH, HAPPY DAY

 

Czy jest sens…? Nie ma. I tak za 1,5 h będę musiała się znowu przebrać i użerać przy tym z rajstopami.  Odłożyłam spódnicę moro z powrotem do szafy i wskoczyłam w czarne legginsy. Resztki przyzwoitości nakazały mi sparować to z czymś odrobinę bardziej formalnym. Długa tunika połączona z żakietem zrównoważyła całość. Akurat skończyłam pić kawę, gdy odezwał się dzwonek do drzwi.
Hello…! 🙂 – uśmiechnęłam się szeroko do kursantki.
 
Poranna lekcja zleciała mi bardzo szybko. Przywdziałam resztę sportowej odzieży, podłączyłam słuchawki do telefonu, odpaliłam Endomondo, zamknęłam drzwi na dwa spusty i już mnie nie było.

 

4,5 km… W przyszłym tygodniu powinnam dobić do 6, ale najpierw muszę sprawdzić co jest nie tak z tymi butami. 
 
Zaniedbałam się ostatnio z ćwiczeniami i mało wychodziłam z domu, więc kontakt ze świeżym powietrzem dobrze mi zrobił. Wyłączyłam GPS i weszłam do klatki. Szybki prysznic i chapsnięta w pędzie kromka pełnoziarnistego chleba z serkiem wiejskim.

 

Ciekawe czy zdążę z nowym postem na bloga przed kolejną lekcją…

Zdążyłam. Dzień był długi, spokojny, produktywny i bez stresu.

 

Dlaczego większość moich dni tak nie wygląda? No, tak. Bo jestem głupia i muszę przyswajać jedną lekcję wielokrotnie, żeby wreszcie dotarło.

 

 
Tym razem pewnie też nie dotrze. Ale będę próbować. Bo na co komu odhaczona lista rzeczy do zrobienie (choćby najbardziej zajebi***ta), gdy nie lubi swojej codzienności, a sił brak?

Cholernie łatwo wpaść w pułapkę „celów, które chcemy osiągnąć” i zapomnieć, że to nie o nie tak naprawdę chodzi, a o odpowiadający nam styl życia.

 

P.S. W walce o mój własny styl życia szyty na miarę i codzienność, którą lubię, odkurzyłam odrobinkę kreatywną cząstkę siebie i zrobiłam eksperyment fotograficzny ze światłem. Hope you like it. 😉


 

Dodaj komentarz