Największe kłamstwo o mnie

Nie bardzo wiedziałam jak ugryźć temat i rozwiać wszelkie wątpliwości, jakie unoszą się gdzieś tam po drugiej stronie łącza u moich młodszych czytelników. Doszły mnie niepokojące głos, dzielę się więc po prostu wycinkami z mojej historii.
 
 
 
 
październik 2008
  
Nie mam zielonego pojęcia co chcę robić w życiu. Myślę, że mam coś nie tak z głową, ponieważ czuję się jak małe dziecko zamknięte w ciele osiemnastoletniej dziewczyny. Od dwóch lat przeglądam wszystkie możliwe gazetki poświęcone wyborowi studiów i ścieżki życiowej. Nie pomaga. Ostatecznie decyduję się na filologię angielską mając całkowitą pewność, że nie chcę być nauczycielką. Stwierdzam po prostu, że siedzenie w domu jak pasożyt nie ma sensu, język się przyda, a ja spróbuję wymyślić coś lepszego w czasie studiów. Zarywam noc za nocą, uczę się non stop, biegam z jednych korków na inne. Notorycznie niedosypiam i wmawiam sobie, że „jeszcze tylko trochę”.
 
 

styczeń 2009

 

Decyduję się, że złoże papiery do Rzeszowa. Mój dwa lata starszy brat już tam mieszka i studiuje, a ja chcę ułatwić życie swojej mamie, przedkładam więc jej spokój ducha ponad swoje marzenia o Krakowie. Wiem, że mieszkanie z rodzeństwem non stop, zwłaszcza przeciwnej płci, nie wróży zbyt wielu pozytywów, ale czego się nie robi dla rodziców.

Z tych kilku miesięcy przed maturą nie pamiętam niczego, poza jedzeniem w biegu i nocami w książkach. Wreszcie dostaję się na dwa uniwersytety, do których złożyłam papiery i (oczywiście) wybieram Rzeszów.
 
 
 
październik 2009
 
Zaczęłam studia. Nienawidzę życia. Nie wyrabiam na zakrętach, jestem święcie przekonana, że jestem w niewłaściwym miejscu (fizycznie i w życiu), zawalam większość kolokwiów i egzaminów, uczę się non stop, ale nie przynosi to żadnych rezultatów. Wstawanie rano z łóżka sprawia mi niemal fizyczny ból. Jestem tak zmęczona, że ciągle mówię przez sen (u mnie oznaka całkowitego wyczerpania) i to po angielsku (efekt ciągłych wykładów w tym języku). Podźwignięcie się z dołka zabiera mi kilka miesięcy. 
 
 
 
listopad 2010
 
Postanawiam wreszcie przestać się nad sobą użalać, ruszam tyłek i zapisuję się na kurs malarstwa cyfrowego. Jestem najgorsza w grupie i nie mam pojęcia, co robię, a tablet do malowania widzę pierwszy raz na oczy na zajęciach. Po cichu liczyłam, że moje kreatywne eksperymenty na darmowych programach graficznych 1,5 roku wcześniej mogą być wskazówką do nowej wymarzonej profesji. Po opanowaniu zaledwie podstaw tej dziedziny (i przeprowadzce naszego nauczyciela), jestem zmuszona zrezygnować z zajęć. Aż tak bardzo nad tym nie ubolewam, co ewidentnie oznacza, że to nie było to, choć na tym etapie to jeszcze do mnie nie dociera.  Zaczynam doświadczać lekkich ataków paniki związanych z wyborem ścieżki życiowej. 
 
 
 
 
luty 2011
 
Od kilku miesięcy gromadzę i opanowuję treść z każdej książki dotyczącej efektywnej nauki, jaka mi wpadnie w ręce. Znajomość mnemotechnik i map myśli zaczyna przynosić efekty, a oceny na studiach stopniowo się poprawiają. Tyłka nie urywa i nauka językoznawstwa za cholerę nie daje ani odrobiny satysfakcji, ale już się przynajmniej nie martwię AŻ TAK BARDZO o oblane egzaminy. Nadal zdarzają się wtopy, ale teraz przynajmniej nie wróżę już sobie wylecenia ze studiów.
 
 
 
styczeń 2013
 
Wciąż przekonana, że zostanę grafikiem komputerowym, rozpoczynam studia podyplomowe. Biegam między jednym uniwerkiem, a drugim oraz korepetycjami dla dzieci znajomych i modlę się, by niczego nie zawalić. Jestem tak wyczerpana, że przesypiam swój przystanek w drodze do domu i wysiadam w panice na drugim końcu miasta. Swój plan rozrysowuję na kilku sklejonych kartkach formatu A3 i planuję każdą godzinę z sześciotygodniowym wyprzedzeniem. 
 
 
 
wrzesień 2015
 
Rozpoczynam roczną szkołę fotografii. Status ucznia zapewnia mi opłacone składki, a kolejna kombinacja (tym razem edukacji i pracy w szkole językowej) – brak snu. W tygodniu uczę angielskiego, a w weekendy przyswajam czym jest przysłona i jaki wpływ na zdjęcie ma ISO.
Mam 25 lat i nadal nie wiem co chcę zrobić ze swoim życiem.
 
 
 
lipiec 2016
 
Przystępuję do praktycznego podstawowego szkolenia szybowcowego. Nigdy nie chciałam być zawodowym pilotem, ale miło jest oglądać ziemię z wysokości 2 kilometrów. Między lotami jeżdżę po lotnisku holując traktorem szybowce i czytam książki o psychologii skulona w cieniu. Nie wiem co zrobię później. Wstępnie planowałam zostać w szkole językowej jeden rok, a lada chwila rozpocznie się trzeci.
 
 
wrzesień 2016 
 
Zakładam własną działalność gospodarczą skoncentrowaną na efektywnej nauce, nauczaniu angielskiego i zarządzaniu sobą w czasie, bo na niczym innym dość dobrze się nie znam, a przekazywanie wiedzy innym wychodzi mi przyzwoicie. Nie wiem jeszcze jak rozkręcę biznes. W sumie to nic nie wiem. Nadal pracuję w szkole językowej. 
 

 

 
 
maj 2017
 
Wychodzi moja pierwsza książka, którą sama napisałam i zaprojektowałam od deski do deski, z okładką włącznie (grafika komputerowa i digital painting okazały się użyteczne). W międzyczasie zakładam swoją stronę internetową z newsletterem i bloga (znów, wszystko sama), które poświęcam tematowi rozwoju osobistego i efektywnej nauki (ah, te wszystkie zawalone kolokwia, a potem książki o mapach myśli). Na stronach głównych umieszczam swoje zdjęcia wykonane dzięki samowyzwalaczowi w zaciszu domowym w malutkim prowizoryczym studio. Miesiąc później odchodzę ze szkoły językowej i całkowicie już „przechodzę na swoje”. Jakieś 3 tygodnie później zaczynam prowadzić szkolenia z metodyki nauczania angielskiego i efektywnej nauki na zlecenie jednej z rzeszowskich firm. 
 
 
 
 
Dzisiaj – grudzień 2017
 
Mam kilka ustalonych celów. Kolejna książka, regularne posty na blogu, kurs video dla maturzystów, lot motolotnią… Ale wszystkie ogarnę po drodze, krok po kroku. Co później? Zobaczymy.
 
Nie pytajcie więc gdzie widzę się za kilkanaście miesięcy, bo nie wiem. Może stwierdzę, że chcę tresować lwy w cyrku, a może zostanę astronautą. I, chwała Bogu, ta niewiedza przestała mi już przeszkadzać. Nie mam 5-letniego planu i szablonowego życia. Pracuję dwa razy tyle, co przeciętna osoba, a śmieję się 5-10 razy częściej. Tak długo jak zasypiam spokojna, moje małe najbliższe środowisko nie ugina się pod ciężarem problemów, a praca daje mi względną satysfakcję, dach nad głową i jest z pożytkiem dla innych – jest ok. Bo znam drugi biegun.
 
I nie, nie wiedziałam co chcę robić. Nadal nie wiem. Codziennie za to buduję styl życia szyty na moją miarę: tu dodam kilka godzin pracy z ludźmi, tam dosypię szklankę kreatywności, doleję edukacji i rozwoju, a szczyt przyozdobię elastycznością i niezależnością.
 
Młodzi ludzie nie mogą więc wiedzieć co chcą robić w życiu. Muszą dopóty eksperymentować z różnymi dziedzinami i zajęciami, dopóki stwierdzą, że praca ich tak bardzo nie uwiera. Zdecydują po drodze co są skłonni wziąć na klatę w pakiecie (np. nauczyciel – pracę z rodzicami, prawnik – brak weekendów, własny biznes – w pracy będziecie cały czas). Ogarniecie to, krok po kroku.
 
 

2 myśli na temat “Największe kłamstwo o mnie

  1. Oj! Aniu Aniu!
    Jesteś wulkanem działań i możliwości. Skąd u Ciebie, drobniutkiej dziewczynki tyle siły i samozaparcia?
    Jesteś wspaniała!
    Podziwiam Cię.

    1. Drogi Nieznajomy 🙂 Dziękuję pięknie za ciepłe słowa i wsparcie 🙂 Zależało mi na tym, żeby było oczywiste, iż moja droga była bardzo wyboista (nierzadko wciąż jest), ponieważ podobno robię wrażenie osoby, która doskonale wie, czego chce i dokąd idzie. A prawda jest taka,że prawie nigdy nie wiem 😀 Niektórzy z moich młodszych kursantów i czytelników stoją przed podobnym dylematem („co powinienem/powinnam zrobić ze swoim życiem”) i czują się źle z tym, że jeszcze tego nie wiedzą. A niepotrzebnie 😉 Chciałam, żeby o tym wiedzieli 🙂

      Pozdrawiam serdecznie i przesyłam masę pozytywnej energii,
      Ania

Dodaj komentarz