Jak nie odkładać dużych projektów na później

W czasach studenckich

Ach, czasy studenckie. Mówi się, że to ten właśnie okres w życiu jest najpiękniejszy. Chodzi się na zajęcia (albo nie), poznaje nowych ludzi na imprezach, a to, że wino jest tanie i kiepskiej jakości nie ma większego znaczenia (tak słyszałam :P). Do książek zagląda się jedynie w okresie sesyjnym kiedy to wizja „kampanii wrześniowej” spędza sen z powiek. Rzadko widzi się studenta, który nie odkłada nauki na ostatnią chwilę a zdecydowana większość przyszłych magistrów bierze się za pisanie swojej pracy dyplomowej na miesiąc przed obroną. Odkładanie nieprzyjemnych projektów jednak na studiach się nie kończy.

 

Nawet gdy nie jesteś już studentem

Wypadałoby się zmusić do ćwiczeń, nauki obcego języka, zdrowszego gotowania, regularnych telefonów do rodziny… „Nie dziś. Jestem zmęczony.” „Mam tylko 15 minut, szkoda nawet otwierać książkę.” „I tak nie mam czasu na gotowanie, co mi z tego postanowienia, skoro ugotuję najwyżej jeden zdrowy obiad na 2 tygodnie?”

W pracy wygląda to całkiem podobnie. Mało przyjemne raporty, projekty, telefony do klientów… Niestety, tendencja do odwlekania zostaje z nami całe życie. Nie oznacza to jednak, że nie warto z nią walczyć.
Zacznijmy zatem od znalezienia przyczyny choroby, nie jej objawów.

 

Dlaczego odwlekamy i kiedy przestajemy

Po pierwsze, zadanie musi być nieprzyjemne – ta część wydaje się być jasna.

Po drugie, i oczywiście nie jest to stuprocentowa zasada, to duże projekty wywołują u nas tego typu swoistą „reakcję obronną”. Pisanie pracy dyplomowej, nauka angielskiego, ćwiczenia… wszystkie mają wspólny mianownik – w naszej wyobraźni zajmują jednorazowo od kilkudziesięciu minut do nawet kilku godzin przy jednym podejściu.

Przestajemy odwlekać dopiero wtedy, gdy BÓL NIEWYKONANIA czynności JEST WIĘKSZY od bólu wykonania.

Siadamy do nauki, gdyż zewsząd atakują nas wizje oblanego egzaminu, a szanowne „cztery litery” ruszamy wtedy, gdy oponka zaczyna uwierać przy zapiętych spodniach. Dochodzimy do decydującego punktu, w którym przekroczyliśmy pewną granicę. Naszym zadaniem jest więc w ogóle nie zbliżać się do tej granicy (bo po co nam więcej stresu w życiu, mamy go pod dostatkiem).

 

Jak radzą z tym sobie najlepsi

O technice słyszałam wielokrotnie, odwołam się jednak do wypowiedzi jednego z moich ulubionych autorów – Tima Ferrissa. Przewija się ona wielokrotnie w wielu jego wypowiedziach (podcasts, posty blogowe, wywiady, itp.), dla przykładu dla spragnionych źródła (i mówiących po angielsku) zachęcam do rozmowy z Neilem Straussem (–> youtube „Tim Ferriss and Neil Strauss Talk Writing and Creativity on CreativeLive).

Tim jest autorem kilku książek, a zgodzimy się chyba, że napisanie kilkuset stron poprzedzonych ogromnym researchem można zaliczyć do ogromnego, często nieprzyjemnego, zdania. Jego rada?
„Pisz  dwie g***niane strony dziennie.” („Write two crappy pages a day”).  😛 

Innymi słowy – obniżenie poprzeczki. 😉

Technika działa co najmniej z dwóch powodów względów:

  • poprzeczka dla autora jest ustawiona tak nisko pod względem ilości, że znalezienie wymówki jest niemal niemożliwe
  • zdejmuje presję jakości – podchodzenie do zadania z nastawieniem, że choćby miał on zapisać dwie strony słowami „nie chce mi się”, musi je napisać; cokolwiek wyjdzie spod jego pióra, nie musi zostać w ostatecznych rozrachunku wykorzystane.

Spróbuj się dowlec do siłowni i poćwiczyć 10 minut. To jest Twój cel. Nie intensywny 90-minowy trening. Często wychodzimy z założenia, że wykonanie małego zadania nie jest warte zachodu.

Zapominamy o istotnym fakcie: zawsze możemy poćwiczyć dłużej i z 10-ciu minut zrobi się 30. Nie masz ochoty na codzienne eksperymenty w kuchni? Gotuj raz w tygodniu bardzo proste zdrowe danie zajmujące 15-20 minut podczas oglądania telewizji/słuchania muzyki.

Ponad wszystko pamiętajmy Kochani (tu znów inspiruję się wypowiedzią Tim’a) – minimalistyczny plan, który został wcielony w życie zawsze będzie lepszy od wielkiego idealnego planu, którego nie zrealizujemy.
Nic też nie stoi na przeszkodzie, żeby jeden przeobraził się w drugi 😉

Dodaj komentarz