Praca w domu wygląda nieco inaczej, niż myślisz

TREŚĆ ZAWSZE PONAD FORMĘ

 

Mieszkam i pracuję w jednym pokoju. Gdy więc, w taki czy inny sposób, wychodzi na jaw, że sama robię swoje zdjęcia na strony internetowy (które z resztą też zbudowałam własnoręcznie), pojawia się pytanie o sprzęt, a co za tym idzie – miejsce jego przechowywania. Każdy był kiedyś u fotografa i wie, że gdy siada na stołku, w jego twarz wycelowane są zwykle dwa jarzące się talerze opięte białą tkaniną (tzw. softboxy), czasem parasolki i tło na statywie – to takie minimum. Dopiero po ich ustawieniu fotograf lawiruje gdzieś tam po środku . Moja sytuacja byłaby pewnie nieco prostsza, gdyby to był jedyny element mojej pracy. Dodajmy do tego jednak sztalugę z suchościeralną tablicą, dwa krzesła (dla mnie i kursanta), kilka organizerów na artykuły papiernicze, dwie drukarki, bindownicę, gilotynę dwa stoły i dużo dużo książek. Pokój nie jest mały, jednak mało użytkowy, a większość przestrzeni zajmują narzędzia pracy.

 

I skłamałabym mówiąc, że raz na ruski rok nie wpadnie mi w oko jakiś bibelocik, który chciałabym kupić. W 99% tego nie robię wiedząc, że jest to kolejna rzecz, która zajmie przestrzeń, a nie wniesie prawie niczego pozytywnego. Z zarządzaniem przestrzenią jest jak z zarządzaniem czasem. Często możemy wybrać opcję A lub B, nie obie, ponieważ nie znajdziemy na nie miejsca lub dzień okaże się za krótki. Wymusza to pragmatyzm i decyzję na temat tego, co naprawdę jest niezbędne.

 

OGARNIJ

 

Swój pokój oczywiście. Nigdy nie byłam perfekcjonistką w zajmowaniu się domem (pisałam o tym tutaj http://effectivemeblog.pl/zarzadzanie-czasem/nieperfekcyjna-pani-domu/ ), jest to dla mnie wyjątkowo irytujące i w moim odczuciu nadgorliwość w sprzątaniu zabiera czas, który można by wykorzystać w bardziej produktywny (lub przyjemny) sposób. Nigdy nie byłam jednak bałaganiarą i choć moje otoczenie mogło przypominać pole walki w okresach sesji czy pisania pracy magisterskiej (standard dla niemal każdego studenta), to jednak na co dzień starałam się utrzymywać przynajmniej względny porządek. Pracuję z ludźmi, którzy przychodzą na moje lekcje, nie ma więc mowy o tym, aby pokój wyglądał jak pobojowisko. Czasami etatowcy wyobrażają sobie, że pracując z domu cały dzień można chodzić w piżamie, płacić rachunki przy śniadaniu i ignorować puste pudełko po pizzy aż samo zacznie uciekać. Otóż nie zawsze 😉

 

ŻYCIE TOWARZYSKIE

 

Przeciętna osoba ma problemy z organizacją pracy, a życie towarzyskie do pewnego stopnia samo się sobą zajmuje. W tym momencie słyszę uszami wyobraźni bunt na pokładzie bloga ;p Już tłumaczę. Prezenty dla rodziny same się nie kupują, znów musimy odmówić znajomym wyjścia na piwo, bo trzeba pomóc mamie, a faktura za internet sama o sobie pamiętać nie będzie. Wiem, rozumiem, potwierdzam. Jeśli jednak pracujemy z ludźmi, wychodzimy z domu, jeździmy autobusem czy samochodem, uśmiechamy się (albo krzywimy) do pani w firmowej stołówce – mamy kontakt z drugim człowiekiem. Osobiście, mam to szczęście, że pracuję ze swoimi kursantami. Jednak w dni, w których zakopuję się w pisaniu i projektowaniu materiałów, a zakupy zostały zrobione na zapas, nie ma potrzeby, abym gdziekolwiek wychodziła. Na początku wydaje się to świetne. Do momentu aż takie świetne już nie jest 😉 Zapominamy, że człowiek jest zwierzęciem stadnym i potrzebujemy przebywać w otoczeniu innych przedstawicieli tego samego gatunku 😉 Praca w tym samym pomieszczeniu, co dwie koleżanki często wystarcza i wtedy nie zauważamy,że w ogóle takie ludzkie potrzeby istnieją. Bezludne wyspy są przyjemną wizją, ale tylko krótkoterminowo 😉 W przeciwnym razie, dla własnego zdrowia psychicznego, musimy pamiętać, żeby bezludna wyspa nie zawsze była taka bezludna 😉

Dodaj komentarz