4 błędy, które wszyscy powtarzamy ucząc się angielskiego

BEZMYŚLNE POWTARZANIE

 

W języku angielskim istnieje kilka terminów odnoszących się do powtarzania materiału.

 

REPEAT – oznacza powtórzenie głośno słowa lub wyrażenia, np. Czy możesz powtórzyć? Can you repeat that?

 

REVISE – od którego często pochodzą nazwy repetytoriów maturalnych (np. Matura Revision) odnosi się do odświeżania sobie wcześniej przyswojonego materiału.

 

RECALL – oraz interesujące nas ACTIVE RECALL, czyli AKTYWNE PRZYPOMINANIE SOBIE – jest to samodzielne „wyciąganie” informacji z czeluści umysłu bez posiłkowania się pomocami naukowymi. 😉 Jeżeli więc koleżanka czy kolega odpytują nas z czegoś przed sprawdzianem, wtedy właśnie praktykujemy „active recall”, ponieważ nie zaglądamy do notatek.

 

RECOGNITION – czyli ROZPOZNAWANIE. Prawdopodobnie najbardziej zdradliwy proces w nauce. 🙂 Zdarzyło się Wam kiedyś kartkować zeszyt, zerknąć na jakąś stronę i pomyśleć „tak, wiem o co chodzi, to znam…” i zacząć kartkować dalej bez sprawdzenia się? Jeśli tak, są spore szanse, że mieliście potem problemy z przypomnieniem sobie tego materiału na teście. Okazuje się, że mózg samodzielnie nie jest w stanie rozróżnić RECOGNITION (rozpoznawania) od RECALL (aktywnego samodzielnego przypominania sobie). 

 

Bardzo często „powtarzamy” materiał po raz setny czytając te same zwroty i słówka, ale nie sprawdzamy się z nich bez podglądania. Po prostu odtwarzamy zapisane notatki bez zmuszania umysłu do większego wysiłku. Oczywiście takie aktywne przypominanie sobie, a czasem może nawet tworzenie materiałów powtórkowych z pytaniami, jest wyjątkowo up… orczywe, 😛  ale jeżeli sami nie zweryfikujemy swojej wiedzy przez kartkówką, to niestety zrobi to matura :/

 

 

 

NAUKA Z LISTY

 

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego numery telefonów są zwykle zapisywane w systemie trójkowym? To dlatego, że jest to największa liczba elementów w zbiorze, jaką jest w stanie ogarnąć przeciętny umysł. Zapamiętujemy indywidualne elementy, pary i trójki. Gdy próbujemy zapamiętać więcej elementów, zwykle pojawia się tendencja do „szatkowania” na dwójki. 🙂

 

Jak to się ma do angielskiego? Ano tak, że uczymy się słówek, czasowników nieregularnych, liczb, dni tygodnia, miesięcy i osób (zaimków) Z LIST! Dlaczego jest to szkodliwe? Ponieważ

 

MÓZG ODTWARZA W TAKIEJ FORMIE, W JAKIEJ PRZYSWOIŁ

 

tzn. jeśli chcemy przypomnieć sobie jak jest czwartek, musimy powtórzyć wszystkie dni tygodnia od początku. W pewnym momencie dochodzi do tego, że pamiętamy w którym miejscu znajduje się konkretny czasownik w tabelce czasowników nieregularnych :/

 

Niestety, z własnego lenistwa nie uczymy się na wyrywki i to nas gubi. Nie twierdzę, że musimy wszystkie nieregularne przepisywać na fiszki (choć nie zaszkodziłoby). Wystarczy, że ucząc się ich będziemy je powtarzać na wszystkie możliwe sposoby skacząc po kartce. Z zaimkami, dniami tygodnia i miesiącami jest gorzej, ponieważ te powinniśmy być w stanie odtworzyć w mgnieniu oka. Wierzcie mi, jeśli nie odhaczycie tego teraz, potem będzie się to za Wami ciągnęło latami… :/

 

Dla tych, którzy nie mają chęci inwestować czasu i energii w tradycyjne papierowe fiszki, niżej wklejam link do filmiku 🙂

 

 

 

 

NAUKA ZAPISU

 

DIG DUG DUG

 

CUT CUT CUT

 

FIGHT FOUGHT FOUGHT

 

Mini eksperyment społeczny: ilu z Was przeczytało w głowie powyższe przykłady zgodnie z zasadami wymowy, a ile tak, jak się te słówka pisze? 🙂

 

Zgroza każdego gimnazjalisty i licealisty przed kartkówką. Właśnie – KARTKÓWKĄ. Prawie zawsze byliśmy sprawdzani ze słownictwa w postaci egzaminu PISEMNEGO, uczyliśmy się więc ZAPISU, nie wymowy. A nawet jeśli byliśmy odpytywani przy tablicy, to nauczycielka poprawiła poharatane błędną wymową słówko i… zaliczyła. Skoro nie było błędu, to niby czemu mielibyśmy coś zmieniać?

 

Może dlatego, że z wiekiem będziemy chcieli nauczyć się MÓWIĆ w danym języku? 😀 O maturze ustnej już nawet nie wspominam. I nie, wcale nie musimy się wszyscy uczyć tych śmiesznych chińskich znaczków, to jest zapisu fonetycznego. Sama opanowałam go w wielkich bólach dopiero na pierwszym roku studiów. Słyszałam od niektórych swoich kursantów, że był on obowiązkowy w niektórych liceach, nie jest to jednak normą.

 

Szczerze? Moim skromnym zdaniem… 😉 Po co komu (tj. NIE-filologowi) nauka zapisu fonetycznego, skoro może odsłuchać nagrania na takich stronach jak

 

czy

 

 

Pamiętajcie o jednym: jeżeli uczycie się nowego słówka, zawsze przyswajajcie je KOMPLETNIE, tj. zarówno zapis, jak i wymowę.

 

Po pierwsze dlatego, że kiedyś będziecie się wstydzić czytania „BOŁGHT” zamiast „BOT” ( II forma od czasownika „buy”).

 

Po drugie dlatego, że jest to niewielka inwestycja czasu w porównaniu do efektu i już podjętych wcześniej kroków (przyswojenia zapisu). To tak jak nie kupić drugiego telefonu za jedną-czwartą ceny 😛 Jak nie macie, to nie macie, ale jak już macie, to się przyda 😛

 

Po trzecie, znajomość samego zapisu czy samej wymowy w niefortunnych okolicznościach będzie Was kosztowało połowę punktów na teście albo wstyd w konwersacji. Nie warto. Już lepiej poświęcić dodatkowe 30 sekund na wygooglowanie wymowy czy zapisu.

 

 

 

TAM I Z POWROTEM 

 

„Przerobiłam cały materiał zawarty w podręczniku. Przetłumaczyłam i wkułam wszystkie słówka, których nie znałam i, z poczuciem solidnego przygotowania, podeszłam do egzaminu. Uzyskałam wynik 80%. Dlaczego nie 100?”

 

Biura tłumaczeń wyceniają drożej tłumaczenie z języka polskiego na angielski, aniżeli odwrotnie. Dlaczego?

 

Ponieważ kontekst to władza! 😀 Potrafi on być bardzo sugestywny i świetnie podpowiedzieć nam znaczenie słówka, którego dotąd nie znaliśmy. Niestety, fakt, że potrafimy przetłumaczyć słówko z języka angielskiego na polski wcale nie oznacza, że w drugą stronę pójdzie nam równie gładko. Podobnie ma się sprawa z UŻYWANIEM JĘZYKA, to znaczy odtwarzanie języka nie przekłada się na samodzielną produkcję.

 

A teraz co to oznacza dla nas: często bez problemu tłumaczymy słówko na język polski, ale nie używamy go w swoich wypowiedziach i nie przychodzi nam ono naturalnie. Zupełnie tak, jakby ODBIÓR i KREOWANIE JĘZYKA stanowiły dwa odrębne worki z wiedzą językową i ODBIÓR dziwnym zrządzeniem jest zawsze zacniejszy 😉

 

Jak temu zaradzić? Zadbać o wszystkie możliwe kanały wykorzystywania słówka. Przyswajając nowe wyrażenie powinniśmy sprawdzać się:

 

– z języka polskiego na angielski,
– z angielskiego na polski,
– w kontekście,
– bez kontekstu,
– kreując (wyobrażając sobie czy też zapisując) własne sytuacje, w których takie słówko mogłoby zostać użyte.

 

W przeciwnym razie ryzykujemy jedynie bierny odbiór informacji i niezdolność do wykorzystania jej gdy przyjdzie do rozmowy czy maila.

 

 

 

 

 P.S. Kochani, dotarły do mnie głosy oburzenia związane z określeniem zapisu fonetycznego. To, co widać w komentarzach to jedynie kropla w morzu. Spieszę więc z wyjaśnieniami. 🙂

 


Moją intencją absolutnie nie było podważenie istoty fonetyki (zwłaszcza, że sama kocham bawić się wymową i „skakać” między akcentami) .  Jednak anglistyczną wiedzę przekazuję innym już od prawie

Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za wszystkie komentarze.
Ania

 

 

 

 

5 myśli na temat “4 błędy, które wszyscy powtarzamy ucząc się angielskiego

  1. Dobry i ciekawy artykuł.

    Z tego co mnie razi to powszechny błąd w użyciu czasownika ‚repeat’, który wymaga tutaj dopełnienia, tak więc poprawne jego użycie to „Can you repeat that?” (https://www.oxfordlearnersdictionaries.com/definition/english/repeat_1?q=repeat)

    Ostatnia uwaga dotyczy nauki zapisu fonetycznego: jego opanowanie przy prawidłowym nakierowaniu przez wykształconego nauczyciela wymaga niewielkiego wysiłku, natomiast korzyści z niego płynące są o wiele większe niż wysiłek włożony w jego opanowanie. Osobiście uważam, iż zamiast go (zapis fonetyczny) demonizować, należy go przedstawiać jako prostą i niezwykle powtarzalną część procesu uczenia, która raz opanowana pozwala na kształtowanie prawidłowej wymowy. Posiłkowanie się cudzą wymową to jednak nie to samo bez świadomości tego jakie konkretnie fonemy się za nią kryją. Nasz polski umysł będzie dokonywał aproksymacji w oparciu o dźwięki znane, tutaj: polskie, w efekcie deformując prawidłową wymowę angielskich słów.

    1. Co do „repeat” – przeoczenie, dziękuję za zwrócenie uwagi, już poprawiłam 😉

      Jeśli zaś chodzi o zapis fonetyczny, jestem ogromną fanką poprawnej wymowy i zabawy językiem. W dużym stopniu przyczyniły się do mojego wyboru ścieżki zawodowej. Świadomie pracuję nad swoim akcentem, a fonetyka z czasem stała się jednym z moich ulubionych przedmiotów na pierwszym roku. W zawodzie lektora i trenera doświadczenie nauczyło mnie jednak, że samo napomknięcie o przyswojeniu tej części języka bardzo często prowadzi do zniechęcenia kursantów. Czy uczyć ich zapisu? Jeśli są chętni, jak najbardziej 😉 But first things first 😉 Najpierw pozbądźmy się „komfortejbyl”, a potem pomyślmy nad ćwiczeniem wymowy „szła”. 😉 Just my humble opinion. 😉

      Pozdrawiam serdecznie,
      Ania

        1. Jestem pewna, że moi 60-paro letni kursanci by się z tym zgodzili 😀 😀 😀 Hmm… Nie, jednak by się nie zgodzili. 😛 Tak, jak istnieją ludzie, którzy nie mają poczucia rytmu, tak niektórzy nie czują (i nie poczują) różnicy między dźwiękami. Tzn. moi zdaniem jest to wykonalne, ale często niepotrzebne, a wysiłek jest nieproporcjonalny do efektu.

          Jako filolog słyszę różnicę między

          [e] egg, dress, yellow
          [ɜ:] bird, word, nurse
          [æ] cat, man, black
          [ə] driver, doctor, computer

          i jestem pewna, że Ty również.

          Uważam jednak, że nie potrzebuję znać budowy silnika, by umieć jeździć samochodem, a ktoś, kto chce się nauczyć komunikować za granicą na wakacjach nie musi wiedzieć ile mamy „odmian” E w angielskim. W nielicznych przypadkach (zwłaszcza u młodszych kursantów, np. maturzystów) to może mieć zastosowanie, owszem. Ale angielskiego uczą się nie tylko nastolatkowie.

  2. Bardzo ciekawy post! Z taką typową „książkowo-szkolną” nauką nie mam styczności już od ładnych kilku lat i nie chciałabym wracać do tego etapu. Mam wrażenie, że zbyt dużo uwagi przywiązuje się do wkuwania słówek, reguł, drobnych niuansów w wymowie. Natomiast taka prosta, faktyczna możliwość komunikacji zostaje zepchnięta na dalszy tor. Przynajmniej ja miałam takie doświadczenia, być może po prostu miałam pecha. Jeżeli chodzi o kwestię wymowy, to dla mnie najlepszą metodą jest uczenie się danych słówek i poznawanie języka „ze słuchu”, a dopiero potem poznawanie jego pisowni. Zresztą, w moim przypadku akurat, głównie w celach komunikacji na poziomie mowy a nie pisma zazwyczaj jest mi dany język potrzebny 🙂

Dodaj komentarz