Jak się zmotywować do ćwiczeń

Tekst napisałam w oparciu o własne doświadczenia, nie jestem specjalistą, ani personalnym trenerem. Zawsze należy konsultować się z lekarzem przed podjęciem działań mogących zaszkodzić zdrowiu. Sami wiecie 😉

 

Jeżeli nie interesują Cię korzyści, jakie czerpiemy z ćwiczeń, przewiń do tekstu pod zdjęciem żarówek 😉

 

A TAK W OGÓLE, TO PO CO?

 

Większość z nas ćwiczy dla zgrabnej sylwetki i ulubionych dżinsów. Sprawa zaczyna się komplikować, gdy zdajemy sobie sprawę, że ćwiczenia bezpośrednio wpływają na nasze zdrowie, które z czasem może z deka podupadać. Regularne ćwiczenia są więc jak odkładanie kasy na emeryturę – im wcześniej zaczniemy i im bardziej będziemy się do nich przykładać, tym większe profity przyjdą z czasem 😛 A nawet jeśli wszyscy nie skończymy jako atleci, to przynajmniej będziemy chodzić o własnych siłach w wieku 80-ciu lat, co w porównaniu z wózkiem czy domem starców jest całkiem przyjemną perspektywą.

 

Ćwicząc nie tylko dostarczamy mózgowi więcej tlenu, ale również pomagamy mu budować całkiem nowe szare komórki (innymi słowy, wylewanie z siebie siódmych potów sprawia, że jesteśmy mądrzejsi). Według badań NIC nie poprawia pamięci (w tym krzyżówki i nauka języków obcych), jak ruch. Regularna aktywność wzmacnia także układ odpornościowy i jestem na to żywym przykładem – od najbardziej chorowitego dziecka pod słońcem (średnio 2 tygodnie w szkole, tydzień w domu) przeszłam do regularnego biegania w minusowych temperaturach łapiąc jedno przeziębienie na całą zimę.

 

Ruszając nasze kochane cztery litery z kanapy spowalniamy też proces starzenia (Drogie Panie, mniej kasy na kremy! ;)) oraz w skutecznie regulujemy gospodarkę hormonalną (endorfinki szczęścia do góry, kortyzol i adrenalina od stresu w dół). Ćwiczenia fizyczne są również wymieniane przez największych przedsiębiorców świata jako najlepszy sposób na utrzymanie swojej produktywności na wysokim poziomie.
Warto też dodać, że gdy pozwalamy sobie błądzić myślami, np. podczas biegania, umysł przechodzi na fale alfa, a w tym stanie przychodzą nam do głowy najlepsze pomysły i rozwiązania problemów.
NAJPIERW TRZEBA ZACZĄĆ

 

Jeżeli ktoś czytał moje wcześniejsze posty, wie – jestem ogromną zwolenniczką robienia mikroskopijnych kroków. Plany wprowadzenia wielkich zmian zwykle palą na panewce i zostajemy z niczym. W przypadku ćwiczeń rozpoczęcie swojej aktywności od 30 minut intensywnego treningu może co najwyżej doprowadzić do kilkudniowych zakwasów takiego kalibru, że słodki Jezu Wam nie pomoże 😛 Nie wspomnę już o tym, że gdy się zasiedzimy, tracimy poczucie jaki BEZPIECZNIE możemy sobie dać wycisk. W przypływie motywacji przeginamy i doprowadzamy do kontuzji. Zamiana sofy na ortezę to kiepski układ. Powoli, 5-10 minut lekkiego wysiłku, np. żwawego marszu, dla osoby początkującej to aż nadto. Zawsze możemy potem podnieść sobie poprzeczkę.

 

NIE BĄDŹ IDIOTĄ

 

I nie obiecuj sobie biegania codziennie o 6 skoro rano oprzytomnienie po nocy zajmuje Ci kilkadziesiąt minut. Spójrz na swój przeciętny dzień i przeanalizuj go pod kątem:

 

a) czasu, jakim dysponujesz
b) zasobem energii o danej porze

 

Bo co Ci z tego, że o 22:00 masz czas, skoro zwykle o tej porze padasz już na twarz? Osobiście kiedyś uwielbiałam ćwiczyć w nocy i o godzinie 21:00 miałam jeszcze sporo energii, ale w miarę jak mój harmonogram ulegał zmianie, również moja „żywiołowość” 😉 rozkłada się dziś inaczej i jeśli zostawię ćwiczenia na wieczór, to na 90% nie będę miała już na nie siły. Rano bez śniadania o ćwiczeniach nie ma mowy, najlepiej mi się więc ćwiczy w godzinach popołudniowych. Wiem, że zdecydowana większość z nas nie ma luksusu elastyczności (np. pracujemy na zmiany albo nasze dni są różne), ale musimy niestety zarządzać tym, co mamy. Jeżeli, jak ja, rano się nie zwleczecie z łóżka, a wieczorem stać Was tylko na powłóczenie nogami, pozostaje pora po pracy, najlepiej po jej zakończeniu, nim do mózgu dotrze jakakolwiek wymówka 😉

POCHWAL SIĘ… A POTEM BÓJ

 

Czyli „social accountability”, o czym już wcześniej pisałam. Sztuczka polega na tym, abyśmy się pochwalili komuś, że mamy ambicję wprowadzenia do swojego życia regularnych ćwiczeń. Nie chodzi nam jednak o życzliwą duszę, która wybaczy wpadki, a raczej o surowego kata, który ochrzani nas z góry na dół jeżeli nie dotrzymamy postanowienia. W idealnym świecie wszyscy chodzilibyśmy jak w zegarku napędzani jedynie niezłomną silną wolą. W świecie realnym potrzebujemy kija i marchewki. Skrajne przypadki wymagają skrajnych środków. Jeżeli taka „kontrola” nie pomoże, sugeruję założyć się o realne pieniądze 😛 Serio 😛  Taki dodatkowy motywator potrafi zdziałać cuda, nawet jeżeli mowa o symbolicznych kwotach.

NIE JESTEŚ MASOCHISTĄ, NIE WYBIERAJ NARZĘDZIA TORTUR

 

Innymi słowy, wybieraj taką formę ćwiczeń, która będzie Ci sprawiać przyjemność. Wiem, wiem, mnie też największą przyjemność sprawiają lody i czerwone wino :D, ale skoro tych nie mamy w menu, to musimy zadowolić się np. Zumbą, pilatesem, jogą, tańcem towarzyskim, joggingiem, rolkami, pływaniem, wspinaczką, kickboxingiem, karate, płytami DVD, jazdą konną, czy nawet bzdurnymi spacerami z ulubioną muzyką w tle. Opcji jest wiele – eksperymentuj. Jeżeli cały rytuał nie będzie Ci sprawiał przyjemności, marne ma on szanse na przetrwanie w Twoim planie dnia. 

 

REKOMENDACJE

 

Jak wspominałam, specem nie jestem, ale z biegiem lat zgromadziłam pewne doświadczenie w aktywności fizycznej. Nie przepadam za siłownią, ćwiczę więc głównie przy płytach dvd, z wykorzystaniem filmików publikowanych w świeci przez moich ulubionych trenerów, biegając i projektując własne treningi siłowe i interwałowe. Niżej wymieniam kilku swoich ulubieńców, acz uprzedzam – ich stopień trudności jest bardzo różny i nie należy się porywać z motyką na słońce. Listę ułożyłam według (w moim odczuciu) poziomu trudności.

 

Fitness Blender – fantastyczny duet, mąż i żona (Daniel i Kelli) prowadzą cały biznes, a do sieci wrzucają MULTUM darmowych filmików. Na ich oficjalnej stronie jest wyszukiwarka, która podaje na tacy treningi według czasu i poziomu trudności. Serio, są fantastyczni.
Yoga with Adriene – youtuberka, darmowe video, początkujący mogą zacząć od bardzo dobrego darmowego programy na YT – 30 Days of Yoga. Bardzo przyjemny wstęp do jogi. Sądzę, że z wszystkich napotkanych przeze mnie programów, ten wydaje się najmniej inwazyjny dla organizmu i najłatwiejsz.
Blogilates – Cassey Ho – również youtuberka, specjalizuje się w pilatesie. Ma duży wybór filmów o bardzo różnej długości. Dobre wieści dla ludzi zajętych – włączamy 10-minuowy filmik na konkretną część ciała i jazda 😉
Jillian Michaels – ja zaczynałam od 30 Day Shred, treningu angażującego całe ciało. Dla osób, które się zasiedziały i dawno nie ćwiczyły jest brutalny, acz jeśli połączony ze zdrową dietą i regularnością, daje świetne efekty.
Jillian jest bardzo popularna w świecie fitnessu (i skuteczna) i wydała wiele płyt DVD, w tym między innymi:
– 6 Week 6 Pack
– Ripped in 30
– Body Revolution
– Killer Buns and Thighs
– Beginner Shred (jak nazwa wskazuje, dobry dla początkujących)
– Killer ABS
Turbo Fire – Chalene Johnson – dłuższy program, mieszanka cardio, dużej ilości wyskoków i nieco elementów sztuk walki (kopnięcia, uderzenia z pięści, sierpowe, itp.).
Les Mills Combat – program powstał w oparciu o mieszankę sztuk walki.
P90X – program zaprojektowany przez Tony’ego Hortona, z wszystkich powyższych jest to największa inwestycja czasowa. 5-6 treningów tygodniowo po ok. 60 min i wysoki poziom trudności. Program, jak nie trudno się domyślić, trwa 90 dni.

 

Aktywność fizyczna zajmuje w moim życiu BARDZO dużo miejsca, ponieważ w równie ogromnym stopniu wpływa na moją produktywność. Zasada jest prosta: gdy ćwiczę, ogarniam swoje życie i sprawniej żongluję wszystkimi projektami. Kiedy przestaję się regularnie ruszać, robi się ze mnie flak (w każdym tego słowa znaczeniu ;p).
Od jakiegoś czasu chodzi mi po koncepcja przeprowadzania na sobie, niczym na króliku doświadczalnym, takich „challengy” (np. 30-dniowych), dotyczących zarówno ćwiczeń fizycznych, jak i samoorganizacji, efektywnej nauki, produktywności, itp. Jest to przystępniejsza forma przekazywania Wam wiedzy i moich doświadczeń, a dla Was, mam nadzieję – byłoby to drobne wsparcie (każdy lubi wiedzieć, że nie on jeden się męczy ;)). Będzie to jednak zależało od mojego harmonogramu, ilości pracy i oczywiście Waszej reakcji na artykuł 🙂 Chętnie więc przyjmę wszelki feedback (czy to w komentarzach czy osobiście ;)). Będzie on dla mnie sygnałem na ile takie organizacyjno-edukacyjno-sportowe „wyzwania” Was interesują, a co za tym idzie – czy powinnam je umieścić w swoim blogowo-youtubowym planerze czy może też wykonywać je jedynie w zaciszu domowym 😉
Have a great weekend!!! 🙂

Ania

Dodaj komentarz