5 pytań, które wywrócą Twoją perspektywę do góry nogami

  1. Co musiałabyś zrobić, żeby osiągnąć swój roczny plan w miesiąc? 

 

Oczywiście, zakładając że takowy mamy. 😉 Osobiście, choć staram się mieć mgliste pojęcie na temat tego gdzie będę za kilka miesięcy, bardzo często takiej dalekosiężnej wizji nie posiadam. Pytanie jednak możemy bardzo łatwo dostosować do celów, które już mamy i są one nieco bardziej krótkoterminowe. Np., czy odkładanie nauki języka faktycznie ma pokrycie czy jest to po prostu „czekanie, aż będę miała więcej czasu”, co nigdy przecież nie nastąpi?I czy odkładanie wycieczki marzeń na „kiedyś” ma sens?

 

 

 
  1. Co, gdybyś zrobiła zupełne przeciwieństwo tego, co do tej pory?

 

Zawsze będę wspominać swoją zmianę nastawienia do nauki, w momencie gdy zaczęłam poznawać techniki efektywnej nauki. Zamiast naciskać swój umysł coraz bardziej, zaczęłam z nim współpracować. Co więc, gdyby jednak wcisnąć 15-20 minut ćwiczeń dziennie, zamiast powtarzać, że są ważniejsze rzeczy do zrobienia? Gdyby zamiast kawy rano pić herbatę PU-ERH z olejem kokosowym (do czego się przymierzam, choć wiem, że za bardzo się uzależniłam i gwałtowny przeskok zmieni mnie w zombie, więc trzeba będzie to robić stopniowo). Jak wpłynęłoby to na moją koncentrację i samopoczucie? Co, gdybym zainwestować więcej czasu w podróże, zamiast pakować niemal każdą wolną chwilę w pracę? I o ile szybciej można by skończyć pracę, przy większej liczbie godzin solidnego i nieprzerwanego snu, zamiast zarywać noce, a nad ranem wciskać „drzemkę” po 150 razy?

 

 

  1. Czyjej akceptacji pragnęłaś bardziej jako dziecko: mamy czy taty? Kim musiałaś być, żeby sprostać oczekiwaniom?

 

NIE z kim miałaś lepsze/bliższe relacje, tylko kto miał wobec Ciebie oczekiwania, które odczuwałaś? Nie zawsze się to sprawdza, może być tak, że rodzice niczego nam nie narzucali, a może być tak, że oboje wymagali tak dużo, że długoterminowo zdominowało to nasz charakter. Pointa jest taka, że jeżeli odczuwaliśmy jakiś rodzaj wymagań, to są spore szanse, że teraz kładziemy na nie o wiele większy nacisk w życiu dorosłym. Zawsze chcemy bardziej tego, czego nie mamy, próbujemy więc później sobie na to zasłużyć. Zdarza się, że te wypracowane tendencje będą nam służyć – w przypadku autora, od którego się tego nauczyłam, Tony’eggo Robbinsa, było to poczucie odpowiedzialności i zdolność do radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Jednak taki wyuczony schemat bardzo łatwo może przeobrazić się w ogromne napięcie i stres, ponieważ granica jest bardzo cienka.

 

 

  1. Z jakimi osobistymi demonami musieli mierzyć się Twoi bliscy? 

 

Z jednej strony nasi najbliżsi, z definicji, są ludźmi, których dobrze znamy. Z drugiej jednak, jak dobrze znamy historię życia swoich rodziców, dziadków, rodzeństwa? Bez względu na to, jakie sukcesy ktoś odnosi lub jak beztrosko wygląda, wszyscy mamy swoje mary nocne, które uderzają w czuły punkt. Każdy takowe posiada. Każdy. I, niestety, człowiek jest istotą bardzo egoistyczną. Myślimy więc, że „to nas nikt nie rozumie”. Nigdy jednak nie pytamy o to, której cząstki swoich najbliższych nie rozumiemy my. Bo dziadek, z naszej perspektywy, jest dziadkiem. Trudno jest pamiętać, że kiedyś był chłopcem, który chodził do szkoły, a potem mężczyzną, który założył rodzinę i musiał ją utrzymać. Co wtedy zaprzątało jego głowę? Często przyjmujemy tylko jedną perspektywę, a nie ma przecież ludzi jednowymiarowych.

 

 

  1. Czy jesteś dla siebie bardziej surowa, niż dla swoich bliskich?

 

Wszystkie  ze sobą rozmawiamy w naszych własnych głowach. Nawet jeśli nie myślimy na głos czy nie mruczymy pod nosem, to prowadzimy wewnętrzny monolog (zwłaszcza panie 😉 ). Potrafimy być wobec siebie bardzo krytyczne. Jesteśmy zawieszone gdzieś między „co powinnam była zrobić lepiej”, a „co JESZCZE powinnam zrobić”. Bardzo rzadko  satysfakcjonują nas efekty naszej własnej pracy  i ciężko nam zrozumieć, że nie można być wszystkim dla wszystkich. Nie da się być idealną panią domu, matką, żoną, córką, siostrą, pracownicą i jeszcze znaleźć czas na pomalowanie paznokci, bo trzeba ukryć, że się rozdwajają przez środki chemiczne. Niemożliwe jest bycie „idealnym czymkolwiek”, tym bardziej nieosiągalne jest bycie „idealnym wszystkim”. My jednak uparcie utrzymujemy, że „dostatecznie dobra”, w którejkolwiek z tych ról, po prostu nie wystarczy. Moja lekcja, której sama muszę się uczyć każdego dnia, sprowadza się do tego – jeżeli nie użyłabyś jakiegoś wyrażenia czy tonu głosu w stosunku do kogoś bliskiego, nie powinnaś ich używać w odniesieniu do samej siebie. Jesteś jedyną osobą, z którą będziesz musiała każdego dnia spędzać 24 godziny na dobę przez resztę życia. Warto więc zadbać o to, żeby w tym zacnym środowisku nie było żadnych kwasów. 😉

 

 

 

Znaczna część tych pytań pochodzi od Tim’a Ferrissa (kto nie zna, warto wygooglować). 😉

Dodaj komentarz