Moje ulubione źródło motywacji :>

MOTORYKA

 

***

 

Była 22:30. Otworzyłam drzwi najciszej, jak to było możliwe, i wślizgnęłam się do mieszkania. Włączać światło czy nie włączać? Lepiej nie. W trybie ekspresowym zdjęłam buty do biegania, włożyłam pod pachę piżamę wcześniej zapobiegawczo ułożoną na łóżku i po ciemku wślizgnęłam się do łazienki. Szybki prysznic, zęby, aparat retencyjny i hops cichaczem do pokoju, żeby nie obudzić Gabi. Zajrzałam jeszcze tylko do terminarza, żeby upewnić się do do godziny pobudki, nastawiłam budzik i przyciągnęłam kołdrę pod samą brodę.
10 km do przodu… W przyszłym tygodniu powinnam podnieść sobie poprzeczkę…
 
I zasnęłam.

 

 INTELEKT

 

***

 

– Co tam? Ciężki dzień? Wyglądasz na padniętą.
Gabi stawia po mojej stronie kubek z gorącą herbatą. Często myślę, że zginęłabym marnie, gdybym nie miała jej wsparcie. W duchu śpiewam dziękczynne modły za to, że nasze drogi skrzyżowały się przed pięcioma laty. Siadam na taborecie przy kuchennym stole i czuję, jak opuszczają mnie resztki sił. Dochodzi 21. Zastanawiam się dlaczego kręci mi się w głowie i przypominam sobie, że wstałam o 4. Zajęcia, dojazd, przygotowywanie materiałów, znów zajęcia… O ćwiczeniach tego dnia nie było mowy.
Mhm… – wzdycham. Wyglądam jak śnięta ryba, jestem pewna. Ciekawe czy nałożony rano makijaż całkiem już spłynął i wyglądam jak panda…?
Ale muszę jeszcze dziś przerobić dwa wykłady z „Meteorologii”. Inaczej nie zdążę przed egzaminem. 
Chwilę później doczołguję się do przyprószonego notatkami łóżka i wkładam całą swoją mentalną siłę w to, aby przyswoić choć trochę wiedzy o Cumulonimbusach. Zasypiam po jakichś dwudziestu minutach z głową na notatkach i długopisem w dłoni.

 

EMOCJA

 

***

 

– Wszystko będzie dobrze! Wiem to! Przy twojej pracowitości i uporze po prostu nie ma innej opcji!
Uśmiecham się i dziękuję za schlebiający komentarz. Minęły miesiące odkąd skończyłam uczyć grupę tej konkretnej kursantki i bardzo się cieszyłam, że udało nam się podtrzymać kontakt i umówić na kawę. Zawsze byłam pod ogromnym wrażeniem jej wkładu w naukę angielskiego i jeszcze większym wyników, jakie osiągała dzięki skupieniu i regularnej pracy.

 

Pomyślałam, że świat ma dziwny sposób na utrzymywanie równowagi. Już do tamtego momentu tak wiele razy w życiu usłyszałam wyrażenie „nie dasz rady”, że każdy centymetr kwadratowy mojego ciała musiał nim promieniować. Miałam wrażenie, że z wszystkich stron zostałam poczęstowana każdą możliwą formą tego przekazu: począwszy od poniżających obelg koleżanek w gimnazjum i liceum, przez sugestie niektórych „bliskich”, aż po zakompleksioną dziewczynę w lustrze, która po cichu miała nadzieję, że się mylili.

 

 

 

PRAWA FIZYKI NIE DBAJĄ O ŹRÓDŁO

 

Wszystkie wyżej opisanej wycinki z mojej historii mają jeden wspólny mianownik: energia (bez względu na jej źródło) pozostaje energią i może zostać przekuta w dowolną formę wedle uznania rzeźbiarza. 

 

Kobieta drobnej budowy (jak Mała Mi, który właśnie pisze dla Was posta 😉 ), potrzebuje około 1200-1300 kilokalorii do metabolizmu spoczynkowego. Oznacza to, że gdybym tak sobie po prostu siedziała, pachniała i prawie w ogóle się nie ruszała, właśnie tyle kalorii potrzebowałby mój organizm do podtrzymania prawidłowej pracy (zachowanie właściwej temperatury ciała, pracy organów wewnętrznych, itp.).

 

A czy wiedzieliście, że przeciętny mózg spala wtedy około 300 kcal (około 20% wspomnianych 1300)? Jest to tym bardziej imponujące, że ten organ stanowi zaledwie 2% wagi ciała. I choć nie dokopałam się do danych jasno sugerujących, że umysły osób zarabiających na życie poprzez siłę intelektu spalają tych kalorii więcej, to wykazano, że z czasem wykorzystują one dostępną energię bardziej ekonomicznie.

 

Mam więc dziś szansę odpowiedzieć na pytanie, które słyszę nader często: skąd bierzesz na to wszystko siły?  Otóż mam dwie ulubione stacje paliw 😉 Pierwsza to te wszystkie słowa wsparcia, które miałam szczęście usłyszeć od niektórych bliskich i kursantów. Większość pewnie nie zdaje sobie sprawy, że nauczyła mnie więcej, niż ja ich. Drugi punkt tankowania jest zgoła mniej heroiczny i chwalebny, a szkoda, bo zaglądam do niego o wiele częściej 😀 😛
Nabywam tam paliwo marki „FUCK YOU”. Wtedy myślę o tych wszystkich negatywnych komentarzach, prześmiewczych uwagach i uśmieszkach. A potem pochylam się nad kolejnym projektem i wracam do pracy. 

 

 
 
 
 

Dodaj komentarz