Hiszpański w 2 miesiące. Czy dam radę? :)

Jeżeli ktokolwiek kiedykolwiek pomyślał, że regularna nauka lub przyswajanie języków obcych przychodzi mi z większą łatwością, niż reszcie świata, to niech (w swej pomyłce) przemówi teraz lub zamilknie na wieki. 😛

Ale od początku . 😉 Najpierw video (trzeba kliknąć poniższe zdjęcie ;)), a potem artykuł. 😉


 

 

 

 

Podejść do języka hiszpańskiego miałam, żeby nie skłamać, minimum trzy. Próbowałam sama (bratowa pożyczyła mi nawet podręcznik), zapisałam się na kurs organizowany przez mój uniwersytet (na zajęcia uczęszczałam może pół roku), żeby na koniec kupić kilka podręczników do samodzielnej pracy w domu.

Efekty? Potrafię policzyć do 14 (przy 15 się blokuję), przedstawić się, zrozumieć wyrażenia „w prawo”, „w lewo”, „prosto” i zapytać gdzie jest łazienka. I to by było na tyle.

To ja może wytłumaczę co jest w planach i dlaczego tak, a nie inaczej. 😉

 

 

SPAL STATKI

Hernán Cortés, hiszpański konkwistador i zdobywca Meksyku, zasłynął ze swojej drastycznej metody zmuszenia swoich ludzi do przejęcia wyspy. Kazał spalić statki.

Albo, w podobnym tonie, jeśli ktoś woli

Albo znajdziemy drogę, albo ją sami wytyczymy.

Hannibal

 

Dla nas oznacza to FIZYCZNE ZMUSZENIE SIĘ do osiągnięcia rezultatów. W moim przypadku jest to ogłoszenie wszem i wobec, że pojadę do Hiszpanii, gdy zrobi się nieco chłodniej. To znaczy, mam takie szczere intencje. 😀

 

 

MIERZ SIŁY NA ZAMIARY

Dlaczego 2 miesiące? To dobre pytanie, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że planuję wyjechać później. Ano dlatego, że po drodze trzeba uwzględnić wiele rzeczy: to się babcię odwiedzi, tu post na bloga napisze, tam sklep online założy<3. A nuż (odpukać w niemalowane, choć za diabła w to nie wierzę 😀 ) mi się zachoruje lub coś skręci. NA PEWNO wypadnie coś, o czym w tej chwili nie wiem.

Bo czy nie jest tak zawsze?

Oczywiście mogę sobie wyobrażać, że przez najbliższe 120 dni opanuję płynnie cały język i będę spędzać 4 h dziennie powtarzając słówka i zwroty. Spoko. Znacie historie ludzi, których takie plany wypaliły? Bo ja nie. 😉 😛

Dopasowuję więc zamierzenia do potrzeb i realiów. Oceniam jakie mam możliwości czasowe, energetyczne (co często jest pomijane i zasypiamy z książką w ręku) i jakie cele. Tak ambitny plan nie byłby zbieżny ani z moim harmonogramem (12-13 h umysłowej pracy dziennie) i priorytetami (praca, rodzina, zdrowie fizyczne i psychiczne), ani z celami – chcę się umieć dogadać i przeżyć w obcym kraju, nie zostać kolejną Natalią Oreiro 😛 .

Poza tym

Progress over perfection.

Progres ponad perfekcję.

Zrobione jest lepsze od idealnego, a więc realne podstawy hiszpańskiego są lepsze od nieosiągalnej dla mnie (w tym czasie) płynności. 😉

 

 

 

GDYBYM BYŁA NA TWOIM MIEJSCU…

 

Planowanie nauki rozpoczęłam od prostego pytania: co sprawdzało się do tej pory najlepiej u moich początkujących kursantów?

Znów, nie mogę założyć, że uda mi się osiągnąć idealne odwzorowanie procesu, ponieważ pod względem różnorodności i dostępności do materiałów do nauki języka, opcji w angielskim jest zdecydowanie więcej. Wzięłam jednak na to poprawkę i oto, co udało mi się ustalić w początkowym stadium. 😉

 

 

 

 

PLAN NA POCZĄTEK

 

  1. Pierwszy 1000 najczęściej używanych słów w danym języku.Słowa to budulec języka, bez nich komunikacja nie istnieje. Można sobie wyobrazić przekaz bez gramatyki, ale przekaz bez słownictwa?* Trzeba jednak wziąć poprawkę na słówka, które bez kontekstu nam za dużo nie powiedzą (np. „de” czy „la”). W języku angielskim jest z resztą podobnie. Co nam po „of”, gdy nie widzimy kompletnego zdania? Tych słówek na początku będę unikać i to z kolei też jest kolejna ważna wskazówka:You don’t know what you don’t know. Nie wiesz czego nie wiesz.Innymi słowy, pewne elementy nabiorą sensu dopiero z czasem, gdy nasza wiedza językowa jest dostateczna, żeby ogarnąć dane zagadnienie w całości. Oczywiście możemy próbować to obejść, acz wiem z doświadczenia, że takie chwilowe „odpuszczenie sobie perfekcjonizmu” przyniesie korzyści z czasem – później przyswojenie tych koncepcji i słów zajmie nam o wiele mniej czasu. 😉 Albo inaczej: czasami nie uzyskamy odpowiedzi na pytanie „dlaczego tak” i łatwiej nam będzie, jeśli się z tym po prostu pogodzimy. 😉

     

    *Jeżeli ktoś dopiero zaczyna swoją przygodę z angielskim, to takową listę (uwzględniającą też zapis wymowy) może znaleźć w książce Szybka nauka języków obcych napisanej przez Pawła Sikoń. Zdecydowanie jedna z lepszych na rynku z tej kategorii.

  2. Blondynka na językach. Beata Pawlikowska.
    Słyszałam głosy od niektórych kursantów, że ta metoda ich nudzi, jednak ma ona też wielu zwolenników.
    Do jej plusów możemy zaliczyć:– automatyzację (ważną przy sztywnych wyrażeniach oraz późniejszym negatywnym wpływie stresu),
    100% kompatybilności między podręcznikiem, a nagraniami MP3, które umożliwiają utrwalanie materiału poza domem,
    strukturę prostych zdań (intuicyjne przyswojenie gdzie jest podmiot, gdzie orzeczenie, itp.) oraz kontekst (czyli to, czego będziemy potrzebować, m.in. do nauki przyimków).
  3. Mi Vida Loca. BBC
    Jest to seria filmów video, w których niejako jesteśmy bohaterem przestawianej historii i jedziemy do Madrytu odwiedzić znajomą. Kapitalna seria, jeśli ktoś ma w planach naukę hiszpańskiego, to serdecznie polecam.Do najistotniejszych plusów należą:
    – 80/20, czyli wybór 20% najistotniejszego dla mnie materiału. Seria jest poświęcona zagadnieniom związanym stricte z podróżą – pieniądze, jazda taksówką, autobusem, szukanie konkretnego miejsca, itp. Wybieram materiał, o którym wiem, że będzie mi potrzebny.
    – Łatwo się do niego przywiązać emocjonalnie – celujemy w materiały, które nas interesują. Nauka powinna być przyjemnością, nie katorgą.
  4.  Hiszpańskojęzyczne audiobooki, np. Harry Potter.Jako że zdarza mi się cierpieć na bezsenność, to jestem bardzo wprawiona w wyszukiwaniu dobrej jakości audiobooków na YouTube. Harry Potter dzięki swojej międzynarodowej sławie doczekał się wysokiej jakości nagrań, w tym oczywiście w j. hiszpańskim.

    Pointa – z językiem trzeba się osłuchać (z jego melodią, akcentem, dźwiękami, itp.). Osobie początkującej słuchanie wiadomości, w których tempo mówienia jest nierzadko szybsze od codziennych konwersacji, na nic by się zdały.

Jedna myśl na temat “Hiszpański w 2 miesiące. Czy dam radę? :)

  1. Boziu jak ja uwielbiam jak ktoś mi mówi, że „ty to masz talent do języków i dlatego masz C1”, pomijając fakt, że jestem na filologii i na samym tylko uniwersytecie mam 7×1,5 h zajęć w tygodniu i ok 3 pracy własnej… Tak, to zdolności 🙂

    Od siebie jeszcze polecam duolingo z hiszpańskiego po angielsku – fajnie poprawia drobne błędy językowe, szczególnie na początku ^^

    Powodzenia!

Dodaj komentarz