„Jak to jest, że się nie boisz?”

 

Jest to fragment pewnej rozmowy sprzed kilku dni, choć im więcej mam zwariowanych pomysłów i kreatywności, tym więcej tego typu zapytań słyszę i więcej podobnych odpowiedzi udzielam.

 

 
 
– Ale, że się nie boisz…?
 
Jak to mam w zwyczaju, w odpowiedzi unoszę wysoko prawą brew (drugą tak niestety nie potrafię) i się uśmiecham.
 
-Kto powiedział, że się nie boję?
 
Skołowanie i chwila ciszy.
 
– Nie rozumiem.

 

Czemu to wszystko robię? Bo bardziej boję się NIErobienia. Niewykonanych lotów, nienakręconych filmików, nieprzeczytanych książek, nieodwiedzonych miejsc, nieoddanych skoków. Dostosowywania swojego życia do oczekiwań innych, gdzie wszystko jest przewidywalne, poukładane i „NIEmoje”. I „stabilne”. Choć prawda jest taka, że to „stabilne” w przyrodzie nie występuje i wszyscy się karmimy tym przekonaniem niczym bajeczką o Świętym Mikołaju.
 
Fascynujące, że wszyscy wiedzą jak ja powinnam przeżyć swoje życie, a nie wiedzą co robić z własnym. Że ze świecą szukać osoby zadowolonej ze swojej codzienności.

 

Prawda jest taka, że przerażają mnie wszystkie moje przedsięwzięcia i nieważne czy jest to skok z Wieży Marzeń czy wydanie książki. Zawsze miałam obawy i jestem pewna, że to się akurat nigdy nie zmieni bez względu na to, co sobie wymyślę.

 

Gdy obejrzysz mój pierwszy filmik, to na początku usłyszysz w tle Gabrysię. Wizja wrzucenia swojego nagrania do publicznego wglądu, w dodatku gdy jeszcze byłam zatrudniona w szkole językowej i pracowałam z ludźmi na porządku dziennym, tak mi zszargała nerwy, że potrzebowałam jej wsparcia duchowego.

 

ALE! Strach wpływa „tylko” na to jak się czujemy, a nie to, co możemy zrobić. Jak to powiedziała Liz Gilbert, tak długo jak ciekawość jest o 1% większa od strachu, idziemy we właściwą stronę.  

Dodaj komentarz