Dostałam małpiego rozumu!

JEDNA CHOLERNA OWCA… DWIE CHOLERNE OWCE…

 
 
Podnoszę głowę i szukam wzrokiem zegarka. Przewracam się z boku na bok od ponad 45 minut.
 
No, cholera jasna! To dlatego, że dziś nie ćwiczyłam…
 
Nie ważne, że przepracowałam ponad 12 h – mózg tak się rozpędził, że nie jestem w  stanie go teraz uciszyć.
 
Prezenty na Święta, trzeba upiec pierniczki… I wreszcie zabrać się za malowanie łazienki. Techniki pamięciowe, o których dziś czytałam byłyby dobrym tematem na artykuł… … Zabijcie mnie…
 
 
FILOZOFIA W PŁCI UKRYTA
 
Znacie wyrażenie dostać małpiego rozumu? Zwykle mówimy tak o kimś, kto wpada w szał albo zgłupiał.
 

A słyszeliście o zbliżonym do niego wyrażeniu „monkey mind”? Problem dotyka częściej pań, niż panów, a chodzi konkretnie o to, że CAŁY CZAS myślimy. Robimy listy, analizujemy, zauważamy coś nowego, odhaczamy, jeszcze raz analizujemy… Pod tym względem szczerze zazdroszczę większości mężczyzn, którym osiągnięcie spokojnego stanu umysłu przychodzi z większą łatwością.

 

Dziewczyny, jeśli więc Wasz facet w odpowiedzi na znamienne pytanie „o czym myślisz” twierdzi, że o niczym – możecie uwierzyć na słowo! I nie ma to nic wspólnego z intelektem! Jest to po prostu forma relaksacji, którą udaje im się naturalnie wpleść w codzienne życie. To my, niestety, mamy raczej problem z poskromieniem swojej uwagi i potrzebujemy jogi czy masażu, żeby się uspokoić. Smutne, ale prawdziwe.

 
Zupełnie jak w tym kabarecie, gdzie facet opisywał umysły kobiet i mężczyzn. W umyśle mężczyzny chowają się pudełka – w każdej znajduje się inny temat, a pudełka nigdy się nie dotykają 😀 U kobiet natomiast jest jeden wielki kłębek kabli gdzie wszystko łączy się ze wszystkim 😀 Wtedy dopiero można dostać małpiego rozumu. Jest to szczególnie uciążliwe gdy w jednym momencie każdy czegoś od nas chce chce, terminy gonią, Święta się zbliżają… i tak zasypiamy robiąc kolejne listy.
 
Jak żyć, moi Drodzy? Jak żyć?
 
 
TAM, GDZIE WOLA, TAM I SPOSÓB
 
Praktyczna ze mnie dziewczyna, więc gdy pojawia się problem, szukam rozwiązania 😉
 
Dr Deepak Chopra odkrył w swoich badaniach, że przeciętna osoba doświadcza około 65000 myśli dziennie. Co ciekawsze, w granicach 95% tych myśli są myślami, które pojawiły się w naszym umyśle dnia poprzedniego. Życie ucznia czy studenta może wyglądać nieco inaczej, ponieważ są to ludzie, którzy codziennie uczą się nowych rzeczy, jednak osoba dorosła ma zasadniczo jednostajny tryb i spotyka na swojej drodze tych samych ludzi, na których zwykle reaguje w podobny sposób, co dnia poprzedniego. Więc, jakkolwiek uważam, że dane te mogą być nieco naciągane, jestem przekonana, że takie tendencje są całkowicie prawdziwe.

 

Wpadając więc w rutynę „monkey mind” skazujemy się na codzienne jej odtwarzanie. I choć dla mnie walka z taką gonitwą myśli nie skończy się pewnie nigdy, dziś o wiele łatwiej jest mi zapanować nad moim własnym umysłem, niż 5 lat temu. Możecie to zrzucić na proces starzenia 😛 lub na praktykowanie poniższych technik i nawyków 😛 Wasz wybór ;p Do moich faworytów należą więc 😉
 
 
  1. Trening uważności / medytacja 
 
Odstraszająca samą nazwą i przywołująca na myśl buddyjskiego mnicha. A chodzi po prostu o to, żeby przez kilka minut usiąść na tyłku i spróbować nie myśleć o niczym. Albo np. myśleć o oddychaniu lub świadomym rozluźnianiu mięśni w ciele, technik jest wiele. Dla mnie oznacza to zwykle 7 minut rano z aplikacją Meditation, ale kto co lubi – możliwości jest od groma 🙂
 
 
  1. Ćwiczenia fizyczne
 
Które ratują mnie na dwa sposoby:
a) wieczorem jestem dostatecznie zmęczona fizycznie, by szybko zasnąć,
b) jeżeli jest to konkretny trening, w którym muszę się skoncentrować na różnych ćwiczeniach, pełnią też funkcję samej medytacji, ponieważ w mojej głowie nie ma już miejsca na nic innego, jak poprawna forma. Dlatego bieganie w moim przypadku nie wchodzi w grę, bo po opanowaniu właściwej postawy staje się monotonne i wtedy zaczynam myśleć najwięcej.
 
 
  1. Woda z octem jabłkowym i miodem
 
Rekomendacja Timma Ferrissa, który również całe życie cierpiał na bezsenność. Szklanka ciepłej wody+łyżka octu jabłkowego+łyżka miodu na godzinę przed planowanym pójściem do łóżka i ścina z nóg. Nie wybudzam się w nocy, jak mi się to zwykle zdarza, a rano wstaję wypoczęta. Pod warunkiem, że pilnuję się w wypiciem tego magicznego środka nasennego, co cały czas jest na liście nawyków do wyrobienia, ale to inna historia ;p
Ujmijmy to tak – działa, gdy pamiętam, żeby wypić ;p
 
  1. Brain dump
 
Czyli przelanie wszystkich swoich myśli, pomysłów, projektów i zmartwień na papier, żeby się tak nie kotłowały w głowie. Pomaga to w ich poukładaniu, posegregowaniu i leczy to wredne uczucie, że o czymś zapomnieliśmy. Staram się to robić minimum kilkadziesiąt minut przed snem, gdy planuję kolejny dzień, ale nawet jeśli nie mam takiej możliwości i jest to „last minut” – zawsze wolę zrobić, niż nie zrobić 😉
 
 
  1. Okienko bez stresu
 
 
Tu również biję się w pierś – wdrożenie tej zasady jest dla mnie wyjątkowo trudne. Przez chwilę udawało mi się nawet czytać dla przyjemności jakieś 15-20 minut przed zaśnięciem, jednak w chwili, gdy zaczął gonić mnie termin z kolejnym produktem (kursem dla maturzystów), spokojne wieczory poszły w odstawkę i teraz spędzam je projektując elementy wizualne podręcznika aż padnę na twarz. Jeśli jednak tylko macie możliwość odcięcia się od list rzeczy do zrobienia i pracy, zachęcam. W przeciwnym razie obciążamy umysł dodatkową analizą w czasie snu, przez co wstajemy zmęczeni.

Dodaj komentarz