Dlaczego NIE NALEŻY robić postanowień noworocznych :>

Na wstępie uprzedzam, że nie uważam „znajdę miłość swojego życia i wygram w totolotka” za postanowienia (czy plany) jakiegokolwiek rodzaju 😛 Dziś, moi Drodzy, schodzimy na ziemię i mówimy tylko o tym, co zależy od nas, a nie od szczęśliwego trafu. 😉

 

 

 

WIDZĘ OCZAMI DUSZY SWOJEJ…

 

…jak od pierwszego stycznia codziennie chodzę na siłownię i nie jem słodyczy. Oczywiście z nadejściem Nowego Roku wszystkie zadania będę odhaczać, jedno po drugim, bez najmniejszego przystanku. Wstąpi we mnie prawdziwy duch walki! Wcześniej jakoś miał problemy ze znalezieniem mojego mieszkania, nie wiedzieć czemu omijał je szerokim łukiem, 😀 ale w tym roku na pewno przyjdzie 😉

 

ŚWIST, BRZDĘK, BOOM!!! I wracamy do rzeczywistości.

 

Po cichu liczymy, że poczucie świeżego startu wystarczy, by dotrzymać postanowienia, a my, nie chcąc zabrudzić czystych kart terminarza, nie nawalimy. Niestety, silna wola, jak wszystko, co wartościowe – wymaga regularnej inwestycji czasu i energii. Nie pojawia się od razu w wersji upgrade 😉 . Trzeba ją zbudować od ziemi, cegła po cegle 🙂

 

Ćwiczenia, zdrowe odżywianie, regularna nauka języka obcego, czytanie książek przed snem – wszystko to są NAWYKI. Oczywiste jest, że musimy je sobie WYROBIĆ. A to z definicji sugeruje długoterminową regularną akcję. Tylko jakoś przy okazji Nowego Roku o tym zapominamy 😉

 

 

PODRÓŻ DO PRZYSZŁOŚCI

 

Wszyscy mamy ogromne pokłady energii, motywacji i silnej woli, gdy… chodzi o działania dnia jutrzejszego. „Jutrzejsza ja” nie jest realna, mogę więc na nią nałożyć dowolną ilość pracy. Sęk w tym, że bardzo szybko zmieni się ona w „obecną ja”, która czuje się jak się czuje i gdyby teraz miała wybierać między kremówką, a serkiem wiejskim, od razu pobiegłaby po widelczyk do ciasta 😛

 

Lubimy myśleć o tym, że jutro jest nieskażone błędem i przyniesie ze sobą nowe możliwości. Dotychczasowe doświadczenia i nawyki odgradzamy od przyszłości grubą kreską wmawiając sobie, że jedno nie rzutuje na drugie.

 

Z tego też względu w okresie noworocznym można zaobserwować wśród naszych bliskich dwa ekstrema: pasjonatów zmian, którzy ignorują wszelkie zwiastuny ewentualnego niepowodzenia oraz ludzi, którzy w ogóle tego typu list nie robią, ponieważ „znają siebie i wiedzą, że i tak ich nie dotrzymają”.

 

 

PLAN A, PLAN B, PLAN C,…

 

Wizja zajebi***go jutra tak nas wciąga, że w ogóle nie bierzemy jakichkolwiek komplikacji pod uwagę.
Widziałam jednak w życiu dostatecznie dużo, żeby zdążyć wbić sobie do głowy mantrę:
Miej nadzieję na najlepsze, bądź przygotowana na najgorsze.
Przecież wyjeżdżając w trasę staramy się mieć przy sobie telefon, naładowaną nawigację, zapasową oponę… Przynajmniej częściowo jesteśmy przygotowani na to, że coś może pójść nie tak. Liczymy się z tym, że nie zawsze wszystko mamy pod kontrolą. Że są elementy, na które nie mamy wpływu.

 

Te same reguły gry powinny panować w planie noworocznym. Co jeśli nawalę? Jak nadrobię zaległości i wrócę na właściwe tory? Albo jeszcze lepiej: jak zareaguję, gdy tylko zauważę, że na horyzoncie widać czerwone flagi – chwilę słabości?

 

Bo przecież prędzej czy później coś się posypie 🙂 Trzymanie kciuków za to, żeby wszystko poszło gładka, nie zmniejszy naszych szans na wtopę.

 

 
Ujmując w dużym skrócie (i bardzo metaforycznie) 😉
Zawsze lepiej jest mieć gaśnicę i chatkę z odrobinę przypalonymi meblami, niż stać na zgliszczach marząc o kompletnym domku 😉

 

 

 I tak, dotarłszy do końca tekstu, zdałam sobie sprawę, że może on brzmieć pesymistycznie. OOOPS! Jeżeli więc odnieśliście takie wrażenie, spieszę z wyjaśnieniem 🙂

Poświęciłam rozwojowi i nauce całe swoje życie, wierzę więc w progres 😉 Po prosu przestałam dziecinnie oczekiwać, że zmiany przyjdą same i to szybko 😉
Zamiast tego wybieram PRACĘ i ROZSĄDNE PLANOWANIE 😉

 

Na dniach zapraszam więc na bloga po zaprojektowany przeze mnie planner 😉

 

Merry Christmas, Loves! 😉  Dużo zdrowia i pogody ducha, a mało problemów 🙂

Do usłyszenia po Świętach! 😉

 

Ania

 

 

Dodaj komentarz