10 najważniejszych decyzji w moim życiu

1. Odpuściłam sobie

Szukania pasji życia. Jestem lektorem-trenerem-szkoleniowcem-autorem-bloggerem-pilotem szybowcowym-fotografem-grafikiem-… I sobą. Większość z nas tej pasji nigdy nie znajduje (i nierzadko marnuje czas na poszukiwania). Tak długo, jak praca sprawia mi względną przyjemność, ma pozytywny wpływ na innych, jest zgodna z moimi wartościami i opłaca rachunki – dziękuję bardzo. Jutro moje preferencje mogą ulec zmianie i trafię do innej branży, ale tym będę się martwić, gdy ów moment nastąpi. Na razie dobrze mi żonglując różnymi dziedzinami. 😉

 

 

2. Wysłałam smsa

– Elu, jest gdzieś tam Gabrysia? Mam do niej pytanie, jeśli nie masz nic przeciwko.

– Jest, co tam?

– Czy mogłabyś ją zapytać czy byłaby może zainteresowana wspólnym wynajmem mieszkania po studiach? Czeka mnie przeprowadzka i szukam współlokatorki.

– Gabrysia mówi, że bardzo chętnie zostanie twoją współlokatorką.

 

3. Zrezygnowałam

Z jedynej rzeczy, jakiej nigdy nie miałam – pełnej kontroli nad tym, co dzieje się wokół. Stanem zdrowia bliskich, moim własnym, sytuacją na rynku, liczbą czytelników czy sprzedanych kursów online… Są rzeczy, na które mamy wpływ i takie, w których nie mamy nic do powiedzenia. Postanowiłam martwić się jak przejść przez most dopiero wtedy, gdy na niego trafię. A jeśli po drodze napotkam na swojej drodze wredoty, których nie jestem w stanie przebyć – cóż, trudno. Nie wyjdę z siebie i nie stanę obok. Z pustego i Salomon nie naleje.

 

4. Pozwoliłam wygrać złości

Ale tylko na kilka chwil, żeby się podźwignąć. Zwłaszcza w chwilach, gdy byłam wyśmiewana i poniżana (począwszy od bullying koleżanek z klasy, a na wykładowcy uczelni skończywszy). W wyobraźni wbijałam igły w ich laleczki voodoo, żeby później być w stanie ogarnąć się, podnieść, otrzepać i skupić na kolejnym projekcie czy umiejętności. Nigdy nie życzyłabym nikomu źle, więc była to tylko forma pożytkowania negatywnej energii. Złość przekuwałam w pracę i efekty. Choć, nie ukrywam – raz na kilkanaście miesięcy przystanę i zastanowię się czy karma do nich wróci.. 😛

 

5. Zaczęłam pracę

Nad swoim charakterem. Choleryczka za mnie. I zapalam się szybciej, niż światełka na choince. A mimo to, moja przyjaciółka wytrzymuje ze mną pod jednym dachem od 3,5 roku. Podobno w genach kryje się około 40% naszego charakteru. Dziękuję bardzo, nie chcę być nerwusem przez resztę życia… to ja może pójdę trochę pomedytować. 😉 😛

 

6. Zaakceptowałam życiowy „handel wymienny”

 

Kawałek karpatki za 30 min biegania.

Artykuł na bloga za piwo ze znajomymi.

Nowy aparat do nagrywania za weekend w górach.

Dodatkowe godziny pracy za bycie własną szefową.

Tło fotograficzne za nowe buty.

 

W wielu przypadkach nie jest to już kwestia tego, czy mogę coś mieć/osiągnąć, a raczej tego, czy jestem skłonna zapłacić za to konkretną cenę (najczęściej bezgotówkową).

 

7. Przestałam podróżować w czasie

– Gdzie jesteś?
– Hm…? – podnoszę wzrok. Znowu się zawiesiłam.
– Co tak dumasz?
– A… tak myślę. Biznes, książka, kolejny kurs… może powinnam na chwilę nieco zwolnić, bo trudno jest mi już ładować akumulatory. Myślę nad ostatnim produktem, analizuję, co mogłam zrobić lepiej.
– Ty cały czas myślisz.
– Tak.
– Ciągle się zamartwiasz.
– Nie ciągle, ale zdarza mi się, tak.
– To musi być strasznie męczące.

 

8. Zrobiłam coś głupiego

Założyłam bloga i kanał youtube i byłam na tyle szalona, żeby myśleć, że ktoś będzie chciał na nie zaglądać. Absurdalny pomysł – zbudować własne wirtualne 4 ściany i zapraszać do nich innych. I tak już ciągniemy ponad 1,5 roku i dobiegamy do 3 000 czytelników miesięcznie. Taki głupi pomysł na siebie… 🙂

 

9. Zaczęłam zanim byłam gotowa

– W życiu się tak nie bałam!
– Ale czego się boisz?
– Widziałaś takiego mema, w którym pies siedzi przed monitorem komputera, ma łapy nad klawiaturą, a niżej widnieje napis „NIE MAM ZIELONEGO POJĘCIA CO ROBIĘ”? Ja jestem jak ten pies. KOMPLETNIE nie wiem co robię. Planowałam to odkąd pamiętam, a mimo to czuję się, jakbym po prostu pewnego dnia się obudziła i stwierdziła „dzisiaj założę własny biznes”.
– Nauczysz się po drodze. Nikt nie zaczyna z takimi umiejętnościami.
– Mam wrażenie, że nie jestem na to gotowa. Ale… z drugiej strony, to chyba nigdy nie będę…

 

10. Dałam sobie pozwolenie

Na to, żeby nie wiedzieć.

 

Przepraszam, jestem pierwszy raz na siłowni. Mogłabym prosić o oprowadzenie i pokazanie jak działa sprzęt w strefie cardio?

 

Przepraszam! Dzień dobry, nazywam się Anna Szpyt, jestem szkoleniowcem, mam przeprowadzić szkolenie z metodyki nauczania języka angielskiego… Gdzie mogę znaleźć panią dyrektor?

 

Dobra, jeszcze raz, jak wrzucam wsteczny? OK, a jak holuję szybowiec, to powinnam jechać na dwójce czy trójce? Zrobiłam z 30 000 km swoim peugeotem, ale ciągnik to zupełnie inna bajka…

 

O! I tu zbaraniałam! W banku mi powiedzieli, że żeby założyć konto firmowe, muszę mieć działalność, a gdy rejestrowałam działalność, to chcieli ode mnie numeru konta!!! Co pierwsze: jajko czy kura?!

 

 

Ania Szpyt

Wiek: 28 lat

Zatrudnienie: własna działalność gospodarcza

Wzrost: pomimo stania na gazecie, wciąż poniżej 160 cm 😛

Waga: nie wiem i nie chcę wiedzieć 😛

Cele: W ciul i jeszcze trochę 🙂

Definicja szczęścia: stół kuchenny i doborowe towarzystwo

Dodaj komentarz